Выбрать главу

Morvan spojrzał na jej szyję.

– A tej sznurówki nie ściąga się tak mocno, żeby aż dusiła.

Anna śledziła szeroko otwartymi oczami palce mężczyzny, które powoli rozwiązały węzeł i leniwie rozsznurowywały suknię. Ruchy miał bardzo wolne, jakby działał z pełnym wyrachowaniem, wiedząc, jakie wywołuje w Annie uczucia.

Oparł dłoń nad piersiami dziewczyny, podczas gdy jego palce nie ustawały w swej pracy. Kiedy skończył, nie cofnął ręki; dotykał czubkami palców odsłoniętej przed chwilą skóry.

Jak cudownie było czuć jego dotyk! Podniecający i uspokajający, niebezpieczny i dający poczucie bezpieczeństwa równocześnie.

Anna podniosła głowę i spojrzawszy na Morvana, zacisnęła zęby.

– Kiedy negocjujesz z mężczyzną, nigdy nie patrz na niego w taki sposób – ostrzegł cichym głosem. – Może uznać to za wyzwanie i poczuć przymus pokazania ci, gdzie jest miejsce kobiety.

– A gdzie jest to miejsce?

– Tutaj. – Gwałtownym ruchem przyciągnął ją do siebie i przytulił tak mocno, że poczuła jego siłę i żar.

Walczyła z nieodpartą reakcją własnego ciała, ale ręce, które uniosła, by odepchnąć Morvana, zacisnęły się na jego bilionach. Musiała się poddać, musiała oddać mu kontrolę nad sobą.

On tymczasem rozsunął materiał, uwolniony przed chwilą z więzów sznurówki. Pochylił głowę i dotknął wargami obnażonego ciała. Delikatne pocałunki sprawiły, że Annie wydawało się, iż wbijają się w nią płonące strzały. Gwałtownie złapała oddech i mocniej objęła jego ramiona. Morvan wsunął palce we włosy dziewczyny, podniósł jej głowę i poszukał ustami jej warg.

Pierwszy prawdziwy pocałunek całkowicie odebrał jej siłę. Zabrał ją aż do gwiazd, wysoko ponad La Roche de Roald i jego problemy. Na całym świecie nie było nikogo poza tym mężczyzną, który wypełnił ją tak obezwładniającymi wrażeniami.

Pocałunek był delikatny, był muśnięciem warg, subtelnym skubaniem kącików ust. Ale po chwili nacisk męskich warg stał się natarczywszy, obejmujące ją ramiona bardziej wymagające. Przycisnął ją mocniej; wyczuwała piersiami prężące się mięśnie męskiego torsu. Gdy powiódł językiem wzdłuż warg Anny, instynktownie je rozchyliła, a wtedy natychmiast znalazł się wewnątrz i dotknął podniebienia. Przebiegło ją cudowne drżenie.

Wargi Morvana przesunęły się powolutku ku szyi i uchu Anny, by po chwili wrócić znów do ust. Ale tym razem żądały, były głodne. Męskie dłonie przesunęły się w dół pleców i zawędrowały na biodra; palce budziły w dziewczynie kolejne fale rozkoszy.

Pomyślała, że osiągnęli taką bliskość, jaka tylko jest możliwa między ludźmi, ale Morvan wsunął w tym momencie dłonie pod jej pośladki i przyciągnął ją do swych bioder. Wyczuła napierającą na nią męskość i wreszcie dotarła do niej rzeczywistość tego, co się między nimi dzieje. Zesztywniała.

Natychmiast to wyczul, zatrzymał się i spojrzał na nią; trzymał ją na uwięzi tymi niesamowicie płonącymi oczami, które żądały od niej tego, czego jeszcze nikt nigdy nie ostał.

– Nie bój się. Nigdy cię nie skrzywdzę. – Pieszczotliwie powiódł ręką wzdłuż ciała Anny. Jego palce zamknęły się wreszcie wokół piersi.

Nie była przygotowana na niezwykłą intensywność tego doznania. Krzyknęła i gwałtownie wciągnęła oddech. Usta Morvana natychmiast znalazły się na jej wargach. Palcami odnalazł sutki Anny i zaczął je delikatnie pocierać przez cieniutki materiał. Mózg dziewczyny przestał pracować, jakby zamroczony niepomnym na wszystko szaleństwem. Przylgnęła do mężczyzny, jakby chciała się z nim stopić.

Dłonie Morvana tańczyły po jej ciele z mistrzostwem, potęgowały rozkosz, aż stała się jakaś ostra, gwałtowna, domagająca się czegoś. Dziewczyna otworzyła oczy. Patrzył na nią, obserwował, jak reaguje na każdą nową pieszczotę. Podniosła rękę i dotknęła jego gorącej twarzy.

