Выбрать главу

– To cud! – szepcze mama.

To Adam.

Nasz sąsiad? – Jest zachwycona, jakby była świadkiem jakiejś magicznej sztuczki.

Rozlega się sygnał potwierdzający otrzymanie SMS-a. ŻYJĘ, A TY?

Wybucham głośnym śmiechem. Po powrocie zastukam do jego drzwi i powiem, że jest mi przykro. On zaś uśmiechnie się do mnie tak samo jak wczoraj, kiedy wynosił śmieci z ogrodu i zobaczył, że mu się przyglądam.

– Nie potrafisz się trzymać z daleka, co? – Roześmiałam się wtedy, bo miał rację. Mówiąc to na głos, sprawił, że mniej bolało.

Adam zrobił to dla ciebie? – Mama drży z przejęcia. Zawsze uwielbiała romantyczne historie.

JA TEŻ ŻYJĘ. WRACAM DO DOMU, odpisuję.

Zoey spytała mnie kiedyś, jaka była najlepsza chwila w moim życiu do tej pory. Opowiedziałam jej o tym, jak ćwiczyłam stanie na rękach z moja przyjaciółką Lorraine. Miałam osiem lat, następnego dnia w szkole urządzano kiermasz i mama obiecała mi kupić szkatułkę na biżuterię. Leżałam na trawie, trzymając Lorraine za rękę, oszołomiona uczuciem szczęścia i absolutnie przekonana o tym, że świat jest piękny.

Zoey uznała, że jestem stuknięta. Ale wtedy po raz pierwszy poczułam się szczęśliwa. Po raz pierwszy byłam świadoma tego uczucia.

A potem całowałam się z Adamem. Jeszcze później kochałam się z nim. Teraz zrobił dla mnie cos takiego. Uczynił mnie sławną. Objawił moje imię całemu światu, podczas gdy ja spędziłam noc w szpitalu z nosem wypchanym gazą. Trzymam w ręku torebkę pełną antybiotyków i środków przeciwbólowych, ramię boli mnie po podaniu dwóch jednostek krwi. A mimo to czuję się niezwykle szczęśliwa.

Rozdział 30

– Chcę, żeby Adam się do mnie wprowadził.

Tata odwraca głowę znad zlewu, jego ręce ociekają zupą. Jest wstrząśnięty.

– Nie bądź śmieszna!

Mówię poważnie.

I gdzie będzie spał?

W moim pokoju.

Nie zgadzam się Tess! – Odwraca się z powrotem do zlewu i postukuje miskami oraz talerzami. – To też jest na twojej liście? Zamieszkać z chłopakiem?

Ma na imię Adam.

Potrząsa głową.

– Wykluczone.

W takim razie ja przeprowadzę się do niego.

I myślisz, że jego mama wyrazi zgodę?

To pojedziemy do Szkocji i zamieszkamy w szałasie. Tak będzie lepiej?

Usta ma wykrzywione złością, gdy odwraca głowę i patrzy na mnie.

– Odpowiedź brzmi: „Nie”.

Nie znoszę, kiedy demonstruje swoja władzę, jakby wszystko już było postanowione, bo on tak mówi.

Wybiegam po schodach do swojego pokoju i trzaskam drzwiami. Myśli, że chodzi o seks. Czy nie widzi, że to coś poważniejszego? Nie rozumie, jak trudno było mi go było o to poprosić?

Trzy tygodnie temu, pod koniec stycznia, Adam zabrał mnie na przejażdżkę motorem. Pojechaliśmy szybciej i dalej niż do tej pory – aż za granicę hrabstwa Kent, gdzie płaski, bagnisty teren opada w dół na plażę. W morzu stały wiatraki, których skrzydła przypominały upiorne ostrza.

Adam rzucał kamyki do wody, a ja siedziałam na kamieniu i opowiadałam, że moja lista rozrasta się ponad miarę.

– Jest tak wiele rzeczy, które chciałbym jeszcze zrobić. Dziesięć punktów to stanowczo za mało.

Opowiadaj.

Z początku szło mi gładko. Mówiłam bez przerwy. O wiośnie. Żonkilach i tulipanach. Pływaniu pod spokojnym wieczornym niebem. O długiej podróży pociągiem, pawiach i latawcach. O kolejnym lecie. Ale nie mogłam powiedzieć mu o tym, czego pragnę najbardziej.

Tego wieczoru poszedł do domu. Wraca tam codziennie, żeby jego matka czuła się bezpiecznie. Zasypia zaledwie kilka metrów ode mnie, za ścianą, po drugiej stronie szafy.

