Выбрать главу

Usta Morvana spoczęły na jej wargach w pocałunku, który jakimś cudem był jednocześnie delikatny i władczy, w pocałunku, który pomimo jej niechęci i bólu, rozkleił ją.

– Cała nasza dotychczasowa rozmowa kręciła się wokół ziemi i praw, ale jest jeszcze jeden powód, Anno, dla którego powinnaś za mnie wyjść. Znasz mnie tak dobrze, jak nigdy nie poznasz żadnego innego mężczyzny. To, co zaszło między nami w szałasie, zdarza się bardzo rzadko. – Znów ją pocałował. Był to delikatny pocałunek, ale wyczuwało się w nim wolę i siłę mężczyzny.

A Anna, jak zawsze, była całkowicie bezbronna wobec jego dotyku. Morvan wykorzystywał te czary przeciwko niej od pierwszej chwili, mając pewnie na myśli takie właśnie zakończenie. Była o tym przekonana, mimo to z każdą chwilą bardziej znajdowała się pod jego urokiem.

– Usiądź teraz i napisz do króla. – Wyciągnął rękę i pomógł jej wstać. – Osobiście doręczę mu twoją zgodę.

Morvan zaniósł królowi list Anny. Edward, który bez wątpienia odczuwał wielką ulgę, że został zwolniony z dawnej przysięgi, nalegał, by napili się razem wina, i opowiedział nawet kilka historyjek o ojcu Morvana. Wreszcie pozwolił mu odejść i rycerz ruszył w drogę powrotną do Anny.

Znalazł ją w niewielkim ogrodzie za domem, w otoczeniu zimowych nagich drzew o sękatych konarach. Zielone było jedynie pnącze, które płożyło się po ziemi i pięło po grubym pniu. Dziewczyna przykucnęła i przyglądała mu się, rozgarnąć palcami ziemię, by zobaczyć jak rośnie. Na widok Morvana podniosła się i otrzepała ręce z ziemi.

Pył, który wzbił się przy tym w powietrze, osiadł na jej nosie. Złociste loki, dłuższe już znacznie niż w chwili, kiedy się spotkali po raz pierwszy, opadały w nieładzie na ramiona dziewczyny. Na myśl, że Anna już należy do niego, Morvana ogarnęła oszałamiająca radość. Podejrzewał, że nawet odzyskanie Harclow nie zrobiłoby na nim takiego wrażenia.

Spojrzał na jej śliczną, zatroskaną twarz i starł smugę ziemi z jej nosa.

– Załatwione.

18

Trzech ludzi wniosło ciężką okrągłą balię i ustawiło ją w pobliżu ognia. Inni służący przytaszczyli kubły gorącej wody. Anna, obserwując to ze stołka przy palenisku, obciągnęła szeroką koszulę i szczelniej się nią otuliła, starając się strząsnąć z powiek resztki snu.

Z tyłu grupka kobiet gawędziła, dzieląc się nowinkami i ploteczkami. Ruth i Catherine wniosły do komnaty ślubną szatę i rozłożyły ją na łożu. Kobiety zaczęły się zachwycać zielonym aksamitem i modnym krojem sukni zaprojektowanej i uszytej w Anglii, ale przyozdobionej przez własne służące Anny.

Cały zamek był teraz pełen obcych kobiet, żon lordów i wasali. Anna nie widziała ich od śmierci matki, a wówczas te dorosłe już kobiety nie zwracały specjalnej uwagi na małą dziewczynkę. A teraz nagle były jej przyjaciółkami i powiernicami, rzuciły się w wir przygotowań do ślubu. Właśnie wyrwały ją z głębokiego snu, żeby od kąpieli rozpocząć długą procedurę przygotowań do ceremonii zaślubin.

Cztery tygodnie minęły jak z bicza trząsł. Cztery tygodnie! Najpierw podróż, potem ciężka praca – przygotowania, szorowanie, przewidywanie i planowanie. I ten ostatni tydzień z obcymi ludźmi, na których natykała się na każdym kroku. Najpierw zjawili się wasale z całymi rodzinami i służbą, a potem zaczęła się długa procesja lordów z sąsiednich ziem z ich orszakami.

Anna przyglądała się, jak ostatnie wiadro wody zostaje wlane do balii, w której miała wziąć kąpiel. Starała się nie zastanawiać nad przyczyną tych wszystkich przygotowań. Unikała myśli o zbliżającym się ślubie.

