Выбрать главу

– Myślisz o jutrzejszym poranku? – zapytał.

– Myślę o Catherine i Josce’u.

Nie zdziwiła go jej odpowiedź. Skoro on sam poczuł ukłucie zazdrości, czego musiała doświadczać ta dziewczyna?

– Nagle wydała mi się taka dojrzała – wyznała Anna. – Taka zrównoważona i dorosła. A Josce? Kiedy on zdążył tak wyrosnąć i zmężnieć? Jestem pewna, że gdy przyjechałam z klasztoru, oboje byli jeszcze dziećmi. Zaczęłam się zastanawiać, od jak dawna byłam ślepa. Myślę, że żyłam w fałszywym przekonaniu, że jestem tu potrzebna.

– Poślubieni czy nie, nadal są bardzo młodzi. Jesteś im potrzebna.

– Nie, pozwoliłam sobie zachłysnąć się wolnością, ale teraz prawda zapukała do drzwi. Wkrótce wszystko dobiegnie końca.

– Nie tak szybko. Nie jutro.

Anna wstała, nie wypuszczając z ręki miecza, i spojrzała mu prosto w oczy, jakby uświadomiła sobie nagle, że jego obecność tutaj oznacza coś bardzo ważnego. Luźno związana w talii szata rozsunęła się przy szyi i na nodze, odsłaniając więcej, niż powinna, ale dziewczyna nie zwróciła na to uwagi.

Wyglądała dziko i wspaniale.

– Mówiono mi, że, zdaniem Haarolda, powinno mi się wybić z głowy udział w jutrzejszej bitwie. Jeśli po to przyszedłeś, powinieneś był wziąć ze sobą miecz.

– Nie, uznałem, że byłoby to nazbyt podniecające, a złożyłem Ascaniowi pewne związane z tobą obietnice.

Zesztywniała, najwyraźniej nic nie rozumiejąc. Morvan o mało się nie roześmiał. Z goryczą. Była tak zdumiewającą ignorantką. Tak całkowicie nieświadomą tego, jak bardzo pociąga pewnych mężczyzn.

Takich mężczyzn jak on.

Stała teraz przed nim i swą niezwykłą siłą rzucała wyzwanie najbardziej pierwotnym męskim instynktom, zaprzeczała wszystkiemu, w co nauczono go wierzyć, co nauczono go szanować. Zareagował gwałtownie, erotycznie, prymitywnie. Myśl o laniu podnieciła go. Wizja jej nagiego ciała, przełożonego przez jego kolana, rozpaliła jego krew. Pobudziła go nie perspektywa sprawienia jej bólu, a podbicia jej. Była fortecą wartą podboju.

Podobną reakcję zobaczył u Gurwanta. I tamtemu, kiedy zobaczył Annę, zaczęło bardziej zależeć na zdobyciu tej kobiety niż jej majątku. Ona oczywiście nie miała pojęcia, co obaj mężczyźni uważają za główną nagrodę w tej walce.

Morvan z największym trudem zwalczył pokusę, by wyjąć broń z ręki Anny i zedrzeć z jej ciała tę piekielnie kusząco rozchyloną koszulę.

– Myślę, że inteligentna kobieta sama powinna podjąć decyzję o pozostaniu w murach.

– Inteligentna kobieta oszacowała siły obu stron i uznała, że jutro będzie potrzebny każdy mąż.

– Tak, każdy mąż – rzekł, akcentując ostatnie słowo.

Rozczarował ją.

– Myślałam, że przynajmniej ty zrozumiesz, że mam rację – powiedziała. – Gdyby to był twój dom i gdybyś to ty znalazł się na moim miejscu, czy siedziałbyś w buduarze, choć miałbyś poczucie, że jesteś w stanie pomóc? Ja nie jestem rozpuszczoną panienką, która zabawia się bronią, Morvanie. Jestem najlepszym łucznikiem na tym terenie.

Rozum Morvana próbował przyjąć argumentację Anny, ale serce odrzucało logikę dziewczyny.

– To nie będzie ani polowanie, ani jakaś mała potyczka ze złodziejami. Mężczyźni będą ginąć na polu bitwy, będą rąbani na kawałki, będą umierali w sposób, przy którym nawet zaraza wydaje się miłosierna. Ty także możesz tak zginąć.

– Wiem. Jestem na to przygotowana. – Wzrok Anny złagodniał, ale nie było w nim wahania.

– Naprawdę? A może naprawdę wierzysz, że jesteś święta i aniołowie cię osłonią?

– Nigdy w to nie wierzyłam. Wiem doskonale, że kiedy Bóg kreuje jakąś kobietę na świętą, nader rzadko kształtuje ją w podobny sposób jak mnie. Wkrótce nastanie świt, oboje powinniśmy wypocząć. Dziękuję ci za troskę, ale będę walczyć w obronie swego domu z całą daną mi siłą i zręcznością. Może właśnie dla tego jednego dnia zostałam stworzona taka, jaka jestem.

