– Ho, ho! Wcześnie się dzisiaj zjawiłeś! – przywitała go Laurie Montgomery.
Przybycie Laurie wyrwało Jacka z zamyślenia. Weszła do pokoju, zdjęła płaszcz i rzuciła go na biurko, przy którym wykonywała różne poranne czynności. Tego dnia kończyły się jej obowiązki jako szefa, który musi rozdzielać pracę między patologów i decydować, kto zbada który przypadek. Żaden ze specjalistów nie lubił pełnić tej funkcji.
– Mam dla ciebie złe wiadomości – przywitał koleżankę Jack.
Laurie zatrzymała się w przejściu. Przez jej zwykle pogodną, śniadą twarz przebiegł cień. Jack uśmiechnął się.
– Spokojnie, to nie jest aż takie straszne. Tylko tyle, że jesteś mi winna ćwierć dolara.
– Poważnie? Hard zmarła na tularemię?
– W nocy przysłali z laboratorium wyniki testów. Pozytywne. Sądzę, że to pewna diagnoza.
– Dobrze, że nie założyłam się o więcej. Osiągasz imponujące wyniki na polu chorób zakaźnych. W czym tkwi tajemnica?
– Szczęście początkującego – wyjaśnił. – Ale, ale. Mamy tu następne trzy przypadki. Wszyscy z infekcją i wszyscy z General. Chciałbym zbadać przynajmniej dwoje z nich.
– Nie widzę żadnych przeciwwskazań – zgodziła się Laurie. – Ale pozwól mi chwilę odsapnąć.
Laurie wyszła z pokoju, a tuż po jej wyjściu zjawił się Vinnie. Twarz miał ziemistą, podkrążone, przekrwione oczy. Przypominał Jackowi jednego ze sztywniaków z parteru.
– Wyglądasz jak śmierć – odezwał się Jack.
– Kac – wyjaśnił Vinnie. – Kumpel urządzał wczoraj wieczór kawalerski. Wszyscy nieźle zabalowali.
Rzucił na biurko gazetę i natychmiast skierował kroki w stronę szafki, w której trzymali kawę.
– Kawa jest już zrobiona – zauważył Jack.
Vinnie musiał przez dłuższą chwilę wpatrywać się w pełen napoju dzbanek, zanim dotarło do jego rozkołatanego umysłu, że podjęty właśnie wysiłek jest całkowicie niepotrzebny.
– A może zamiast kawy zrobimy to? – zapytał Jack, pokazując Vinniemu teczkę Marii Lopez. – To może pobudzić do życia bardziej niż kawa. Pamiętaj: "Kto rano wstaje…"
– Daj spokój z tymi frazesami – zaprotestował Vinnie. Wziął teczkę i otworzył. – Szczerze powiedziawszy, nie jestem w nastroju do wysłuchiwania twoich soczystych powiedzonek. Wkurza mnie, że nie możesz zjawić się tu w porze, kiedy inni przychodzą.
– Laurie już jest – przypomniał mu Jack.
– Tak, ale ona ma teraz kierowniczą zmianę. Nie ma dla ciebie usprawiedliwienia. – Szybko przeczytał kawałek raportu. – Cudownie! Następna zakaźnie chora! Uwielbiam to! Powinienem był zostać w łóżku.
– Za parę minut będę na dole – oznajmił Jack.
Poirytowany Vinnie złapał gazetę i poszedł na dół.
Laurie wróciła do pokoju ze stertą teczek. Położyła je na biurku.
– No, no, mamy dziś do wykonania kawał roboty – zakomunikowała.
– Wysłałem już Vinnie'ego na dół, żeby przygotował jeden z tych nocnych przypadków – poinformował koleżankę Jack. – Mam nadzieję, że nie przekroczyłem kompetencji. Wiem, że jeszcze im się nie przyjrzałaś, ale wszystkie wyglądają na dżumę, tyle że z negatywnym wynikiem testu. Powinniśmy przynajmniej postawić diagnozę.
– Nie mam zastrzeżeń. Pójdę jednak na dół i zrobię, co do mnie należy. Kiedy przeprowadzę zewnętrzne oględziny, będziesz mógł się nią zająć. Chodźmy. – Zabrała ze sobą listę przywiezionych w nocy zwłok.
– Czego dowiedziałeś się o tej zmarłej, od której chcesz zacząć? – zapytała, gdy szli do windy.
Krótko streścił historię Marii Lopez. Podkreślił, że pracowała w Manhattan General w centralnym zaopatrzeniu. Przypomniał, iż ofiara, która zmarła poprzedniej nocy, także pracowała w tym dziale. Weszli do windy.
