Выбрать главу

– Kiedy skończyłam dwanaście lat, przybyli na zrękowiny. Gurwant miał wtedy szesnaście lat. Uzgodniono, że pojadę z nimi i jego matka zajmie się moją edukacją. Ślub miał się odbyć za trzy lata. – Dziewczyna lekko się uśmiechnęła na wspomnienie osłupiałej miny młodzieńca, gdy ją zobaczył po raz pierwszy. – Gurwant nie był zachwycony, kiedy się spotkaliśmy. Byłam wówczas równie brzydka jak teraz i tak wysoka. Nic nie wiedziałam o wdzięku i gracji. Czuł się tak potwornie upokorzony, że podczas zaręczyn ledwo się zmusił, żeby mnie pocałować.

– Dziewczęta często rosną szybciej od chłopców. I wcale nie jesteś brzydka.

Anna uznała, że zaprzeczanie oczywistym faktom jest z jego strony bardzo rycerskie, i poczuła wdzięczność, że próbuje ją pocieszyć.

– Z jego twarzy tylko jedno utkwiło mi doskonale w pamięci. Oczy. Niezwykle jasne, niebieskie, puste i zimne. Uroczystości zaręczynowe przeciągnęły się aż do późna i przebiegały bez większych zgrzytów. Wreszcie wszyscy w zamku poszli spać.

– I co się stało? – zapytał Morvan pełnym napięcia, niskim głosem, jakby domyślał się już, co się później wydarzyło.

– Pamiętam, jak zapadałam w sen, a potem oni byli już w pokoju. Gurwant i jego ojciec. Ojciec przytrzymywał mnie i zasłaniał mi ręką usta. Mówił Gurwantowi, że prześcieradło musi być mocno poplamione krwią, żeby nie dało się już zerwać zaręczyn.

Morvan położył rękę na ramieniu Anny. Usta zacisnęły mu się w wąską linię, a oczy płonęły ciemnym ogniem.

– Walczyłam z nimi ze wszystkich sił. W końcu Gurwant powiedział ojcu, że nie może. Myślałam wtedy, że zrobiło mu się mnie żal. Teraz rozumiem, że zupełnie co innego miał na myśli. W tej sytuacji ojciec postanowił go zastąpić. Znajdowałam się w mojej komnacie, na zamku mego ojca, ale musiałam się sama obronić.

– I obroniłaś się? – W głosie Morvana zabrzmiał cień nadziei.

– Tak. Udało mi się oswobodzić jedną rękę i sięgnęłam na nocny stolik, gdzie leżał nóż. Dźgnęłam ojca Gurwanta z całej siły. Wbiłam mu nóż w plecy. Poniżej ramienia. Już nigdy nie wziął miecza do prawej ręki. Dopadłam także Gurwanta, pocięłam mu twarz. A potem, kiedy wreszcie odkneblowałam sobie usta, zaczęłam krzyczeć i krzyczeć.

Anna słyszała swój urywany oddech i mocno bijące serce. Odżyła w niej groza tamtej nocy, wiedziała jednak, że już nigdy w życiu nie dopuści, by przerażenie opanowało ją tak całkowicie jak wówczas. Już nigdy!

– Mój brat usłyszał. Wpadł do komnaty z mieczem w dłoni. Krzyczałam, dopóki nie zjawił się ojciec. Zastał brata trzymającego ostrze miecza na gardle Gurwanta i prześcieradła wręcz zalane krwią, choć nie była to moja krew. Jak tylko mój niedoszły teść doszedł nieco do siebie, opuścili zamek, ale beze mnie.

– I zaręczyny zostały zerwane?

– Nie od razu i nie z powodu tej nocy. Biskup anulował je na prośbę mojego ojca dwa lata później. W tym czasie rozgorzała już wojna o sukcesję i ojciec postanowił zerwać wszelkie związki ze stronnikami Francji. Podejrzewam, że ojciec Gurwanta pragnął pozbawić mnie dziewictwa, bo domyślał się, że po śmierci starego księcia dawne układy między baronami zostaną zerwane, ojciec odstąpi od małżeństwa i w rezultacie Beaumanoirowie stracą mój bogaty posag.

– Nie mogli przekupić biskupa, żeby unieważnił anulowanie zaręczyn?

– Mój brat też o tym pomyślał. Właśnie dlatego pojechał do Awinionu. Przywiózł anulowanie zrękowin podpisane przez papieża. Zapłacił za to własnym życiem.

Morvan z trudem opanował gniew. Jego dłoń nadal spoczywała na ramieniu Anny i czuł, że dziewczyna drży. Wiedział, że te wspomnienia są dla niej bardzo bolesne. Przyciągnął ją do siebie, objął i otulił swoim płaszczem. Kiedy opierał jej głowę na swym ramieniu, dotknął kciukiem mokrej od cichych łez twarzy. Nie opierając się, przytuliła się do niego.

– Masz ten list papieski?

