Выбрать главу

– Arne, przynieś z lasu kawałek drewna! – nakazał oberżysta.

Mój sługa ma także sługę, pomyślała Tiril. Fredlund zwrócił się do nich:

– Moim zdaniem, po wydarzeniach tej nocy powinniśmy zapomnieć o wszelkich tytułach. Mam na imię Tobias:

Uroczyście podali sobie ręce. Jakże śmieszna ceremonia na odludziu, w podziemnym korytarzu, lecz bardzo szwedzka!

Arne przyniósł odpowiednią gałąź, ogień oświetlił grotę.

– Miałem nadzieję, że już koniec z przygodami – mruknął Erling. – Niestety! Prowadź nas, o najjaśniejsza z gwiazd, czyli Nero!

Uśmiechnęli się pod nosem.

Pies, przekonawszy się, że niebezpieczna wełnista mgła już go nie zaatakuje, pan naprzód z zapałem. Pociągnął Móriego w ciemności.

– Pochodnia! – zawołał Móri. – Grota prowadzi dalej! Pospieszyli za nimi.

Nero i Móri przystanęli. Migotliwy blask oświetlił odległą część groty.

Zbliżyli się niepewnie. W jednym miejscu musieli się schylić, by zmieścić się pod sklepieniem, lecz zaraz znów mogli się wyprostować.

– A więc to tak. – Fredlund starał się nie okazać zdziwienia.

– Właśnie – powiedział Móri.

Drogę zagradzała im skalna ściana. Wyraźnie rysowały się w niej drzwi.

– A zatem tego strzegł mglisty potwór – domyśliła się Tiril.

– Najpewniej – odparł Erling.

Usłyszeli, jak Arne wzdycha drżąco. Widać dość już miał niecodziennych wydarzeń.

– Czy będą takie same problemy z otwarciem? – spytał, Fredlund.

– Nie, wyeliminowałem opór. Te drzwi wyglądają na prostsze – uspokajał ich Móri.

– Zaczekaj chwilę! – wykrzyknął Erling. – Teren tu trochę opada, prawda?

– Nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że ta tajemna komnata znajduje się na tyłach komory grobowej.

Zastanowili się. W myślach mierzyli odległość.

– Bardzo prawdopodobne – potwierdził Móri. – Otwieramy?

– Oczywiście – podchwycił Erling. – Przecież w zamku prawie nic nie znaleźliśmy. Zwłoki starego hrabiego, ot i wszystko. No i kości tych biedaczek.

– I trzeci kawałek figurki – przypomniała mu Tiril. – A jego właśnie szukaliśmy, prawda?

Odpowiedzieli jej tylko spojrzeniem.

Móri zabrał się za otwieranie zamka. Nie mieli, rzecz jasna, klucza, lecz ponieważ magiczna moc została pokonana, tym razem uporał się z nim znacznie prędzej. Drzwi się otworzyły.

Od razu zorientowali się, że jest to większe pomieszczenie. W środku stały dwa sarkofagi.

Komora grobowa nie została udekorowana tak pięknie jak poprzednia, wzorów wyrzeźbionych w kamieniu było tu znacznie mniej. Krypta sprawiała też wrażenie nowszej, choć nie mogły bardzo różnić się wiekiem.

Nero nie przestawał popiskiwać.

– Przytrzymaj go, Arne – polecił Fredlund. – My zabierzemy się za cięższą robotę.

– Ale ja też mogę pomóc!

– Tiril przytrzyma pochodnię i Nera. Jakiż on niespokojny! No, zaczynamy!

Zgromadzili się wokół pierwszego sarkofagu. Po chwili udało się odsunąć pokrywę.

Kolejne zwłoki, tym razem lepiej zachowane. Nietrudno było się zorientować, że to ciało kobiety, ubranej kiedyś w kosztowny strój.

– Szwedzka księżniczka – szepnął Móri. – Biedne dziecko, nie dożyła późnego wieku!

Starannie przeszukali sarkofag, niczego interesującego jednak nie znaleźli. Nie byli przecież hienami cmentarnymi!

Z powrotem zasunęli pokrywę. Stanęli nieruchomo, podczas gdy Fredlund odmawiał modlitwę. Chcieli okazać szacunek przedwcześnie zmarłej dziewczynie. Tylko Nero trochę zakłócał ceremonię nieustającym popiskiwaniem.

Fredlund podniósł głowę.

– A teraz ten drugi!

Popatrzyli po sobie. Sarkofag czarnoksiężnika, pana na zamku. Czy się odważą? Co tam znajdą?

Móri dłońmi obmacał sarkofag.

