Выбрать главу

– Co robisz? – spytał.

Morvan jeszcze nigdy nie widział Anny w sukni, stąd jego dociekliwość.

– Przyzwyczajam się do kobiecych strojów. – Wzięła do ręki welon i złożyła go starannie. – To naprawdę strasznie pracochłonne.

– Większość dam ma służące do pomocy. – Morvan zaczął pomagać dziewczynie w składaniu delikatnych szat.

– Mogę się o to zatroszczyć. Ale po przejściu zarazy została tylko jedna dobrze wyszkoloną pokojówka i oddałam ją Catherine. Nigdy nie chciałam mieć osobistych służących. Człowiek nie może zostać sam. Zawsze są przy nim. – Wstała i wrzuciła welony do szuflady, z której je wcześniej wyjęła.

– A dlaczego postanowiłaś zacząć się przyzwyczajać do kobiecych strojów?

Anna kucnęła i zaczęła szperać w szufladzie w poszukiwaniu srebrnego łańcucha matki.

– Myślę, że już niedługo znów zacznę nosić suknie. Poruszanie się w tych zwojach tkanin wymaga pewnej wprawy, którą utraciłam.

Morvan podszedł bliżej i stanął tuż obok niej. Jego noga dotykała niemal ramienia dziewczyny.

– A reszta? Włosy, biżuteria?

Wstała i stanęła z nim twarzą w twarz.

– Wierzę, że Bóg nas nie opuści i wygramy walkę z Gurwantem. Ale muszę być przygotowana do negocjowania z nim warunków kapitulacji, gdyby zaszła taka konieczność. Wydaje mi się, że gdyby do tego przyszło, mogłabym więcej uzyskać, gdybym się tak ubrała.

Morvan cofnął się o krok i uważnie przyjrzał się Annie.

– Podejrzewam, że już postanowiłaś, jakie postawisz warunki kapitulacji. Gdyby zaszła taka konieczność.

Dziewczyna oblizała wargi i poczuła, że znów się rumieni. Naprawdę w kobiecym stroju czuła się bardzo nieswojo. Nie miała wprawy w byciu kobietą i żadne suknie ani welony świata nie były w stanie tego ukryć. Ale Gurwant chciał ziemi, a nie jej. Suknie miały świadczyć o ustępstwie, by go nie antagonizować.

– O jakie warunki chcesz poprosić?

– Poproszę, żeby wszyscy rycerze, twoi ludzie oraz Catherine i Josce mogli wyjść z zamku i bezpiecznie opuścić nasze dobra. Poproszę też o ochronę moich ludzi i miasta przed rabunkiem.

– A dla siebie? Jakie warunki chcesz wynegocjować dla siebie?

– Dla siebie nie poproszę o nic. Zresztą Gurwant nie honorowałby żadnych zobowiązań, nawet gdyby się zgodził na moje Trunki. – Podeszła do paleniska. Czym innym było rozważanie wszystkiego w samotności, a czym innym mówienie o tym głośno. Teraz wydawało się to bardziej realne, bardziej prawdopodobne.

– Postanowiłaś więc się poddać. Oczywiście, gdyby okazało się to konieczne.

– Kto tu mówi o poddaniu się? – Anna spojrzała na Morvana przez ramię. – Z mojego balkonu do skał na dole jest bardzo daleka droga, Natychmiast znalazł się tuż za nią, położył jej ręce na ramieniu i odwrócił ją twarzą do siebie.

– Chyba nie mówisz poważnie! Nie możesz przecież planować rzucenia się z balkonu w przepaść!

Anna uświadomiła sobie, że popełniła błąd, mówiąc mu o tym. Żadna siła nie zdoła zmusić obrońców do opuszczenia zamku, jeśli będą sądzić, że ona zamierza zrobić coś podobnego.

– Rzucić się w przepaść? Nie, myślałam raczej, żeby zepchnąć tam Gurwanta.

Morvan uważał najwyraźniej, że w zaistniałej sytuacji morderstwo jest zdecydowanie lepszym wyjściem niż samobójstwo, bo opuścił ręce.

– Podejrzewam, że rano przeciwnicy nie będą już mieli tak znacznej przewagi liczebnej – rzekł. – Rozmawiałem wczoraj w kręgu z niemieckim rycerzem i wspomniałem mu, że ostatnio mieliśmy w zamku zarazę. Byłbym zdziwiony, gdyby w nocy co najmniej dziesięciu z nich nie wymknęło się z obozu. Niewątpliwie to dzielni rycerze, ale z epidemią nie da się walczyć za pomocą miecza.

