Выбрать главу

Haarold zabrał ze sobą syna, Paula, którego właśnie pasowano na rycerza. Ciemnowłosy młodzian o krzaczastych brwiach przez większą część poranka gapił się na Annę, która naradzała się z rycerzami. Zdołała im uświadomić, że wszelkie próby objęcia przez któregokolwiek z nich dowództwa są bezcelowe, bo decyzje będzie podejmować ona.

Przednia straż armii Gurwanta podeszła bliżej. Dziewczyna dostrzegała już błysk słońca na ostrzach broni i zbrojach, czarne lub szkarłatne płaszcze rycerzy i sztandary.

Wróg wiódł ze sobą przeszło setkę ludzi. Ona miała pięćdziesięciu, i to tylko dzięki temu, że zwolnieni wreszcie z kwarantanny ludzie Morvana zgodzili się walczyć po jej stronie w zamian za srebro. Posłała Carlosa do Brestu z prośbą o pomoc stacjonującego tam angielskiego garnizonu, ale koniuszy nie zdążył jeszcze wrócić z odpowiedzią.

Trzy godziny później zakuta od stóp do głów w zbroję Anna dosiadła wierzchowca i stanęła na wprost bramy, mając Fouke’ego i Haarolda po lewej, a Ascania i Morvana po prawej ręce.

Krata w bramie powoli się podniosła. Dwóch dźwigających jej sztandary służących ruszyło przodem po zwodzonym moście. Na polu przed bramą pojawiło się pięciu konnych. W środku stał Gurwant.

W południowym słońcu Anna przyjrzała mu się dyskretnie. Z trudem rozpoznała w mężczyźnie młodzieńca, który z wyraźną niechęcią zmusił się do zaręczynowego pocałunku. Był teraz równie wysoki jak Morvan, o głowę wyższy od swych rycerzy. Miał szerokie ramiona. Jasnoblond włosy opadały na policzek. Był przystojny na swój posępny sposób, a jego twarz wydawała się groźniejsza przez wąską długą szramę, przecinającą lewy policzek.

Zatrzymał się w odległości pięćdziesięciu kroków. I wtedy Anna nabrała pewności, że rzeczywiście ma przed sobą wroga z dzieciństwa, bo oczy, którymi świdrował jej rycerzy, były bardzo blade, błękitne i zimne jak lód.

Morvan i Haarold ruszyli konno do przodu, to samo uczynili rycerze Gurwanta stojący na flankach. Utworzyli regularne koło.

– Nazywam się Gurwant de Beaumanoir. Przyjechałem porozmawiać z lady Anną de Leon.

Fouke pochylił się w siodle do przodu.

– Przywiodłeś ze sobą armię, żeby porozmawiać? Czego chcesz od tej damy?

– To moja żona.

– Nieprawda. Wasze zaręczyny zostały unieważnione. I to dwukrotnie. Za drugim razem przez samego papieża. Posłano ci kopię dokumentu.

– Nic nie wiem o żadnym unieważnieniu. Czy jest tu ktoś, który mógłby to poświadczyć? Nie? Porozmawiam z panią. Pozwólcie mi wejść lub poproście ją tutaj. Powiedzcie jej, że mąż po nią przyjechał.

Anna uniosła ręce i zdjęła z głowy hełm. Blond włosy rozsypały się na ramionach, a wiatr rozwiewał puszyste loki.

Twarz Gurwanta przez ułamek sekundy wyrażała zaskoczenie, ale natychmiast zaczął się jej przypatrywać zwężonymi oczami.

– Nie spodziewałem się zobaczyć cię w zbroi. Powinnaś być zadowolona z mego przybycia, skoro śmierć brata zmusiła cię do zachowania tak całkowicie sprzecznego z naturą. Kiedy La Roche de Roald znów będzie miało swego pana, uwolnisz się od konieczności noszenia oręża.

– Żelazo, które mam na sobie, pasuje jak ulał do mego żelaznego postanowienia, że nigdy nie zostaniesz panem La Roche de Roald, Gurwancie.

Podjechał do niej bliżej.

– Będę miał ten zamek, Anno. I będę miał ciebie. – Pochwycił okrytą żelazną rękawicą ręką pukiel powiewających na wietrze włosów dziewczyny.

Wyczuła, że jej rycerze zamierzają zaprotestować. Podrosła rękę, by ich powstrzymać i wyrwała włosy z dłoni Gurwanta.

Lodowate oczy wpatrywały się w jej twarz.

– Zmieniłaś się. Jesteś śmielsza. I piękna.

