– Idą – mruknął David. – Do diabła, Morvanie, jesteś tak pijany, że masz kłopoty z liczeniem. Jest ich sześciu. Cholera!
Pół godziny później znaleźli się znów w tawernie, siedzieli na ławie pod ścianą i moczyli pięści w dzbanach z ciepłą woda, które przyniosła im oczarowana przez Davida posługaczka.
Morvan przyjrzał się posiniaczonemu policzkowi i rozciętej brodzie szwagra. To była radosna i bezkrwawa bijatyka, a napastnicy uciekli w końcu, mimo że obyło się bez sięgania po miecz. Uznał, że David okazał się jednak nie najgorszym towarzyszem walki.
Wyjął z pochwy miecz szwagra i zaczął go podziwiać.
– Jak na kogoś, kto prawie nie wie, do czego to służy, wydałeś mnóstwo pieniędzy na tę zabawkę.
– Został zrobiony w Damaszku. Tam inaczej wykuwają stal. Jest lżejsza, co uważam za zaletę, a bardzo mocna.
Morvan sprawdził wyważenie i ciężar broni. Uznał, że mniejsza waga nie stanowi wady.
David wyjął pięść z dzbana i uważnie się jej przyjrzał.
– Czy istnieje jakiś konkretny powód, dla którego chciałeś dzisiaj dać się zabić? – zapytał jakby mimochodem.
Morvan odłożył miecz, oparł się o ścianę i przymknął oczy. Nadal czuł się zbyt przepełniony poczuciem koleżeństwa z pola walki, by odmówić odpowiedzi.
– Anna de Leon, córka Roalda, dziedziczka La Roche de Roald, bretońska amazonka i święta… O tej świętości jeszcze nie słyszałeś, prawda? Więc Anna de Leon dziś po południu zaproponowała mi małżeństwo.
– Cóż, to rzeczywiście powód, by szukać śmierci. Christiana miała nadzieję, że to właśnie z tego powodu Anna chciała cię widzieć, ale kiedy wypadłeś potem z domu… zgadywałem, że zgodziłeś się i poszedłeś opłakiwać kres beztroskiego żywota.
– Nie.
– Tylko mi nie mów, że odmówiłeś!
– Jeszcze nie.
– Pod względem materialnym nigdy w życiu nie dostaniesz lepszej propozycji.
Morvan wiedział o tym. I ona o tym wiedziała.
– Wybacz, że się wtrącam, ale zachowujesz się bez sensu – rzekł David. – Anna jest piękna i bogata, a twoje uczucia do niej malują się wyraźnie na twej twarzy, ilekroć na nią spojrzysz. Ani śladu typowego dla ciebie cynizmu.
– Postawiła warunki nie do przyjęcia.
– Więc je zmień. – David wzruszył ramionami.
– Powiedziała: wszystko albo nic.
– A, do licha z tym. Ludzie zawsze tak mówią, ale nigdy tak nie myślą. To nie jest jedna z twoich wojen, gdzie masz do wyboru: wygrać albo zginąć. To handel. Wszystko podlega negocjacjom. Porozmawiaj z nią. Wykorzystaj swoje mocne strony, poddaj się tam, gdzie możesz, i przyjmij to, co musisz. To bardzo proste, jeśli tylko nie pozwolisz, by rządziła tobą duma. Jeśli chcesz, poprowadzę negocjacje w twoim imieniu.
Nie pozwól, by rządziła tobą duma! Łatwiej powiedzieć, niż zrobić!
– Małżeństwo z tobą leży także w jej interesie – ciągnął David. – Król chciałby ją oddać sir Gilesowi, żeby spłacić dług. Nie będzie miała do wyboru takiego mężczyzny, jakiego sobie wymyśliła, chyba że wybierze innego, wobec którego Edward także ma dług. Ciebie.
– Mnóstwo o tym wiesz.
– Słyszało się to i owo.
Morvan uświadomił sobie, że David de Abyndon zawsze słyszał więcej niż inni.
– Czyżbyś to ty podsuwał królowi pomysły, Davidzie? Przyłożyłeś do tego ręki?
– Pochlebiasz mi. Jestem tylko kupcem, który sprzedaje królowi jedwabie.
– Jasne! Jeśli się w to wmieszałeś, to grasz w niebezpieczną grę.
– Tylko jeżeli hetmanowi nie uda się zaszachować króla i pozwoli, by zbił go byle pionek.
– Niebezpieczeństwo, które miałem na myśli, polega na bawieniu się hetmanem jak pionkiem.
– Czy to zabawa, Morvanie? Nikt tobą nie manipuluje. Ruch należy do ciebie, zrobisz go albo nie. Możesz zostać na swoim miejscu, jeśli wolisz.
