Nagle u jej stóp upadła strzała z pergaminu. Anna pochyliła się i podniosła ją, a młody książę podszedł do niej.
– To sokół – wyjaśnił i wyciągnął rękę.
– Bardzo ładny – stwierdziła i podała chłopcu złożony pergamin. Był przystojny. Miał w sobie niezmordowaną energię, która dobrze rokowała na przyszłość. Ale czy stanie się takim mężczyzną, jakim mógłby być, jeśli będzie dorastał pod wpływem króla Edwarda? Czy Bretania jeszcze kiedykolwiek będzie niepodległa?
Chłopiec pokazał jej, jak trzeba składać pergamin. Nadal jeszcze stał przy Annie, kiedy wrócił Harve i zajął miejsce u boku kuzynki. Książę pochylił się do ucha Anny.
– Królewski kapitan z Bretanii napisał o tobie. Napisał, że bierzesz udział w bitwach, chodzisz w zbroi i masz serce mężczyzny.
Annie zrobiło się słabo. I już po wizerunku skromnej mniszki! Król pozwolił jej odgrywać tę rolę, ale znał prawdę.
– Moja mama też nosi zbroję – szeptał dalej książę. – Mówią, że jest szalona, ale wcale się tak nie zachowuje, kiedy czasem udaje się nam spotkać. Ty także nie wyglądasz na szaloną. – Chłopiec wrócił na swoje miejsce, znów całkowicie zaabsorbowany zabawą.
T a k ż e. Annie wydało się nagle, że klif stał się jeszcze wyższy.
– Lady Anno – zwrócił się do niej król. – Gdyby nie roszczenia Penthievre’ów do książęcej korony i ich sojusz z Francja, spełnienie twojej prośby nie stanowiłoby problemu. Jednak w obecnej sytuacji jestem zmuszony ją odrzucić. La Roche de Roald jest położone zbyt blisko Brestu i w jego zatoce mogłyby się ukrywać okręty, które zagrażałyby naszym trasom żeglugowym.
Brzeg klifu zaczął się kruszyć pod stopami Anny.
– Nie możemy uznać, że definitywnie udało ci się, pani, obronić przed zakusami Gurwanta de Beaumanoira. Nie możemy uznać sprawy za załatwioną. Mogą nastąpić następne ataki. Nawet w klasztorze nie będziesz całkowicie bezpieczna, bo w ostatnich latach w Bretanii świętość przybytków wielokrotnie nie powstrzymała lubieżnych rycerzy, z których część, co muszę ze wstydem przyznać, była Anglikami.
Brzeg klifu zarwał się pod jej stopami i runął w przepaść. Anna obawiała się, że za chwilę zemdleje.
– Jeśli mamy ocalić twoje ziemie rodowe dla księcia, musimy mieć pewność, że nic ci nie grozi. A to oznacza, że musisz, pani, wyjść za mąż.
Anna spadała, spadała, spadała w przepaść. Zniknęła gdzieś królewska komnata, krzesło, nawet ona sama. Głos króla dobiegał do niej jak z bardzo dużej odległości.
– Bezzwłocznie znajdziemy ci odpowiedniego męża.
Przestrzeń znieruchomiała wreszcie i Anna odzyskała jasność widzenia i myślenia. Podniosła oczy na Edwarda. Nie lubi mądrych kobiet? Teraz nie miała już nic do stracenia.
– Panie, domagam się poszanowania rozstrzygnięć zawartych w ostatniej woli mojego ojca zgodnie z umową podpisaną w Rachat.
Osłupiały król spojrzał na Annę.
– Zgodnie z testamentem, majątek lenny ma wpłacić księciu kwotę równą jego rocznym przychodom – kontynuowała Anna. – Porozumienie w tej sprawie zostało podpisane w 1276 r. Przez księcia Jeana II i bretońskich lordów. Testament mojego ojca jasno stanowi, że jeśli taka będzie moja wola, mam iść do klasztoru, i ustanawia nawet wiano, jakie w takim przypadku mam otrzymać.
– Ona ma rację, kuzynie – zabrzmiał dziecięcy głos. – Słyszałem o ugodzie z Rachat. Takie właśnie są jej postanowienia.
– Podaj mi ten testament – rozkazał sekretarzowi król lodowatym głosem.
Anna spokojnie podała mu dokument. Edward przeczytał go od deski do deski.
