Выбрать главу

Morvan zignorował sprzeciw dziewczyny, wpił się ustami w jej wargi i nie przerywał pocałunku.

Anna spodziewała się, że – podobnie jak przed chwilą z Ianem – nie poczuje niczego, ale ze zgrozą stwierdziła, że jest inaczej. Walczyła z własną żywiołową reakcją, próbowała się opamiętać, nie przestając odpychać Morvana. On jednak tylko jeszcze mocniej, jeszcze bardziej namiętnie ją całował, a potem przeniósł wargi na szyję dziewczyny. Odsunął rękę, którą się przed nim zasłaniała, i ujął jej pierś.

To była okrutna drwina, na którą nie miała zamiaru mu pozwolić. Szarpnęła go za włosy.

– Nie, nie zrobisz tego. Za dużo tego molestowania przez mężczyzn jak na jeden dzień!

Morvan zamarł. Anna jeszcze nigdy w życiu nie widziała u nikogo takiej wściekłości.

– Pozwoliłaś mu się dotykać!

– Tak, do cholery! A potem walczyłam z nim, tak jak teraz muszę walczyć z tobą.

Uniosła zaciśniętą pięść, lecz Morvan był szybszy. Złapał jej rękę i uderzył nią o ścianę. Wściekła dziewczyna waliła go z całej siły drugą pięścią po ramieniu. Po chwili i tę unieruchomił wysoko ponad jej głową. I znów ją pocałował.

Walczyła. Zacisnęła zęby, żeby nie dopuścić do przypływu namiętności. Wściekła na własną słabość, napinała wszystkie mięśnie, żeby Morvan nie mógł dostrzec najmniejszej reakcji jej ciała. Ale kiedy wsunął kolano między jej uda, wygięła się w łuk.

– Czy teraz jesteś zadowolony? – Spojrzała na niego oczami pełnymi łez wściekłości. – Twoja reputacja najwspanialszego kochanka w Anglii została ocalona. Nawet kobieta tak nietypowa jak ja nie jest w stanie ci się oprzeć. Jesteś usatysfakcjonowany? Czy teraz wyjdziesz?

– Nie. Nie jestem usatysfakcjonowany i nie wyjdę. – Uniósł ją i odsunął od ściany, by móc wziąć ją w objęcia.

To była jej szansa i Anna ją wykorzystała. Kopała i waliła pięściami, aż udało jej się wyrwać.

– Idź do diabła, Morvanie! – Niemal frunęła w stronę schodów, choć ledwo udało jej się umknąć wyciągniętej ręce Morvana, która próbowała ją pochwycić.

Na górnym podeście wpadła wprost na Davida, którzy chciał zejść na dół. Najwyraźniej w pośpiechu narzucił na siebie ubranie, a jego błękitne oczy były jeszcze zamglone od snu.

Spojrzał na Annę, a potem na szwagra, który wbiegał po schodach tuż za nią.

– A niech to! – Ukrył dziewczynę za swoimi plecami i lekko popchnął ku schodom. – Idź do swojej komnaty i zarygluj drzwi.

– Zejdź mi z drogi, Davidzie – wycedził Morvan.

– Nie. Nie zrobisz tego pod moim dachem. Jesteś pijany.

– Nie całkiem, niestety.

– Czy w ten właśnie sposób chronisz kobiety?

– Z mojej strony nie zagraża jej żadne niebezpieczeństwo.

– Jesteś pewien? Bo ja nie. Ona cię nie chce. Wyjdź.

– Mylisz się, panie – wtrąciła się Anna, ale David nie dał jej skończyć.

– Idź do swojej komnaty – rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Zaskoczona jego surowym głosem Anna cofnęła się.

Morvan wybuchnął śmiechem.

– Jestem pod wrażeniem, Davidzie. Od chwili, gdy ją spotkałem, chyba pierwszy raz bez sprzeciwu posłuchała polecenia mężczyzny.

Anna pobiegła do swojej sypialni i już nic więcej nie usłyszała.

Morvan panował nad gniewem, dopóki nie wrócił do sali. Wiedział, że Ian nadal tam jest, ale zmusił się, by się za nim nie rozglądać. Później się z nim rozprawi. A potem będzie się musiał uporać z tym, co sam zrobił Annie dzisiejszego wieczoru.

Muzycy zaczęli grać, więc ujął rękę Elizabeth i powiódł ją na parkiet. Taniec uspokoił go i czuł się już niemal całkiem normalnie, gdy odprowadzał ją do domu. Kiedy weszli do środka, odwróciła się ku niemu, a jej cudowna cera wydawała się w ciepłym blasku świec niemal przezroczysta.

