– To rodzaj takich wycinanek – odrzekł Mauritzon znużony. – Jak wszystko złożyć, robi się laleczka w granatowym mundurze z różowym ryjkiem.
– Dajcie sobie spokój z tą kartką – wielkodusznie powiedział Buldożer. – Pan Mauritzon nie musi się przyczyniać do rozweselania nas. Bawić możemy się sami.
– Możemy – powiedział Kollberg z grobową powagą.
– Zajmijmy się raczej tym, co najważniejsze – rzekł Buldożer i z entuzjazmem klasnął w dłonie.
Ponaglająco spojrzał na swe siły, w skład, których, prócz Kollberga, Rönna i Gunvalda Larssona, wchodziło dwóch młodszych asystentów wydziału kryminalnego, ekspert od gazów łzawiących, technik od komputerów i całkowicie nierozgarnięty i do niczego się nie nadający szeregowy policjant nazwiskiem Zachrisson, którego, mimo dotkliwego braku personelu, zawsze wszyscy pozbywali się, delegując go do różnych grup specjalnych.
Szef policji i inne szyszki od owego osobliwego pokazu filmowego nie pokazywali się jakoś i nie dawali o sobie znać.
– Teraz zrobimy powtórzenie – powiedział Buldożer. – Dokładnie o godzinie szóstej Mauritzon dzwoni do drzwi. Posłuchajmy jeszcze raz sygnału.
Kollberg zapukał w stół. Mauritzon kiwnął głową.
– Dokładnie tak – powiedział. I zaraz się poprawił: – A przynajmniej właściwa kolejność. Najpierw bardzo długi dzwonek, po tym długim pauza, cztery krótkie, pauza, długi i od razu po nim króciutki.
– Ja się tej melodii nigdy nie nauczę – ponuro powiedział Zachrisson.
– Wyznaczymy ci jakieś inne zadanie – uspokoił go Buldożer.
– Ciekawe jakie? – spytał Gunvald Larsson.
On jeden w grupie próbował już dawniej współpracować z Zachrissonem i wyniesione doświadczenia nie były zbyt pomyślne.
– A co ja mam robić? – spytał specjalista od komputerów.
– Właśnie myślę nad tym od poniedziałku – powiedział Buldożer. – Kto cię tu przysłał?
– Nie wiem. Jakiś intendent dzwonił.
– Może ci się uda coś skalkulować – powiedział Gunvald Larsson. – Na przykład właściwe numery do lotka.
– Nie da się – powiedział specjalista z rozgoryczeniem. – Przez wiele lat próbowałem co tydzień.
– Trzeba wejść w sytuację – powiedział Buldożer. – Kto zadzwoni?
– Kollberg – zaproponował Gunvald Larsson.
– O, znakomicie. Malmström otwiera. Przygotowany, że zobaczy Mauritzona z astrolabium i kalesonami i z całą resztą. Zamiast tego widzi…
– Nas – dokończył Rönn posępnie.
– Dokładnie tak – rzekł Buldożer. – Obaj, on i Mohrén, są w potrzasku. Po prostu zostali przechytrzeni. Ależ będą mieli miny!
Dreptał po pokoju uśmiechając się.
– A jaki Roos będzie zaskoczony! Szach i mat za jednym pociągnięciem!
Buldożer przez chwilę zdawał się zupełnie oszołomiony tą perspektywą. Zaraz się jednak opanował i ciągnął dalej:
– Sęk w tym, że Malmström i Mohrén są uzbrojeni.
Gunvald Larsson obojętnie wzruszył ramionami.
– To chyba nie ma większego znaczenia – powiedział Kollberg.
I on i Gunvald Larsson dobrzy byli w walce, gdy do niej przyszło, zresztą Malmström i Mohrén pewnie nie będą stawiać oporu, gdy zobaczą, że sytuacja jest beznadziejna.
Buldożer zrozumiał tok jego myśli, bo powiedział:
– Musimy brać pod uwagę, że mogą w desperacji próbować przebicia się. W takiej sytuacji ty zadziałasz – wskazał na specjalistę od gazów łzawiących.
Ekspert przytaknął.
– Będziemy też mieli pod ręką tuż za drzwiami człowieka z psem na smyczy – ciągnął dalej Buldożer. – Pies atakuje…
– To się jakoś nie zgadza – zauważył Gunvald Larsson. – Czy pies będzie w masce przeciwgazowej?
– Doskonały pomysł – nadmienił Mauritzon.
Wszyscy spojrzeli na niego pytająco.
