– Awangarda mogła zostać wysłana przodem, więc ćwicz siłę ramion na terenie zamku. Złodzieje, którzy pustoszą twój majątek, mogą nie być zwyczajnymi rabusiami. Musisz zostać tutaj.
– Będę ostrożna. – Zawiesiła łuk na ramieniu, wzięła miecz i kołczan i zdecydowanym krokiem ruszyła do drzwi.
Morvan ani drgnął. Stał w progu i blokował Annie drogę wyjścia. Spojrzała na niego ze zniecierpliwieniem, lecz odpowiedział jej surowym spojrzeniem.
– Jeśli nie potrafisz zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo, Anno, każ stajennemu przygotować dla mnie konia.
Następny rozkaz! I to głupi!
– Jesteś jeszcze zbyt chory, żeby jeździć konno, a ja nie potrzebuję eskorty.
– Siły wracają mi z każdą godziną, poza tym nie mam zamiaru występować jako twoja eskorta. Spotkam się z tym Beaumanoirem i rozprawię się z nim jak rycerz z rycerzem.
– Ma ze sobą armię, a poza tym sam fakt, że tutaj zmierza, świadczy o tym, że jest człowiekiem pozbawionym honoru. Każe żołnierzom posiekać cię na kawałki, jeśli przyjdzie mu na to ochota. A teraz przesuń się. Mam robotę do wykonania.
Morvan nadal stał jak wmurowany. Annę ogarnęła taka wściekłość, że miała ochotę po prostu go odepchnąć. Był tak blisko, że musiała podnieść głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jakiż on przystojny, pomyślała pomimo gniewu, przystojny nawet z tak surową twarzą.
– Kiedy wyzdrowiałem, złożyłem ślubowanie, że będę cię bronić – oświadczył.
Ślubował, że będzie jej bronić! Święci pańscy! Nic dziwnego, że stał się taki arogancki i apodyktyczny.
– Czuj się zwolniony z tego ślubowania.
– Nie w twojej mocy jest mnie z niego zwolnić.
– Przecież to ja jestem obiektem twojego ślubowania. Mogę więc cię z niego zwolnić i zwalniam. Byłeś jeszcze chory, kiedy je składałeś. Nie można cię trzymać za słowo…
– Nie masz w tej sprawie nic do powiedzenia. Decyzja już zapadła.
Annę ogarnęła ślepa furia. Decyzja już zapadła! Tych słów używał ojciec, by zakończyć dyskusje. Wola pana musi zostać uszanowana. Ileż to razy słyszała to apodyktyczne oświadczenie. A teraz znów, z ust tego człowieka, prawie obcego mężczyzny…
– Sir Morvanie, twoje ślubowanie to sprawa między tobą i Bogiem. Ale musisz wiedzieć jedno. Nie możesz oczekiwać, że będę się stosować do twoich pomysłów i przyjmę twą opiekę. Już bardzo dawno przekonałam się, że cena męskiej opieki bywa wygórowana, a jej wartość nader wątpliwa. – Odwróciła się plecami, żeby nie patrzeć w płonące oczy rycerza.
Nie wyszedł. Stał za nią, wypełniając całą komnatę swą przeklętą, narzucającą się męskością, i bez wątpienia gapił się na nią. Nie miała zamiaru się odwracać i sprawdzać.
– Powinieneś wiedzieć jeszcze jedno, panie. W tych murach żaden mężczyzna nie będzie mi rozkazywał, niezależnie od tego, jakie złożył ślubowanie. Nawet Ascanio, a już ty w szczególności.
7
Anna spędziła popołudnie w stadninie, ujeżdżając konie i strzelając z łuku. Przed wieczorem nadjechał Carlos i wykorzystali ostatnie godziny światła słonecznego, ćwicząc walkę na miecze. Ascanio byłby lepszym nauczycielem, ale nie mógł tracić czasu na szkolenie Anny, skoro nadciągał Gurwant.
Ożywiona aktywność w ciągu dnia trzymała przerażenie w ryzach, ale lodowate palce ponownie zacisnęły się wokół serca dziewczyny, jak tylko została wieczorem sama. Nienawidziła uczucia strachu.
W zamkniętym pomieszczeniu czuła się gorzej, wyśliznęła się więc z komnaty, wyjęła pochodnię z uchwytu i krętymi schodami wspięła się na dach twierdzy. Znad morza wiał silny wiatr, który rozwiewał włosy Anny wokół twarzy.
Wspięła się na blanki, usiadła i wpatrzyła się w morze. Noc była ciemna, lecz na bezchmurnym niebie lśniły gwiazdy, kucające srebrzystą poświatę na załamujące się grzywy fal. Osadziła pochodnię w żelaznym pierścieniu i szczelniej owinęła się płaszczem.