– Pani, niewłaściwie zinterpretowałaś ostatnią wolę ojca – oświadczył wreszcie. – Pozwól, że odczytam ci tę klauzulę. „Mojej córce Annie zapisuję posiadłości w Rennes, które odda jako wiano klasztorowi Saint Meen lub mężowi, w zależności od tego, jaka będzie jej wola”. To nie jest postanowienie, że masz, pani, wstąpić do klasztoru, jest tam nawet wzmianka o mężu. – Opuścił pergamin. – Znajdę ci odpowiedniego męża, który zdoła obronić ten majątek dla księcia. Zrękowiny odbędą się jeszcze w czasie twego pobytu w Anglii. – Ton królewskiego głosu świadczył, że audiencja dobiegła końca.
Harve zaczął podnosić się z krzesła.
Anna postanowiła nie dopuścić, by wykorzystano ją w taki sposób. Chciała ocalić przynajmniej cokolwiek i pokazać angielskiemu królowi, z jakiego kruszcu wykute są bretońskie kobiety.
– Wybacz, panie, ale te ostatnie słowa testamentu mają pewne znaczenie. Nawet jeśli uznać, że klauzula nie daje mi wyboru między małżeństwem i klasztorem, rezerwuje mi przynajmniej prawo wyboru małżonka.
Oczy Edwarda pobiegły raz jeszcze ku zwojowi pergaminu, który nadal spoczywał przed nim na stole.
– Wydaje mi się, że ona ma rację. – Książę podniósł oczy znad pergaminowego sokoła.
Król spojrzał na dziecko karcąco, ale Anna miała ochotę je ucałować.
– Kogo wybierasz? – zapytał Edward, świdrując ją wzrokiem.
– Muszę się zastanowić kilka dni. Nie spodziewałam się tego.
– Posłuchaj, pani. Musisz wybrać człowieka, który jest mi znany jako wierny stronnik sprawy księcia, i ja muszę go zatwierdzić. Sporządzę i prześlę ci listę odpowiednich szlachetnie urodzonych mężczyzn, którzy udowodnili, że są warci objęcia takiego majątku jak twój. Będziesz miała jeden dzień na dokonanie wyboru, a zrękowiny odbędą się w kaplicy zamku po niedzielnej mszy. Twój kuzyn zajmie się wynegocjowaniem kontraktu małżeńskiego w twoim imieniu i udzieli ci rad w kwestii twoich obowiązków wynikających z tego kontraktu.
Król odwrócił wzrok od dziewczyny, a Harve ujął ją za rękę. Kiedy odwracała się do wyjścia, mały książę mrugnął do niej porozumiewawczo.
Może, mimo wszystko, Bretania ma przed sobą jakąś przyszłość. Ale przyszłość Anny przedstawiała się katastrofalnie.
Morvan spał bardzo długo, bo wino i wczorajszy gniew pozbawiły go sił w większym stopniu niż bitwa. Wczesnym popołudniem wydobył się jednak ze stanu błogosławionej nieświadomości, która zacierała wspomnienia tego, co się stało z Anną.
Był zdegustowany własnym zachowaniem. Jeszcze nigdy dotychczas nie próbował narzucać się kobiecie siłą i żałował, że zrobił to właśnie w stosunku do Anny. Doprowadzała go do szału, w tym rzecz. Nie mógł zrzucić odpowiedzialności za złe postępowanie na wino, choć bardzo tego pragnął. Dzika zazdrość wyzwoliła tkwiące w nim ciemne instynkty i dał się ponieść żądzy podboju. I musiał z przykrością przyznać, że ich mała potyczka aż za bardzo mu się podobała.
Bez wątpienia obraził Annę w sposób niewybaczalny. I dlatego, kiedy książę Salisbury wspomniał, że Anna przysłała posłańca z prośbą, by Morvan przybył jak najprędzej, był co prawda zaskoczony, ale nie żywił najmniejszych nadziei.
Kiedy przybył do domu szwagra, zastał tam już kilku znanych sobie mężczyzn, stojących w kolejce. Wszyscy byli kawalerami i wystroili się jak papugi. Uznał, że Anna zrobiła podczas wczorajszego przyjęcia o wiele większe wrażenie, niż mu się wydawało. Konkurenci, niezniechęceni pogłoskami o klasztorze, dosłownie ustawili się w kolejce do ubiegania się o względy dziewczyny.
Christiana siedziała w komnacie z dwoma innymi mężczyznami. Zerwała się na widok brata i odciągnęła go na bok.
– Gdzie byłeś?! – zawołała, z irytacją szarpiąc go za ubranie na piersi.
– Spałem.
Przyjrzała się jego twarzy. On przypatrywał się jej. Nie, siostra nic nie wiedziała o jego zachowaniu ubiegłej nocy. Morvan doszedł do wniosku, że ma u Davida dług wdzięczności za milczenie w tej sprawie.