Выбрать главу

– A więc nic nie wiesz. Pewnie jesteś jedyny, który nie ma o tym zielonego pojęcia. – Wskazała oczami kłębiących się w sieni mężczyzn.

– Co się stało?

– Niech Anna sama ci powie. Schowała się w gabinecie.

Zmieszany i zaciekawiony, wszedł po schodach na piętro.

Anna siedziała na stołku z rękami złożonymi na kolanach i wpatrywała się w ogień. Plecy dziewczyny były jak zwykle sztywno wyprostowane. Ubrała się w brązową szatę z koronką przy szyi. Prawą dłoń złożyła na lewej.

Morvan ukląkł na jedno kolano i odsłonił zakrytą dłoń. W miejscu, które wczoraj mocno ścisnął, pojawił się paskudny siniak. To była pewnie najmniejsza z krzywd, jakie jej wyrządził. Pochylił głowę i ucałował rękę Anny.

– Czy zdołasz mi to wybaczyć?

Wyrwana nagle z zamyślenia dziewczyna spojrzała obojętnie na swą rękę.

– A, to – rzuciła z roztargnieniem. – To nieważne.

Dostrzegł zatroskanie na jej twarzy. Działo się coś bardzo złego. Przypomniały mu się dni po nadejściu wieści, że do jej zamku zbliża się Gurwant.

– Widziałam się z królem Edwardem – powiedziała. – Dziś rano. Był tam też mój kuzyn, Harve. Król postanowił, że mam wyjść za mąż. Przysłał mi listę ludzi, spośród których mam sobie wybrać małżonka.

Morvan wstał, więc dziewczyna nie mogła dostrzec jego reakcji. Czym innym było odwiezienie jej do Saint Meen, a czym innym przyglądanie się, jak wychodzi za mąż za innego. Zrozumiał to wczoraj, kiedy widział ją z Ianem.

– Chcesz mojej rady w sprawie tych mężczyzn? – zapytał, choć ta perspektywa była dla niego piekielną udręką. – Pokaż mi tę listę. Pewnie znam większość z tych ludzi.

Anna podniosła głowę i spojrzała na niego z wyrazem takiej determinacji na twarzy, jakiej jeszcze nigdy u niej nie widział. Wstała i podeszła do sekretarzyka. Wróciła z kartką papieru. Podała mu ją i usiadła.

Na kartce nie było żadnych nazwisk, tylko trzy liczby. Spojrzał na dziewczynę pytająco.

– To dochody z naszych dóbr. Pierwsza kwota to dochód, jaki podałam księciu i królowi. Druga, wyższa, to prawdziwe dochody. Oni nie mają pojęcia, jak wielka jest w rzeczywistości stadnina. Trzecia suma to pieniądze przechowywane w zamku. Mój ojciec twierdził zawsze, że nigdy dość gotówki. Ale zaraza sporo nas kosztowała. Mimo wszystko to więcej, niż przynosi większość posiadłości ziemskich.

Morvan ponownie spojrzał na liczby. Dochody były pokaźne, nawet te zaniżone. Majątek musi być większy, niż sądził. Nigdy nie przejechał go od krańca do krańca. Anna była bardzo bogatą dziedziczką. Nic dziwnego, że mężczyźni ustawili się do niej w kolejce.

– Dlaczego mi to pokazałaś?

– Choć muszę przekazać księciu roczny dochód, zostanie wystarczająco dużo, żeby w krótkim czasie zebrać niewielką armię. Armię, która przepłynęłaby morze i odzyskała z bronią w ręku twój utracony honor rodzinny. Okazuje się, że muszę mieć męża. Mógłbyś to rozważyć?

– Chcesz mi powiedzieć, że znalazłem się na królewskiej liście?

– Nie, ale nie muszę ściśle trzymać się tej listy. Choć taka była intencja króla, mam świadków, którzy słyszeli jego słowa. Postawił warunki, które ty spełniasz. – Streściła rozmowę z Edwardem. – Rozważysz to? Jeśli nie, to Christiana mówi, że jacyś mężczyźni przyszli, żeby się ze mną zapoznać.

Coś w duszy Morvana chciało się wyrwać na wolność i wzbić pod niebo, ale instynktowna ostrożność kazała mu trzymać to coś na uwięzi i nie pozwolić mu wzlecieć. Przysunął sobie krzesło do ognia i usiadł twarzą do dziewczyny.

– Tak, pani. Rozważę to. Kto będzie reprezentował cię w rozmowach?

– Sama będę się reprezentować i chcę porozmawiać o tym teraz. Mam na podjęcie decyzji tylko jeden dzień, bo król naciska na rychłe zrękowiny. Mój kuzyn Harve został wyznaczony do wynegocjowania kontraktu ślubnego, ale ja darń mu już gotowy dokument.

