– Interesująca – stwierdził Ian.
Morvan rozejrzał się i zobaczył wbite w siebie uporczywe spojrzenie młodego rycerza, Ian przeniósł znów wzrok na wejście.
– Oszałamiająca, prawda? Ta blondynka. Nigdy dotąd jej nie spotkałem. Wiesz, panie, kto to jest?
– Wiem. – Anna była naprawdę oszałamiająca. Przyciągała wzrok wszystkich zebranych w sali osób, przy czym męskie oczy już się od niej nie oderwały. Nad obecnym wyglądem dziewczyny musiał pracować prawdziwy mistrz i Morvan bez trudu się domyślił, kto był tym mistrzem. Miał ochotę zamordować Davida. Anna najwyraźniej zupełnie nie zdawała sobie sprawy, jakie robi wrażenie. Na tle rozflirtowanych, wystrojonych kobiet jej uroda jaśniała jeszcze pełniejszym blaskiem.
Christiana torowała jej drogę przez tłum. Kiedy przechodziły w pobliżu, Anna dostrzegła Morvana. Jej wzrok szybko pobiegł w dół i zatrzymał się na spoczywającej na ramieniu rycerza ręce Elizabeth. Potem przyjrzała się twarzy rywalki i na jej obliczu pojawił się wyraz chłodnej rezerwy. Minęła ich bez słowa.
Christiana znalazła dla nich miejsce na ustawionej pod ścianą ławie. Przysiadły się do nich jeszcze dwie damy i wkrótce cała czwórka była pogrążona w ożywionej rozmowie.
– Czy to ta dziewczyna z Bretanii? Ta dziedziczka, którą tu przywiozłeś? – Ian zwrócił się do Morvana.
Cholerne dworskie plotki!
– Tak. Ma zostać zakonnicą. I musisz wiedzieć, że nadal pozostaje pod moją opieką.
Młodzieniec się uśmiechnął. Morvan domyślał się, że taki uśmiech bywa zabójczy dla kobiet. Do diabła! Jakby widział samego siebie, kiedy miał dwadzieścia lat. Tyle że bardziej drapieżnego. Wychowana w klasztorze Anna była wobec niego bez szans.
– Przeznaczona Bogu? Cóż, nigdy nic nie wiadomo. Ale możesz nie wyjmować miecza z pochwy. Nie mam zamiaru skrzywdzić tej dziewczyny.
Morvan pozwolił, by Elizabeth wciągnęła go do rozmowy, ale nie spuszczał Anny z oczu. Podchodziło do niej mnóstwo młodych mężczyzn, lecz chłodna uprzejmość dziewczyny odbierała im odwagę. Obawiał się tylko Iana. Młody rycerz przedarł się już przez tłum i gawędząc po drodze, krążył wokół ściany, pod którą siedział najświeższy kwiat.
Ostatnie posunięcie młodzieńca było mistrzowskie. Nie odezwał się w ogóle do Anny, nawiązał natomiast rozmowę z Christiana. Morvan obserwował siostrę, która bywała czasami nieznośnie głupia w stosunku do mężczyzn. Zaśmiewała się teraz i przesunęła się na ławie, żeby zrobić mu przy sobie miejsce. A po chwili, niby przypadkowo, rzucił słówko jednej, jakiś komentarz drugiej, wreszcie zwrócił zainteresowanie ku tej, która interesowała go naprawdę, i zaczął ją czarować.
Był w tym dobry. Za dobry.
Tłum gości ruszył w stronę stołów i Morvan wiedział, że skoro przyszedł z Elizabeth, musi też przy niej usiąść, Ian poprowadził Annę i Christianę do oddalonego stołu i usiadł pośrodku, pomiędzy obiema kobietami.
Morvan przyłączył się do rozbawionego grona osób przy stole, ale w głębi duszy płonął z gniewu. Powtarzał w myślach jak refren kilka słów. Jeśli nie ja, to nikt. Choć starał się patrzeć w inną stronę, jego oczy raz po raz wracały do oddalonego stołu, przy którym Ian powoli rozsnuwał swą uwodzicielską sieć.
Czarujący uśmiech pojawiał się coraz częściej, a Anna za każdym razem okrywała się rumieńcem. Przy okazji Ian pochylał się ku dziewczynie i szeptał jej do ucha, jakby panujący w sali gwar wymagał takiego prowadzenia rozmowy. Już wkrótce śmiali się oboje i Anna odrzuciła rezerwę mającą ją chronić przed ludźmi. Wreszcie rycerz podał jej do ust kęs jedzenia. Dziewczyna przyjęła go powściągliwie, ale i tak długie palce mężczyzny zaznały delikatnej pieszczoty jej warg.
Dzika zazdrość zapłonęła w sercu Morvana, ale nie mógł nic uczynić, no może poza wywleczeniem jej z tej sali i zrobieniem tym samym z siebie widowiska. Podawane na przyjęciu wino tylko podsyciło jego milczącą wściekłość.
