Spojrzała mu w twarz i dopiero w tym momencie rozwiało się jej wrażenie, że nadal obejmują ją ramiona Morvana.
– Anno, czy ty pragniesz tego mężczyzny? Wyszłabyś za niego, gdyby to było możliwe?
Zastanowiła się. Przyjemnie było znajdować się w jego ramionach, nie była jednak pewna, czy sprawiałoby jej przyjemność życie pod jego pantoflem. A małżeństwo postawiłoby ją w takiej właśnie pozycji, co do tego nie miała wątpliwości. Dziś wieczór dowiedziała się, że wystarczy, by Morvan jej dotknął, a ona sama osobiście zatrzaśnie na własnych rękach kajdany. Zmysły są rzeczywiście śmiertelnie niebezpieczne!
Ale, wielki Boże, potrafią dać tyle rozkoszy! Posmutniała na myśl, że mogłaby już nigdy więcej tego nie doznać.
– Nie chcę wychodzić za nikogo, Ascanio. Nawet dzisiejszy wieczór nie wpłynął na zmianę mojego postanowienia. A poza tym, nawet gdybym chciała wyjść za mąż, nie mogłabym wybrać sobie, kogo zechcę. Decyzja należałaby do księcia, a niewykluczone, że Fouke i Haarold mogliby nawet dojść do porozumienia z Gurwantem. Znaleźliby dla siebie jakieś z pozoru rozsądne usprawiedliwienie, gdyby dzięki temu mogli zachować swe prawa i ziemie. Nie zapomniałam, że tylko decyzja przywdziania habitu może mnie przed tym uchronić. A do tego Morvan jest Anglikiem. A ten majątek musi znajdować się we władzy bretońskiego rodu.
Twarz Ascania wyrażała głębokie przejęcie.
– Przestań się tak zamartwiać – ciągnęła Anna. – Nie mam żadnych złudzeń co do Morvana i co do tego, czym jest dla niego kobieta taka jak ja. Nie mam zamiaru żyć według wskazań tych głupich pieśni trubadurów i usychać z tęsknoty za kimś, kogo nie mogę mieć i kto mnie wcale nie pragnie.
– Powiedziałbym raczej, Anno, że jest absolutnie oczywiste, iż on cię pragnie.
Czyżby? Nikt dotychczas jej nie pragnął. Nie, on chciał tylko La Roche de Roald. Anna cofała się przed tą myślą, ale uparta myśl nie chciała jej opuścić. Tylko tak można było wszystko wytłumaczyć, choć to wyjaśnienie dodawało goryczy wspomnieniom słodkich chwil, które stały się niedawno jej udziałem. Gurwant przyprowadził całą armię, żeby zdobyć ten majątek, Morvan uznał, że do osiągnięcia tego samego celu wystarczą mu oszałamiające czarne oczy i równie oszałamiający dotyk szorstkich dłoni.
Anna wstała i wygładziła spódnicę. Ze smutkiem poczuła, że opuszcza ją magia świeżych przeżyć.
– Muszę się z nim spotkać i wyjaśnić sytuację.
Ascanio położył jej dłoń na ramieniu.
– Ja z nim porozmawiam. Już późno. Idź spać.
Morvan leżał w swej komnacie, przebudowanej z dawnej sieni. Ciągle jeszcze miał przed na wpół zamkniętymi oczami obraz długiej nagiej nogi i uniesionej spódnicy, która ledwo ledwo zakrywała wejście do raju. Wspomnienie jasnej skóry Anny, zarazem miękkiej i naprężonej pod jego dotykiem, znowu go rozpaliło. Już same marzenia były wystarczająco frustrujące, lecz teraz, kiedy mogły się karmić wspomnieniami rzeczywistych wydarzeń, stały się śmiertelnie niebezpieczne.
Powtarzał sobie, że Anna jest kobietą, której co prawda pragnie, ale której nie może zdobyć. Wierzył, że zaakceptował jej poświęconą Bogu przyszłość, ale słowa Johna ożywiły pożądanie, które – tak mu się przynajmniej wydawało – stłumił, a wydarzenia dzisiejszego wieczoru całkowicie zmieniły jego postanowienie.
Zdawał sobie sprawę, że powinien był nad sobą zapanować, ale przekraczało to jego możliwości. Boże, jak bardzo cieszył się, że zapanował nad wolą Anny, jak upajał się jej drżeniem w swych ramionach, widokiem prężących się piersi dziewczyny. Kiedy jej dotknął, spodziewał się urazy, wzywania wszystkich świętych na pomoc. A tymczasem napotkał żar, który jeszcze bardziej rozpalił płonący w nim ogień, nieodkrytą do tej chwili namiętność, która groziła pochłonięciem ich obojga.