– To raczej dziwne, nie? – zapytała Laurie.
– Dla mnie owszem.
– Sądzisz, że ma to jakieś szczególne znaczenie?
Winda zatrzymała się i drzwi otworzyły. Wyszli, nie przerywając rozmowy.
– Intuicja podpowiada mi, że tak. Dlatego bardzo chcę wykonać tę pracę. Za skarby świata nie potrafię sobie jeszcze wyobrazić, na czym mógłby polegać związek.
Gdy przechodzili obok biura kostnicy, Laurie skinęła na Sala. Podszedł natychmiast. Wręczając mu listę przywiezionych ofiar, powiedziała:
– W takim razie najpierw zobaczmy ciało Marii Lopez.
Maria Lopez, podobnie jak jej współpracowniczka, Katherine Mueller, była kobietą tęgą. Włosy miała proste, ufarbowane na dziwny rudopomarańczowy kolor. W lewej ręce i w szyi ciągle jeszcze tkwiły igły po kroplówce.
– Całkiem młoda kobieta – zauważyła Laurie.
Jack skinął i dodała:
– Miała tylko czterdzieści dwa lata.
Laurie spojrzała pod światło na zdjęcia rentgenowskie całego ciała zmarłej. Jedynie wygląd płuc odbiegał od normy.
– Zabieraj się do pracy – poleciła Jackowi.
Zakręcił się na pięcie i pomaszerował do przebieralni, gdzie czekał kombinezon.
– A jeśli chodzi o pozostałe dwa przypadki, o których mówiłeś na górze, to którym z nich chciałbyś się zająć w następnej kolejności?! – zwołała Laurie za oddalającym się Jackiem.
– Lagenthorpe – odpowiedział.
Laurie uniosła kciuk na znak, że się zgadza.
Pomimo kaca Vinnie, jak zawsze, sprawnie przygotował ciało Marii Lopez do autopsji. Zanim skończył, Jack po raz drugi przejrzał teczkę ofiary, a następnie włożył strój ochronny.
Poza nim i Vinniem w sali nikogo nie było. Jack mógł się łatwo skoncentrować. Na oględziny zewnętrzne poświęcił o wiele więcej czasu niż zwykle. Uznał, że jeżeli jest na ciele ślad ukąszenia, to on go musi znaleźć. I znowu, jak u Katherine Mueller, było kilka miejsc o dyskusyjnym wyglądzie – wszystkie sfotografował – ale ukąszenia nie znalazł.
Kac Vinnie'ego pomagał Jackowi się skoncentrować. Vinnie, chcąc ukoić ból głowy, milczał. Mógł się doskonale obejść bez ciętych dowcipów Jacka, jego chorych żartów i nieustających komentarzy na temat nic nikogo nie obchodzących szczegółów wydarzeń sportowych. Jack rewanżował się również wiele znaczącym milczeniem.
Po zewnętrznych oględzinach przystąpił do badania organów wewnętrznych, tak jak przy wszystkich poprzednich przypadkach. Zachowywał tylko jeszcze większą ostrożność, aby do zera zmniejszyć ryzyko rozsiania śmiercionośnych bakterii.
W miarę postępu badań Jacka ogarniało przeświadczenie, iż przypadek Lopez jest lustrzanym odbiciem tego, co widział u Susanne Hard, a nie u Katherine Mueller. W efekcie jego wstępną diagnozą była tularemia, nie dżuma. To jednak jeszcze bardziej zmuszało do zastanowienia się, jak dwie kobiety z działu zaopatrzenia mogły zarazić się chorobami, podczas gdy reszta personelu, bardziej przecież narażona na kontakt z chorymi, zarażenia uniknęła.
Kiedy skończył badać organy wewnętrzne, przygotował próbki laboratoryjne z płuc, żeby zanieść je później Agnes Finn. Wszystkie próbki, także te pobrane od Joy Hester i Donalda Lagenthorpe'a, chciał jak najszybciej wysłać do laboratorium miejskiego w celu przebadania na obecność zarazków tularemii.
Kiedy zabrali się do szycia zwłok, dobiegły ich odgłosy z umywalni i spoza sali.
– Zjawili się normalni, cywilizowani ludzie – zauważył Vinnie.
Jack nie odpowiedział.
Otworzyły się drzwi do umywalni. Do sali weszły dwie osoby ubrane w kombinezony i wolnym krokiem ruszyły w stronę stołu Jacka. Okazało się, że to Laurie i Chet.