Elfowi wartownicy rzucili się na niego. Mimo żelaznej zbroi i broni musiał stoczyć zaciętą walkę. Trollowie szybko odnaleźli linę i poszli w jego ślady. Kiedy oczyścili z obrońców część muru, pozostali w dole wojownicy mogli oprzeć o niego drabiny. Niebawem znalazło się tam tylu Trollów, że wyrąbali sobie drogę do bramy i wpuścili resztę żołnierzy.
Nastąpiła teraz masowa rzeź Elfów. Jeszcze więcej wzięto do niewoli i w łańcuchach zaprowadzono do Elfheugh. Walgard splądrował i spalił wszystkie siedziby Elfów w okolicy i powrócił z wielkimi łupami.
Grum powitał go niechętnie, gdyż uważał, że odmieniec zyskał sobie zbyt wielką sławę wśród Trollów. — Mogłeś pozostać z garnizonem, którym obsadziłeś zdobyty zamek — powiedział. — To miejsce jest za małe dla nas dwóch.
— To prawda — mruknął Walgard, spoglądając zimno na jarla.
Mimo to Grum musiał wydać ucztę na jego cześć i posadzić po prawicy wysokiego, jarlowskiego krzesła. Elfiny usługiwały Trollom i Leea raz za razem przynosiła Walgardowi róg pełen mocnego wina.
— To za naszego bohatera, największego spośród wszystkich wojowników zarówno na ziemiach ludzi, jak i w Krainie Czarów — spełniła toast. Srebrzyste światło przenikało przez cienki jedwab aż do jej skóry i Walgardowi zakręciło się w głowie nie tylko od wina.
— Możesz mi ofiarować lepsze podziękowanie — zawołał i posadził ją sobie na kolanach. Pocałował Elfinę namiętnie, a Leea odpowiedziała mu z równym żarem.
Grum, który dotąd siedział zgarbiony w krześle i w milczeniu wychylał róg za rogiem, poruszył się gniewnie. — Wracaj do roboty, niewierna suko! — warknął, do Walgarda zaś rzekł: — Zostaw moją niewiastę w spokoju. Masz swoje.
— Ale ta bardziej mi się podoba — odparł odmieniec. — Dam ci za nią trzy inne.
— Ha, mogę zabrać twoją trójkę, jeśli zechcę — ja, twój jarl. To, co wybieram, należy do mnie. Zostaw ją w spokoju.
— Zdobycz powinna należeć do tego, kto potrafi ją lepiej wykorzystać — zadrwiła Leea, nie ruszając się z kolan Walgarda. — A ty masz tylko jedną rękę.
Troll zerwał się z krzesła. Zaślepiony gniewem, po omacku szukał miecza, gdyż jego współplemieńcy mieli zwyczaj ucztować z bronią u boku. — Pomóż mi! — zawołała Leea.
Wydawało się, że topór Walgarda sam wskoczył mu w garść. Zanim źle władający lewą ręką Grum zdołał wyciągnąć brzeszczot, topór odmieńca ugodził go w kark.
Krew buchnęła ze strasznej rany i Troll padł do stóp Walgarda. Spojrzał w wykrzywioną gniewem bladą twarz berserkera. — Jesteś zły — powiedział — ale ona jest jeszcze gorsza. — I umarł.
W sali wybuchła wrzawa, zabłysła obnażona broń i Trollowie rzucili się w stronę jarlowskiego krzesła. Jedni domagali się śmierci Walgarda, inni zaś przysięgali, że będą go bronić. Przez chwilę wydawało się, że dojdzie do bitwy.
Wówczas Walgard zerwał z głowy Gruma zakrwawiony diadem, który przedtem należał do Imryka, i włożył go. Później wskoczył na jarlowskie krzesło i zagłuszył zgiełk wołaniem o ciszę.
I stopniowo w wielkiej sali zapadła cisza, w której słychać było tylko głośne oddechy. Błyszczały obnażone brzeszczoty, czuć było ostry zapach strachu i wszystkie oczy spoczywały na Walgardzie, który stał wyniośle, ufny w swą siłę.
Przemówił do obecnych, a w jego głosie pobrzmiewały metaliczne nutki: — To wydarzyło się wcześniej, niż się spodziewałem, ale musiało się tak stać. Na cóż mógł się przydać Trollom taki kaleka jak Grum, niezdatny do walki, tylko do żarcia, chlania i spania z niewiastami, które mogły dostać się lepszym od niego mężom? Ja, który pochodzę z rodu równie szlachetnego, jak każdy inny w Trollheimie, i pokazałem, że umiem zwyciężać, bardziej nadaję się na waszego jarla. Poza tym jestem teraz jarlem z woli mego dziada, króla Illredego. Przyniesie to korzyści wszystkim Trollom, a zwłaszcza tym z Anglii. Obiecuję wam zwycięstwo, bogactwa, wygodne życie i sławę, jeśli obwołacie mnie jarlem.
