Выбрать главу

– O tym, co mówi Pismo Święte o obowiązkach kobiety, oczywiście. Lista tych powinności została przecież wyryta na odwrocie kamiennych tablic, na których Bóg dał Mojżeszowi dziesięcioro przykazań, prawda? – Anna zaczęła recytować: – Małżonek jest we wszystkim twoim panem i władcą. Pamiętaj, byś czciła małżonka swego i okazywała wdzięczność za każdą jego łaskę. Twoje ciało i twoja dusza należą do małżonka, który może z nimi zrobić, co tylko zechce, nawet bić czy pozbawić życia. Nie posiadasz nic własnego, ale wszystko, co należy do twego małżonka, jest także twoje…

Gervaise w pierwszej chwili robiła wrażenie zaskoczonej, kiedy jednak zrozumiała, że Anna zmyśla, była wręcz zaszokowana. Ale w miarę jak słuchała recytacji, w jej oczach pojawił się szatański błysk, a jej odęte wargi wygięły się w uśmiechu.

– Twój małżonek nie musi ci się z niczego tłumaczyć, ty natomiast masz obowiązek odpowiadać na jego pytania natychmiast – dodała z chichotem Gervaise.

– Nie powinnaś służyć małżonkowi radą, bo jako kobieta z natury rzeczy jesteś głupia.

– Musisz zachować czystość dla swego małżonka, jemu natomiast wolno mieć dziwki, kiedy tylko przyjdzie mu na to ochota, i nie waż się go za to strofować.

Kontynuowały zabawę, starając się przewyższyć jedna drugą, aż wreszcie skompletowały listę powinności kobiety. Lady Gervaise mało się nie udusiła ze śmiechu, w końcu położyła kościstą dłoń na ramieniu Anny.

– Myślę, że świetnie sobie poradzisz, moje dziecko. Czy jest coś, o co chciałabyś mnie zapytać?

Było wiele pytań, które Anna chętnie zadałaby starszej kobiecie, ale lady Gervaise nie nadawała się do tej roli, choć świetnie się bawiły podczas swej małej rebelii.

– Myślę, że z czasem dowiem się wszystkiego. Jak większość kobiet.

– W takim razie zostawię cię samą, rozkoszuj się kąpielą. Powszechnie wiadomo, że jesteś aż zanadto wstydliwa i przy myciu wolałabyś nie mieć towarzystwa. To niewątpliwie wpływ klasztoru. Ale dzisiejszej nocy to się skończy. – Gervaise uniosła brew. – Sir Morvan jest przynajmniej przystojny i wygląda na takiego, który wie, jak obchodzić się z kobietami. A ty nie jesteś dzieckiem. Pod tym względem masz więcej szczęścia niż większość kobiet. – Drzwi zamknęły się za nią.

Anna, wdzięczna za poszanowanie jej pragnienia prywatności, głębiej zanurzyła się w ciepłej wodzie.

Dzisiejszej nocy. Przez cztery tygodnie udawało jej się o tym nie myśleć, ale niemal całą ostatnią noc zamartwiała się wyłącznie tym. Ona sama pogodziła się z losem i była gotowa, nie miała jednak przekonania, czy Morvan także okaże się gotów.

Od zrękowin rzadko go widywała. Tydzień po powrocie z Anglii wybrał się do Brestu i przyjechał dopiero, kiedy do zamku zaczęli się zjeżdżać wasale. Przywiózł dwóch żonglerów gwoli rozrywki i nowinę, że przyjął do służby trzech rycerzy i pięciu zbrojnych, którzy wkrótce przybędą.

Okazało się więc, że podróż, choć nie niezbędna, była jednak owocna. Anna podejrzewała, że wyjechał, by unikać jej towarzystwa.

Powiedział kiedyś, że zdoła przeprowadzić ich oboje przez noc poślubną, ale Anna doszła do wniosku, że będzie potrzebował pewnej pomocy. I obmyśliła sposób, który miał im to ułatwić.

Mistrzu Phillipie, nie wiedziałam, że tu jesteś! – zawołała Anna, ściskając obie dłonie mężczyzny. Pielęgnowała Phillipe’a w czasie zarazy i czuła się z nim równie silnie związana, jak z Morvanem i Ascaniem.

– Mam honor być tutaj, pani – powiedział dwornie. Zawsze zwracał się do niej z najwyższą atencją. – Twój małżonek był tak uprzejmy, że mnie zaprosił. – Phillipe uprzejmie złożył najlepsze życzenia i oddalił się. Kupiec był zawsze bardzo skrępowany w jej obecności i zapewne to się nigdy nie zmieni.

Anna zerknęła w drugi koniec komnaty, gdzie Morvan rozmawiał z Ascaniem. Jej świeżo poślubiony małżonek miał niebywale ponury wyraz twarzy. Musiało stać się coś złego.