Pod koniec posiłku podszedł do niego paź i powiadomił, że księżniczka życzy sobie z nim porozmawiać. Morvan podszedł więc do siedzącej przy wysokim stole Isabelli. Wychowywał się na dworze, znał ją więc od dziecka. Zawsze uważał, że jest nieco frywolna i nazbyt skłonna do kokieterii, ale teraz, kiedy poświęcił jej całkowitą uwagę, co z racji wysokiego urodzenia słusznie jej się należało, stwierdził, że przez kilka ostatnich lat bynajmniej nie wyzbyła się swych skłonności. A sposób, w jaki dotykała jego ręki, sugerował, że księżniczka posuwa się nieco dalej poza kokieterię. Zignorował subtelne sygnały. Nigdy nie interesował się tą kobietą w taki sposób.
Pełne szacunku zachowanie Morvana szybko znudziło Isabellę i zwróciła zainteresowanie w inną stronę. Postanowił natychmiast sprawdzić, co się dzieje z Anną.
Jej krzesło i sąsiednie były puste.
Anna była zawsze zbyt mądra, by dawać się zwieść pochlebstwom, teraz jednak czuła się pochlebiona. Znała powód zainteresowania Iana swą osobą. Rozeszły się wieści, że jest dziedziczką znacznych włości. Dziedziczką, która ma iść do klasztoru, ale jednak dziedziczką.
Starała się onieśmielać mężczyzn, którzy do niej podchodzili, ale Ian znał Christianę. Potem, podczas obiadu, Anna rozmawiała już tylko z nim. Kiedy się zaczął zachwycać jej włosami, uświadomiła sobie, że pierwszy raz w życiu ktoś prawi jej komplementy.
Ian był niezwykle przystojny, co pochlebiało jej jeszcze bardziej. Miał czarujący uśmiech. Zdawała sobie sprawę, że młodzieniec doskonale o tym wie i najzupełniej świadomie posługuje się nim jako orężem w tej subtelnej grze, którą z nią toczył. Ale owa gra, co dziewczyna musiała ze zdumieniem przyznać, miała pewien uwodzicielski powab. I choć wiedziała, że to tylko oszustwo i fałsz, i tak miło jej było usłyszeć z ust przystojnego mężczyzny, że jest piękną kobietą.
A Ian naprawdę powiedział jej, że jest piękna. I to aż trzy razy podczas jednego posiłku! Jeszcze przed miesiącem takie oczywiste kłamstwo wzbudziłoby jej niesmak, lecz dziś czuła się tak niezdarna i tak nie na swoim miejscu, że potrzebowała takich słów – nawet jeśli to były kłamstwa – od kogokolwiek.
Ze swego miejsca mogła obserwować Morvana… i siedzącą u jego boku kobietę, Ian zauważył jej nieustanne spojrzenia rzucane w tamtym kierunku.
– Jest piękna, prawda? – zapytał.
– Owszem – przyznała Anna. I elegancka. I mała! Wyglądała dokładnie tak, jak powinna wyglądać dama. I przez cały wieczór była przy boku Morvana, i nie zdejmowała zaborczej ręki z jego ramienia.
– Jest moją daleką krewną. Jej mąż zmarł niedawno, ale Elizabeth nie rozpacza zbytnio po stracie kolejnych mężów. Ich śmierć daje jej wolność i bogactwo. Właśnie pochowała trzeciego, a każdy zapisywał jej w kontrakcie ślubnym ziemię.
Piękna, niska i bogata!
– Sir Morvan robi wrażenie jej oddanego przyjaciela.
– Jest kimś więcej. To żaden sekret i musiałaś już o tym słyszeć, pani, bo tu, na dworze, jego powrót stał się głównym tematem rozmów. Parę lat temu, pomiędzy jej pierwszym a drugim mężem, Morvan i Elizabeth byli kochankami. Mówi się, że łączyła ich wielka namiętność. Podobno nie pobrali się tylko dlatego, że ona jest bezpłodna.
Wielka namiętność. Wielka miłość. A teraz on wrócił, a ona jest wolna i bogata.
Na sercu Anny spoczął ogromny ciężar; poczuła się niemal chora. Ale równocześnie doznała ulgi na myśl o tym, że wówczas w Reading nie straciła cnoty. Gdyby naprawdę mu się oddała i natychmiast po przyjeździe do Windsoru została porzucona dla Elizabeth, upokorzenie byłoby nie do zniesienia. Przecież nawet teraz, choć sprawy pomiędzy nią i Morvanem nie zaszły aż tak daleko, była kompletnie rozbita.
Żeby oderwać myśli od niego i Elizabeth, pozwoliła Ianowi wciągnąć się w tę grę nieco bardziej. W końcu zaproponował, by wyszli na chwilę do pałacowych ogrodów, zaczerpnąć nieco świeżego powietrza.