Następnego dnia przyniósł bilety do zoo. Pojechaliśmy pociągiem. Widzieliśmy wilki i antylopy. Paw rozpostarł przede mną swój szmaragdowoniebieski ogon. Zjedliśmy lunch w kawiarni. Adam zamówił dla mnie talerz z owocami, ciemne winogrona i soczyste kawałki mango.

Kilka dni później zabrał mnie na podgrzewany basen znajdujący się na świeżym powietrzu. Potem siedzieliśmy na jego krawędzi opatuleni ręcznikami i machaliśmy nogami w wodzie. Piliśmy gorącą czekoladę i śmialiśmy się z dzieci krzyczących na zimnie.

Któregoś ranka wniósł do mojego pokoju doniczkę z krokusami.

– Wiosna – powiedział.

Zabrał mnie motorem na nasze wzgórze. Kupił latawiec w kiosku i puszczaliśmy go razem.

Dzień po dniu wzrastało we mnie poczucie, że ktoś podzielił moje życie na fragmenty i wypolerował każdy z nich, a potem pieczołowicie odłożył je na miejsce.

Jednak nigdy nie spędziliśmy razem ze sobą całej nocy.

W walentynki okazało się, że mam anemię już dwanaście dni po transfuzji krwi.

– Co to znaczy? – spytałam lekarza.

Zbliża się koniec – odparł.

Coraz trudniej mi oddychać. Cienie pod oczami się pogłębiły. Moje usta wyglądają jak plastik rozciągnięty nad jakąś bramą.

Ostatniej nocy obudziłam się o drugiej. Czułam darcie w nogach, głęboki pulsujący ból przypominający rwanie zęba. Zażyłam paracetamol przed pójściem do łóżka, ale potrzebowałam kodeiny. W drodze do łazienki minęłam pokój taty. Drzwi były otwarte. Zobaczyłam mamę – leżącą z włosami rozrzuconymi na poduszce w objęciach taty. To już trzecia noc w ciągu ostatnich dwóch tygodni, którą u nas spędza.

Stałam w przedpokoju i patrzyłam, jak śpią. Poczułam wtedy, że nie mogę już zostawać sama w ciemnościach.

Mama wchodzi na górę i siada na moim łóżku. Stoję w oknie i obserwuję, jak zapada zmrok. Niebo wygląda tak, jakby coś zapowiadało, chmury wiszą nisko.

– Podobno chcesz, żeby Adam się tu wprowadził – mówi.

Piszę swoje imię na zaparowanej szybie. Ślady moich palców, rozmazane na szkle, sprawiają, że czuję się młoda.

– Tata mógłby zgodzić się na jedna noc, Tess, ale nie pozwoli Adamowi tu zamieszkać.

Obiecał, że pomoże mi zrealizować moje postanowienia.

Przecież pomaga. Kupił nam bilety na wycieczkę na Sycylię.

Bo chce spędzić cały tydzień z tobą!

Odwracam się, by na nią spojrzeć, i widzę, że przygląda mi się ze zmarszczoną miną, jakby mnie nigdy wcześniej nie widziała.

– Tak powiedział?

Jest w tobie zakochany, to oczywiste. A podróż skreśliłam już z listy.

Sądziłam, że umieściłaś ja na siódmym miejscu.

Zamieniłam na twój powrót do taty.

Och, Tesso!

Dziwnie, spośród wszystkich ludzi na świecie ona najlepiej powinna rozumieć miłość. Obejmuje ją ramionami.

– Opowiedz mi o nim.

O kim?

O mężczyźnie, dla którego nas zostawiłaś…

Potrząsa głową.

– Dlaczego teraz o tym wspominasz?

Powiedziałaś, że nie miałaś wyboru, pamiętasz?

Mówiłam, że byłam nieszczęśliwa.

Wielu ludzi jest nieszczęśliwych, a jednak nie uciekają.

Proszę cię, Tesso, nie chcę o tym rozmawiać.

Kochaliśmy cię.

Oznajmiam to w liczbie mnogiej, w czasie przeszłym. Mimo to moje oświadczenie i tak wydaje się zbyt wielkie jak na tak małe pomieszczenie. Patrzy na mnie z pobladłą, wydłużoną twarzą.

– Przykro mi.

Musiałaś go kochać bardziej niż kogokolwiek. Pewnie był cudownym człowiekiem, miał magiczną osobowość.

Nie odpowiada.

To proste. Wielka miłość. Odwracam się z powrotem do okna.

– Powinnaś zrozumieć, co czuję do Adama.

Wstaje i podchodzi do mnie. Nie dotyka mnie, ale jest bardzo blisko.