Выбрать главу

– Moje sutki. – Scott kiwnął głową. – Już mi twardnieją.

– No to zanim zupełnie się rozkleimy, mam jeszcze kilka pytań, po których będziemy mogli zakończyć tę rozmowę. Czy niejaki William Brannum jest pańskim pacjentem?

Mike ponownie zastanowił się i znów postanowił współpracować.

– Nie przypominam sobie takiego.

– Nie pamięta pan nazwisk wszystkich pacjentów?

– To nazwisko nie wydaje mi się znajome, ale może przyjęła go moja koleżanka albo ktoś…

– Koleżanka, czyli Ilene Goldfarb?

Znają się na robocie, pomyślał Mike.

– Tak, zgadza się.

– Pytaliśmy ją. Nie pamięta nikogo takiego.

Mike nie zadał oczywistego pytania: Co, rozmawialiście z nią? Milczał. Już rozmawiali z Ilene. O co tu chodzi, do diabła?

Na usta LeCrue powrócił uśmiech.

– Jest pan gotowy rozważyć następny szczebel przedsiębiorczości, doktorze Baye?

– Pewnie.

– To dobrze. Coś panu pokażę.

Odwrócił się do Duncana. Ten podał mu kartonową teczkę. LeCrue włożył niezapalonego papierosa do ust i sięgnął do środka poplamionymi nikotyną palcami. Wyjął jakąś kartkę i podsunął ją Mike'owi.

– Czy to wygląda znajomo?

Mike spojrzał na kartkę. Była to kserokopia recepty. W nagłówku widniały nazwiska jego i Ilene. Ponadto ich adresy w nowojorskim szpitalu Prezbiterian, numer licencji oraz puste miejsce dla DEA. Recepta na oxycontin została wystawiona dla Williama Brannuma.

Była podpisana przez doktora Michaela Baye.

– Czy to wygląda znajomo?

Mike z trudem powstrzymał cisnące się na usta słowa.

– Ponieważ doktor Goldfarb twierdzi, że to nie jej recepta i nie zna tego pacjenta.

Podsunął mu drugą kartkę. Następna recepta. Tym razem na xanax. Też podpisaną przez doktora Michaela Baye. I jeszcze jedną.

– Czy któreś z tych nazwisk coś panu mówi?

Mike nie odpowiedział.

– Och, ta jest interesująca. Chce pan wiedzieć dlaczego?

Mike tylko na niego spojrzał.

– Ponieważ jest wystawiona na Carsona Bledsoe. Czy pan wie, kto to taki?

Mike miał wrażenie, że chyba wie, ale nie powiedział tego.

– A powinienem?

– Tak nazywa się ten chłopak ze złamanym nosem, którego pan popychał, kiedy pana zgarnęliśmy.

Następne przedsiębiorcze posunięcie, pomyślał Mike. Omotać dzieciaka jakiegoś lekarza. Kraść bloczki recept i wypisywać je samemu.

– Teraz w najlepszym razie – to znaczy, jeśli wszystko ułoży się pomyślnie i uśmiechnie się do pana szczęście – jedynie straci pan prawo wykonywania zawodu i już nigdy nie będzie praktykował. To najlepszy scenariusz. Przestanie pan być lekarzem.

Mike wiedział, że lepiej się nie odzywać.

– Widzi pan, pracujemy nad tą sprawą od dawna. Obserwowaliśmy ten klub. Wiemy, co się tam dzieje. Moglibyśmy aresztować grupkę bogatych dzieciaków, ale po co, jeśli nie odetnie się głowy hydrze? Na tym właśnie polega problem z tego rodzaju przedsięwzięciem: potrzebni są pośrednicy. Przestępczość zorganizowana zaczyna się poważnie interesować tym rynkiem Mogą zarobić na oxycotinie tyle samo co na kokainie, może więcej. Tak czy inaczej, obserwowaliśmy ich. I ostatniej nocy coś tam poszło nie tak. Pojawił się pan, nienotowany lekarz. Został pan napadnięty. Dziś znów się pan pojawia i rozrabia. Dlatego obawiamy się – zarówno DEA, jak i biuro prokuratora – że całe to przedsięwzięcie pod szyldem klubu Jaguar zwinie namiot i zostaniemy z niczym. Dlatego musimy uderzyć teraz.

– Nie mam nic do powiedzenia.

– Na pewno pan ma.

– Zaczekam na mojego adwokata.

