Выбрать главу

Pierwszy zabrał głos Augełlo.

– Może z miłości? Z tego, co mi powiedziałeś, wynika, że ich związek nie sprowadzał się do spraw łóżkowych.

– A ty jak to widzisz? – zwrócił się Montalbano do Fazia.

– Wicekomisarz Augello mógłby mieć rację, ale – nie wiem dlaczego – jego wytłumaczenie mnie nie przekonuje. Wydaje mi się raczej, że chodziło o szantaż.

– Jaki szantaż?

– Czy ja wiem? Może Pellegrino straszył Gargana, że rozpowie wszystkim o ich związku… Przecież był homoseksualistą…

Augello wybuchnął śmiechem. Fazio spojrzał na niego ze zdziwieniem.

– Fazio, ile ty masz lat? Dzisiaj to, czy ktoś jest, czy nie jest homoseksualistą, nikogo już, dzięki Bogu, nie obchodzi!

– Gargano nie chciał, żeby go za takiego uważano – sprecyzował Montalbano. – Ale gdyby sprawa wyszła na jaw, nie robiłby chyba z tego tragedii. Nie, taka groźba nie mogła wystarczyć, żeby człowiek w rodzaju Gargana poddał się szantażyście.

Fazio rozłożył ramiona i nie bronił już swojej hipotezy. Wlepił natomiast wzrok w komisarza. Augello uczynił to samo.

– Czemu się gapicie? – spytał Montalbano.

– Gapimy się, bo teraz twoja kolej – powiedział Mimi.

– No dobrze – odrzekł komisarz – ale muszę was uprzedzić, że streszczę wam powieść, co znaczy, że to, co usłyszycie, nie opiera się na najsłabszych nawet dowodach. I że, tak jak we wszystkich powieściach, w miarę jej pisania wydarzenia mogą potoczyć się inaczej i przybrać zupełnie niespodziewany obrót.

– Zgoda – powiedział Augello.

– Zacznijmy od pewnika: Gargano obmyśla oszustwo, którego siłą rzeczy nie można urzeczywistnić w przeciągu tygodnia, na które potrzeba czasu. I nie tylko: musi zorganizować całe przedsiębiorstwo z biurami, urzędnikami i tak dalej. Wśród urzędników, których zatrudnia w Vigacie, jest młody człowiek, Giacomo Pellegrino. Po pewnym czasie zawiązuje się między nimi romans. Zakochują się w sobie, nie chodzi po prostu o łóżko. Osoba, od której o tym słyszałem, dodała, że chociaż starali się swój związek ukryć, świadczyło o nim ich zachowanie. Były dni, kiedy uśmiechali się do siebie, szukali się nawzajem, i inne, kiedy dąsali się, nie chcieli ze sobą rozmawiać – zupełnie tak, jak to robią kochankowie. Prawda, Mimi? Ty się na tym znasz.

– A co, ty nie? – odciął się Augello.

– Rzecz w tym – ciągnął Montalbano – że wy obaj macie rację. Cała ta historia powstała i rozwinęła się w atmosferze dwuznaczności. Pellegrino ma umysł jednostronny i…

– Stop – zatrzymał go Mimi. – Co to znaczy?

– Umysł jednostronny to dla mnie umysł ludzi zajmujących się pieniędzmi. Nie rolnictwem, handlem, przemysłem, budownictwem czy czym tam jeszcze, tylko pieniędzmi samymi w sobie. Rozumieją i wyczuwają wszystko, co dotyczy pieniędzy jako takich, godzina po godzinie, minuta po minucie. Znają pieniądz jak własną kieszeń, wiedzą, jak się wysiusiał, jak się wysrał, co zjadł, czy się wyspał, czy rano nie wstał lewą nogą, kiedy jest w dobrym, a kiedy w złym humorze, kiedy chce płodzić, to jest produkować więcej pieniędzy, kiedy ogarnia go mania samobójcza, kiedy woli być jałowy, wiedzą nawet, kiedy chciałby kogoś przerżnąć, nie narażając się na konsekwencje. Jednym słowem, ujmując to jeszcze prościej, wiedzą, kiedy pieniądz zyskuje na wartości, a kiedy leci w dół jak kamień, żeby użyć słownictwa facetów mówiących o tych sprawach w dziennikach telewizyjnych. Te jednostronne umysły nazywa się zwykle czarodziejami finansowymi, genialnymi bankierami, wybitnymi specjalistami od polityki monetarnej albo też wielkimi spekulantami. Ich umysł funkcjonuje jednak tylko w jednym kierunku; w pozostałych kwestiach są niedouczeni, niezaradni, niezręczni, ograniczeni, prymitywni, nawet całkiem głupi, ale nigdy naiwni.

