Выбрать главу

– Już nie chcesz się żenić.

Mimi popatrzył na niego osłupiały.

– Od kogo się dowiedziałeś?

– Od nikogo. Twoje oczy, twoja twarz, twój wygląd mi to mówią.

– Niezupełnie w tym rzecz. Sprawa jest bardziej złożona.

Jako że problem polegał na czym innym, nie mogło też zabraknąć złożoności sprawy. Co usłyszy teraz – że zagadnienie wypływa z wcześniejszych przesłanek czy że trzeba je dokładnie rozpatrzyć?

– Rzecz w tym – ciągnął Augello – że ja Bebe kocham całym sercem, że dobrze mi z nią w łóżku, że odpowiada mi jej sposób rozumowania, mówienia, ubierania się, gotowania…

– Ale? – przerwał mu umyślnie Montalbano. Mimi wkraczał bowiem na długą i uciążliwą drogę: wyliczanie zalet kobiety przez zakochanego w niej mężczyznę mogło nie mieć końca, podobnie jak wyliczanie imion Pana Boga.

– Ale nie czuję się na siłach ją poślubić.

Montalbano milczał, czekając na nieunikniony dalszy ciąg.

– To znaczy czuję się na siłach, ale…

Dalszy ciąg nastąpił, a po nim jeszcze więcej.

– W nocy liczę czasem godziny dzielące mnie od ślubu…

Pauza pełna udręki.

– A czasem mam ochotę wsiąść do pierwszego lepszego samolotu i uciec do Burkina Faso.

– Przelatuje tędy dużo samolotów w kierunku Burkina Faso? – spytał Montalbano z anielską miną.

Mimi zerwał się z krzesła, zaczerwieniony.

– Idę stąd. Nie przyszedłem po to, żeby sobie ze mnie kpiono.

Komisarzowi udało się go przekonać, aby został i mówił dalej. Mimi rozpoczął długi monolog. Idzie o to – wyjaśnił – że jednej nocy bije w nim serce zająca, a następnej – serce lwa. Czul się rozdwojony: to ogarniał go strach, że weźmie na siebie zobowiązania, z którymi sobie nie poradzi, to znowu widział się szczęśliwym ojcem co najmniej czworga dzieci. Nie potrafił się zdecydować, bał się, że wywoła skandal, uciekając w chwili, gdy będzie miał po wiedzieć „tak". No i co poczęłaby wtedy nieszczęsna Beba? Podobnie jak poprzednim razem, wydudlili całą whisky, jaka była w domu. Pierwszy padł Augello, zmęczony bezsennymi nocami, wyczerpany trzygodzinnym monologiem. Wyszedł niespodzianie z pokoju, przepraszając Montalbano myślał, że idzie do łazienki, ale się pomylił Mimi rzucił się w poprzek na jego łóżko i zachrapał. Komisarz zaklął, po czym wyciągnął się na kanapie i natychmiast zasnął.

Obudził się z bólem głowy i usłyszał, że ktoś śpiewa w łazience. Kto to mógł być? Nagle wróciła mu pamięć. Wstał obolały, bo bardzo było mu niewygodnie na tej kanapie, i pobiegł do łazienki. Mimi brał prysznic, zalewając podłogę; nie zwracał na to uwagi, wydawał się szczęśliwy. Co robić? Strzelić mu w tył głowy? Montalbano wyszedł na werandę, na dworze było dość ładnie. Wrócił do kuchni, zaparzył kawę, nalał do filiżanki. Mimi pojawił się ogolony, odświeżony, uśmiechnięty.

– Będzie trochę i dla mnie?

Montalbano milczał, nie wiedząc, jakie słowa wyjdą mu z ust, jeśli je otworzy. Augello napełnił filiżankę do połowy cukrem. Komisarz powstrzymał się z trudem, aby nie zwymiotować – przecież ten człowiek nie pije kawy, on ją je jak marmoladę.

Po wypiciu kawy, jeśli tak można było to nazwać, Mimi spojrzał na niego z powagą.

– Proszę cię, żebyś zapomniał o tym, co powiedziałem w nocy. Jestem bardziej niż zdecydowany na małżeństwo z Bebą. Po prostu od czasu do czasu przychodzą mi do głowy jakieś głupstwa.

– Cieszę się i życzę licznego potomstwa – wymamrotał kwaśno Montalbano. I kiedy Augello zbierał się do wyjścia, wyraźnym już głosem dodał: – Najszczersze gratulacje.

Mimi odwrócił się powoli, patrząc podejrzliwie, bo w tonie komisarza wyczuł przesadę.

– Czego mi gratulujesz?

– Tego, jak sobie poradziłeś ze sprawą Gargana. Doskonale się spisałeś.

– Grzebałeś w moich papierach – powiedział rozdrażniony Augello.