Był mądry. Pewnie najmądrzejszy z łudzi, jakich Anna w życiu spotkała. I taki przystojny. Zawsze zdawała sobie z tego sprawę, ale dziś wieczór w jakiś szczególny sposób zwracała uwagę na piękne rysy twarzy i szczupłe, silne ciało, które znała o wiele lepiej, niż przystoi dziewicy. Może sprawił to strój. Może ubrana w kobiece fatałaszki zaczynała myśleć jak głupiutka kobietka.

– To znakomita wiadomość. – Anna z odrazą spojrzała na spódnicę. – W tej sytuacji jeszcze nie ma potrzeby przyzwyczajać się do noszenia sukni.

– Nie, twoja przezorność nie jest pozbawiona sensu. Tylko w niewłaściwy sposób do niej podchodzisz. Jeśli już przyjdzie do tego, że będziesz zmuszona podjąć negocjacje z Gurwantem, powinnaś być inaczej ubrana.

– W zbroję? W kaftan i rajtuzy? Dlaczego nie w sukni, którą mam na sobie?

– Kobieta nie powinna negocjować z mężczyzną ubrana jak zakonnica. Czy to suknia przywieziona z klasztoru? Za bardzo przypomina habit i przynajmniej od dwudziestu lat jest niemodna. Teraz na suknie zużywa się zdecydowanie mniej materiału. Pokażę ci. – Podszedł do Anny i odgarnął do tyłu fałdy po obu bokach, aż szata nabrała linii, opływającej kibić dziewczyny. – Służące na pewno będą umiały skroić taki fason.

Spojrzała w dół na siebie. Teraz zarys piersi i bioder stał się wyraźnie widoczny.

– Rozumiem, moje szaty mają być podobne do sukien Catherine.

– Jej suknie także są zbyt sute w stosunku do fasonu, o którym mówię.

– Skąd tyle wiesz o kobiecych strojach?

Morvan cofnął się o krok i przyjrzał się efektowi, który udało mu się osiągnąć.

– Przecież żyłem na dworze, gdzie tego typu sprawy są najważniejszym tematem rozmów. A poza tym moja siostra wyszła za kupca bławatnego.

Stał bardzo blisko Anny, dotykał jej bioder. Ogarnęło ją jakieś żenujące podniecenie. Zesztywniała, żeby powstrzymać drżenie. Zdradził ją jednak lekki rumieniec i wiedziała, że Morvan to zauważył.

Ukryła zakłopotanie, okazując żywe zainteresowanie krojem sukni.

– Już rozumiem, co masz na myśli. Muszę przerobić tę suknię. Tak na wszelki wypadek. – Wyjęła mu materiał z rąk i zrobiła ruch, jakby chciała odejść.

Nie pozwolił jej. Zdecydowanym ruchem przesunął lewą rękę na plecy dziewczyny i zatrzymał ją w miejscu. Spojrzał jej w oczy. Zobaczyła w głębi ciemnych oczu Morvana płomień i gwałtownie złapała oddech.

On tymczasem szybkim ruchem zdjął jej z głowy welon. Dziewczyna odprowadziła wzrokiem miękko opadający na podłogę woal, a Morvan zaczął wyciągać jej spinki z włosów. Oswobodzone loki rozsypały się na ramiona.

– I jeszcze jedno: kiedy kobieta zamierza negocjować z mężczyzną, nie powinna ukrywać swej urody. – Palce Morvana przesunęły się wzdłuż głowy dziewczyny w poszukiwaniu ostatnich spinek. – Naszą męską słabością jest to, że im bardziej jesteśmy zachwyceni, tym bardziej stajemy się hojni. – Pochwycił gęstwinę loków i podniósł je do nosa, by poczuć ich zapach. – Kiedy je ścięłaś? W klasztorze czy w czasie choroby?

– W klasztorze – szepnęła tak cicho, że niemal nie słyszała własnych słów.

– Są piękne. Już nigdy ich nie ścinaj.

Chciała mu wyjaśnić, że w klasztorze zawsze obcina się włosy. Ale nie była w stanie wydobyć z siebie głosu, bo Morvan znów na nią patrzył. Jego oczy, w których znów tańczyły iskierki, szukały jej wzroku. Klasztor nagle oddalił się o tysiące kilometrów, a termin powrotu doń przesunął się w jakąś niezwykle odległą przyszłość.

Morvan był wyraźnie rozbawiony, kiedy mówił z nią o strojach, teraz jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, która stała się niemal surowa, a czarne oczy płonęły w niej niesamowitym ogniem. Anna wiedziała, że powinna go odepchnąć, ale nie mogła się na to zdobyć. Męska ręka na jej plecach zdawała się parzyć; ożywione aż do bólu ciało dziewczyny czekało na coś, co ma nastąpić. Wydawało jej się, że stoją tak już od niepamiętnych czasów, ni to złączeni, ni to rozdzieleni.