Nie wyczuwam niebezpieczeństwa – rzekł, ale w jego głosie zadźwięczała nuta niepewności, zobaczyli, że zmarszczył brwi.

Wreszcie podjęli decyzję. Nabrali powietrza w płuca i unieśli pokrywę.

Dała się przesunąć zdumiewająco lekko. Móri poprosił o więcej światła.

Musieli zebrać się na odwagę, by zajrzeć do odkrytego sarkofagu.

Odskoczyli zdumieni.

Nie zobaczyli szczątków czarnoksiężnika.

W środku spoczywała Catherine.

Rozdział 15

Leżała nieruchomo w zimnym sarkofagu z kamienia, z zamkniętymi oczami w białej twarzy, z dłońmi skrzyżowanymi na piersi. Jej zawsze czyste ubranie było brudne i podarte.

Tiril wybuchnęła płaczem. Móri zbladł, a Erling padł na kolana przy sarkofagu, głośno krzycząc: „Nie, nie!” Nawet nie próbował kryć łez.

– Wiedziałem – szepnął Móri. – I Nero wiedział. W zamku znajdowało się coś, czego powinniśmy byli szukać.

Erling szykował się do podniesienia Catherine, lecz Móri go powstrzymał.

– Nie ruszaj jej!

– Ależ ona nie może leżeć w tej strasznej trumnie! Nie żyje, biedne dziecko, musimy ją pochować w normalnym miejscu.

– Znalazła się pod wpływem magicznej mocy, nie wiem jakiej. Pozwól mi sprawdzić, czy możemy ją przenieść.

– Dobrze – zgodził się Erling. Dłonie mu drżały, twarz miał ściągniętą. – Tyle miała w sobie życia – szeptał zmienionym od łez głosem. – A teraz…

Tiril odsuwała od siebie myśl, jak do tego doszło. Zniszczone ubranie… Skupiła się na Mórim, na tym, co robił.

Fredlund i trzymający Nera Arne stali z tyłu. Obaj pobledli. Już myśleli, że złym przygodom koniec, tymczasem one dopiero się zaczynały. W dodatku straszniejsze niż można było się spodziewać. Piękna młoda kobieta straciła życie w makabryczny sposób.

Nie wiedzieli o ciemnych sprawkach baronówny, nie przypuszczali, że nie jest tak niewinna, na jaką teraz wyglądała.

Nero zwiesił łeb nad trumną i skamlał żałośnie. Popisał się odnajdując Catherine, ale nikt nie miał teraz dla niego czasu.

Móri był śmiertelnie zmęczony, Tiril, która dobrze go znała, od razu zauważyła, w jakim jest stanie. Tak wycieńczonego widziała przyjaciela tylko jeden jedyny raz – gdy znalazła go na poddaszu w szopie na Islandii.

Dopiero co dokonał niesamowitego wyczynu, największego, jakiego była świadkiem. Obrócenie w perzynę całego zamku za pomocą siły myśli! Człowiek nie zdołałby dokonać tego w pojedynkę. Bez wątpienia pomóc mu musieli jego niewidzialni towarzysze. Wśród nich było co najmniej dwóch czarnoksiężników: ojciec Móriego i jego hiszpański nauczyciel. Wspomagali go zapewne także inni, wspierali w walce przeciwko złu skupionemu w starym zamczysku.

Móri potrzebował teraz odpoczynku, bardziej niż oni,- wszyscy. Ale jeszcze raz musiał posłużyć się swą czarodziejską mocą.

Tylko on mógł sprawdzić, jak silne czary podziałały na, Catherine. Nieżywa kobieta w prastarym sarkofagu… Czy zdołają wyjąć jej martwe ciało?

Nagle rozległ się beznamiętny głos Móriego:

– Ona żyje.

– Co takiego? – W Erlingu obudziła się nowa nadzieja.

– Pozostaje pod działaniem magicznej mocy. Zauroczono ją, zaklęto, jak wolicie. Nie wiem, jaką magią posługiwali się Cymbrowie, Teutoni i inne plemiona germańskie. Od nich Tiersteinowie czerpali wiedzę tajemną.

– Nie możesz więc jej uratować?

– Nie wiem, Erlingu. Czy ona tak wiele dla ciebie znaczy?

– No cóż. Nie wolno jej tu zostawić! A gdzie podział się ten, który tu powinien leżeć?

– Czary odprawione na dziedzińcu zamkowym były niezwykle skuteczne. Pochłonęły wszystko, także czarnoksiężnika.

– Ale młoda księżniczka wciąż tu jest!

– Była niewinna.

– Móri… ratuj Catherine!