– Tak. Posłałam kopie Gurwantowi i biskupowi. Byłam pewna, że to zakończy sprawę raz na zawsze.

I skończyłoby, gdyby miała do czynienia z człowiekiem honoru. Ale śmierć jej brata ożywiła jego nadzieje. Anna była teraz dziedziczką.

– Kiedy nas pokona, zabije mnie. Za to, co zrobiłam jemu i jego ojcu.

Morvan oparł policzek o włosy Anny.

– On nie ma zamiaru cię zabijać, Anno. Stanowisz klucz do jego planu. Chce narzucić siłą dawne rozwiązanie, by włości przeszły raz na zawsze w jego posiadanie, i to nieodwracalnie. Jeśli zdobędzie twierdzę, ogłosi, że list papieski został sfałszowany. Zaczną to sprawdzać w Awinionie, a on będzie tutaj, z tobą. Jeżeli w tym czasie zaszłabyś z nim w ciążę, unieważnienie waszego związku straci moc.

Morvan bez trudu mógł sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli Gurwant dostanie Annę w swoje ręce. Tym mężczyzną powodowała nie tylko żądza zdobycia ziemi. Przez nią na oczach ojca wyszedł na słabeusza i impotenta. Rozorała mu twarz nożem. Może i nie chciał jej zabić, ale zemści się na niej w inny sposób.

Ta perspektywa wzbudziła jeszcze większą trwogę Anny niż lęk przed śmiercią, bo dziewczyna jeszcze mocniej przylgnęła do Morvana. Trzymał ją w ramionach, mocno owiniętą płaszczem. Ich bliskość z szałasu odżyła i spowijała ich ciasno jak wiatr i wełniana tkanina.

Morvan czuł ciepło promieniujące ze szczupłych pleców dziewczyny, jej oddech, muskający mu szyję. Ta kobieta wypełniała bez reszty jego zmysły.

Zapanował nad pragnieniem pieszczenia jej. Nie zwykł nigdy odmawiać sobie czegokolwiek, ale tej nocy nie wolno mu było zawieść zaufania tej dziewczyny. Pragnął jednak całować wtuloną w swe ramię twarz, głaskać silne ciało lgnące do niego tak naiwnie. Pragnął ją posiąść i zyskać tym samym prawo, by jej bronić.

Nie, pragnął czegoś więcej. Bynajmniej nie wszystkie reakcje Morvana były równie szlachetne jak ta, która powodowała nim w tym momencie. Po prostu tej nocy słabość Anny obudziła w nim instynkt opiekuńczy, a nie ciemne, bardziej prymitywne instynkty, które ożywały wtedy, gdy dziewczyna była silna.

– Jutro musisz wyjechać – powiedział. – Ascanio odwiezie cię do opactwa.

– Jeśli wyjadę, zamek się podda.

– Obronię go dla ciebie.

Anna odsunęła się.

– Jesteś sam. Inni nie ruszą do walki o przegraną sprawę. Skoro władca uciekł, poddani uznają, że nie ma powodu, by mieli dla niego ryzykować życie. A ja nie jestem nawet władcą, tylko jego najbliższą krewną. Przecież wiesz, że nie mogę wyjechać. Oznaczałoby to wydanie La Roche de Roald w ręce Beaumanoirów i Francji. To mogłoby oznaczać koniec Bretanii.

Anna odzyskała stanowczość i pewność siebie. Ruszyła w dół po schodach. Gdy Morvan odprowadził ją do drzwi komnaty, odwróciła się ku niemu.

– Nie przypuszczałam, że mogłabym zaprzyjaźnić się z tobą tak jak z Ascaniem. Myliłam się.

Morvan spojrzał z góry na zatroskaną twarz dziewczyny. A potem, jak pierwszego wieczoru, położył jej ręce na ramionach i pochylił się do ust Anny. Zrobił to, bo pragnął poczuć jej smak. Bo pragnął przypieczętować przyjaźń, o której mówiła przed chwilą. Ale pocałował ją także po to, by uświadomić dziewczynie, że on, w przeciwieństwie do poczciwego Ascania, nie jest księdzem.

– Może niepotrzebnie się martwię – powiedziała. – Może on tu wcale nie przyjdzie.

8

Przyszedł.

Obserwowała zbliżającą się ku La Roche de Roald armię, której sztandary łopotały na wietrze.

Ludzie Anny stali wzdłuż południowej ściany murów obronnych. Fouke i Haarold, wasale z sąsiadujących ze sobą lenn, odpowiedzieli na jej wezwanie i każdy przywiódł ze sobą małą drużynę. Haarold był wysokim, kościstym mężczyzną w średnim wieku, któremu grymas niezadowolenia przyrósł do twarzy, a usta wydawały się nieustannie krytycznie wykrzywione. Fouke był jego przeciwieństwem, pogodny i uśmiechnięty, krępy, nawet nieco otyły mężczyzna o przerzedzonych jasnych włosach, spod których wyzierała równie jasna skóra głowy.