Grum nadął się. — Długo stał ten zamek i wytrzymał wiele szturmów — rzekł. — Ale wy, które wolałyście uznać potęgę Trollheimu, jesteście najmądrzejsze. Jesteśmy straszni dla naszych wrogów, lecz szczodrze obdarowujemy przyjaciół. — Uśmiechnął się głupkowato. — Niedługo i ja dam ci pewien dar. Jak masz na imię?
— Na imię mi Leea, jestem siostrą jarla Imryka.
— Nie nazywaj go tak, gdyż teraz ja, Grum, jestem jarlem Krainy Czarów na tej wyspie, a Imryk — ostatnim z moich niewolników. Wprowadzić jeńców!
Wielmoże Alfheimu szli powoli, powłócząc nogami, z pochylonymi głowami. Na ich brudnych twarzach malowała się gorycz, ramiona uginały pod brzemieniem cięższym niż łańcuchy. Imryk szedł na czele. Zlepione zakrzepłą krwią włosy sterczały mu na wszystkie strony, a bose stopy zostawiały na ziemi krwawe ślady. Elfowie nic nie powiedzieli, nawet nie spojrzeli na Elfiny, gdy prowadzono ich do lochów. Za nimi szli zwykli jeńcy, cała mila nieszczęścia.
Illrede podjechał od strony okrętów. — Elfheugh jest nasze — powiedział — i pozostawiamy cię, Grumie, żebyś nim władał, kiedy będziemy podbijać resztę Alfheimu. Nie zabraknie wam pracy, gdyż w Anglii, Szkocji i Walii pozostało jeszcze wiele nie zdobytych elfowych twierdz i dość Elfów ukrywających się w lasach i wśród wzgórz.
Król Trollów wszedł pierwszy do zamku. — Zanim stąd odjedziemy, mamy jeszcze coś do załatwienia — rzekł. — Przed dziewięciuset laty Imryk pojmał naszą córkę, Gorę. Niech odzyska wolność.
Kiedy dworzanie poszli za swym władcą, Leea pociągnęła Walgarda za rękaw. Nie odrywała od niego wzroku. — Na początku wzięłam cię za Skafloka, śmiertelnika, który przebywał wśród nas — szepnęła — ale czuję, że nie jesteś człowiekiem…
— Nie — skrzywił usta Walgard. — Jestem Walgard Berserker z Trollheimu. W pewnym sensie Skaflok i ja jesteśmy braćmi, gdyż masz przed sobą odmieńca zrodzonego z Trollicy Góry i Imryka. Pozostawiono mnie zamiast chłopca, który stał się Skaflokiem.
— A zatem… — Leea zacisnęła mocniej palce na jego ramieniu i syknęła: — Więc to ty jesteś Walgardem, o którym mówiła Freda? Jej bratem?
— Jestem nim. — Zapytał szorstko: — Gdzie ona jest? — Potrząsnął Elfiną. — A gdzie jest Skaflok?
— Ja… nie wiem… Freda uciekła z zamku, powiedziała, że chce go odnaleźć…
— Więc jeśli nie została schwytana w drodze, a nie słyszałem o tym, jest z nim. To niedobrze!
Leea uśmiechnęła się, przysłaniając oczy powiekami. — Nareszcie rozumiem, co Tyr miał na myśli — szepnęła do siebie — i dlaczego Imryk dochował tajemnicy. — Po czym rzekła śmiało do Walgarda: — Dlaczego uważasz, że to niedobrze? Zabiłeś wszystkich z rodu Orma, z wyjątkiem tych dwojga, i przy twoim współudziale spotkało ich coś znacznie gorszego. Jeśli nienawidziłeś rodowców Orma, a przecież tak musiało być, jakiej lepszej zemsty mógłbyś pragnąć?
Walgard potrząsnął głową. — Nie miałem nic przeciw Ormowi ani jego rodowi — mruknął. I rozglądając się dookoła ze zdziwieniem, jakby budził się z przykrego snu, dodał: — Chociaż musiałem ich nienawidzić, aby wyrządzić im tyle złego… mojemu rodzeństwu… — Przesunął ręką po oczach. — Nie, oni nie są moimi krewnymi, czy też są… albo byli?
Uciekł od Elfiny i pośpieszył za królem Trollów. Leea poszła za nim, nadal uśmiechając się tajemniczo.
Illrede zasiadł na wysokim krześle Imryka. Utkwił wzrok w wewnętrznych drzwiach sali i zachichotał cicho, gdy usłyszał kroki swych gwardzistów. — Prowadzą Gorę — mruknął. Moją małą dziewczynkę, która śmiała się i bawiła u moich kolan. — Położył ciężką dłoń na ramieniu odmieńca. — Twoją matkę, Walgardzie.