Wyciągnął topór z głowy Gruma i podniósł go. — Jeżeli ktoś jest przeciwny memu wyniesieniu, musi zrobić to po moim trupie — teraz — oświadczył. — A tym, którzy pozostaną mi wierni, odpłacę po stokroć.
W tej chwili mężowie, którzy zdobywali z Walgardem elfowy zamek, zaczęli wiwatować na jego cześć. Drudzy, którzy nie chcieli walczyć, kolejno przyłączali się do nich, tak że w końcu berserker zasiadł w jarlowskim krześle i uczta trwała dalej. Grum był niezbyt lubiany i nie miał bliskich krewnych, dalsi zaś zgodzili się przyjąć główczyznę.
Później, gdy został w sypialni sam na sam z Leeą, odmieniec spojrzał na nią ponuro. — Po raz drugi w moim życiu niewiasta pchnęła mnie do morderstwa — rzekł. — Gdybym był mądry, poćwiartowałbym twoje ciało.
— Nie mogę ci w tym przeszkodzić, panie — zamruczała i zarzuciła mu ręce na szyję.
— Wiesz, że nie mogę tego zrobić — odparł ochryple. — To czcze gadanie. Moje życie i tak jest dostatecznie ponure bez spokoju, który możesz mi dać.
Mimo to zapytał ją później:
— Czy byłaś taka z Elfami… ze Skaflokiem?
Uniosła się na łokciu i pochyliła nad nim, tak że słodko pachnąca sieć jej włosów zakryła ich oboje. — Wystarczy, że jestem taka z tobą, panie — szepnęła i pocałowała go.
Walgard rządził w Elfheugh już od jakiegoś czasu. Na początku często wyruszał w pole, zdobywał elfowe twierdze i urządzał polowania z nagonką i psami na uciekinierów. Ocalało niewiele dworów, a gdy Elfowie próbowali się bronić, pchnął na nich swoje oddziały. Niektórych pojmanych przez siebie mężów wtrącił do lochu, innych zaś posłał do niewolniczej pracy, ale większość zabił, niewiasty zaś rozdzielił między Trollów. Sam nie wziął żadnej, gdyż pożądał tylko Leei.
Z południa przyszły wieści, że armia Illredego wypiera Elfów z ich ziem. Wszystkie prowincje Krainy Czarów w Walonii i we Flandrii należały już do Trollów. Tylko na północy Elfowie ze Skanii byli jeszcze wolni, lecz Trollowie otoczyli ich ze wszystkich stron i nękali na tyle zaciekle, na ile pozwalały gęste lasy tej ziemi. Niedługo armia Illredego wkroczy do centralnych prowincji Alfheimu, gdzie rezydował Król Elfów.
Ludzie przelotnie dostrzegali co nieco z tego, co się działo — dalekie ognie, cwałujące cienie, zawierucha przynosząca ze sobą szczęk broni. A wszystkie puszczone samopas czary siały wielkie spustoszenia — pomór wśród bydła, zepsute ziarno i nieszczęścia w rodzinie. Czasami jakiś myśliwy natknął się na zdeptane, zlane krwią pole i dostrzegł niewyraźnie kruki szarpiące trupy niepodobne do ludzkich. Ludzie tłoczyli się w samotnych domostwach, kładli żelazo pod próg i zwracali się do różnych bogów o pomoc.
W miarę upływu czasu Walgard coraz częściej przebywał w Elfheugh. Albowiem był już w każdym elfowym zamku i górskim mieście, jakie mógł znaleźć, i spustoszył wszystko od Orkadów aż po Kornwalię. Elfowie, którzy uciekli przed nim, byli dobrze ukryci: napadali znienacka na jego żołnierzy, tak że wielu Trollów już nigdy nie powróciło do Elfheugh, ukradkiem zatruwali żywność i wodę, podcinali ścięgna koniom, niszczyli uzbrojenie za pomocą rdzy, przyzywali też zamiecie, jak gdyby to sama ziemia walczyła z najeźdźcą.
Nie można było wątpić, że Trollowie władają Anglią, i z każdym dniem coraz mocniej zaciskali na niej więzy. Ale nigdy dotąd Walgard nie tęsknił za wiosną tak bardzo jak teraz.