– Nie chce pan rozgrywać tego w ten sposób, ponieważ wcale nie sądzimy, że to pan wystawił te recepty. Widzi pan, mamy także kilka takich, które naprawdę pan wystawił. Porównaliśmy charakter pisma. Nie jest pański. Co oznacza, że albo dał pan bloczki recept komuś innemu – co byłoby poważnym przestępstwem – albo ktoś je panu ukradł.

– Nie mam nic do powiedzenia.

– Nie może go pan ochronić, doktorze. Wy wszyscy myślicie, że możecie. Rodzice wciąż próbują bronić swoich dzieci. Jednak to się nie uda. Każdy znany mi lekarz trzyma bloczek recept w domu. Po prostu na wypadek, gdyby musiał nagle przepisać komuś lek. Łatwo jest ukraść lekarstwa z apteczki. Chyba jeszcze łatwiej jest ukraść bloczki z receptami. Mike wstał.

– Wychodzę.

– Nie ma mowy. Pana syn jest jednym z tych bogatych dzieciaków, o których mówiliśmy, lecz to postępowanie stawia go w rzędzie obok prawdziwych przestępców. Może zostać oskarżony co najmniej o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i rozprowadzanie niedozwolonych substancji. To poważne zarzuty, zagrożone wyrokiem do dwudziestu lat w więzieniu federalnym. Jednak my nie chcemy pańskiego syna. Chcemy Rosemary McDevitt. Możemy zawrzeć ugodę.

– Zaczekam na mojego adwokata – powtórzył Mike.

– Doskonale – rzekł LeCrue. – Ponieważ pańska czarująca adwokat właśnie przybyła.

29

Zgwałcona.

Po tych wypowiedzianych przez Susan Loriman słowach nie zapadła cisza, raczej dał się słyszeć szum towarzyszący gwałtownej zmianie ciśnienia, jakby restauracja była za szybko zjeżdżającą windą.

Zgwałcona.

Ilene Goldfarb nie wiedziała, co powiedzieć. Z pewnością wysłuchała w życiu wielu złych wiadomości i sama też wiele ich przekazała, lecz ta była nieoczekiwana. W końcu przyjęła rzeczową i wyczekującą postawę.

– Przykro mi.

Teraz Susan Loriman nie tylko zamknęła oczy, ale mocno zaciskała powieki, jak dziecko. W dłoniach wciąż trzymała filiżankę. Ilene zastanawiała się, czy wziąć ją za rękę, ale postanowiła tego nie robić. Kelnerka ruszyła ku nim, lecz Ilene powstrzymała ją, kręcąc głową. Susan wciąż miała zamknięte oczy.

– Nie powiedziałam Dantemu.

Obok przeszła kelnerka z tacą zastawioną talerzami. Ktoś poprosił o wodę. Kobieta przy sąsiednim stoliku próbowała podsłuchiwać, lecz Ilene przeszyła ją groźnym spojrzeniem, zmuszając do rejterady.

– Nie powiedziałam o tym nikomu. Kiedy zaszłam w ciążę, pomyślałam, że to dziecko Dantego. A przynajmniej taką miałam nadzieję. Potem na świat przyszedł Lucas i chyba już wiedziałam. Jednak nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Żyłam dalej. To było dawno temu.

– Nie zgłosiłaś gwałtu?

Przecząco pokręciła głową.

– Nie możesz nikomu o tym powiedzieć. Proszę.

– Dobrze.

Siedziały w milczeniu.

– Susan?

Podniosła głowę.

– Wiem, że to było dawno temu… – zaczęła Ilene.

– Jedenaście lat – powiedziała Susan.

– No tak. Może jednak zastanowisz się nad zgłoszeniem tego.

– Co?

– Gdyby go złapano, moglibyśmy go zbadać. Może nawet jest już w bazie. Gwałciciele zwykle nie poprzestają na jednym razie.

Susan znów pokręciła głową.

– Skupimy się na poszukiwaniu dawcy w szkole.

– Czy wiesz, jakie są szanse na znalezienie takiego, jakiego potrzebujemy?

– To musi się udać.

– Susan, musisz iść na policję.

– Proszę, zostaw to.

Nagle Ilene przyszła do głowy dziwna myśl.

– Czy znasz tego gwałciciela?

– Co takiego? Nie.

– Naprawdę powinnaś rozważyć moją propozycję.

– I tak go nie złapią, prawda? Muszę iść. – Susan wstała od stolika. – Gdybym sądziła, że jest jakaś szansa, że pomogę w ten sposób mojemu synowi, zrobiłabym to. Jednak nie ma. Proszę, doktor Goldfarb. Niech pani pomoże mi szukać dawcy w szkole. Albo znaleźć jakiś inny sposób. Proszę, teraz zna pani prawdę. Musi pani tak to zostawić.