Выбрать главу

– Na pewno nie zaśniesz?

– Właściwie nagle poczułam się okropnie śpiąca.

Owinął sobie wokół palca pukiel jej włosów.

– Aha. Bo właściwie mógłbym uwolnić cię od bezsenności. To bardzo proste.

Coś dziwnego działo się w Annie; nagle poczuła mrowienie w całym ciele.

– W zaistniałych okolicznościach byłoby to niezmiernie skomplikowane. Jestem przecież ranna. A ty dałeś Ascaniowi obietnicę. – Oczywiście ta obietnica nie powstrzymała go poprzedniej nocy…

Morvan powiódł czubkiem palca po nagim ramieniu dziewczyny, wzbudzając w niej wyraźnie widoczny dreszcz.

– Nie dotknąłbym rany, nawet bym się do niej nie zbliżył. Właściwie prawie w ogóle bym cię nie dotykał. Można zaznać ulgi, nie łącząc się.

Annie opadła szczęka. Zmieszanie dziewczyny było po części wynikiem niepokojącego pulsowania w jej ciele i faktu, że jej piersi stały się rozkosznie wrażliwe na dotyk cienkiego materiału koszuli.

– Nie rozumiesz, o czym mówię, prawda?

Anna poczuła się tak absurdalnie głupia, że wybuchnęła śmiechem. Kiedy ocierała łzy z oczu, zobaczyła, że i Morvan się śmieje. Potargał jej włosy, jak dziecku.

– Do licha, Anno, całkiem mnie rozbroiłaś. Idź wreszcie spać i daj mi odpocząć.

O świcie obudził ją jakiś ruch. Sączące się przez okno srebrzyste światło opromieniło wszystko w komnacie. Morvan położył rękę na czole Anny, po czym odwrócił się do wyjścia.

– Morvanie! Wczoraj chciałam zabić Gurwanta. Chybiłam.

– W takim razie Bóg nie chciał, byś trafiła, bo rzadko chybiasz. Zresztą w głębi duszy jestem przekonany, że to ja mam go zabić. Pewnego dnia.

Dziewczyna wsłuchiwała się w oddalające się kroki, a potem zasłoniła ręką oczy, jakby chciała zasłonić jasność dnia, który miał narazić Morvana na niebezpieczeństwo walki z Johnem.

12

Sir John stał z mieczem w dłoni na wprost Morvana na przedpolu zewnętrznych murów obronnych La Roche de Roald. Cały zamek ich obserwował z wyjątkiem jednej służącej, która dotrzymywała towarzystwa Annie i modliła się wraz ze swą panienką.

Wydawało się, że cała pełna udręki wieczność minęła, zanim umilkły okrzyki widzów. Anna wysłała służącą, by wywiedziała się wszystkiego, co się tylko da.

Drzwi otwarły się gwałtownie, ale to Ascanio wpadł jak burza do komnaty.

– Czyżbyś miała jakiekolwiek wątpliwości?

– Morvan nie jest ranny?

– Kilka draśnięć. Wziął sobie do serca obietnicę, że będzie się bronić, i jest bezlitosny dla każdego, kto ci zagraża. Spotkałby się i z Gurwantem na udeptanej ziemi, gdyby nie obawiał się, że może to dać początek feudalnej wojnie z całym rodem Beaumanoirów. – Pogłaskał dłoń Anny. – Za chwilę wracam. Nawet John zasługuje na kilka słów pożegnania podczas pogrzebu.

Po wyjściu księdza Anna opadła na poduszki. Wyczerpanie wczorajszą walką dopiero dziś zaczęło dawać o sobie znać. Zapadała w drzemkę, kiedy usłyszała zbliżające się ciche kroki. Otworzyła oczy i zobaczyła o kilka centymetrów od siebie dziecięcą twarz i okrągłe oczy wpatrujące się w nią z zaciekawieniem.

Wyciągnęła rękę, by odgarnąć gęste kasztanowe włosy, opadające na buzię dziewczynki i okrywające jej drobne ciało. Marguerite wydała jej się beznadziejnie mała. Ona w wieku trzynastu lat była dwukrotnie wyższa od tej sierotki.

– Cieszę się, że już wstałaś, Marguerite.

– Tylko nie mów mamie, że tu byłam. Ona mówi, że nie powinnam pokazywać się nikomu na oczy. Ale teraz zeszła na obiad, więc się nie dowie.

Dziewczynka odezwała się pierwszy raz od chwili, gdy rzucono ją u bram zamku.

– Możesz mnie odwiedzać, ilekroć będziesz miała ochotę. Usiądź przy mnie na łóżku i porozmawiaj ze mną.

Mała podskoczyła i spod prostej koszuli ukazały się chudziutkie nóżki.

