Выбрать главу

– Nie przejmuj się, wszystko dobrze. Nie o ciebie mu chodziło, tylko o pokwitowanie. Uspokój się.

Kwestor chciał mu w ten sposób zaproponować honorowe zawieszenie broni? Ale to on, kwestor, powinien był o nie poprosić, zamiast je proponować.

Po powrocie do domu, do Marinelli, zobaczył na stole w kuchni sweter – prezent od Livii, a obok kartkę od Adeliny z wiadomością, że kiedy przyszła po południu posprzątać, znalazła go na szafie. Adelina napisała jeszcze, że kupiła na targu ładne dorsze i ugotowała, wystarczy je przyprawić oliwą, cytryną i solą. Co począć ze swetrem? Boże, jak trudno jest ukryć dowód przestępstwa! On go usunął ze swojej pamięci, ten sweter powinien był zostać na zawsze tam, gdzie go rzucił. A tu masz, ogląda go znowu. Jedynym rozwiązaniem było zagrzebać go w piasku, ale Montalbano czuł się zmęczony. Złapał więc sweter i cisnął go tam, gdzie przedtem leżał, bo było mało prawdopodobne, że Adelina w najbliższych dniach zajrzy znowu na szafę. Zadzwonił telefon. To Nicoló Zito; mówi, żeby włączył telewizor – o wpół do dziesiątej będzie nadzwyczajne wydanie wiadomości. Komisarz spojrzał na zegarek, brakowało jeszcze kwadransa. Poszedł do łazienki, zrzucił ubranie, umył się szybko i usiadł w fotelu. Dorsze zje sobie po dzienniku.

Po zapowiedzi ukazały się obrazy jakby wzięte z amerykańskiego filmu. Wielki poobijany samochód wyłaniał się powoli z wody, glos Zita zaś wyjaśniał, że wóz wyłowiono nie bez trudu tuż przed zachodem słońca. Teraz widać było samochód na barce, małe postaci ludzkie uwalniały go ze stalowych lin, którymi go owinięto. Potem ukazała się twarz Guarnotty.

– Panie komisarzu, zechce pan nam uprzejmie powiedzieć, co znaleziono wewnątrz samochodu Gargana?

– Na tylnym siedzeniu walizkę zawierającą rzeczy osobiste samego Gargana.

– I nic więcej?

– Nic więcej.

Te słowa potwierdzały, że księgowy zabrał ze sobą cenną aktówkę należącą do Giacoma.

– Czy nadal będzie się szukać zwłok Gargana?

– Mogę oświadczyć oficjalnie, że poszukiwania zostały zakończone. Jesteśmy przeświadczeni, że zwłoki księgowego prąd zniósł na otwarte morze.

Oto dowód, że Gargano trafnie obmyślił swoją inscenizację, że znalazł się głupi kutas, który w nią uwierzył. Właśnie ten – łebski komisarz Guarnotta.

– Krążą pogłoski, które powtarzam z dziennikarskiego obowiązku, że Pellegrina łączyły z Garganem stosunki szczególnego rodzaju. Czy pan z tym się zgadza?

– Te pogłoski dotarły i do nas. Sprawdzamy je. Jeśli okazałyby się prawdziwe, miałyby duże znaczenie.

– Dlaczego, panie komisarzu?

– Tłumaczyłoby to, dlaczego Gargano i Pellegrino spotkali się nocą w tym ustronnym miejscu. Przybyli tu w celach – jak to się mówi – intymnych. I tutaj ponieśli śmierć z ręki ludzi, którzy ich śledzili.

Nie ma rady, Guarnotta zgłupiał do szczętu. Wbił sobie do głowy mafię i nie mógł się jej wyrzec.

– Około godziny temu miałem sposobność rozmawiać przez telefon z doktorem Pasquano, który dokonał autopsji zwłok Giacoma Pellegrino. Powiedział mi, że młodego człowieka zabito jednym, oddanym z bliska strzałem. Kulę, która trafiła go prosto między oczy, nie przebijając głowy, udało się wydobyć. Doktor Pasquano mówi, że broń była małego kalibru.

Zito przerwał, niczego nie dodając. Guarnotta zrobił zdziwioną minę.

– I co z tego?

– Czy nie sądzi pan, że taka broń nie jest typowa dla mafii?

Guarnotta uśmiechnął się z politowaniem.

– Mafia posługuje się bronią wszelkiego rodzaju, nie ma preferencji. Wszystko dla niej dobre – od pancerfausta po wykałaczkę. Proszę to wziąć pod uwagę.

Ukazała się zdumiona twarz Zita. Najwyraźniej nie mógł pojąć, jak można zrobić śmiercionośną broń z wykałaczki.

Montalbano wyłączył telewizor.

