Выбрать главу

Usiadła na krześle przy ogniu, podwinęła pod siebie bose stopy i czekała. Morvan wziął ze stołu sporządzoną przez króla listę i podszedł do dziewczyny.

– Znajduje się tutaj pięć nazwisk. Czy poznałaś już któregoś z tych ludzi?

– Kilku. Jeden wydaje się całkiem odpowiedni.

– Większość z nich jest znana z wywoływania różnego rodzaju skandali. Nie dano ci żadnego wyboru, Anno. Król postanowił pobić cię twoją własną bronią. Tylko sir Giles jest odpowiednim kandydatem. Edward spodziewał się, że to właśnie usłyszysz, kiedy zapytasz o radę.

– Może więc król jest mądrzejszy, niż myślałam. Może powinnam przyjąć jego wybór.

– Owszem, powinnaś, ale nie sir Gilesa. Edward zmienił zdanie. – Morvan wrzucił listę do ognia. Płomienie buchnęły i natychmiast ją pochłonęły. – Tu jest następna lista. Bardzo krótka. – Podał dziewczynie pergamin.

Przeczytała utrzymany w bardzo stanowczym tonie rozkaz króla i nazwisko człowieka, którego wybrał.

– Tym razem tylko ty.

– Tylko ja.

– Poszedłeś do niego. Poprosiłeś go o to, żeby ustawić mnie na straconej pozycji. Dlaczego się zgodził?

– Ma wobec mnie dług.

– Więc zostałam przehandlowana i pozbawiona możliwości obrony, żeby spłacić królewski dług. I żeby uratować twoją dumę. Moje konie są sprzedawane z większym szacunkiem. Wczoraj zaproponowałam, że podzielę się z tobą moim chlebem, ale znalazłeś sposób, by zagarnąć dla siebie cały. Nie zgodzę się na to. Powiem królowi, że skoro muszę, to wyjdę za sir Gilesa. Jeśli twój władca raz zmienił zdanie, może to zrobić powtórnie. – Odwróciła wzrok od Morvana. – Idź już. Nasza rozmowa na ten temat dobiegła końca.

Natychmiast znalazł się przy niej, uniósł jej głowę i zmusił, by spojrzała mu w oczy.

– Posłuchaj mnie uważnie, Anno. To ostatni raz, kiedy próbujesz mnie odprawić.

– Owszem, bo skoro postanowiłam pójść swoją drogą, to jest to nasze ostatnie spotkanie. Nie chcę cię więcej widzieć.

– Nie pójdziesz swoją drogą. Wyjdziesz za człowieka wybranego przez króla albo zostaniesz przez niego potraktowana bardzo surowo. Powinnaś być zadowolona, że tym człowiekiem jestem ja.

– Nie rozumiem, dlaczego miałabym być z tego zadowolona.

– Dlatego, że ja wiem, iż nie jesteś ani świętą, ani czarownicą. I że nie jesteś wariatką. I jeszcze dlatego, że mimo królewskiego rozkazu jestem gotów negocjować z tobą kontrakt.

– Mam wątpliwości, czy podyktowane przez ciebie warunki okażą się wspaniałomyślne.

– Dość wspaniałomyślne, ale jeśli będziesz się upierać przy sprzeciwie, możemy wziąć ślub bez dyskutowania warunków. Bo my musimy się pobrać, Anno, w przeciwnym razie król zamknie cię razem z matką księcia.

Gardło jej się ścisnęło. Spojrzała na jego twarz, szukając oznak, że groźba została wyssana z palca, ale zobaczyła jedynie uczciwość.

– Chyba powinnam przynajmniej wysłuchać twoich warunków – mruknęła.

Morvan przysunął sobie krzesło i usiadł obok Anny.

– Mogę ci zaoferować coś, o co wczoraj nie poprosiłaś. Bretanię. Sir Giles ma własne ziemie w Anglii. I nie tylko w ogóle nie zgodziłby się z tobą czegokolwiek negocjować, ale po prostu posłałby zarządcę do twoich dóbr. Mogłabyś już nigdy w życiu nie zobaczyć domu. Jeśli zaś odmówiłabyś zawarcia małżeństwa, z całą pewnością nigdy byś go nie zobaczyła.

– A jeśli ty któregoś dnia odzyskasz swe ziemie w Anglii?

– Jeśli tu wrócę, sama zdecydujesz, czy przyjedziesz ze mną.

Annie nawet nie przyszłoby do głowy, że mogłaby poprosić o takie ustępstwo. Zaczęła się zastanawiać, czym przyjdzie jej tę obietnicę opłacić.

– Jestem także gotów w pełni zaakceptować spisany kontrakt ślubny w kształcie, który mi wczoraj przedstawiłaś, oraz zapisy na rzecz Catherine, Josce’a i innych twoich ludzi.