– Mama powiedziała, że dostałaś tego mężczyznę. Że odbyła się wielka bitwa przeciwko niemu.

– Tak. On już nikogo nie skrzywdzi.

– Mama mówi, że uratowałaś nam życie. Że aniołowie pomogli ci nas uratować.

– Tylko swojej własnej sile zawdzięczacie życie.

– Tata nie żyje. Mama mówi, że będzie musiała wyjść za kogoś innego, żebyśmy miały co jeść.

W ciągu ostatnich dwóch dni Anna niewiele myślała o Ruth i Marguerite, poza tym, że trzeba je pomścić. Ale rzeczywiście ich sytuacja po śmierci męża stała się niewesoła. Jak Ruth zdoła się zmusić tak szybko do kolejnego małżeństwa? I czy po tym wszystkim jakikolwiek mężczyzna będzie chciał wziąć ją i jej córkę?

– Może mogłybyście zostać tutaj. Nie mam osobistej służącej. Twoja matka mogłaby się tego nauczyć, a ty byś jej pomagała. A kiedy odejdę, mogłybyście przejść na służbę u lady Catherine.

Oto zawiązywała teraz więzy, których przez całe życie unikała jak ognia. Ruth i Marguerite będą u jej stóp, zawsze przy niej, gotowe ją kąpać i czesać. Ale będą prawdopodobnie lojalne, no i, przede wszystkim, nie miały dokąd pójść.

– Porozmawiam z twoją mamą. A teraz chciałabym, żebyś zeszła na dół do jadalni na obiad. Powiedz mamie, że to ja cię przysyłam. Wstawaj. Wyprostuj się. Głowa do góry. Już cię nie ma.

Drobna istotka wymaszerowała z komnaty. Anna roześmiała się, uświadomiwszy sobie, że właśnie stworzyła małą imitację samej siebie.

Następnego dnia przyszli Fouke i Haarold, żeby się pożegnać. Przyprowadzili Morvana i Ascania oraz wziętych do niewoli rycerzy, których mieli zabrać do swoich zamków, by dostać za nich okup. Anna przyjęła ich, leżąc w łóżku.

Gurwant miał związane ręce. Obnażone prawe ramię zostało wzięte w łupki i przymocowane do piersi. Wskazał ruchem głowy ręce, dając do zrozumienia, że więzy doprowadzają go do furii.

– Dałem słowo honoru.

– Sznury zostaną, zgodnie z wolą Haarolda. Dla twojego własnego bezpieczeństwa, bo mimo słowa honoru niewątpliwie próbowałbyś ucieczki, a wówczas moi ludzie byliby zmuszeni cię zabić.

– Obrażasz mnie, Anno.

– Nie traktuj mnie tak poufale, panie. Mam przed sobą nie walczącego zgodnie z nakazami honoru rycerza, a pospolitego złoczyńcę. W dawnych czasach oddałabym cię po prostu wieśniakom, żeby sami się z tobą rozprawili. Sir Haarold będzie cię trzymał pod ścisłym dozorem, dopóki rodzina nie wpłaci za ciebie okupu. Ty i ja już nigdy się nie spotkamy. Jeśli kiedykolwiek powrócisz na te ziemie, będziesz traktowany jak człowiek wyjęty spod prawa. Gotowa jestem opuścić klasztor, by na ciebie zapolować.

Gurwant nie odrywał wzroku od Anny, kiedy Haarold wyprowadzał go z komnaty. Ten wzrok był bardziej wymowny niż jakiekolwiek słowa. Dziewczyna zadrżała w duchu.

Morvan i Ascanio zostali po wyjściu innych rycerzy.

– On jest twoim więźniem, ale nie jest pokonany – stwierdził ksiądz. – Musisz rozwiązać ten problem z księciem.

– Napiszę do niego ponownie. I to natychmiast.

– Tak, napisz. Ale jeśli nie nadejdzie odpowiedź, musisz jechać do Anglii – oświadczył Morvan. – Poczekamy do Bożego Narodzenia, nie dłużej. Do tego czasu twoja rana powinna się już zagoić.

– Niewątpliwie lepiej żeglować w chłodne miesiące.

Ujął podbródek Anny i zmusił dziewczynę, by mu spojrzała w oczy.

– Jedziesz. To już postanowione. – Wskazał wzrokiem jej obandażowane biodro. – To się nie może powtórzyć.

W dwa tygodnie po świętach Bożego Narodzenia Anna znalazła się w łodzi, która wiozła ją na cumujący w porcie Brest statek do Anglii.

Morvan siedział u jej boku. Gregory i czterech ludzi Morvana, którzy mimo niebezpieczeństwa zarazy postanowili wracać do domu, tłoczyło się wokół nich.