Odwróciła się od niego i znów spojrzała na palenisko.

Odprawiła go!

Duma rycerska i pożądanie popchnęły Morvana naprzód. Nogi same niosły go przez komnatę. Ścisnął jej rękę i zmusił, by wypuściła broń. Odwrócił ją twarzą do siebie i położył jej rękę na ramionach.

– Nie rozumiesz. Nie pojedziesz jutro z nami. Nie zrobisz tego.

Wpatrywała się w niego z siłą, z wyzwaniem w oczach, prowokując pierwotne instynkty ukryte w głębi duszy mężczyzny.

Słowa nie zmuszą jej do kapitulacji. Ani przemoc. Był jednak inny sposób.

Przyciągnął ją do siebie i uwięził w ramionach. Zaszokowana Anna odwróciła głowę.

Dotyk ciała dziewczyny rozpalił w nim ogień. Próbowała się wyrwać, ale to podsyciło tylko płomienie. Wplątał ręce w jej włosy i zmusił, by spojrzała mu w oczy.

Opór Anny zaczął słabnąć, odprężyła się w ramionach Morvana.

– Myślałam, że złożyłeś Ascaniowi pewne obietnice.

– To nie dyshonor złamać słowo w słusznej sprawie. – Morvan delikatnie przygryzł jej drżącą wargę. Drżenie ogarnęło całe ciało dziewczyny, zdradzając jej bezbronność. Pocałował ją, przytulił tak mocno, by czuć na sobie całe jej ciało, piersi, biodra, nogi. Pragnął więcej, a ona go nie powstrzymała. Rozchyliła wargi.

Był rozdarty między potrzebą chronienia jej a potrzebą posiadania, potrzebą rządzenia i podboju. Mógłby przywiązać ją do siebie namiętnością i rozkoszą tak, by nie była w stanie mu odmówić i nie wyruszyłaby z bronią w ręku w pole.

Czuł, jak jego głód rośnie, przybiera na sile. Spojrzał na żyłkę pulsującą na szyi Anny i wsunął dłoń w rozcięcie jej koszuli. Poczuł miękkość i ciepło. Urywany oddech dziewczyny potwierdzał jego zwycięstwo. Zsunął materiał z ramienia Anny i poczuł smak jej skóry. Gdy zaczął pieścić pierś, z jej gardła wyrwał się okrzyk. Ogarnęła go fala bolesnej wręcz rozkoszy, pomieszanej z poczuciem triumfu.

Anna złapała go za włosy i przycisnęła usta do jego ucha.

– Wiem, o co ci chodzi. Wiem, po co to robisz.

Morvan spojrzał jej w oczy, pocierając palcami brodawki piersi. W jej oczach dostrzegł rozkosz, dostrzegł, że ma Annę w swej mocy.

– Chcesz mnie zmusić do posłuszeństwa. Chcesz, żebym się stała w twoich rękach miękka jak wosk. – Słowa wychodziły z jej ust w rytm urywanych oddechów. Z trudem. Już nie było w nich stanowczości.

– Pragnę tylko dać ci rozkosz, chcę, byśmy oboje zakosztowali życia, zanim stawimy czoło śmierci. – Ujął jej pierś dłonią i pochylił głowę, by pocałować twardą jak guziczek brodawkę. Jego język zawirował. Całe ciało Anny zadygotało. Wykorzystywał swoje doświadczenie, by zmusić ją do poddania się, by uciszyć dręczący ją głos rozsądku.

– Doprowadzasz mnie do szaleństwa, ale zachowałam dość zdrowego rozsądku, by zdawać sobie sprawę, gdzie jest prawda – szepnęła. Wyraźnie walczyła o panowanie nad sobą. – Wcale nie chcesz mi nic dać, Morvanie. To nawet nie jest kwestia pożądania. Ty chcesz coś zdobyć. I to nie mnie, a La Roche de Roald.

Odsunął się i spojrzał jej w oczy. Lśniły z namiętności, ale było w nich także głębokie przekonanie. Nie zabrał ręki z ciała dziewczyny. Nie zrobi tego, jeśli nie zostanie zmuszony.

– Nie chodzi mi o twoje włości, Anno.

– Chcesz, żebym stała się uległa jedynie w trosce o moje bezpieczeństwo? Nie sądzę, ale nawet gdyby to była prawda, niepotrzebnie marnujesz namiętność. To mogłoby działać na damy z królewskiego dworu, ale nie na mnie. Ja jestem ulepiona z innej gliny. Nie mam w tych sprawach żadnego doświadczenia, więc jestem wobec ciebie bezsilna, ale tylko w tych sprawach.

Ciepło jej ciała nadal ożywiało dłoń Morvana. Wyobrażał sobie, że poznał dokładnie jej żar i pulsowanie jej ciała. Ale potem zobaczył oczami duszy, jak dziewczyna zostawia go, wstaje z łóżka, narzuca na siebie koszulę, bierze łuk i wskakuje na konia, by stawić czoło nieprzyjacielowi.