– A co z resztą? – Wreszcie do tego dotarli.

Morvan skrzyżował ramiona na piersi.

– Majątek w okolicy Rennes będzie należał do ciebie, ale dochody z niego będę czerpał ja do czasu, gdy owdowiejesz. Te pieniądze będę przechowywał w osobnej szkatule i jeśli poprosisz, dostaniesz je, chyba że uznam, iż chcesz je wydać nierozsądnie. Decyzja o tym, czy za mojego życia osiądziesz w Saint Meen, także nie będzie należała do ciebie. Aczkolwiek jeśli po sześciu latach małżeństwa wciąż będziesz miała na to ochotę, możemy ponownie przedyskutować tę sprawę.

Sześć lat! To bardzo długo, ale w tej kwestii Anna spodziewała się bezwarunkowego sprzeciwu. Dla mężczyzny musi być żenujące zostać porzuconym przez żonę na rzecz klasztoru. Z drugiej jednak strony przez sześć długich lat będzie musiała patrzeć, jak Morvan ugania się za innymi kobietami.

– Dwa ostatnie twoje warunki są całkowicie nie do przyjęcia – ciągnął. – Sprawę dzieci trzeba pozostawić Bogu, natomiast małżeństwo nieskonsumowane może zostać unieważnione. Nie podejmę takiego ryzyka.

– Ludzie fałszują dowody, jak mi mówiono.

Morvan spojrzał na Annę ze zdumieniem.

– Owszem, żeby ukryć wcześniejsze doświadczenia kobiet. Ale kurza krew na prześcieradle w twoim wypadku nie spełni swojej roli. Nadal jesteś dziewicą.

– Kto się o tym dowie? Daję ci słowo, że…

– Jeśli nie będziemy mieli dzieci, ludzie zaczną coś podejrzewać. A proste badanie pozwoli odkryć prawdę. Josce może podjąć próbę zakwestionowania małżeństwa. Gurwant może cię porwać i stwierdzić, że jesteś dziewicą. – Morvan spojrzał w płomienie. – Możesz spotkać innego mężczyznę i sama zapragnąć rozwiązania małżeństwa. Oczywiście zabiłbym go, zanim by do tego doszło.

Anna poczuła ciężar na sercu. Będzie musiała ciągle przeżywać upokorzenie, tylko że teraz Morvan będzie zmuszony pokonywać własny wstręt, podczas gdy ona będzie zdawała sobie sprawę, co mąż czuje. Może jeśli w komnacie będzie Ełkiem ciemno, jak w tym ogrodzie…

– A jeśli małżeństwo zostanie skonsumowane? – spytała. – Jeśli będzie na to dowód? Co potem?

– Jeżeli naprawdę nie chcesz mieć dzieci, nie będę cię zmuszał. Jeśli mi odmówisz, nie będę cię brał siłą.

Teraz miała już jego słowo! Rezygnacja z dzieci nie była dla niego łatwa, Anna zdawała sobie z tego sprawę. I to niezależnie od faktu, jak bardzo ciężki byłby dla niego sam akt poczęcia ich.

– Dobrze – powiedziała bezbarwnym głosem. – Jedną noc zdołam wytrzymać.

– Tak. Myślę, że uda mi się jakoś przeprowadzić nas przez to. Ale pamiętaj, Anno, że jest to jedyne z moich praw mężowskich, w sprawie którego mogę pójść na kompromis. W tym majątku będzie tylko jeden pan. Nie mogę tolerować, byś jak wolna i nieokiełznana dziewczyna wyrywała się spod mojej kontroli i podrywała mój autorytet.

– Jak ty podrywałeś mój.

– Nie mogę spędzać życia na zamartwianiu się o twoje bezpieczeństwo.

– Już podczas pierwszego spotkania powiedziałam ci, że nie zmienię się, żeby tylko zadowolić męża. – Anna spojrzała na niego wyzywająco.

– A ja już ci kiedyś mówiłem, żebyś nigdy w taki sposób nie patrzyła na mężczyznę, kiedy z nim negocjujesz – odparł. – Musisz przyjąć do wiadomości, że jestem twoim panem, i jako takiemu mi się podporządkować. Akceptujesz to?

Słowo „podporządkować” rozjątrzyło Annę. Nie musiała poddawać się w tym punkcie. Mogła odrzucić go ze wzgardą i wysłać petycję do króla z prośbą o wybór innego męża. I z czasem, bez żadnych negocjacji, dostałaby wszystko, czego zapragnie.

Morvan wstał, pochylił się nad dziewczyną, uniósł jej głowę i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy. Anna postanowiła nie odwracać wzroku, by nie dać mu satysfakcji płynącej ze świadomości, jakie zrobił na niej wrażenie. Ale spojrzenie w jego błyszczące oczy znów ją zahipnotyzowało i poczuła znajomy zawrót głowy.