Teraz jednak nie można już było tego od siebie odsuwać, to stało się przerażająco realne. Wczoraj została zmuszona stawić czoło rzeczywistości, kiedy przybył Ascanio, by przedyskutować z nią szczegóły ceremonii. Z księżowskim namaszczeniem zaczął jej tłumaczyć, co i kiedy ma robić. Gdy skończył swą szczegółową litanię, doradził dziewczynie wykonanie jeszcze jednego gestu, który nie był obowiązkowy ani oczekiwany. Poradził, by uklękła przed świeżo poślubionym małżonkiem.

– Czy to Morvan kazał ci przyjść z tym do mnie? – spytała rozgniewana dziewczyna.

– On nie ma nawet pojęcia, że o tym mówimy.

– Tego już się nie robi, Ascanio.

– Czasami się robi. Anno, wśród ludzi panuje pewna niechęć do tego małżeństwa. Ich zdaniem, święta powinna być czysta i nieskalana. Są absolutnie przekonani, że angielski król zmusił cię do poniżenia. I choć wasale i lordowie lubią Morvana i są skłonni go zaakceptować, będą jednak obserwowali cię uważnie. Szczególnie ci z odległych ziem lennych, Baldwin i Gaultier zastanawiają się, czy przypadkiem nie wychodzisz za mąż wbrew własnej woli. Któremuś z nich mogłoby przyjść do głowy, że córka Roalda de Leona byłaby wdzięczna, gdyby udało jej się w niedługim czasie uwolnić od angielskiego męża i zostać wdową.

Anna nie zauważyła, by ktokolwiek się jej przyglądał, nie mówiąc już o uważnej obserwacji, ale Ascanio dostrzegał wszystko.

– W tej chwili nie podejmę jeszcze takiej decyzji – oświadczyła.

– Kiedy przyjdzie czas, postąpisz, jak uznasz za stosowne.

Wstała i weszła do wanny. Wolałaby umrzeć, niż zrobić to, co zaproponował Ascanio, nie chciała jednak także, aby myślano, że została zmuszona do małżeństwa wbrew swej woli. Nie chciała go, ale to inna sprawa. Uklęknie więc w ich wspólnym interesie, lecz powie Montanowi, dlaczego to robi, żeby jej źle nie zrozumiał, żeby nie przyszło mu przypadkiem do głowy, że się poddała.

Spojrzała na Catherine, a potem przeniosła wzrok na kobiety, które rozsiadły się na łożu. Siostra zrozumiała niemą prośbę Anny, wymyśliła jakiś pretekst i wyprowadziła kobiety na dół, do sieni.

Lady Gervaise, żona Haarolda, odłączyła się od innych i podeszła do Anny, która zanurzała się właśnie w wodzie. Przysunęła sobie zydel i zasiadła wygodnie. Była kobietą w średnim wieku, o wąskiej twarzy i odętych wargach. Od chwili przyjazdu, przez nikogo nieproszona, objęła rolę nadzorczym, dając wszystkim jasno do zrozumienia, że Anna i Catherine są, jej zdaniem, zbyt młode, by właściwie przygotować wesele.

– Wiesz, bardzo się przyjaźniłyśmy z twoją matką – oznajmiła.

Anna zajęła się myciem włosów.

– Skoro twoja biedna matka odeszła i nie masz żadnej starszej wiekiem kuzynki – ciągnęła lady Gervaise – moim zdaniem, musimy uciąć sobie pogawędkę. To bardzo ważne, abyś w pełni uświadomiła sobie przyszłe obowiązki.

– Znam swoje obowiązki.

– Czyżby? Mąż opowiadał mi, jak wyglądało twoje dotychczasowe życie.

– Znam swoje obowiązki, pani.

Gervaise zamilkła na chwilę, słysząc ton głosu Anny. Niestety, tylko na chwilę. A szkoda, bo dziewczyna miała ochotę uciszyć ją na dobre.

– Czy rozumiesz, czego się możesz spodziewać dzisiejszej nocy? Wychowywałaś się w klasztorze…

– Wszystko wiem na ten temat. Nie rób sobie kłopotów, pani. Wiem, czego mam się spodziewać. – Święci pańscy, pomyślała Anna, naprawdę wiem!

– To dobrze. Mój mąż wyraził jednak zaniepokojenie, czy aby na pewno zdajesz sobie sprawę, gdzie po ślubie będzie twoje miejsce. To bardzo ważne, żebyś umiała uszanować święte prawa mężowskie.

– Och, pani, w klasztorze wbijano nam to do głowy aż do znudzenia. Prawdę mówiąc, musiałyśmy nauczyć się tej lekcji na pamięć i recytowałyśmy ją codziennie, bo większość wychowanek miała w przyszłości wyjść za mąż.

– Nauczyć się na pamięć? O czym ty mówisz?!