„Do tej broni, drogi Guarnotta – pomyślał – należą także tacy jak ty. Sędziowie, policjanci i karabinierzy, którzy widzą mafię tam, gdzie jej nie ma, a nie widzą tam, gdzie jest".

Nie chciał jednak dopuścić do tego, aby ogarnęła go wściekłość. Wstał – czekały na niego smaczne dorsze.

Postanowił wcześnie się położyć i trochę poczytać. Zaledwie jednak wyciągnął się na łóżku, zadzwonił telefon.

– Kochanie? Wszystko tu załatwiłam. Jutro po południu wsiadam do samolotu. Będę w Vigacie koło ósmej wieczorem.

– Jeśli mi podasz godzinę przylotu, pojadę po ciebie na lotnisko do Palermo. Nie jestem bardzo zajęty, pojadę z przyjemnością.

– Widzisz, muszę coś jeszcze zrobić w biurze i nie wiem, o której będę mogła wylecieć. Nie martw się, przyjadę autobusem. Kiedy wrócisz do domu, już tam będę.

– Zgoda.

– Tylko postaraj się wrócić wcześnie, nie tak jak zwykle. Tak bardzo chciałabym z tobą pobyć.

– A ja z tobą może nie?

Skierował instynktownie wzrok na szafę, na której leżał sweter. Jutro rano, przed pójściem do pracy, musi go zakopać. A jeśli Livia spyta, co się stało z jej prezentem? Udałby zaskoczenie, Livia zaczęłaby podejrzewać Adelinę, której nie znosiła – podobnie jak Adelina jej. Prawie bezwiednie wziął krzesło, przysunął do szafy, wszedł na nie i wodził rękami, póki nie natrafił na sweter. Schwycił go, zszedł z krzesła, odstawił je na miejsce, ujął sweter obiema rękami, szarpnął; z trudem udało mu się go nadedrzeć. Szarpał dalej, zrobił w nim jedną, dwie, trzy dziury, uzbroił się w nóż, przebił go pięcioma czy sześcioma uderzeniami, rzucił na ziemię, podeptał. Prawdziwy morderca w szale zabijania. Zostawił go wreszcie na stole w kuchni, aby nie zapomnieć, że ma go rano zakopać. I nagle poczuł się okropnie śmieszny. Dlaczego dal się ponieść takiej idiotycznej furii, dlaczego nie zapanował nad sobą? Może dlatego, że wykreślił ten sweter całkowicie z pamięci, a on znowu się pojawił? Teraz, kiedy już się wyładował, ogarnęły go zabarwione jakby melancholią wyrzuty sumienia. Biedna Livia, która sweter kupiła i podarowała ze szczerym uczuciem! Przyszło mu wtedy do głowy absurdalne porównanie, zupełnie nie do przyjęcia. Jak postąpiłaby panna Mariastella Cosentino ze swetrem ofiarowanym jej przez Gargana, ukochanego mężczyznę? Ukochanego – nie, uwielbianego! Uwielbianego tak bardzo, że nie widziała albo nie chciała widzieć, iż księgowy jest po prostu oszustem i łajdakiem, który ucieka z pieniędzmi i morduje z zimną krwią człowieka, aby ich z nim nie dzielić. Nie uwierzyłaby albo usunęłaby to z pamięci. Dlaczego nie zareagowała, kiedy on dla uspokojenia nieszczęsnego mierniczego Garzullo zmyślił, że w telewizji powiedziano o aresztowaniu Gargana? Nie miała w domu telewizora, więc z logicznego punktu widzenia powinna była uwierzyć w jego słowa. A ona nic, siedziała nieruchomo, nie drgnęła, nie westchnęła nawet. Zachowała się też mniej więcej w taki sam sposób, kiedy ją zawiadomił o znalezieniu zwłok Pellegrina. Powinna była przecież wpaść w rozpacz z obawy, że podobny los spotkał jej uwielbianego księgowego. A jednak znowu jej zachowanie okazało się właściwie takie jak poprzednio: musiał mówić do czegoś w rodzaju posągu z szeroko otwartymi oczami. Panna Mariastella Cosentino stanowczo zachowywała się tak, jakby…

Zadzwonił telefon. Czy też naprawdę w tym domu nie można spokojnie zasnąć? Było późno, prawie pierwsza. Klnąc, podniósł słuchawkę.

– Halo, kto mówi? – powiedział głosem, który przeraziłby groźnego zbója.

– Obudziłem cię? Tu Nicoló.

– Nie, jeszcze nie spałem. Jest coś nowego?

– Nie, ale opowiem ci coś, co cię rozbawi.

– Nie będzie to łatwe.

– Wiesz, jaką opinię wyraził prokurator Tommaseo w wywiadzie, który z nim przeprowadziłem? Że to nie mafia zamordowała tych dwóch, jak twierdzi Guarnotta.