Выбрать главу

Wyraz twarzy Ascania świadczył o tym, że i on to zauważył i nie podobało mu się to ani odrobinę bardziej. Nawet ksiądz rozpozna wartą grzechu kobietę, kiedy ją spotka. Gurwantowie tego świata po prostu nie mogą jej przeoczyć. Błękitne oczy Gurwanta pozostały zimne, ale jego mózg dokonał natychmiastowej zmiany oceny i zaczął snuć nowe plany. Zbroja nie na wiele się zdała, a Morvan tak na nią liczył. Ryzyko wzrosło jeszcze, kiedy Anna zdjęła hełm.

– Czy zwróciłeś uwagę na bliznę na jego policzku? To jej sprawka. – Opowiedział Ascaniowi o nocy po uroczystości zrękowin.

– Jest tylko jej słowo przeciw jego słowu, że mu się nie powiodło – stwierdził ksiądz, kiedy Morvan skończył.

– Nie wierzysz jej?

– Wierzę, ale inni mogą mieć wątpliwości. Dowodem prawdziwości jej słów może być jedynie jej dziewictwo. W innym wypadku… – Ascanio wymownie spojrzał w oczy rycerza.

O tym Morvan nie pomyślał! Jego nadal jeszcze pobudzone ciało odrzuciło konsekwencje stwierdzenia Ascania, ale rycerski honor podjął natychmiast decyzję, jakby poza nim. W jednej chwili.

– Już nigdy więcej jej nie dotknę.

Usatysfakcjonowany Ascanio ruszył do wyjścia.

– Stawiam jeden warunek – zatrzymał go Morvan. – Jeśli przegramy, a ja pozostanę przy życiu, chcę spędzić z nią noc, zanim pójdzie do Gurwanta. Żeby zachowała wspomnienia tej nocy, kiedy podda się jego brutalności.

Ascanio uśmiechnął się ze zrozumieniem.

– Anna nie jest darem, który mogę ci ofiarować, bądź go odmówić. A poza tym, biorąc pod uwagę jej silną wolę, twoją krzepę i moje modlitwy, jakim cudem moglibyśmy przegrać?

9

Trzy dni później dwóch mężczyzn podjechało do bramy od strony obozu Gurwanta. Zrzucili z siodeł dwa owinięte w koce toboły i odjechali. Wartownicy wnieśli toboły do twierdzy i pochylili pochodnie.

Morvan rozsunął wymięty materiał. Uwolnione z więzów ramiona i nogi opadły na ziemię dziedzińca.

To była kobieta i dziewczynka. W obu kołatało się jeszcze życie, choć najwyraźniej były wykorzystywane do uciech cielesnych.

– Zatrzymaj ją. Nie powinna tego zobaczyć – rozkazał Morvan Gregory’emu, widząc stojącą w drzwiach Annę.

Obok Morvana znalazło się kilku młodych strażników zamku.

– To Ruth – stwierdził Louis. – Ze wsi, w której cię znaleźliśmy, sir Morvanie. I jej córka Marguerite.

– Niech któryś z was weźmie na ręce dziewczynkę.

Morvan ukląkł, wsunął ręce pod ciało kobiety i wstał. Ruch sprawił, że nieszczęsna istota odzyskała świadomość.

Anna szybko szła przed siebie, choć cofający się tyłem Gregory próbował ją zatrzymać. Podeszła i spojrzała w oczy kobiecie, spoczywającej w ramionach Morvana. Uniosła koc, zbladła i odwróciła się.

– Zanieście je do mojej sypialni.

– Anno, pozwól służbie się nimi zająć – poprosił Morvan.

– Zanieście je! – krzyknęła przez ramię głosem pełnym napięcia.

Morvan wszedł za nią do holu i w górę po schodach. Oboje w biegu wydawali polecenia służbie. Kobieta, otworzywszy oczy, spojrzała na niego niepewnie.

– Moje dziecko – szepnęła niewyraźnie.

– Jest tutaj. Żyje. Pani zaopiekuje się i nią, i tobą. Ludzie powiadają, że lady Anna ma dotyk anioła.

Anna poleciła mu położyć kobietę na łóżku, a służbie rozkazała rozłożyć siennik dla dziewczynki.

– Zostaw nas.

– One zostały zgwałcone, Anno. – Morvan podejrzewał, że nie jest przygotowana na widok, jaki ją czeka.

Przeniosła wzrok z kobiety na zwiniętą w kłębek na sienniku dziewczynkę.

– Jedna z kobiet będzie wiedziała, co zrobić. Idź już, proszę.