– Zostaniesz? – zapytała.

Morvan przypomniał sobie pierwszą spędzoną u niej noc. Przyszedł wiedziony pragnieniem dokonania szybkiego podboju, ale ona sprawiła, że spędzili wesoły wieczór towarzyski, pełen śmiechu i rozmów. A potem, późno w nocy, wstała nagle, oświadczyła, że idzie do łóżka, i zadała mu dokładnie to samo pytanie co teraz. Bez flirtu, bez słowa ruszył za nią po schodach na górę.

– Szukasz kolejnego interludium, Elizabeth? Przed małżeństwem z kolejnym starcem?

– Sądzę, że mam to już za sobą. Małżeństwo trwa zbyt długo, interludia natomiast zbyt krótko. Uważam, że miałam już aż za wielu starych mężów.

Zbaraniał, kiedy zrozumiał znaczenie jej słów. Była piękna, bogata i miała ziemię. Morvan był przekonany, że wszystko, co starzy mężowie zostawili jej w spadku, zdołała pomnożyć dziesięciokrotnie, trzymając majątek żelazną ręką. To oraz złoty naszyjnik wysadzany szmaragdami powinno wystarczyć, by przystąpić do walki o odzyskanie Harclow. Nie musiał mieć własnego syna, chłopak Christiany będzie znakomitym dziedzicem.

Powinien wykorzystać szansę; tylko głupiec by tego nie zrobił. I gdyby Morvanowi zupełnie nie zależało na Elizabeth, może nawet by się nie zawahał. Ale on znał tajniki serca tej kobiety i zdawał sobie sprawę, że zasługuje ona na więcej, niż mógłby jej zaoferować.

A poza tym to nie ona była kobietą, której pragnął.

– Jeśli masz dość starych mężów, poszukaj sobie młodego. Ale to nie ja nim będę i to nie dlatego, że jesteś bezpłodna. Ktoś inny zawładnął moimi myślami i sercem. Dopóki ona nie odejdzie, to nie byłoby w stosunku do ciebie w porządku.

– Widziałam, w jaki sposób na nią patrzyłeś. Podobno ma iść do klasztoru. Kiedy wyjedzie, zniknie także z twego serca?

To pytanie zabolało Morvana. Elizabeth dawała mu do zrozumienia coś niebywale istotnego. Chciała powiedzieć, że jeśli jego odpowiedź będzie twierdząca, to ona gotowa jest na niego poczekać.

– Nie wiem. Prawdę mówiąc, boję się, że nie.

– W takim razie masz rację. Jeśli znajdę młodego męża, to nie będziesz nim ty.

Pocałował ją i był to bez wątpienia ich ostatni pocałunek. Odwróciła się i odeszła.

Nie wyszedł od razu. Czekał na drugiego lokatora tego domu. Kiedy drzwi się otwarły, złapał młodego człowieka i przyparł go do ściany. Ścisnął go za szyję. Osłupiały Ian szybko się opanował i chłodno spojrzał na napastnika ponad ręką, która groziła mu uduszeniem.

Morvanowi nie zależało już tak bardzo na zabiciu młodego rycerza jak dwie godziny temu. Rozładował w znacznym stopniu furię na niewłaściwej osobie i w niewłaściwy sposób. Mimo to mocniej zacisnął palce na szyi młodzieńca.

– Lady Anna nie jest dla ciebie, chłopcze.

Ian odwzajemnił mu się spokojnym, pewnym spojrzeniem, w którym nie było cienia lęku.

– A lady Elizabeth nie jest dla ciebie.

A więc to dlatego!

– Dobiliśmy targu. – Morvan opuścił rękę. Dobił targu. Przehandlował kobietę, którą odrzucił, za tę, która nigdy nie będzie należeć do niego.

– Panie! – zawołał Ian, gdy Morvan opuścił już dom. – Powinieneś wiedzieć, że ona od początku ze mną walczyła. Na dowód mogę ci pokazać siniaki. Ta dziewczyna posługuje się pięściami jak mężczyzna.

Morvan podejrzewał, że Ian kłamie, by chronić Annę. A to świadczyło, że choć posłużył się nią w ryzykownej grze, koniec końców okazał się jednak człowiekiem honoru.

Cóż, za dobro trzeba się zrewanżować dobrem. Spojrzał w górę, na piętro domu.

– A ty powinieneś wiedzieć, że lady Elizabeth doskonale sobie zdaje sprawę, że jej pragniesz. Gdybym był na twoim miejscu, poszedłbym teraz do niej. Jeśli ci otworzy drzwi, wygrałeś.