Выбрать главу

– Doprawdy? Cóż to za sposób.

– Dowiedziałem się, że rozkazałeś lady Annie de Leon wyjść za mąż. Oddaj ją mnie.

Edward skrzywił się.

– Miałem zamiar oddać te dobra sir Gilesowi…

– Ona go nigdy nie przyjmie i jest święcie przekonana, że wybór należy do niej. Znajdźcie, panie, inny majątek dla sir Gilesa.

– Jeśli ta dziewczyna nie ulegnie mojej woli, mogę rozprawić się z nią w inny sposób. – W oczach króla pojawiły się stalowe błyski.

– Pozwól mnie się z nią rozprawić.

Edward rozważał jego prośbę.

– Cholerni Bretończycy! – wybuchnął. – Cóż to za skory do gniewu lud. Pozjadaliby się nawzajem w tej wojnie domowej. Już mężczyźni są wystarczająco źli, ale te kobiety. Czy zdajesz sobie sprawę, co byś wziął sobie na głowę w jej osobie? Ziemie, owszem, są bogate, ale nieodłącznie związane z tą babą. Wszystko o niej wiem i zastanawiam się, czy nie jest przypadkiem na wpół szalona. Albo czy nie jest wiedźmą.

To była istota sprawy, wyłożona kawę na ławę. Cieniutka linka, po której kroczyła Anna. Mogła ona mieć po swojej stronie bretońskie prawo, ale angielski król dopatrzy się w niej wszystkiego co najgorsze, jeśli będzie to odpowiadało jego celom.

– Jej ludzie uważają ją za świętą – rzekł Morvan.

– Owszem, i to właśnie jest najgorsze. Nie potrzebuję świętej z Bretanii. Jeśli tamtejsze rozbite koterie skupią się wokół niej, kto wie, co z tego wyniknie. Nie mogę sobie pozwolić na takie problemy. Tamtejsze porty są zbyt ważne dla naszego handlu i planów wojennych. Najlepiej byłoby zatrzymać ją tutaj. Rozważam to od chwili, gdy się z nią spotkałem i naocznie przekonałem się, że ta kobieta zupełnie nie wie, gdzie jej miejsce. Jeśli więc nie zaakceptuje wybranego jej przeze mnie męża, zamknę ją razem z innymi bretońskimi wariatkami.

– Oddaj ją mnie, panie. Nie jestem całkiem obcy dla niej i jej ludzi. Dziewica wojowniczka jest znakomitą pożywką dla legend o świętości, ale nie stateczna mężatka. Jeśli nakażesz jej mnie poślubić, uwolnisz się od kłopotów z tą kobietą i nie będziesz miał wątpliwości co do lojalności człowieka, który włada fortecą na wybrzeżu. – Morvan zamilkł na chwilę, po czym dodał: – I w moim przekonaniu spełnisz swą przysięga sprzed lat.

Spojrzenie Edwarda stwardniało.

– Przehandlowałbyś Harclow za La Roche de Roald? Zamieniłbyś armię na kobietę?

– Tak. – Choć w rzeczywistości nie musiałby niczego zamieniać. Jeśli Edward wyrazi zgodę, wszystko to w ciągu jednego dnia stanie się jego własnością. Morvan próbował wytargować dla siebie szansę spełnienia życiowego posłannictwa, a Anna nie była tylko wiodącą do celu drogą, była integralną częścią jego posłannictwa. W głębi duszy nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.

– Czy jesteś całkiem pewien, że zdołasz ją skłonić, by cię przyjęła?

– Jestem pewien.

– Ktoś musi nad nią zapanować. Nie, im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonany, że lepiej zamknąć ją tutaj…

– Zapanuję nad nią.

Król przyjrzał mu się uważnie, po czym wstał i podszedł do stołu. Zanurzył pióro w kałamarzu i skreślił kilka słów na pergaminie.

– Może przyjść taki dzień, kiedy nie będziesz wdzięczny swemu monarsze, że wyraził zgodę. Aprobuję to pod warunkiem, że zaczekasz z wyprawą na Harclow. Oddaj tej Bretonce to pismo i wyraź jej moją dezaprobatę. Jeśli nadal będzie się upierać, że ma prawo do innego wyboru, uznam to za dowód, iż jest szalona.

– Doręczę jej to. Nie sprzeciwi się twojej woli, panie.

Król podał mu pergamin.

Morvan wziął go i opuścił komnatę. Zatrzymał się w sieni i oparł się o chłodną kamienną ścianę.

To coś w głębi jego duszy, co chciało wczoraj krzyczeć z radości, wreszcie wyrwało się na wolność z pęt zakazów.

