Выбрать главу

Anna próbowała opóźnić podróż, ale Morvan przeforsował swoje plany. Ascanio poparł jego nalegania, żeby wyruszyć natychmiast, zanim zostanie wypłacony okup za Gurwanta. To właśnie ksiądz zasugerował, że Morvan powinien ją eskortować, jako że po pierwsze, znał króla Edwarda i dworskich dostojników, a po drugie, mógł zapewnić Annie gościnę u swej siostry.

Morvan na własną rękę zorganizował podróż do Brestu i przeprawę na czekający w porcie statek. Nie pytał dziewczyny o zdanie i niczego jej nie wyjaśniał.

Anna przyglądała się statkowi. Jeszcze nigdy w życiu nie postawiła stopy na pokładzie. Nigdy nawet nie opuszczała domu, jeśli nie liczyć wyjazdu do Saint Meen. Ale z tą wyprawą wiązały się także złe przeczucia, ukryte w głębi jej serca, złe przeczucia, których nie potrafiła ani nazwać, ani wytłumaczyć.

– Gdzie są konie? – Postanowiła wziąć ze sobą kilka rumaków na sprzedaż. Morvan zapytał ją o ceny i uświadomił jej, że w Anglii mogłaby dostać za nie o wiele więcej niż od przemierzających Bretanię wędrownych kupców.

– W ładowni. Jeśli Bóg da łaskawą pogodę, dobrze zniosą podroż.

Dziewczyna rzuciła spojrzenie na znikające w oddali dachy Brestu. Miała ochotę pospacerować rano po mieście, ale Morvan uparł się, że skoro on musi dopilnować załadunku koni i nie jest w stanie towarzyszyć jej podczas spaceru, to nie wolno jej wychodzić na ulicę. Ciągle wydawał jej tego typu polecenia, odkąd opuścili La Roche de Roald. Zaczął ją traktować jak swoją podopieczną.

– Twoje bagaże są już w kajucie – wyjaśniał. – Będziesz podróżować z lady Marthą i jej służącą. Będziecie jedynymi kobietami na pokładzie i nie wolno wam opuszczać kajuty.

– Takie są morskie przepisy? Że kobietom nie wolno wychodzić na pokład?

– Takie są moje przepisy. Na pokładzie nie ma nic do oglądania poza wodą, a można popaść w nie lada kłopoty, jeśli się nie posłucha.

Do chwili, kiedy statek podniósł kotwice, Anna nabrała już pewności, że kajuta przypomina czyściec. Była to mała i duszna, oddzielona kotarą część dolnego pokładu, w której koje, materace i kufry zostawiały tylko tyle miejsca, by stanąć. Lady Martha robiła wrażenie bardzo zżytej ze swą służącą, większość czasu spędzały na niekończących się ploteczkach. Anna jeszcze nigdy nie była narażona na wysłuchiwanie tak idiotycznych rozmów.

Następnego dnia po przebudzeniu musiała stawić czoło kilku dodatkowym przykrym problemom. Po pierwsze, lady Martha zbyt swobodnie opowiadała o sprawach osobistych. Po drugie, co wiązało się z poprzednim, Anna odkryła, że ta szlachetnie urodzona dama odziana we wspaniałe szaty jest zwykłą ladacznicą. To by ją pewnie zainteresowało, jako że nigdy dotychczas nie spotkała upadłej kobiety z własnej sfery, gdyby nie trzeci problem. Wczesnym rankiem Anna dostała choroby morskiej.

Jej stan pogorszył się, kiedy statek trafił na strefę silnych wiatrów i musiał stawiać czoło potężnym falom. Jęczał i trzeszczał i dziewczyna była przekonana, że zaraz rozpadnie się na kawałki.

Ku swej ogromnej uldze, dowiedziała się, że przybiją najpierw do portu w Southampton, gdzie lady Martha i jej towarzyszka zejdą na ląd. Kiedy zbliżyli się do wybrzeża, fale nieco się uspokoiły.

Gdy lady Martha wysiadła, Anna padła na koję, by po raz pierwszy od trzech dni rozkoszować się ciszą i spokojem. Zapadała w sen, kiedy Morvan wszedł do kajuty.

– Chorowałaś – stwierdził, spojrzawszy na jej twarz.

– Umierałam.

– W takim razie nie będziesz miała nic przeciwko nowinom. Kapitan twierdzi, że zbliża się do nas potężna burza. Musielibyśmy popłynąć wprost w jej środek, postanowił więc przeczekać ją tutaj. Możemy poczekać i kontynuować podróż statkiem albo wysiąść tutaj i dalszą drogę odbyć lądem.

– Lądem!