Była zraniona i zagniewana, nie mógł jej za to winić. Po tym, co zrobił wczoraj, nie miał przecież prawa oczekiwać, że dziewczyna rzuci mu się w ramiona. Jej wyniosłe zachowanie sprawiło jednak, że Morvan wzmógł czujność.

– W takim razie podaj mi swoje warunki, Anno.

Anna spuściła wzrok na swą posiniaczoną rękę. Wpatrywała się w nią i zaczęła wyliczać całą litanię warunków.

– Spisany kontrakt będzie prosty. Wszelkie ziemie przejdą na twoją własność z wyjątkiem majątku koło Rennes, który miał stanowić moje klasztorne wiano. Chciałabym, by został zapisany na mnie.

– Jako twój majątek posagowy? Na wypadek, gdybyś została wdową?

– Ma być zapisany na mnie i dochody z niego od początku będą stanowiły moją odrębną własność. – Spojrzała mu w oczy. – Jak u lady Elizabeth.

Dostrzegła dziwny błysk w oczach Morvana, ale kontynuowała wyliczanie żądań:

– Jeśli nie będziemy mieli potomstwa, prawo do dziedziczenia majątku pozostanie przy mojej rodzinie. Przejdzie na Catherine i Josce’a lub ich dzieci. Na Bretończyków. Oczywiście ty w odrębnym testamencie możesz dowolnie zadysponować innymi ziemiami, które dołączysz do majątku lub odzyskasz, ale La Roche de Roald będzie twoją własnością jedynie dożywotnio.

– To niezwykła klauzula, ale zdarzały się już takie przypadki – stwierdził Morvan. – Coś jeszcze? Jak dotąd nie mam obiekcji.

Anna wygładziła spódnicę. Była nieco zaskoczona, że może bez przeszkód wykładać swoje racje. Właściwie spodziewała się, że Morvan odmówi od razu. Ale małżeństwa zawierane bywają ze względów praktycznych. I liczyła właśnie na to, że on okaże się bardzo praktyczny.

– Te warunki zostaną zapisane w kontrakcie, który podyktuję Harve’owi. Ale zależy mi także na niepisanym porozumieniu pomiędzy nami, które zagwarantowałbyś swoim honorem. Tutaj mam więcej żądań.

Morvan w milczeniu wpatrywał się w Annę. Poczuła się nieswojo pod jego badawczym wzrokiem, więc wstała i zaczęła krążyć po komnacie.

– Chciałabym, żebyś przyznał Catherine i Josce’owi jakieś lenno. Teraz mają bardzo niewiele. Ziemie stanowiące wiano mojej siostry, o czym się przekonasz po przeczytaniu testamentu mojego ojca, są bardzo skromne.

– Zrobiłbym to i bez twojej prośby. Wiem, że będą rozczarowani na wieść o twoim małżeństwie.

– Carlos i Ascanio będą mogli pozostać. Jak długo zechcą.

– Jeśli będą w stosunku do mnie lojalni, dlaczego miałbym ich oddalać?

Bo oni są moi, pomyślała Anna. Byli i nadal będą lojalni w stosunku do mnie.

– Córka Marguerite nie zostanie wydana za mąż wbrew jej woli.

– Nie wierzysz, że znajdę dla niej dobrego męża? Wiem przecież, że została skrzywdzona.

– Ona może w ogóle nie mieć ochoty na małżeństwo.

– Tak jak ty?

– Ucierpiała o wiele bardziej niż ja, Morvanie. Ja to wiem.

– A jeśli chodzi o ciebie, pani? Czy dla siebie nie chcesz wynegocjować żadnych warunków?

– Jest mnóstwo rzeczy, których pragnę dla siebie.

– Tak też myślałem. Ode mnie, w przeciwieństwie do Gurwanta, możesz wymagać dotrzymania słowa.

– Wiem, że w odróżnieniu od Gurwanta jesteś człowiekiem honoru i dotrzymujesz słowa. Jest to jeden z powodów, dla których w ogóle prowadzimy tę rozmowę.

– A jakie są inne powody, Anno?

Myślała, że wyłoży swoje warunki i na tym rozmowa się skończy. Nie spodziewała się, że może paść takie pytanie.

– Łączy nas przyjaźń. Nie jesteś kimś całkiem obcym. I moje dobra będą miały dla ciebie większą wartość, bo nie masz własnej ziemi.

– Więc masz nade mną przewagę – podsumował chłodno. – W takim razie kontynuuj. Usłyszmy i resztę.