Trollica weszła powłócząc nogami, wychudła, pomarszczona, zgarbiona od kulenia się przez setki lat w ciemnym lochu. Z jej przypominającej trupią czaszkę twarzy spoglądały puste oczy, przez które tylko czasem przepływały cienie wspomnień.
— Góro — Illrede podniósł się, po czym znów osunął na krzesło.
Mrugając oczami rozejrzała się dookoła; była prawie ślepa. — Kto woła Gorę? — wymamrotała. — Kto woła Gorę, woła zmarłą. Góra nie żyje, panie, zmarła przed dziewięciuset laty. Pochowali ją w podziemiach zamku, a jej białe kości podtrzymują, wieże pod gwiazdami. Czy nie możesz pozwolić, aby biedna Trollica spoczywała w pokoju?
Walgard cofnął się wyciągając rękę, jakby chciał odepchnąć stwora, który potykając się zmierzał w jego stronę. Illrede otworzył ramiona: — Góro! — zawołał. — Góro, czy nie poznajesz swego ojca? Czy nie poznajesz swego syna?
Głos Trollicy zaszemrał głucho w wielkiej sali: — Jak umarły może kogoś poznać? Jak może wydać kogoś na świat? Umysł, który zrodził sny, stał się łonem pełnym robaków. Mrówki biegają w pustce tam, gdzie kiedyś biło serce. Och, oddajcie mi mój łańcuch! Oddajcie mi kochanka, który obejmował mnie w ciemnościach! — Zaskomlała. — Nie wskrzeszaj biednych przerażonych umarłych, panie, i nie budź szaleńców, gdyż życie i rozum są potworami, które żyją pożerając to, co wydało ich na świat.
Przechyliła lekko głowę w bok, nasłuchując. — Słyszę tętent kopyt — powiedziała cicho. — Słyszę tętent kopyt cwałujących na końcu świata. To czas mknie w przyszłość. Śnieg spada z grzywy jego konia, błyskawice tryskają spod kopyt, a tam, gdzie Czas jak wicher przemknął w nocy, pozostały tylko zeschłe liście wirujące wśród zawieruchy, którą wywołał. Zbliża się, słyszę, jak uciekają przed nim światy… Oddajcie mi moją śmierć! — wrzasnęła. Pozwólcie mi wpełznąć z powrotem do grobu i ukryć się przed Czasem!
Szlochając skuliła się na podłodze. Illrede dał znak swym gwardzistom. — Zabierzcie ją stąd i zabijcie — rozkazał. Zwracając się do Gruma, dodał: — Powieś Imryka za kciuki nad ogniskiem. Niech wisi do czasu, aż zdobędziemy Alfheim, i będziemy mogli pomyśleć o nagrodzie dla niego. — Wstał i zawołał: — Hej, Trollowie, przygotujcie się do podróży! Zaraz odpływamy!
Chociaż wojownicy czekali na ucztę w Elfheugh, nikt, kto ujrzał oblicze króla, nie ośmielił się zaprotestować i wkrótce potem czarne statki skierowały się na południe i zniknęły za horyzontem.
— Tym więcej pozostanie dla nas — roześmiał się Grum. Spojrzał na pobladłego Walgarda i dodał: — Myślę, że dobrze zrobisz, jeśli upijesz się tej nocy.
— Zrobię to — odparł berserker — i wyruszę do boju tak szybko, jak będę mógł zebrać żołnierzy.
Teraz dowódcy Trollów zgromadzili w sali niewiasty z Elfheugh i wzięli te, które wpadły im w oko, nim oddali pozostałe żołnierzom. Grum położył swą jedyną dłoń na przegubie Leei.
— Mądrze postąpiłaś poddając się — powiedział szczerząc zęby — więc nie mogę pozwolić, żebyś została zdegradowana. Nadal pozostaniesz damą jarla.
Poszła za nim posłusznie, ale mijając Walgarda uśmiechnęła się, spoglądając nań z ukosa. Berserker nie mógł oderwać oczu od Elfiny. Nigdy nie widział takiej niewiasty. Tak, przy niej mógłby zapomnieć o ciemnowłosej czarownicy, która nawiedzała go w snach.
Trollowie żarli i żłopali przez kilka dni, po czym Walgard poprowadził swoich żołnierzy przeciw innej elfowej twierdzy, która jeszcze nie padła, gdyż zdołała dotrzeć do niej pewna liczba Elfów. Zamek ten nie był duży, lecz mury miał wysokie i masywne, a strzały obrońców trzymały Trollów z dala od nich.
Walgard czekał przez cały dzień. Tuż przed zachodem słońca podkradł się pod osłoną krzewów i licznych głazów niemal pod same mury, a senni i oślepieni blaskiem elfowi wartownicy nie zauważyli go. O zmroku głos rogu dał sygnał do walki i Trollowie zaatakowali. Walgard podniósł się i zamachnął co sił, zaczepiając bosak o blankę. Wspiął się po przywiązanej doń linie na szczyt muru i zadął w róg.