– I nieważne, co woli kobieta?
– Masz na myśli klasztor? Tego nie będzie miała. Taką decyzję podjął Edward. Małżeństwo jest najkorzystniejszą z opcji, które rozważał, zapewniam cię. Zresztą on nadal rozważa różne możliwości. A poza tym Anna wcale nie byłaby zadowolona z życia za kratą. Nie jest ani pobożna, ani posłuszna. Jeśli jakąkolwiek kobietę takie życie mogłoby zmarnować, to właśnie twoją damę. – David odstawił dzban. – Wracajmy do domu i pozwólmy, by Christiana i Anna zajęły się naszymi ranami i zbeształy nas za niewłaściwe zachowanie.
– Ja wracam do Salisbury’ego.
– A dlaczego nie pójdziesz do niej teraz i nie doprowadzisz sprawy do końca?
– Muszę wyrównać nasze siły, zanim ponownie siądę do negocjacji. Widziałem, jak ta kobieta przygotowała strategię bitwy lepiej niż większość baronów i wytargowała o połowę wyższą cenę za swe wierzchowce, niż były warte. Nie, Davidzie, tylko głupiec poszedłby bez przygotowania targować się z Anną de Leon.
Morvan został wprowadzony do królewskich apartamentów zaraz po świtaniu. Nie musiał czekać w przedsionku z innymi petentami. Wiadomość, którą posłał do zamku, natychmiast wzbudziła zainteresowanie Edwarda.
Przy królu nie było żadnych sekretarzy ani urzędników. Morvan dostąpił zaszczytu prywatnej audiencji. Uznał to za dobry znak. Rycerz z całym ceremoniałem powitał króla, po czym Edward wskazał mu gestem, by usiadł.
– Przepraszam, że nie spotkałem się z tobą wcześniej, ale sprawy wagi państwowej odwróciły moją uwagę – tłumaczył się król. – Dostałem twój poprzedni list i znalazłem czas dla lady Anny de Leon, jak prosiłeś.
– To bardzo wspaniałomyślnie z twojej strony, panie, ale dzisiaj nie przyszedłem w jej imieniu.
– Nie, przyszedłeś, by porozmawiać o sobie. To jasno wynika z twego listu, podpisanego: Morvan Fitzwaryn, lord Harclow. – W głosie króla nie było pretensji, wyczuwało się jednak pewien niepokój.
Morvan ucieszył się, że Edward czuje się nieswojo. To oznaczało, że mimo upływu lat nie zapomniał;
– Uznałem, że nadszedł już czas wyruszyć na północ i odzyskać rodzinny honor. Przybyłem prosić cię o pozwolenie i o pomoc.
Mgła przysłoniła oczy Edwarda. Morvan podejrzewał, że król widzi teraz oczami duszy samego siebie sprzed czternastu lat, jak w namiocie nad szkocką granicą ślubuje uroczyście pomścić śmierć Hugh Fitzwaryna. Tylko czy jego pamięć była równie dobra, jak pamięć Morvana? Czy miał także przed oczami pełną ufności twarz chorej, złamanej kobiety i przepełnionego grozą chłopca, który przycupnął u jej boku?
– Twój ojciec był dobrym przyjacielem – powiedział Edward. – Był jednym z pierwszych, którzy stanęli u mego boku do walki z tym uzurpatorem Mortimerem. Jego głos przeważył na moją rzecz wahania lordów z pogranicza. Nigdy sobie nie wybaczę, że nie mogłem przyjść mu z pomocą w Harclow.
Morvan czekał.
– Rozumiem twoją determinację, by odzyskać honor rodziny, ale to nie jest odpowiedni moment. Najpierw trzeba rozwiązać kwestię francuską, a nasze kontakty ze Szkocją nie są stabilne. Nie mogę oddać ci swojej armii dla twojej prywatnej rozgrywki, która może zerwać kruchy pokój, jaki tam teraz zapanował. Za kilka lat… może…
Morvan już parę lat temu zdał sobie sprawę, że Edward nigdy nie da mu armii na tego typu ekspedycję, a to oznaczało również, że król wypiera się własnych słów.
– Oczywiście nie podejmę żadnej akcji bez twojej aprobaty, panie, i jestem gotów poczekać jeszcze kilka lat, jeśli to konieczne. Mam jednak nadzieję, że nie dłużej. Chciałbym, aby ojciec mógł wreszcie spoczywać w spokoju w swym grobie.
Edward kiwnął głową w sposób, jak na króla niezwykle pokorny.
– A co do armii – ciągnął Morvan – wymyśliłem sposób na rozwiązanie tej kwestii. Jeśli wyrazisz zgodę, będę potrzebował znacznie skromniejszej pomocy od ciebie.