– Bądź spokojny, wolę bardziej pouczające lektury.

– Posłuchaj, Salvo. – Mimi zawrócił od drzwi i znowu osiadł. – Jak mam ci tłumaczyć, że ja w tym śledztwie tylko współpracowałem, i to w bardzo wąskim zakresie? Wszystko ma w swoich rękach Guarnotta, zajmują się też tą sprawą ludzie z Bolonii. Nie czepiaj się mnie zatem, zrobiłem to, co mi powiedziano, nic więcej.

– Czy wiedzą, co się stało z pieniędzmi?

– Kiedy jeszcze tym się zajmowałem, nie byłem w stanie pojąć, jaką szły drogą. Wiesz, jak postępują tacy finansiści: przekazują pieniądze z kraju do kraju, z banku do banku, zakładają firmy w firmach, off shore i tym podobne – tak że w pewnej chwili zaczynasz wątpić, czy te pieniądze w ogóle istniały.

– Więc jedynym, który naprawdę wie, gdzie jest teraz forsa, byłby sam Gargano?

– Teoretycznie tak.

– Wytłumacz się jaśniej.

– No, nie można wykluczyć, że miał wspólnika albo że komuś się zwierzył. Ale ja nie sądzę, żeby to zrobił.

– Dlaczego?

– Nie w jego stylu, nie ufał współpracownikom, trzymał wszystko pod osobistą kontrolą. Tutaj, w Vigacie, trochę samodzielności, ale bardzo niewiele, miał tylko Giacomo Pellegrino – bo chyba tak on się nazywał. Powiedziały mi to dwie pozostałe urzędniczki; jego samego nie mogłem przesłuchać, bo wyjechał do Niemiec i jeszcze nie wrócił.

– Skąd wiesz, że wyjechał?

– Od właścicielki mieszkania, które zajmuje.

– Jesteście pewni, że Gargano nie zniknął lub że nie zadbano o to, aby zniknął, tutaj, w naszych stronach?

– Słuchaj, Salvo, nie znaleziono żadnego biletu na pociąg, statek czy samolot, który byłby dowodem, że Gargano wyjechał dokądkolwiek w dniach poprzedzających jego zniknięcie. Powiedzieliśmy sobie, że mógł dotrzeć tu samochodem. Miał kartę abonamentową na autostrady, ale nie wydaje się, żeby jej użył. To paradoksalne, ale Gargano mógł w ogóle nie ruszyć się z Bolonii. Nikt nie widział w naszych stronach jego samochodu, który przecież wszystkim rzucał się w oczy.

Spojrzał na zegarek.

– Jeszcze coś? Nie chciałbym, aby Beba się niepokoiła, że mnie nie ma.

Montalbano, już w dobrym nastroju, wstał i odprowadził go do drzwi. Humor poprawił się komisarzowi nie dlatego, że uzyskane od Augella informacje mogły ułatwić dochodzenie, tylko z wręcz przeciwnego powodu. Śledztwo zapowiadało się trudne i to właśnie budziło w nim rodzaj zadowolenia, wewnętrznej radości, której doświadcza rasowy myśliwy wobec przebiegłej i zwinnej zwierzyny. Stojąc już na progu, Mimi spytał:

– Powiesz mi, dlaczego tak cię interesuje ten Gargano?

– Nie. To znaczy sam chyba jeszcze nie wiem. A propos: wiesz, jak się miewa Francois?

– Wczoraj rozmawiałem z siostrą, u nich wszystko w porządku. Zobaczycie się na ślubie. Dlaczego powiedziałeś „a propos". Co łączy Francois z Garganem?

Byłoby zbyt trudne i zbyt wiele czasu zajęłoby tłumaczenie, jak bardzo przestraszyła go myśl, że pieniądze chłopca mogły zniknąć wraz z oszustem. Musiałby też wyjaśniać, że właśnie ten strach był jedną z przyczyn, które go skłoniły do intensywnego zajęcia się sprawą.

– Powiedziałem „a propos"? Musiałem się przejęzyczyć - odparł całkiem bezczelnie.

– Fazio, nie zajmuj się już tym, o czym wczoraj ci mówiłem. Mimi wyjaśnił mi, że prowadzone jest poważne dochodzenie, nie trać więcej czasu. Zresztą w naszych stronach nawet pies z kulawą nogą Gargana nie widział.

– Jak pan sobie życzy, panie komisarzu.

Fazio nie ruszył się jednak sprzed jego biurka.

– Masz mi coś do powiedzenia?

– Więc tak… W papierach wicekomisarza Augello znalazłem kartkę. Jest na niej zeznanie świadka, który widział alfę 166 Gargana na polnej drodze w nocy z trzydziestego pierwszego sierpnia na pierwszy września.