– A więc – podjął Buldożer. – Możliwość pierwsza: Malmström i Mohrén próbują stawiać opór, ale zostają zwyciężeni, dzięki atakowi psa i obezwładnieniu przez gaz łzawiący.
– Wszystko naraz – z powątpiewaniem wtrącił Kollberg.
Ale Buldożer już się na dobre rozpędził i nie zwracał uwagi na przeszkody.
– Możliwość druga: Malmström i Mohrén nie próbują się bronić. Policjanci z podniesionymi pistoletami wpadają do mieszkania i otaczają ich.
– Ja nie – powiedział Kollberg.
Z zasady odmawiał noszenia przy sobie broni.
Buldożer przeszedł w nastrój niemal liryczny.
– Zbrodniarze zostają rozbrojeni i zakuci w kajdanki. Ja osobiście zjawiam się w mieszkaniu i oznajmiam im, że są aresztowani. Wywozi się ich.
Przez parę sekund napawał się tymi obiecującymi widokami przyszłości. Potem powiedział z ożywieniem:
– Mamy też trzecią interesującą możliwość. Malmström i Mohrén nie otwierają. Są bardzo ostrożni i wielką wagę przypisują do brzmienia sygnału dzwonka. Jeżeli uznają, że nie brzmi on tak, jak było umówione, Mauritzon oddala się, czeka w pobliżu, wraca dokładnie po dwunastu minutach i powtarza sygnał. A więc i my postąpimy w ten sposób. Odczekamy dwanaście minut i znowu zadzwonimy. A wtedy, a wtedy powstaje jedna z sytuacji, które już omówiliśmy, pierwsza albo druga.
Kollberg i Larsson wymienili spojrzenia, świadczące o pewnym wspólnym rozumowaniu.
– Alternatywa czwarta – zaczął Buldożer.
Przerwał mu Kollberg mówiąc:
– Alternatywa może być tylko jedna z dwóch.
– To mało mnie obchodzi. A więc alternatywa czwarta: Malmström i Mohrén wcale nie otwierają. W takim wypadku forsujecie drzwi i…
– …i wpadamy z wyciągniętą bronią, i otaczamy zbrodniarzy – dokończył Gunvald Larsson z głębokim westchnieniem.
– Dokładnie – potwierdził Buldożer. – Dokładnie tak ma się to odbyć. Potem ja wchodzę do pokoju i aresztuję ich. Znakomicie. Teraz umiecie to już płynnie jak pacierz. A więc wszystkie możliwości zostały wyczerpane. Nieprawdaż?
Przez chwilę panowała cisza. Potem Zachrisson wymamrotał:
– A alternatywa piąta jest taka, że gangsterzy otwierają drzwi, koszą nas wszystkich, i wszystkich policjantów, i psy z pistoletów maszynowych a potem dają drapaka.
– Zakuty łbie – rzekł Gunvald Larsson. – Po pierwsze, Malmström i Mohrén mnóstwo razy już zostawali ujęci i nikomu się przy tym nic nie stało. Po drugie, ich jest dwóch, a za drzwiami będzie nas sześciu i pies, prócz tego jeszcze dziesięciu ludzi na schodach a dwudziestu na ulicy, a prokurator na strychu, czy gdzie tam zamierza czekać.
Zachrisson miał minę zawstydzoną a jednocześnie niezadowoloną.
– Nigdy niczego nie można być zupełnie pewnym na tym świecie.
– Ja też mam iść z wami? – spytał ekspert od komputerów.
– Nie – powiedział Buldożer. – Nie wiem, jakie zadanie mógłbyś spełnić.
– Bez swojej maszyny jest zupełnie bezradny – powiedział Kollberg.
– Możemy mu ją wwindować na górę przy pomocy dźwigu – zaproponował Gunvald Larsson.
– Wiemy wszystko o położeniu mieszkania – podsumował Buldożer – i o znajdujących się wyjściach i wejściach. Dom jest teraz pod dyskretną obserwacją, od trzech godzin, i jak oczekiwaliśmy, nic się nie stało. Malmström i Mohrén po prostu nie wiedzą, co ich czeka. Moi panowie, jesteśmy gotowi.
Wyciągnął z kieszeni kamizelki starą srebrną cebulę, otworzył wieczko i powiedział:
– Za trzydzieści dwie minuty uderzamy.
– A nie jest możliwe, że będą próbowali uciec oknem? – rzucił Zachrisson.
– Proszą bardzo – rzekł Gunvald Larsson. – Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze i nie ma drabiny przeciwpożarowej.