W tym samym miejscu brat odnalazł ją rankiem tego dnia przed wielu laty. Ukryła się tutaj przed ciszą, jaka zapadła w zamku. Nawet ojciec odnosił się do niej z chłodem. Później zrozumiała, że nikt wówczas nie miał po prostu pojęcia, jak należy się zachować po tym, co się wydarzyło, więc wszyscy bez słów doszli do porozumienia, że nie zrobią nic. Ale wówczas odebrała ich reakcję jako oskarżenie pod swoim adresem.
Tylko Drago zrozumiał. Kiedy ją tu odnalazł, nadal zaszokowaną po wydarzeniach tego wieczoru, objął ją i uspokoił. Był tylko o trzy lata od niej starszy, ale przy nim mogła zachowywać się jak dziecko.
Trzymał ją w ramionach i obiecywał, że porozmawia z ojcem i że zawsze będzie jej bronił. Nagle jego głos stwardniał i spoważniał, jakby brat postarzał się w mgnieniu oka o kilka lat.
– Następnym razem, Anno, kiedy będziesz chciała powstrzymać mężczyznę, poderżnij mu gardło.
Odepchnęła wspomnienia, bała się, że wróci groza z dzieciństwa.
Jeśli Gurwant zmierza tutaj, nie będzie żadnych negocjacji. Nie będą też mieli szansy, by odeprzeć jego armię. Na to właśnie liczył. Liczył na zarazę i na to, że wobec braku pana na zamku niezdobyta twierdza La Roche de Roald okaże się bezbronna.
Jakiś dźwięk wyrwał Annę z zadumy. Odwróciła się i dostrzegła cień wyłaniający się z drzwi wiodących na dach. Wysoka, wyprostowana sylwetka zatrzymała się tam w ciemnościach.
Wiedziała, kto to jest. Wyczuwała pewność siebie i siłę, które z niego emanowały. Po południu uznała tę jego władczość za irytującą, ale teraz nie czuła się silna i jego obecność podniosła ją na duchu. Przyniosła jej ulgę.
– Sir Morvanie.
– Tak, pani.
– Przyłącz się do mnie. Morze jest dzisiaj takie piękne.
Wspiął się na blanki i podszedł do dziewczyny. Zatrzymał się od niej na odległość wyciągniętego ramienia, odwrócił się w stronę morza i podniósł oczy na rozgwieżdżone niebo.
– Czy wierzysz, że z gwiazd można odczytać przyszłość? – zapytała Anna.
– Mój guwerner to potrafił i próbował mnie nawet tego nauczyć, ale gwiazdy jakoś zawsze zapominały uprzedzić mnie o najistotniejszych wydarzeniach, więc straciłem wszelkie zainteresowanie dla tego typu spraw.
– Szkoda, że nie byłeś pilniejszym uczniem. Dobrze byłoby wiedzieć, co przyniesie nam przyszłość.
– Byłabyś mniej przerażona? Ciągle jeszcze się zamartwiasz. Nieźle to ukrywasz, ale każdy, kto cię choć trochę zna, widzi, co się z tobą dzieje.
– Jaka kobieta nie wpadłaby w przerażenie na wieść o tym, że na jej dom maszeruje wroga armia?
Pochodnia dawała wystarczające światło, by Anna dostrzegła zarysy urodziwej twarzy mężczyzny ponad okrywającym go czerwonym płaszczem. Stała w milczeniu u jego boku. Czuła się uspokojona, jak w sanktuarium, jak w azylu.
– Anno, czuję, że za tym wszystkim kryje się coś jeszcze, roś, czego nie ujawniłaś. Powiedz mi resztę.
Dziewczyna, ku własnemu zaskoczeniu, stwierdziła, że jest gotowa o tym mówić. Nie wyjawiła prawdy nawet Ascaniowi, choć nigdy nie wątpiła w przyjaźń i miłość księdza. Kiedy przyjdzie czas, będzie walczył, by ją ocalić, i umrze u jej boku. Ale w stojącym teraz obok niej rycerzu była jakaś siła, która gwarantowała, że nikt, kto stoi u jego boku, nie zginie.
– Moja mama zmarła, kiedy miałam dziesięć lat. Rok później ojciec postanowił znaleźć mi męża. Spotkał się z ojcem Gurwanta. Ten mariaż byłby bardzo korzystny dla obu rodów. Ta gałąź Beaumanoirów, z której pochodzi Gurwant, jest bogata w splendory, ale uboga w majętności. Mój ojciec mógł zawrzeć korzystne przymierze, a Gurwant otrzymać nasze ziemie w głębi kraju, koło Rennes.
Przez chwilę Anna zbierała rozsypane wspomnienia.