– Ten wizerunek wydaje mi się przesadny – skomentował Augello.

– Naprawdę? A nie miał twoim zdaniem jednostronnego umysłu ten, który skończył na stryczku pod mostem Czarnych Mnichów w Londynie? Albo ten, który udał, że porwała go mafia, kazał się postrzelić w nogę i poszedł do więzienia, gdzie wypił zatrutą kawę? Bądź poważny!

Mimi nie śmiał mu się sprzeciwić.

– Wracam do Giacoma Pellegrina – powiedział Montalbano. – To umysł jednostronny, który spotyka umysł jeszcze bardziej jednostronny, to znaczy księgowego Emanuele Gargano. Ten chwyta w lot pokrewieństwo z wyboru. Zatrudnia go i zaczyna mu powierzać sprawy, jakich nie powierzyłby nigdy żadnej ze swoich dwóch urzędniczek. Potem stosunki między Garganem a Pellegrinem ulegają zmianie: odkrywają obaj, że to pokrewieństwo z wyboru nie ogranicza się do sfery pieniężnej, że można je rozszerzyć także na sferę uczuć. Stwierdziłem, że tacy ludzie nigdy nie są naiwni. Ale istnieją różne poziomy naiwności. Powiedzmy, że Giacomo jest tylko trochę sprytniejszy od księgowego, ale ta niewielka różnica w zupełności mu wystarcza.

– W jakim sensie? – spytał Augello.

– Giacomo musiał odkryć prawie natychmiast, że z firmą „Król Midas" jest coś nie w porządku, lecz zatrzymał to dla siebie z zamiarem uważnego śledzenia operacji finansowych pracodawcy. Zaczyna gromadzić dane, łączyć fakty. W atmosferze poufałości, jaka się między nimi wytworzyła, może stawia też jakieś pytania, sprawiające wrażenie przypadkowych, a w rzeczywistości mające konkretny ceclass="underline" zrozumieć dokładniej, dokąd zmierza Gargano.

– A Gargano jest w chłopaku tak zakochany, że nie budzi to w nim żadnych podejrzeń? – wtrącił ze sceptyczną miną Fazio.

– Trafiłeś – potwierdził komisarz. – To najbardziej delikatny moment powieści, którą teraz piszemy. Postarajmy się zrozumieć, jak postępuje postać Gargano. Powiedziałem na początku, że ich związek miał dwuznaczny charakter. Jednego jestem pewny: Gargano w końcu wyczuł, że Giacomo jest niebezpiecznie bliski zrozumienia, na czym polega oszustwo. No, ale co mógł zrobić? Jeśli go zwolni, będzie jeszcze gorzej. Okopuje się więc, jak to się mówi, żeby nie iść do ataku.

– Ma nadzieję, że Pellegrino poprzestanie na willi, którą dostał od niego w prezencie, i że nie zechce więcej? – spytał Mimi.

– Po części tak, bo nie jest pewien, czy Giacomo naprawdę go szantażuje. Chłopak prawdopodobnie go przekonał, opowiadając, jak miło byłoby mieć gniazdko zakochanych, w którym mogliby zamieszkać razem po wycofaniu się księgowego z interesów… Mógł w ten sposób go uspokoić. Obaj wiedzą, jak cała sprawa się skończy, ale sobie tego nie mówią. Gargano ucieknie z forsą za granicę, a Giacomo, jako w ogóle niezamieszany w oszustwo, będzie w spokoju cieszyć się willą.

– Dalej nie mogę pojąć, dlaczego powiedział stryjowi, że wyjeżdża do Niemiec – powiedział jakby sam do siebie Fazio.

– Bo stryj powtórzyłby to nam, kiedy zaczęlibyśmy szukać Gargana, a my czekalibyśmy na jego powrót, zawieszając śledztwo. Zamierzał potem zgłosić się do nas z niewinną minką i opowiedzieć, że do Niemiec rzeczywiście pojechał, ale był to wybieg ze strony Gargana, który chciał się go pozbyć, bo tylko on mógł w porę zrozumieć, że księgowy planuje zgarnąć połów. Powiedziałby nam też, że w bankach, do których skierował go Gargano, nie znalazł ani centyma, że szef nie miał tam w ogóle depozytów.

– Ale po co to mnożenie biletów lotniczych? – nalegał jeszcze Fazio.

– Żeby się zabezpieczyć na wszelki wypadek przed nami i przed Garganem. Wierzcie mi, Giacomo wszystko dokładnie sobie obmyślił. Tyle, że przydarzyło mu się coś niespodziewanego.

– Co takiego? – spytał Mimi.

– Nie uważasz, że strzał z pistoletu w samą twarz to coś niespodziewanego? – odparł komisarz.