– Trasę pamięta pan doskonale, może pan tu potem wrócił? – zapytała Michela na widok lasku, po raz pierwszy otwierając usta.
– Mam dobrą pamięć – odpowiedział Montalbano. – Dlaczego chciała pani się ze mną widzieć?
– Ale się panu spieszy – odrzekła dziewczyna. Przeciągnęła się jak kotka, z nadgarstkami skrzyżowanymi nad głową, z piersią podaną do przodu. Wydawało się, że zaraz pęknie jej bluzka.
„Gdyby włożyła biustonosz, czułaby się jak w kaftanie bezpieczeństwa" – pomyślał komisarz.
– Papierosa.
Zapalając go, spytał:
– Jakie egzaminy ma pani zdawać?
Michela roześmiała się tak serdecznie, że aż zakrztusiła się dymem.
– Jeśli starczy mi czasu, zdam jeden.
– Jeśli starczy pani czasu? Co innego będzie pani robić?
Michela tylko na niego popatrzyła; w jej fiołkowych oczach błyszczało rozbawienie bardziej wymowne od długich i szczegółowych wyjaśnień. Komisarz poczuł ze złością, że się czerwieni. Objął wtedy nagle ramiona Micheli i silnie ją do siebie przycisnął, jednocześnie wtykając jej brutalnie rękę między uda.
– Proszę mnie puścić! Proszę mnie puścić! – krzyknęła dziewczyna głosem niespodziewanie ostrym, prawie histerycznym. Uwolniła się z uścisku komisarza i otworzyła drzwi; była naprawdę wstrząśnięta i zirytowana.
Wysiadła z samochodu, ale nie odeszła daleko. Montalbano patrzył na nią, nie ruszając się z miejsca. Michela nieoczekiwanie uśmiechnęła się, otworzyła znowu drzwi i usiadła z powrotem obok komisarza.
– Bardzo pan sprytny, a ja uwierzyłam w pańskie udawanie. Powinnam była pozwolić panu posunąć się dalej. Ciekawe, jak by pan wybrnął z sytuacji.
– Wybrnąłbym tak samo jak ostatnim razem – odpowiedział Montalbano – kiedy przyszło ci do głowy mnie pocałować. W każdym razie byłem pewien, że tak właśnie zareagujesz. Bawi cię prowokowanie, prawda?
– Tak. Tak samo, jak panu podoba się odgrywać cnotliwego Józefa z Biblii. Zawieramy pokój?
Ta dziewczyna miała wszelkie zalety – nie brakowało jej też inteligencji.
– Zawieramy – odparł Montalbano. – Naprawdę chciałaś coś mi powiedzieć czy był to tylko pretekst, żeby się rozerwać?
– Pól na pół – powiedziała Michela. – Rano, kiedy usłyszałam o Śmierci Giacoma, byłam pod wrażeniem. Wie pan, jak umarł?
– Strzelili mu prosto w twarz.
Dziewczyna zadrżała, potem dwie łzy wielkie jak perły spadły na jej bluzkę.
– Przepraszam, muszę zaczerpnąć powietrza.
Wysiadła. Kiedy się oddalała, Montalbano spostrzegł, że jej ramionami wstrząsa szloch. Czyja reakcja była bardziej normalna – Micheli czy Mariastelli? Jeśli dobrze się zastanowić, obie były normalne. Wysiadł z samochodu, podszedł do dziewczyny i podał jej chusteczkę.
– Biedaczek! Tak mi go żal! – powiedziała Michela, ocierając oczy.
– Byliście bardzo zaprzyjaźnieni?
– Nie, ale dwa lata przepracowaliśmy w tym samym pokoju. Uważasz, że to nie dosyć?
Zwracała się do niego nadal per ty, a w jej mowie zaczynały pobrzmiewać dialektalne nuty.
– Podtrzymasz mnie?
Montalbano w pierwszej chwili nie pojął, o co jej chodzi; potem objął ją ramieniem. Michela oparła się o niego.
– Wracamy do samochodu?
– Nie. To ta sprawa z twarzą tak mnie… bo on tak o nią dbał… golił się dwa razy dziennie… wcierał sobie rozmaite kremy… Wybacz mi, wiem, że opowiadam głupstwa, ale…
Pociągnęła nosem. Matko święta, teraz wygląda jeszcze ładniej!
– Nie zrozumiałam dobrze tej historii ze skuterem – powiedziała, kiedy wróciła już do siebie, głęboko oddychając.
Komisarz wytężył całą uwagę.
– Prowadzący dochodzenie mówią, że został znaleziony pod wodą w pobliżu samochodu Gargana. Dlaczego o to pytasz?
