– Wydaje mi się, że to ona pozostawiła swoją pieczęć na tobie.
Gurwant pogładził szramę, przecinającą mu policzek, i uśmiechnął się szeroko.
– To dziecięce zabawy. Była wtedy trochę bardziej dzika i niezbyt chętna. Ale tylko na początku.
– Łżesz, ale to nie moje zmartwienie. Służę jej, a ona teraz nie ma na ciebie najmniejszej ochoty. Wie, że nadal jesteś diabelskim pomiotem, który gwałci dzieci.
Uśmiech Gurwanta przerodził się w grymas.
– Mówisz o chłopkach. One się przecież nie liczą.
– Dla niej się liczą. Jeśli zawiśniesz, to właśnie za to dziecko. – Morvan odwrócił się do drzwi. – Jakaś kobieta przyjdzie opatrzyć ci ramię. Będą jej towarzyszyć strażnicy. Jeśli choćby na nią spojrzysz, zabiją cię. Zaraz wydam im stosowne rozkazy.
Obudziła się i wiedziała, że on przy niej jest. W tej samej chwili, w której poczuła, że jej twarz spoczywa na poduszce, a ramię całkowicie zesztywniało, zdała sobie też sprawę z obecności Morvana. Nie zdziwiła się, że siedzi przy niej w półmroku sypialni. Nawet pogrążona we śnie, wyczuła, kiedy przyszedł.
Opuściła lewą rękę i ułożywszy poduszkę przy biodrze, z wysiłkiem przekręciła się na plecy. Morvan przyglądał się jej.
– Boli mnie przy każdym ruchu. Rana to najmniejszy problem.
– Po paru dniach przejdzie. Catherine mówiła, że niewiele spałaś. Potrzebny ci wypoczynek.
W tej chwili Anna była już całkowicie rozbudzona i wiedziała, że przez jakiś czas nie będzie w stanie zasnąć. Przez cały dzień jej ciało było obolałe i umęczone, ale umysł w stanie nieustannego pogotowia. Nawet kiedy udawało jej się na chwilę przysnąć, sen był płytki i nie przynosił ulgi.
Z podwórza dobiegał jakiś jednostajny hałas.
– Co się tam dzieje?
– Przybyło trochę ludzi z miasta, żeby świętować zwycięstwo, i siedzą przy kuflach.
– Wszystko skończone?
– Jutro czeka nas sporo pogrzebów. Fouke i Haarold chcą wyjechać za dwa dni. Odprowadzą pojmanych żołnierzy do granic włości i tam ich puszczą wolno. To najemnicy, nie ma sensu ich więzić.
– A inni?
Morvan wygodnie wyciągnął przed siebie skrzyżowane nogi.
– Fouke i Haarold zażądali dla siebie po jednym rycerzu. Zatrzymają ich dla okupu.
– A Gurwant? Co powinnam z nim zrobić?
Po raz pierwszy otwarcie poprosiła go o radę.
– A co chciałabyś z nim zrobić?
– Chciałabym go zabić.
– Łatwiej było to zrobić na polu bitwy. Nie byłoby żadnych konsekwencji. Teraz rzecz przedstawia się inaczej.
– Więc co mam zrobić?
– To, co robią Fouke i Haarold. Zatrzymaj go dla okupu. Wysokiego okupu, Beaumanoirowie mogą sobie na to pozwolić. Dolicz jeszcze swoje straty w poddanych i uszczerbek w majątku. Wyślij bardzo powolnego posłańca z żądaniami i pozwól Gurwantowi gnić w lochu, dopóki nie przyjdzie okup.
– A potem mam go po prostu wypuścić?
– A potem masz go po prostu wypuścić. Ale przez te miesiące musisz przebywać w Anglii. I zanim go wypuścisz, powinnaś być już w Saint Meen.
– Nie chcę go tutaj.
– To pozwól Haaroldowi go zabrać. Nie ma znaczenia, w którym lochu będzie siedział. Nikt nie rozpocznie dla niego wojny. Mogą natomiast to zrobić, jeśli dokonasz na nim egzekucji.
Rada Morvana była starannie przemyślana. Jego pragnienie zabicia Gurwanta w honorowej walce zostało udaremnione, a nie chciał podejmować jakiejkolwiek akcji, która w przyszłości mogłaby zagrozić Annie. Dziewczyna miała jednak możliwość odesłania potwora z Haaroldem. Nie musiała go znosić pod swoim dachem.
– Czy sir John żyje? – Zadała to pytanie, choć z góry znała odpowiedź.
– Żyje. Jest mój.
– I zatrzymasz go dla okupu, jak Fouke swojego jeńca?
– Nie, John umrze. Ostrzegałem go, że tak będzie. To nie będzie egzekucja. Dostanie miecz i spotkamy się jutro na dziedzińcu.