Znów w myśli Morvana wdarły się niechciane wspomnienia, jak dziewczyna z zaskoczeniem chwytała oddech, jak narastało w niej drżenie.
Nagle skrzypnęły otwierane drzwi komnaty i wypłoszyły jego sny na jawie.
– Ty samolubny, arogancki łajdaku! – wrzasnął Ascanio i zatrzasnął za sobą drzwi. Po czym zalał go powodzią włoskich przekleństw, jakby zapomniał nagle francuskiego.
– Dowiodłeś odwagi, przychodząc tutaj, księże. Nie prowokuj mnie.
– Dobrze, że nazwałeś mnie księdzem, bo to powinno ci przypomnieć, że to właśnie ja wysłuchałem twojej spowiedzi. Nie wystarczy ci, że zaciągnąłeś do łoża wszystkie kobiety na dworze angielskim i połowę w Gaskonii? Jeszcze ci mało znaczonej cudzołóstwem drogi przez całą Normandię i Francję? Twoi ludzie zabijają czas, opowiadając sobie historyjki o twoich bezeceństwach z kobietami. Wszystkie tutejsze panny dałyby się za ciebie pokroić, ale skoro zwróciłeś swe żądze ku czystej dziewicy, to znaczy, że nic nie wiesz o mężczyznach!
– Bardzo przeceniasz moje doświadczenia – stwierdził Morvan. Wstał z łóżka i wyprostował się.
– Śmiem wątpić. Co masz na myśli?
– Albo ja jestem całkiem głupi, albo ty już od tak dawna jesteś księdzem, że całkiem zapomniałeś, jak to jest.
– Czyżbyś był tak zepsuty, że tylko zniszczenie kobiety może ci sprawić przyjemność?
– To nie tak. Pragnąłem jej od pierwszej chwili.
– Zawsze sięgasz po to, czego zapragniesz?
– Gdyby tak było, wziąłbym ją już pierwszej nocy – odparł Morvan. – Zachowała aż do tej pory dziewictwo tylko dlatego, że jej na to pozwoliłem.
– Tak sądzisz? W takim razie mam dla ciebie złą wiadomość. Anna szybko się uczy. Do tej pory była dla ciebie równym przeciwnikiem pod każdym innym względem, od dziś będzie także i w tej dziedzinie. Twoja gra z nią dobiegła końca i to na szczęście dla wszystkich.
– W tej sprawie wyciągnąłeś całkowicie bezpodstawne wnioski. Żywię głębokie uczucia do tej dziewczyny.
Zaszokowanego Ascania opuściła cała wściekłość.
– Boże, ratuj! – zawołał. – Przecież wiesz, że to niemożliwe, prawda? Wiesz, że musisz trzymać się od niej z daleka.
– Żeby mogła wrócić do klasztoru? Albo zginęła podczas bitwy? Ukształtowałeś Annę, jak chciałeś, prawda? Mężczyzna nie mieści się w twoich planach uczynienia jej świętą?
– Jeśli ją choć trochę znasz, to musisz wiedzieć, że sama zadecydowała o swoim życiu i wizerunku. Bóg obdarzył ją inteligencją i pragnieniem wolności. Mężczyzna nie mieści się w jej planach.
– Ty uczyłeś ją posługiwać się bronią. Ty pozwoliłeś jej brać udział w walce i ubierać się po męsku. Ty pomogłeś jej wyrzec się kobiecości.
– Powstrzymanie jej nie leżało w mojej mocy. To warunki życiowe sprawiły, że stała się właśnie taka. Wymagały tego od niej. Gdyby nie odrzuciła kobiecości, co by jej zostało? Łoże w zaaranżowanym małżeństwie? Nie twoje łoże, zapewniam cię. Łoże innego mężczyzny. Wyobraź to sobie. Wyobraź sobie Annę, zajmującą się całymi dniami haftem, a w nocy pozwalającą komuś używać swego ciała, a potem powiedz mi, że powinienem starać się przekonać ją do kobiecych obowiązków.
Morvan podszedł do kominka, położył głowę na zagiętym ramieniu, które oparł o kamienne obramowanie, i całym ciałem chłonął ciepło.
– Ona jest tak piekielnie niewinna. Tak kompletnie nie orientuje się, co ze mną wyczynia. I tak całkowicie nieświadoma, co czeka ją tam, w polu. – Morvan odwrócił się i spojrzał na Ascania. – Wiesz, czym się dzisiaj zajmowała? Planowała sposoby poddania się, jeśli przegramy. Ćwiczyła sposoby i techniki negocjacji. – Roześmiał się z goryczą. – Zauważyłeś, jak Gurwant na nią patrzył? Wiem, co mu chodziło po głowie, i mało brakowało, a ubiłbym go tam na miejscu.