– Bo oni wsadzali go do bagażnika.
– Wytłumacz to bliżej.
– Na więc zrobili tak przynajmniej raz. Gargano chciał, żeby Giacomo towarzyszył mu do Montelusy, ale nie mógł odwieźć go z powrotem, bo musiał jechać dalej; wsadzili zatem skuter do bagażnika, który był bardzo pojemny. W ten sposób Giacomo mógł wrócić sam, kiedy mu było wygodnie.
– Może przy uderzeniu o skałę bagażnik się otworzył i skuter wypadł.
– Może – powiedziała Michela – ale jest też wiele innych spraw, których nie mogę zrozumieć.
– Opowiedz mi o nich.
– Opowiem ci w drodze. Chcę jechać do domu.
Kiedy wsiadali do samochodu, komisarz przypomniał sobie, że ktoś już użył tych samych słów co Michela: „bagażnik bardzo pojemny".
13
– Różne rzeczy mi się nie zgadzają – powiedziała Michela prowadzącemu powoli komisarzowi. – Przede wszystkim dlaczego samochód Gargana znaleziono akurat tutaj? Jedno z dwojga: albo zostawił go do użytku Giacoma, kiedy był tu ostatnim razem, albo sam tu wrócił. Ale po co miałby wracać? Jeśli planował zniknąć po zabezpieczeniu pieniędzy – a planował na pewno, bo nie doszło tym razem do przekazania funduszy z Bolonii do Vigaty – po co miałby przyjeżdżać tutaj i ryzykować, że wszystko straci?
– Mów dalej.
– Mówię. Zakładając, że z Giacomem był także Gargano, dlaczego mieliby się spotykać w samochodzie jak dwoje potajemnych kochanków? Dlaczego nie mieliby się spotkać w hotelu u Gargana albo w innym spokojnym i bezpiecznym miejscu? Jestem przekonana, że przedtem nie spotykali się w samochodzie. No tak, Gargano był trochę skąpy, ale…
– Skąd wiesz, że Gargano był skąpy?
– Właściwie nie skąpy, ale nie lubił wydawać pieniędzy. Wiem, bo byłam z nim kiedyś na kolacji, nawet dwa razy…
– Zaprosił cię?
– Oczywiście, to należało do jego uwodzicielskiej taktyki, lubił być lubiany. Zaprosił mnie więc do restauracji w Montelusie, ale widać było po jego minie, że się boi, bym nie wybrała drogich dań. Potem uskarżał się jeszcze na wysokość rachunku.
– Mówisz, że to należało do jego taktyki. A nie zaprosił cię dlatego, że jesteś bardzo ładna? Myślę, że każdemu mężczyźnie byłoby przyjemnie pokazać się w towarzystwie takiej dziewczyny jak ty.
– Dzięki za komplement. Nie chciałabym wydać się złośliwa, ale muszę ci powiedzieć, że zaprosił na kolację także Mariastellę. Jeszcze następnego dnia była zupełnie oszołomiona, nic do niej nie docierało, krążyła po biurze błogo uśmiechnięta i obijała się o meble. I wiesz co?
– Słucham.
– Mariastella się odwzajemniła: zaprosiła go na kolację do siebie do domu. I Gargano do niej poszedł – tak przynajmniej zrozumiałam, bo Mariastella nie mówiła o tym, tylko jęczała ze szczęścia, taka była przejęta.
– Ma ładny dom?
– Nigdy tam nie byłam. To wielka willa na odludziu, zaraz za Vigatą. Mieszkała tam z rodzicami, teraz mieszka sama.
– Czy to prawda, że Mariastella ciągle płaci czynsz i rachunki za telefon agencji?
– Prawda.
– Ma pieniądze?
– Ojciec coś musiał jej zostawić. Wiesz, chciała mi wypłacić z własnej kieszeni zalegle pobory za dwa miesiące „Księgowy mi później zwróci" – powiedziała. Nie, wymknęło się jej, a zaczerwieniła się przy tym jak burak: „Emanuele mi później zwróci". Świata nie widzi poza tym chłopem, nie chce pogodzić się z rzeczywistością.
– Jaka to rzeczywistość?
– Taka, że w najlepszym wypadku Gargano używa sobie na którejś z wysp Polinezji, a w najgorszym – obgryzają go teraz ryby.
Dojechali na miejsce. Michela pocałowała Montalbana w policzek i wysiadła. Potem wetknęła głowę przez okno i powiedziała:
– W Palermo mam do zdania trzy egzaminy.
– Powodzenia – odparł Montalbano. – Daj mi znać, jak ci poszło.