– Nie chcę…
– To postanowione.
Anna zwinęła się na łóżku i podciągnęła kołdrę pod brodę. Może udałoby jej się zdrzemnąć przez chwilę, gdyby nie ta dziwna jasność umysłu. Próbowała usiąść. Morvan uniósł jej ramiona i wsunął pod nie poduszkę.
– Widzę, że nie pozwolisz mi się dzisiaj przespać – mruknął.
– Możesz spać do woli. To ja nie jestem w stanie zasnąć. Mimo ciężkich przeżyć nie czuję się senna.
– A ja sądziłem, że będziesz spać jak zabita.
– Ostatnio też tak było. W czasie przerwy między dwiema falami zarazy bandyci zajęli jedno z wiejskich gospodarstw i trzeba było je odbić. Potem nie mogłam zasnąć. Pomyślałam nawet, żeby przejechać się konno, ale była noc. Czuję, że to właśnie powinnam zrobić: pędzić całe kilometry galopem.
Morvan był wyraźnie rozbawiony.
– Jazda konna… To by mi nie przyszło do głowy. Ale bezsenność po bitwie zdarza się dość często.
– Więc?
Spojrzał na nią pytająco.
– Więc co robisz w tej sytuacji, skoro jazda konna nigdy nie przyszła ci do głowy?
Na usta Morvana wypłynął słaby uśmiech.
– Zazwyczaj robię to samo co teraz twoi ludzie. Biorę do łóżka jakąś kobietę na parę godzin.
Anna poczuła, że oblewa się gorącym rumieńcem. Na parę godzin?!
– Nie powstrzymuj się ze względu na mnie. Spokojnie mogę zostać sama – powiedziała, by ukryć zażenowanie.
Morvan nawet nie drgnął, wpatrywał się w płomienie na palenisku. Pomyślała, że pewnie wcale się nie powstrzymywał. Przyszedł do niej po tych swoich paru godzinach z jakąś kobietą. Jej radość, że z nią jest, zniknęła bez śladu. Najwyraźniej elementarne męskie potrzeby zawsze biorą górę nad wszelkimi innymi sprawami. Ale kilka godzin?! Z tego, co jej wiadomo, te sprawy nie zajmują więcej niż pięć minut.
Z wściekłością uderzyła poduszkę. Nagle poczuła się udręczona bezsennością. Zaczęła się wiercić nerwowo zarówno ze złości, że nie może zasnąć, jak i na skutek nacisku na rozorany bok.
– Jesteś wściekła – stwierdził Morvan, przyglądając jej się z zainteresowaniem.
– Nie jestem wściekła. Jest mi niewygodnie. I czuję się zażenowana. – W złości wykrzyczała to, co starała się ukryć. – Wiem, że nie jestem kobietą światową, ale ostatnio zaczynam się czuć jak całkowita ignorantka. Nie jestem w stanie zrozumieć, co kobieta i mężczyzna mogą ze sobą robić przez kilka godzin.
Zdawała sobie sprawę, że nie powinna tego mówić, ale męczyło ją, że jest tak niedoświadczona w tych sprawach. Na przykład okazało się, że wszyscy doskonale wiedzieli o Josce’u i Catherine. Wszyscy poza nią.
Morvan wstał i podszedł do stołu, na którym stał dzbanek. Nalał wina do dwóch kubków i zbliżył się z nimi do łóżka.
– No i? – Wzięła od niego naczynie i spojrzała pytająco.
Wyraz twarzy Morvana zmienił się. Znała tę minę; była surowa, ale nie miało to nic wspólnego ze złością.
– Nie możesz wymagać, bym ci tłumaczył te sprawy. Zapytaj Catherine. Choć sądzę, że jak na kobietę, która postanowiła wstąpić do klasztoru, jesteś zbyt ciekawa.
Znów zaczęła się wiercić, ale tym razem to nie rana nie dawała jej spokoju. Morvan wrócił na krzesło, lecz nie odrywał od niej wzroku. Zmieniła się atmosfera w komnacie i Anna nie czuła się już ani zirytowana, ani nawet zaciekawiona, tylko troszeczkę przestraszona i pozbawiona tchu. Zaczęła ulegać czarowi tych roziskrzonych oczu, więc szybko odwróciła wzrok i zajęła się wyciąganiem sterczącego z poduszki pierza.
– Anno.
To cicho wypowiedziane słowo sprawiło, że przestała oddychać. Rozejrzała się. Krzesło, na którym siedział Morvan, stało chyba bliżej niż poprzednio. Starała się unikać jego oczu, ale, oczywiście, okazało się to ponad jej siły. Przyciągnęły ją ciemne jeziora pełne migoczących gwiazd.