– Na dworze jest zimno, a niewykluczone, że będziemy musieli obozować pod gołym niebem.

– Powiedz kapitanowi, że schodzimy na ląd. Chcę się stąd wydostać.

– Dziś jeszcze prześpij się na statku, a na rano przygotuję zejście na ląd.

W południe byli już na drodze. Anna poczuła się lepiej, jak tylko postawiła stopę na stałym lądzie, a już całkowicie ulżyło jej na duszy, kiedy ogarnęło ją dobrze znane podniecenie jazdą konną. Gregory i pozostali ludzie śmiali się i żartowali, pędząc stadko koni całkowicie pustą drogą. Mieli pomóc doprowadzić je do Londynu, a potem dopiero rozjechać się do domów.

– Nie masz pojęcia, jak okropnie się czułam w kajucie z tymi kobietami – powiedziała Anna do Morvana, kiedy wysforowali się przed resztę grupy. – Mówiły bez przerwy przez całe trzy dni.

– Kobiety często są takie.

– Mam nadzieję, że nie aż takie. Rozmawiały o mężczyznach, jakby to były ogiery rozpłodowe.

Informacja najwyraźniej nie zrobiła na Morvanie najmniejszego wrażenia.

– Rozmawiały także o tobie – dodała.

Morvan odrobinę się zamienił.

– I cóż takiego ta dama mówiła o mnie?

– Byłam zbyt chora, żeby wszystko usłyszeć, a z tego, co wychwyciłam nie wszystko udało mi się zrozumieć, ale najprawdopodobniej uratowałam ci życie. Pewnej nocy chciały poszukać twojej koi. Założę się, że mąż tej pani kazał swoim rycerzom nie spuszczać jej z oka, więc zniechęciłam je do planowanej eskapady.

– Naprawdę? A w jaki sposób?

Anna powiedziała swej towarzyszce podróży, że Morvan został impotentem na skutek rany odniesionej w czasie wojny. Podejrzewała, że zainteresowany nie byłby zachwycony tym tłumaczeniem.

– Nieważne. Czy możesz sobie wyobrazić zamieszanie, do jakiego doszłoby, gdyby rycerze przyłapali cię z obu tymi paniami naraz?

– Z obu?

– Nie słuchałeś? Mówiłam, że one chciały do ciebie pójść. Muszę poprosić Catherine, żeby mi to wyjaśniła. Ale tak czy owak mało brakowało, a znalazłbyś się w nie lada niebezpieczeństwie.

– Jakie to szczęście dla mojego dziewictwa, że znalazłaś się we właściwym miejscu – stwierdził Morvan sucho. – A nawiasem mówiąc, gdyby lady Martha rzeczywiście okazała taką śmiałość, zastałaby mnie grającego w warcaby z dwoma towarzyszącymi jej panami. Nie byłaby to dla niej rozkoszna niespodzianka. Oni rzeczywiście nie spuszczają jej z oka i czekałoby ją niezbyt przyjemne spotkanie z mężem. Tym bardziej, że miała wrócić z Bordeaux przed Bożym Narodzeniem.

– Myślę, że to nie jest dobra kobieta.

– Wiem, że nie jest. Ludzie jej męża wiedzą więcej od swego pana. Rycerze służący na dworach zwykle wszystko wiedzą. Ona bierze sobie do łóżka jednego po drugim, żeby utwierdzić się w przekonaniu o własnej wartości.

– Naprawdę? W takim razie Ascanio miał rację, mówiąc, że twoja obecność w mojej komnacie wystawia na szwank moją reputację. – Morvan chciał protestować, ale Anna nie dopuściła go do głosu. – Ale możliwe, że nawet przez myśl ci nie przeszło, żeby iść ze mną do łoża.

Miał taką minę, jakby gotów był wiele dać, by w tym momencie znaleźć się w całkiem innym miejscu.

– Ale jeśli tak, to również kłamałeś. – To stwierdzenie znów go zaskoczyło. Dziewczyna mówiła pół żartem, pół serio i najwyraźniej bawiło ją jego zmieszanie. – Nauczyłam się już tego i owego, jak widzisz. Posłuchałam twojej rady i wypytałam Catherine o te sprawy. I odnoszę wrażenie, że skłamałeś, mówiąc, że nie zrobisz mi krzywdy.

Lekki uśmiech zniknął z twarzy Morvana.

– To była metafora. W takich chwilach mężczyźni zwykli wypowiadać te słowa. Mają one szersze, symboliczne znaczenie. To kwestia retoryki.

– Retoryki. No, no. Jestem pod wrażeniem. Ale nadal sądzę, że kłamałeś, żeby mnie uwieść.