Выбрать главу

Wpatrywała się uporczywie w jakiś punkt oddalony o trzy metry. Koncentrowała się na pustce, w której nie było Morvana.

– Ostatniej nocy… – zaczęła, a jej rysy stwardniały i zastygły.

– Czy o to właśnie chodzi? Bolejesz nad tym, co między nami zaszło?

– Tak, żałuję. Byłam słaba i głupia. I zapomniałam, dlaczego się tu znalazłam i gdzie moje miejsce. A co gorsza, zapomniałam o lekcjach, jakich sam udzieliłeś mi o mężczyznach. Nie chcę więcej o tym mówić. Z niecierpliwością czekam na zakończenie tego etapu mojego życia i gdybym mogła, już jutro wróciłabym do Saint Meen. Kiedy pojedziemy do Windsoru, proszę, żebyś zrobił wszystko, co w twojej mocy, abym mogła jak najszybciej spotkać się z królem.

Ich spojrzenia się spotkały. Nie było to wiele, Morvan czuł jednak, że to wszystko, na co w najbliższym czasie może liczyć.

15

W trzy dni później przybyli do Windsoru. Anna jechała na jednym z koni Christiany, bo sprzedała wszystkie swoje wierzchowce. Dostała za nie dobrą cenę i za pośrednictwem Davida kupiła za te pieniądze zboże. Pewną satysfakcję sprawiała jej świadomość, że z tej podróży wynikł przynajmniej pewien pożytek dla jej dóbr.

Dom w Windsorze był typową siedzibą rzemieślnika. Na parterze nie było jednak sklepu, a pomieszczenia mieszkalne. David nabył sąsiedni budynek i tam prowadził interesy.

Na piętrze, poza gabinetem, znajdowały się dwie małe sypialnie. Jedną z nich Christiana oddała Annie. Dla służby i terminatorów rozkładano prycze i sienniki w kuchni, a Gregory został ulokowany na strychu nad sklepem. Morvan miał zamiar znaleźć gościnę u jednego ze swych przyjaciół na dworze, więc natychmiast po przyjeździe wyszedł, by się rozejrzeć. Po pewnym czasie przysłał do siostry posłańca z wiadomością, że zatrzymał się u Williama Montague’a, młodego księcia Salisbury.

Następnego dnia przyjechał wcześnie rano, by pomóc Annie napisać list z prośbą o audiencję, po czym zaniósł osobiście do zbudowanego na wznoszącym się nad rzeką wzgórzu zamku. Dziewczynie nie pozostawało już nic do zrobienia, musiała tylko cierpliwie czekać na odpowiedź króla.

Christiana ciągnęła ją ze sobą w odwiedziny do swoich przyjaciółek. I choć Anna od kilku dni nie widywała Morvana, ciągle o nim słyszała. Stał się głównym tematem rozmów znudzonych dworzan. Szczególnie kobiet.

Wszyscy zdradzali szczere zainteresowanie jego przygodami i wyrażali ulgę, że przeżył zarazę. Szczególnie kobiety.

Wszyscy robili wrażenie szczęśliwych, że Morvan do nich wrócił. Szczególnie kobiety.

Tak, każda bez wyjątku dama była niezwykle podniecona faktem, że Morvan Fitzwaryn powrócił na dwór.

Morvan zsiadł z konia przed wspaniałą rezydencją. Stara służąca otworzyła mu drzwi.

– Dzień dobry, Meg. Czy pani jest w domu?

– Tak, jest. Nie tracisz czasu, sir Morvanie. Ostatni pan dopiero co ostygł w grobie.

– Nie znałem ostatniego pana, Meg. Po tym, jak wyjechałem, było jeszcze dwóch, więc można mi chyba wybaczyć, że nie okazuję stosownego szacunku jego pamięci.

– Cóż, zamelduję o pańskim przybyciu, ale będzie pan musiał nieco poczekać. Pani jeszcze nie wstała z łóżka.

– Pogrążona w żalu, jak sądzę? – Uniósł w górę brew.

– Jest sama, jeśli o to pan pyta. Proszę wejść do bawialni, przyślę panu wina. Pani ucieszy się z pańskiej wizyty. Już się dowiedziała o pana powrocie.

Morvan dobrze znał ten dom, bez trudu trafił więc do bawialni. Kiedy przyniesiono wino, nalał sobie szklaneczkę i podszedł z nią do wychodzącego na ogród okna. Zaniepokoiły go wnioski płynące z przekazanych przez Meg informacji. Stwierdził, że zmartwił się, iż Elizabeth jest sama w łóżku.

Musiał przyjść. Obraziłby ją, gdyby się nie pojawił, a poza tym naprawdę miał ochotę spotkać się z dawną kochanką. Ale teraz nagle otoczył go rój natrętnych myśli. Czy będzie mógł kontynuować ich romans, skoro ona znów jest wolna?