Christiana i David siedzieli przy posiłku, kiedy Morvan wpadł do ich domu. Usiadł przy stole i przyłączył się do nich.

– Jeszcze nie ma żadnych wystrojonych absztyfikantów? – zapytał.

– Wczoraj przyszło wszystkiego siedmiu. Spadli jak szarańcza. Spodziewam się, że dzisiaj będzie gorzej – odparła Christiana.

Morvan zjadł trochę chleba i popił piwem.

– Gdzie ona jest?

– Jeszcze śpi. Czekała wczoraj razem ze mną, aż David wróci do domu, i pewnie czuje się wyczerpana.

– Jasne. Tylu konkurentów. To musi być męczące.

– Morvanie…

– Wszystko w porządku, siostrzyczko. – Wstał od stołu. – No, do boju.

– Tak, jak widzę nie zamierzasz okazać łaski. Dobrze, że ubrałeś się na czerwono. To podkreśla twoje niesamowite oczy – stwierdził David.

– Tak właśnie sobie pomyślałem.

– Czy chciałbyś, żebyśmy wyszli i zabrali z domu służbę, byś mógł ją uwieść w spokoju?

– Davidzie! – jęknęła Christiana.

– Ufam, że nie dojdzie do tego, a nawet gdyby, postaram się być dyskretny. Wystarczy, że będziecie trzymać się z dala od piętra.

– Morvanie!

Spojrzał na szeroko otwarte oczy siostry i lekko pogładził ją po twarzy, zanim wyszedł z komnaty.

Wszedł do schodach i otworzył drzwi sypialni Anny. W słabym świetle, przenikającym przez zaciągnięte zasłony, dostrzegł śpiącą dziewczynę, okrytą po samą szyję. Pochylił się i delikatnie odsunął pukiel włosów, który opadł jej na nos.

Wkrótce będzie należała do niego. Nie miał najmniejszych wątpliwości, w jaki sposób zakończy się ten poranek. To zostało przesądzone już owego pierwszego dnia, kiedy otworzyła drzwi chaty i Morvan ujrzał ją opromienioną blaskiem słonecznego popołudnia. Los przywiódł go do niej, a ona na niego czekała. Oboje zostali oszczędzeni przez zarazę, by mogli być razem. Może jednak i aniołowie przyłożyli do tego rękę.

Była niezwykłą kobietę, podziwiał ją. Żyła, jak chciała, a to udawało się nawet niewielu mężczyznom. Wczoraj toczyła walkę, by ten sposób życia ocalić. Ale to nie mogło trwać. Król dziś rano jasno postawił sprawę.

W głębi duszy Morvanowi było nieco żal, że to on położy kres jej poczuciu wolności, ale Annie będzie z nim lepiej niż z jakimkolwiek innym mężczyzną. Inny albo by ją złamał, albo dałby jej się wodzić za nos. W obu wypadkach dziewczyna znalazłaby się w niebezpieczeństwie.

Dziś rano Anna nie będzie miała dość siły, by być tak chłodną jak wczoraj; nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. To było wbrew jej naturze i wbrew ich uczuciom, a poza tym człowiek nie jest w stanie zbyt długo dźwigać tak ciężkiej zbroi. W końcu ustąpi wobec jego argumentacji, zaakceptuje warunki Morvana i nigdy się nie dowie, że gdyby twardo obstawała przy swoim, dałby jej wszystko, czego by zażądała. Poza Saint Meen. Kiedy już raz ją dostanie, nie pozwoli jej odejść.

Potrząsnął jej ramieniem.

– Obudź się, Anno. Przyjdź do gabinetu. Musimy porozmawiać.

Poczekała, aż Morvan wyjdzie z komnaty, i dopiero wtedy wstała z łoża i ubrała się w suknię. Wsunęła palce w splątane włosy i spojrzała w dół, na swą wysoką sylwetkę odzianą w przydużą zieloną szatę.

Nie spodziewała się bezwarunkowej odmowy Morvana. Prawdopodobnie nie przyszedłby osobiście, by to zrobić. Miał zamiar się targować. Kiedy wczoraj wyszedł, uświadomiła sobie, że wraz z nim opuściła ją wszelka szansa, by wytargować wszystko, na czym jej zależało. Gdyby miała zwyciężyć, musiałoby się to stać natychmiast. Z upływem godzin jej szanse malały.

Morvan stał przy oknie, za sekretarzykiem. Miał na sobie czerwony strój i długie buty. Opromieniony porannym słońcem wyglądał po prostu pięknie. Serce Anny zaczęło szybciej bić na jego widok.