– Ty także się zmieniłeś. – Anna zirytowała się, że Gurwant próbuje ją uwodzić takimi prymitywnymi kłamstwami. – Podrosłeś.

– Tak. – Zmierzył ją wzrokiem. – Teraz nawet dla ciebie jestem wystarczająco potężnym mężczyzną.

Dziewczyna ugryzła się w język, ale chyba się domyślił, że chciała napomknąć o jego impotencji, bo Gurwant spojrzał na nią zwężonymi źrenicami.

– Poddaj się od razu. Wiem, że twoja obrona jest żałośnie słaba. Możesz ocalić życie swoich ludzi.

– Jeśli chodzi o obronę, to sytuacja się zmieniła. Spójrz na mury i policz łuki wycelowane w tej chwili w ciebie. Ten zamek nigdy nie został zdobyty, Gurwancie. I tobie także nie uda się go zdobyć.

– Sama mi go poddasz – odpowiedział rycerz z pewnym siebie uśmiechem. – Nawet tydzień nie minie, a znajdziesz się w moim łożu.

Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów. Podniósł rękę i mocno klepnął nią w okryte zbroją udo dziewczyny. Brzęk metalu uderzającego o metal ostro zabrzmiał w lodowatej ciszy, która zapadła po jego ostatnich słowach.

– Spójrz na nas, pani. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Pomyśl, jakich będziemy mieli synów.

Odwrócił się i odjechał wraz ze swymi rycerzami.

Po wieczerzy Anna schroniła się w swojej komnacie, żeby pobyć trochę w samotności. Zamek wydawał jej się teraz strasznie zatłoczony. W barakach umieściła dodatkowych ludzi, a przy wysokim stole zasiedli z nią Fouke i Haarold. Dorastała w klasztorze, w ciszy i samotności, i teraz odkryła, że bez nich nie jest w stanie jasno myśleć.

Usiadła na łożu, starannie rozczesała gęstwinę włosów, wygładziła je i zwinęła w węzeł. Próbowała przypiąć je do głowy spinkami, wyjmowanymi ze stojącego obok pudełka.

Usłyszała pukanie do drzwi i zawołała, żeby wejść. To pewnie służąca przyszła zawiadomić, że nie udało jej się nigdzie znaleźć Catherine. Ostatnio coraz trudniej było zlokalizować siostrę Anny.

Nadal wsuwała spinki we włosy, próbując jednocześnie utrzymać węzeł na właściwym miejscu. Ale niesforne loki ciągle wymykały jej się z palców. To było zadanie dla dwóch osób i właśnie dlatego Annie potrzebna była Catherine.

Siedziała plecami do drzwi, ale usłyszała kroki.

– Podejdź bliżej. Mogłabyś przytrzymać mi włosy?

Służąca objęła ciężki węzeł i mocno przytrzymała go na karku. Anna wpięła jeszcze kilka spinek i poczuła, że wreszcie udało jej się okiełznać włosy i ułożyć je w prawdziwą fryzurę. I to bardzo porządnie. Niezwykle schludnie. Przypięła jeszcze cieniutki welon i opuściła go na twarz.

– I co o tym sądzisz? – zapytała, odwracając się.

Za jej plecami nie było służącej, tylko Morvan.

Anna poczuła, że krew napływa jej do policzków.

– Co ty tu robisz?

– Ascanio mnie przysłał. Nie mógł przyjść osobiście, bo odwołał go Josce. Są nowe wiadomości. Drugi rycerz z mojego oddziału, John, umknął przez mury.

– Nie ulega wątpliwości, że u Gurwanta widział dla siebie lepsze szanse. Ale jeśli nie jest lojalny, to lepiej, że nas opuścił.

– Owszem. Pozostałe wieści są bardziej podnoszące na duchu. Właśnie wrócił twój koniuszy, Carlos. Przypłynął z Brestu. Przywiózł dziesięciu łuczników, których zakwaterował w mieście. Będą śledzić ruchy w obozie Gurwanta i dołączą do nas, kiedy nastąpi atak. Miasto nie wystawi własnych strażników, ale Carlos twierdzi, że kupcy obiecali opłacić każdego człowieka, który zdecyduje się walczyć po twojej stronie. Może pięciu lub sześciu się zdecyduje, nie więcej. To nie są przecież żołnierze.

– To rzeczywiście dobre wiadomości.

Morvan przyglądał się rozrzuconym na łóżku welonom i wstążkom, a potem przeniósł wzrok na praktyczną jasnobrązową suknię, którą Anna miała na sobie. Dopasowana w ramionach szata spływała do stóp w miękkich fałdach. Mały dekolt obszyty był skromną lamówką.