– Tak – powiedział, jakby ten dotyk był pytaniem albo jakby pomógł mu podjąć decyzję. Pocałował ją zaborczo. Pogłębiał i przedłużał pocałunek, a jego ręka sunęła w dół ciała dziewczyny. Gładził jej udo, podciągając coraz wyżej spódnicę sukni.

Jakby w odpowiedzi na coraz bardziej podniecający, coraz bardziej intymny dotyk, Anna przylgnęła do niego. Czuła koncentrujące się w biodrach i udach pełne oczekiwania drżenie. Westchnęła z ulgą, kiedy poczuła wreszcie dotyk szorstkiej, rozpalonej dłoni na nagiej skórze uda. Wreszcie zaczął pieścić jej nabrzmiałą kobiecość.

Dręczące pożądanie, które wybuchło gwałtownie wewnątrz ciała Anny, doprowadzało ją do szaleństwa. Zaczęła okrywać twarz i szyję Morvana pocałunkami. Bez słów starała się pospieszyć tempo, przyciągnąć ten niosący słodką torturę, badawczy dotyk do ukrytego między nogami centrum męki.

I nagle w jej świadomość wdarł się jakiś dźwięk z innego świata i strącił ją z gwiazd. Całkowicie oszołomiona i zażenowana, wylądowała w pobliżu paleniska, w jej własnej komnacie na zamku La Roche de Roald.

Morvan objął niemogącą złapać tchu dziewczynę.

– No, wreszcie udało mi się zwrócić waszą uwagę – zabrzmiał wyraźnie rozdrażniony głos Ascania zza pleców Anny. – Czy wy oboje straciliście rozum?

Anna ukryła twarz na szyi Morvana. Wszyscy święci, jak długo Ascanio ich obserwował?!

– Zostaw nas samych, księże – poprosił Morvan.

– Nie wydaje mi się, bym mógł. I mówię to nie jako ksiądz, a jako rycerz, który widzi damę w opresji.

Pożądanie nadal pulsowało w ciele Anny. Podniosła wzrok na Morvana i zwróciła uwagę na jego płonące wściekłością oczy. Zerknęła przez ramię; Ascanio stał na szeroko rozstawionych nogach, z rękami opuszczonymi po bokach, w postawie wyrażającej gotowość do walki, jeśli zostanie do niej zmuszony.

– Musisz już iść. – Dziewczyna wysunęła się z ramion Morvana.

Piorunujące spojrzenie czarnych oczu spoczęło teraz na niej i gniew rozwiał się niemal w tej samej chwili. Pocałował ją delikatnie. Opuścił ramiona, które jeszcze przed chwilą ciasno obejmowały ciało Anny, i szybko wyszedł z komnaty.

Kucnęła przy palenisku i wpatrywała się w płomienie. Panująca w pokoju cisza zdawała się krzyczeć.

– Drzwi były otwarte – powiedział w końcu Ascanio. – Służąca wróciła, zobaczyła was i pobiegła po mnie.

– Będzie plotkować.

– Dopilnuję, żeby trzymała język za zębami. Zagrożę wiecznym potępieniem. To zazwyczaj skutkuje.

W Annie nadal pulsowało zmysłowe pobudzenie, wydawało jej się, że wyczuwa obecność Morvana. Pragnęła zatrzymać to uczucie jeszcze przez chwilę.

– Jeśli czekasz na moją spowiedź, to przyjdź jutro – powiedziała.

– Prawdę mówiąc, czekam, żeby się upewnić, czy on nie wróci. Tacy mężczyźni jak Morvan nieprzywykli do wyrzeczeń. A poza tym nie masz się z czego spowiadać. W tym, co tutaj zaszło, nie było twojej woli.

Nie, rzeczywiście nie było w tym jej woli; była jej całkowicie pozbawiona. On ją jej zabrał, wziął w posiadanie, zdominował ją z równą łatwością, z jaką zdjął welon z włosów. Teraz nic jej to nie obchodziło, ale przeczuwała, że już wkrótce bardzo będzie niezadowolona z tej części wydarzeń.

– Żałuję, że przyszedłeś – wyznała.

Ascanio ukląkł przy niej i ujął obie ręce dziewczyny. Anna nie odrywała oczu od hipnotyzującego tańca płomieni, tak przypominających blask czarnych oczu Morvana.

– Anno, nie próbuję zapobiec, byś poznała kobiece uczucia. Jeśli wybierzesz klasztor, to twoja decyzja nie powinna wynikać z nieświadomości. Ale twoja pozycja tutaj jest dość delikatna. Jeśli twoi ludzie dowiedzą się, że pokładasz się z rycerzem, za którego nie masz zamiaru wyjść za mąż, to całkowicie zmieni twój wizerunek w ich oczach. Jesteś dla nich wcieleniem wszelkich cnót, mogliby się od ciebie odwrócić.