Anna nie oszczędziła sobie przykrości mycia ofiar gwałtu. Dziewczynka nie odzyskała przytomności, ale kobieta była już w pełni świadoma. Przyniesiono rosół i udało się namówić Ruth, żeby trochę wypiła. Potem owinięta prześcieradłem i kocami kobieta spoczęła na łóżku, a Anna usiadła na brzegu.

– Przyniesiono was, żebyście mi opowiedziały, co się wydarzyło. Gurwant chce, żebym wiedziała. Kiedy trochę odpoczniesz, porozmawiamy.

Wstała, żeby odejść, ale Ruth złapała ją za rękę.

– Nie, chciałabym opowiedzieć ci to teraz, bo mam nadzieję, że kiedy usnę, już więcej się nie obudzę.

Anna usiadła.

– Ile lat ma twoja córka?

– W lecie skończyła trzynaście. Lepiej by dla niej było, gdyby teraz umarła.

Anna z wysiłkiem starała się zachować panowanie nad sobą. Poddaj się, a ocalisz, swoich ludzi.

– Przyszli dziś o świcie. Nikt nas nie ostrzegł. Obudziły nas krzyki, że mamy wyjść na dwór. Było dziesięciu konnych pod wodzą ogromnego mężczyzny. – Ruth oblizała spękane wargi. – Ten olbrzym powiedział, że to on jest teraz naszym panem, a twoim mężem i że należymy do niego. Powiedział, że możesz zaświadczyć, iż on jest człowiekiem, który bardzo lubi zabijać. Powiódł po nas wzrokiem i zdałam sobie sprawę, że ktoś z nas zaraz zginie. Kazał wystąpić naprzód mojemu mężowi. Miał taki ogromny topór, jaki noszą rycerze, i w mgnieniu oka ściął mojemu chłopu głowę.

Łzy spływały po policzkach Ruth i wsiąkały w prześcieradło, którym była okryta po szyję.

– Kazał nam powiedzieć ci o tym. Codziennie aż do dnia, w którym się poddasz, będzie zabijał jednego człowieka. Jeśli schowają się, znajdzie ich i zabije dwóch. – Odwróciła głowę i resztę wymamrotała niewyraźnie: – Zabrał nas ze sobą. Mnie oddał swoim rycerzom. A moje dziecko zostawił dla siebie.

Poddaj się, a uratujesz swych ludzi. Niewielu panów przejęłoby się jego groźbą, bo, prawdę mówiąc, przeważnie nie oferowali swoim ludziom specjalnej ochrony w czasie wojen. Anna mogła siedzieć bezpiecznie w twierdzy i czekać, aż napastnikom znudzi się oblężenie. Ale jej ojciec by tak nie postąpił. Ani brat. Ani ona. Gurwant na to właśnie liczył. Oczekiwał, że Anna poświęci siebie i swoją ziemię, by ratować życie ludzi, których byt od niej zależał.

Podeszła do siennika. Wątła dziewczynka nie poruszyła się, ale oddychała regularnie, a jej skóra była chłodna.

Nie minie tydzień, a znajdziesz się w moim łożu. Gurwant spodziewał się, że Anna skapituluje, kiedy zacznie narastać groza. Ale posunął się za daleko, posyłając jej dziecko, które zniszczył, jak w jej najgorszych koszmarach sennych.

Służąca podała jej szklankę wina. Anna wzięła ją i powiedziała:

– Znajdź Carlosa. Przyślij go do mnie. Potem zawiadom rycerzy, że chcę się z nimi za chwilę spotkać w wielkiej sali.

Pół godziny później podeszła do wysokiego stołu, przy którym siedzieli jej rycerze. Stanęła za krzesłem pana zamku i umieściła na stole przed sobą zwój pergaminu.

Opowiedziała im historię Ruth.

– Gurwant liczy, że się poddam, jeśli zacznie wprowadzać swoje groźby w życie – kontynuowała. – Każdy oczekiwałby tego od szlachetnie urodzonej dziewczyny, która ma odrobinę serca.

– Nie, pani! – zawołał Fouke. – Większość ludzi miałaby dość oleju w głowie, by pozostać w twierdzy. Jesteśmy silni i zamek nie upadnie.

– A co będzie się działo na moich ziemiach w czasie, gdy my będziemy siedzieć bezpiecznie za murami? Zaraza zabrała już aż zbyt wielu ludzi. Do czasu, kiedy Gurwant zmęczy się i zrezygnuje, niewielu zostanie przy życiu.

– Jeśli myślisz o poddaniu się, zrób to teraz – powiedział Haarold. – Uzyskasz lepsze warunki.