Podejrzewał, że to mało prawdopodobne, choć nadal czuł się z nią dość mocno związany. Był z Elizabeth bliżej niż z innymi kobietami. Kiedyś zastanawiał się nawet, czy nie jest w niej zakochany, ale uświadomił sobie, że sam fakt, iż musi się nad tym zastanawiać, świadczy o tym, że nie jest.

Mógł jednak trochę powygrzewać się w jej cieple w czasie, gdy będzie się rozglądała za kolejnym małżonkiem, jak to zresztą swego czasu czynił, gdy był jeszcze młodym rycerzem. Tylko że teraz nie był już takim młodym rycerzem i to nie wokół tej kobiety krążyły wszystkie jego myśli.

Odwrócił się, usłyszawszy jakiś dźwięk, ale to nie Elizabeth weszła do bawialni. Stał za nim młody chłopak, ledwo po dwudziestce.

Uderzająco przystojny, wysoki, dumnie wyprostowany, smukły. Złote ostrogi rycerskie najwyraźniej od bardzo niedawna zdobiły obcasy jego butów. Włosy chłopaka miały całkiem niezwykły kolor, były ciemnokasztanowe z czerwonymi refleksami. Rozmarzone oczy okolone ciemnymi rzęsami ostro kontrastowały z bardzo jasną cerą. Śliczny rycerzyk. Elizabeth lubiła młodych ładnych chłopców.

– Pan pewnie jest Morvanem. Czekała na pana. – W głosie młodzieńca pojawiła się nuta dezaprobaty. – Mam na imię Ian. Jestem spowinowacony z Elizabeth. Poprzez małżeństwo.

– To bardzo uprzejmie z pana strony, że dotrzymuje jej pan towarzystwa w dniach żałoby. Jesteśmy z Elizabeth starymi przyjaciółmi, cieszę się, że mogę poznać jednego z jej powinowatych. Poprzez jej małżeństwo.

– Słyszałem o waszej przyjaźni. Od kilku dni nie mówi się na dworze o niczym innym. – Ian stanął w takiej pozie, jakby spodziewał się wyzwania. Emanowała z niego arogancja i duma.

– Cóż, to było tak dawno.

Młodzieniec miał już odpowiedzieć, ale od strony schodów rozległ się szelest jedwabiu, potem zapachniało różami, wreszcie pojawiła się wiotka eteryczna istota.

Nadal była piękna. Jej włosy były bielusieńkie, odkąd skończyła dwadzieścia pięć lat. Wplotła w nie róże i okryła przetykanym srebrem welonem. Efektu całości dopełniały śnieżnobiała szata i srebrna biżuteria. Młodzieńcza twarz pasowała do wiotkiej, niewysokiej sylwetki, której linii nie zepsuła i nigdy nie zepsuje ciąża. Morvan ruszył ku niej i przyszło mu do głowy, że jeśli ponownie nawiąże romans z tą kobietą, to nie ze względu na jej urodę. Ten etap przeszli już kilka lat temu. Pochylił się i obdarzył ją czułym pocałunkiem, czując na plecach uporczywy wzrok Iana.

Kilka godzin później Morvan wprowadził Elizabeth do wielkiej sali, w której miała się odbyć uczta wydana przez księżniczkę Isabellę. Po wielogodzinnej rozmowie Elizabeth poprosiła go, by zabrał ją na to przyjęcie. Naprawdę nie mógł odmówić, choć zdawał sobie sprawę, że jeśli przyjdą razem, natychmiast ożyją plotki na ich temat.

Przybył także Ian, który stał w pobliżu drzwi, kiedy pojawiła się w nich Christiana.

– To pańska siostra, prawda? – zapytał młodzieniec, lustrując ją w sposób, który zdecydowanie nie spodobał się Morvanowi. Zawsze nie znosił mężczyzn obrzucających jego siostrę takim spojrzeniem.

A potem zza pleców Christiany wyłoniła się inna dziewczyna, wysoka blondynka, której gęste wyszczotkowane loki okalały puszystą aureolą śliczną twarz. Kilka niesfornych kędziorów opadało na policzki. Miała na sobie jasnobłękitną suknię, uszytą przez Catherine specjalnie na tę podróż. Dziewczynie było w tym stroju o wiele bardziej do twarzy niż w brunatnych klasztornych strojach. Jej prosta suknia i naturalność kontrastowały z jaskrawymi barwami szat i biżuterią innych kobiet. Była świeża jak wiosna i niewinna jak wiejska dzieweczka. Morvan nie widział jej od kilku dni i serce mu mocniej zabiło.