– Co powiedział o naszym honorarium?
– No – Tony spojrzał na mnie z ukosa – to było dla niego jak silny cios w dołek. Mówi, że go nie stać na nasze usługi. Ale zaraz potem błaga, żebyśmy go nie zostawiali. Nie układa mu się współpraca z tym pajacem Rightsworthem, ale kto by się umiał z nim dogadać? Spójrz tylko na niego, facet daje się ponieść nerwom i wyładowuje gniew na Bogu ducha winnej żonie. – Przeniósł wzrok na Mirandę, która znów zalała się łzami. – Rzekomo była jego sekretarką. To jej zdjęcie stoi tam, na biurku. Była z niej niezła sztuka, prawdziwa ślicznotka, mówię ci.
Spojrzałem na duże, portretowe zdjęcie wykonane w profesjonalnym atelier, przepiękne, zjawiskowe oblicze o delikatnej strukturze kostnej, szeroko rozstawionych oczach i ustach zastygłych w delikatnym uśmiechu. Fotografia zrobiona jeszcze przed ślubem, jak sądziłem, kiedy Miranda prezentowała się naprawdę wspaniale i była wyjątkowo atrakcyjna. Zanim proza życia dała jej w kość i brutalnie zdeptała wszelkie jej marzenia.
– Czy mówiłeś mu, że możemy pomóc mu choćby i za darmo? – spytałem.
– Ni cholery, nie pisnąłem o tym ani słowa, szczerze mówiąc, nie lubię gada.
Jako firma wykonywaliśmy czasem zlecenia za darmo, to zależało od okoliczności. Wszyscy partnerzy zgadzali się, że rodzina w potrzebie powinna otrzymać pomoc niezależnie od sytuacji materialnej, i nikt z nas nie kręcił nosem, gdy przyszło mu pracować nad taką właśnie, niedochodową sprawą. Nigdy zresztą nie pobieramy wysokich opłat za swoje usługi, celem istnienia naszej firmy jest zapobieganie i pomoc ofiarom uprowadzeń, a nie działanie samo w sobie i wymuszanie horrendalnych opłat. Zwykłe honorarium, jakieś wydatki, żadnych dodatkowych opłat. Nasi klienci mieli pewność, że wysokość okupu nie wpłynie w żaden sposób na nasze wynagrodzenie.
Telefon rozdzwonił się nagle, aż wszyscy obecni w pokoju drgnęli gwałtownie. Tony i Rightsworth gestem nakazali Nerrit’emu, aby podniósł słuchawkę, a ten zrobił to jak skazaniec idący na ścięcie. Zauważyłem, że wciągnął brzuch, napiął mięśnie, spłycił oddech. Gdyby w pokoju panowała całkowita cisza, moglibyśmy usłyszeć, jak bije mu serce. Zanim wyciągnął drżącą dłoń w stronę aparatu, Tony uruchomił magnetofon i wzmacniacz, aby wszyscy w pomieszczeniu mogli usłyszeć głos dzwoniącego.
– Halo – rzucił ochryple Nerrity.
– To ty, John? – Głos kobiety, wysoki, przepełniony niepokojem: – Czekacie na mnie?
– Och. – Miranda gwałtownie zerwała się z miejsca. – To moja matka. Poprosiłam ją…
Nie dokończyła, bo w tej samej chwili mąż podał jej słuchawkę z morderczym błyskiem w oku i nazbyt gwałtownie wyzwolonym napięciem. Wzięła ją do ręki delikatnie, tak, by nawet przypadkiem go nie dotknąć.
– Mamo? – spytała drżącym głosem. – Tak, proszę cię, przyjedź. Pomyślałam, że mogłabyś…
– Moja droga, kiedy wcześniej do mnie dzwoniłaś, wydawałaś się taka wzburzona. Nie chciałaś powiedzieć mi, co się stało! Tak bardzo się martwiłam! Nie lubię wtrącać się w wasze sprawy, przecież wiesz.
– Mamo, po prostu przyjedź.
– Nie, ja…
John Nerrity wyrwał żonie słuchawkę i nieomal krzyknął: – Rosemary, po prostu przyjedź. Miranda cię potrzebuje. Nie kłóć się. Przyjedź najszybciej, jak możesz, dobrze? – Z wściekłością cisnął słuchawkę na widełki, a ja zacząłem zastanawiać się, czy władczy ton głosu faktycznie zaowocuje przyjazdem teściowej.
Telefon zadzwonił niemal natychmiast, a Nerrity schwycił słuchawkę i gniewnym tonem wycedził: – Rosemary, powiedziałem ci…
– John Nerrity, zgadza się? – zapytał głos. Męski, donośny, agresywny, groźny. To nie była Rosemary. Lodowate ciarki przeszły mi po grzbiecie.
Tony pochylił się nad sprzętem nagrywającym, obserwując wychylenia rozedrganych wskaźników.
– Tak – rzekł zdyszanym głosem Nerrity, wypuszczając resztki powietrza z płuc.
– Posłuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. W pudle przy głównej bramie znajdziesz taśmę. Zrób dokładnie to, co ci każą na tym nagraniu. – Rozległ się suchy szczęk i na linii zapanowała cisza, a potem dał się słyszeć głos Tony’ego, zwracającego się zapewne do techników od telefonu.
– Udało się namierzyć, skąd był ten drugi telefon? – zapytał. Odpowiedź wyczytaliśmy na jego twarzy. – W porządku – rzucił z rezygnacją. – Dzięki. – Po czym zwrócił się do Nerrity’ego: – Potrzebują piętnastu sekund, mniej niż za dawnych czasów. Kłopot w tym, że bandziory też o tym wiedzą…
Nerrity zmierzał już w stronę bramy, słychać było chrzęst jego kroków na żwirze.
Alessia faktycznie wyglądała mizernie. Ukląkłem przy jej fotelu i objąłem ją ramionami.
– Możesz zaczekać w sąsiednim pokoju – powiedziałem – pooglądać telewizję. Poczytać książkę.
– Wiesz, że nie mogę.
– Przykro mi z powodu tego wszystkiego.
Spojrzała na mnie z ukosa. – Chciałeś odwieźć mnie do domu, do Popsy. To moja wina, że tu jestem. Nic mi nie jest. Nie będę ci sprawiać kłopotów, obiecuję. – Przełknęła ślinę. – To wszystko jest takie dziwne… móc widzieć to wszystko z całkiem innej perspektywy.
– Wspaniała z ciebie dziewczyna – powiedziałem. – Popsy opowiadała mi o tobie w samych superlatywach i to się właśnie potwierdza.
Jakby trochę się uspokoiła i oparła głowę na moim ramieniu.
– Jesteś moim fundamentem, wiesz o tym? – spytała. – Gdyby nie ty, mój świat całkiem runąłby w posadach.
– Będę przy tobie – zapewniłem. – Ale mówiąc serio, najlepiej będzie, jeżeli ty i Miranda pójdziecie do kuchni i poszukacie czegoś do jedzenia. Zmuś ją, żeby coś przełknęła, cokolwiek. I sama też zjedz. Jakieś herbatniki, ciasto… coś w tym rodzaju.
– To tuczące – odparła automatycznie, jak na dżokeja przystało.
– Ale teraz to dla was najlepsze. To naturalny środek na uspokojenie. Właśnie dlatego ludzie nieszczęśliwi ciągle coś jedzą.
– Wiesz tyle niesamowitych rzeczy.
– A poza tym – dodałem – nie chcę, aby Miranda usłyszała, co jest na tej taśmie.
– Och, no tak. – Jej oczy rozszerzyły się, kiedy sobie przypomniała. – Pucinelli wyłączył tamtą taśmę… abym nie dowiedziała się, co było na niej nagrane.
– Tak. To było okropne. W tym przypadku będzie tak samo. Pierwsze żądanie jest zwykle najbardziej przerażające. Groźby mają na celu złamanie oporu rodziny uprowadzonej ofiary. Chodzi o zmuszenie Nerrity’ego, aby jak najszybciej zapłacił tyle, ile żądają porywacze, niezależnie od ceny, i w ten sposób ocalił życie syna. Dlatego, moja droga Alessio, zaprowadź Mirandę do kuchni i poczęstuj ją ciastem.
Uśmiechnęła się ciut bojaźliwie i podeszła do Mirandy, która pochlipywała cichutko, jakby miała czkawkę, i która bez przekonania dała się namówić na zaparzenie herbaty. Kobiety oddaliły się, a Nerrity wrócił z brązowym, kartonowym pudełkiem w dłoni.
Rightsworth otworzył je osobiście, uprzednio polecając innym, aby się cofnęli. Tony uniósł brwi w sardonicznym geście. Rightsworth wyjął parę cienkich, gumowych rękawiczek i nałożył je metodycznie, po czym ostrożnie rozciął scyzorykiem taśmę, którą zalepiono pudełko. Po otwarciu pudełka Rightsworth pierwszy zajrzał do środka i włożył tam rękę, a następnie wyjął całą zawartość – jedną kasetę magnetofonową w plastikowym pudełku, tak jak można się było tego spodziewać.
Nerrity spojrzał na taśmę takim wzrokiem, jakby miała go zaraz ugryźć, po czym machinalnie wskazał ręką na znajdujący się pod jedną ze ścian drogi zestaw stereo. Rightsworth odnalazł kieszeń na kasetę, a Nerrity wcisnął właściwe guziki.
W pomieszczeniu rozległ się głos – oschły, grzmiący i bezwzględny.
– Posłuchaj, Nerrity, i słuchaj uważnie.
Zrobiłem trzy kroki i błyskawicznie przyciszyłem głos zgodnie z założeniem, że groźby fortissimo będą brzmieć jeszcze groźniej niż powinny. Tony pokiwał głową ze zrozumieniem, ale Rightsworth był wyraźnie poirytowany. Głos mówił dalej, nieco łagodniejszy, jeżeli chodzi o poziom decybeli, ale ani trochę łagodniejszy, biorąc pod uwagę przekazywane treści.