Wróciła znów myślą do Phillipe’a i po raz pierwszy zainteresowała się ludźmi bawiącymi się na jej weselu. Wielka sala na dole była zatłoczona. Wypełniały ją osoby mieszkające na stałe w zamku oraz służba i członkowie świty gości weselnych. Większość mieszczan i chłopów z majątku bawiła się na dziedzińcu.

Przebiegła wzrokiem morze głów w sieni i poza Phillipe’em dostrzegła także innych ludzi, których się nie spodziewała. Szybko przesuwała spojrzenie, zatrzymując się od czasu do czasu na którejś twarzy. Młodszy syn rzeźnika. Żona leśniczego. Jakieś maleństwo, które nie mogło mieć jeszcze dwóch lat. Wszyscy tutaj byli! Wszyscy, którzy przeżyli dzięki jej pielęgnacji. Dotychczas nie zwróciła na to uwagi.

Morvan znów zasiadł na miejscu pana zamku, po lewej ręce Anny.

– Coś nie w porządku? – zapytała.

– Drobiazg. Ascanio się tym zajmie.

– To raczej nie drobiazg, skoro przyszedł cię o nim powiadomić.

– Część twoich ludzi modli się na zewnątrz za twoje najświętsze dziewictwo. Proszą aniołów, by cię wyrwali z moich szponów. Może chciałabyś się do nich przyłączyć?

– Nie, ale pójdę z nimi porozmawiać. – Anna odsunęła krzesło, lecz Morvan złapał ją za ramię.

– Nie.

– Wystarczy jedno moje słowo, a odejdą.

– Wystarczy jedno spojrzenie na twoją twarz, na minę, jaka nie schodzi z niej od godziny, a upewnią się, że wdzięcznym sercem przyjmujesz ich modlitwy.

– To nieprawda – skłamała Anna. Do zachodu słońca była niezwykle radosna, ale potem rzeczywiście odmówiła kilka modlitw, błagając o ratunek.

– Naprawdę myślałaś, że uda ci się to przede mną ukryć? Wyczuwam twój nastrój lepiej niż dotyk tego aksamitu. Nie wiem, co się dzieje w twojej głowie, ale doskonale pamiętam warunki, jakie początkowo chciałaś mi narzucić. Nie wolno ci jednak zapominać o jednym, Anno. Jesteś moja. – Spojrzał na koniec stołu i skinął głową Catherine. Siostra podeszła pospiesznie. – Już teraz – oznajmił stanowczo.

Anna wpatrywała się w stojący przed nią srebrny talerz. Na wypolerowanej powierzchni metalu zobaczyła swoje odbicie. Zdjęła welon i jasne loki rozsypały się wokół bladej twarzy. Dostrzegła nieprzytomne spojrzenie swych oczu. Morvan miał rację; w ciągu ostatniej godziny nie najlepiej odgrywała swoją rolę.

Pochyliła się nad talerzem, żeby widzieć wyraźniej. Zamigotał szmaragdowy naszyjnik. Przypominała sobie, że widziała go w bagażu Morvana, kiedy ten leżał złożony chorobą, i była zaskoczona, kiedy dostała ten klejnot jako ślubny prezent. Morvan opowiadał jej, że otrzymał to drogocenne cacko od pewnej kobiety w Caen, bo po upadku miasta uratował jej rodzinę z rąk angielskiej armii.

Anna dotknęła zawieszonych na złotym łańcuchu kamieni. Już jeden taki szmaragd byłby wystarczająco hojnym darem. Mąż przejmował cały jej majątek, ale w zamian oddawał jej wszystko, co sam posiadał.

Ujęła jego dłoń.

– Oni wszyscy są tutaj, prawda? Wszyscy, którzy, jak my przeżyli? Mistrz Phillipe powiedział, że prosiłeś, by usiedli przy stole z najważniejszymi gośćmi.

– Pomyślałem, że chciałabyś mieć ich przy sobie.

Ta troskliwość wzruszyła dziewczynę. Uniosła dłoń Morvana do ust i pocałowała ją. Nagle jej uwagę przykuły gwizdy i okrzyki przy stole. Do jej krzesła podeszły damy. Catherine dotknęła jej ramienia.

– Chodź, siostro.

Morvan puścił rękę żony i zanim wyprowadzono ją z sali, zajrzał jej głęboko w oczy.

W sypialni stała odrętwiała, podczas gdy kobiety krzątały się wokół, przygotowując ją do łoża. Lady Gervaise odwinęła nowiutkie kapy i spryskała pościel aromatycznym olejkiem. Dwie inne zaczęły ściągać z dziewczyny ślubną suknię.