Выбрать главу

– Nie próbuj z tym walczyć, Anno. Ostrzegałem cię już tam, na dole, żebyś nie próbowała. Ta noc może się skończyć tylko w jeden sposób. To nie Reading i nie zostawię ci wyboru. Jesteś moja i wezmę cię.

Serce dziewczyny zaczęło bić jak szalone, była zażenowana, nagle wpadła w panikę. Gdy do niej podszedł, jego bliskość wzmogła jeszcze niepokój. Uporczywie wpatrywała się w puchar.

– W takim razie zgaś świece – poprosiła. – I postaraj się, żebyśmy jak najszybciej mieli to już za sobą.

Poczuła, że wyciągnął do niej rękę, jeszcze zanim dotknął jej włosów.

– Nie należę do mężczyzn, którzy starają się robić to szybko. Mógłbym sprawić ci większy ból, niż to konieczne. I wolę, żeby paliły się świece. Pragnę cię widzieć i chcę, żebyś ty mnie widziała. Chcę, żebyś zapamiętała mężczyznę, który cię zdobył.

Powoli głaskał jej włosy. Anna poczuła mrowienie na głowie i karku. A więc tak ma się to odbyć. Chciał powtarzać kłamstwa, które zaczął jej mówić w tej właśnie komnacie. Będzie udawał pożądanie, a ona ma udawać, że w nie wierzy. Ale Anna nie chciała brać udziału w tej farsie. Nie zamierzała dopuścić, by jej prawdziwa namiętność do tego mężczyzny została wykorzystana do uwiarygodnienia oszustwa.

Okazało się jednak, że to, czego pragnie jej mózg, nijak się ma do potrzeb jej ciała. Palce Morvana przesunęły się po jej szyi, wzdłuż brzegu koszuli i zaczęły powoli zsuwać okrycie z ramion. Anna zadrżała, a węzeł w jej brzuchu zaczął się nagle sam rozwiązywać, ustępując miejsca czemuś innemu, nieodpartemu.

Morvan rozdzielił jej włosy, pochylił się i pocałował odsłonięty kark. Zamknęła oczy, gdy przeszył ją rozkoszny dreszcz. Rozkoszy towarzyszyło jednak zakłopotanie i głębokie poczucie zagrożenia.

Zerwała się z krzesła i rzuciła rozpaczliwe spojrzenie na ogień w palenisku.

– Nie masz dokąd uciekać, Anno. Wracaj do mnie. We mnie nie ma niczego strasznego.

Wszystko w nim jest straszne.

Stanęła twarzą w twarz z Morvanem. Będzie całkowicie szczera. To przynajmniej oszczędzi jej niepłynących z serca uwodzicielskich sztuczek.

– Nie boję się. Po prostu stwierdziłam, że niezbyt odpowiada mi ta rola. Wiem, że kłamałeś wtedy w Reading. Że nie powiedziałeś prawdy, tłumacząc, dlaczego się wycofałeś. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że nie należę do kobiet, których mężczyźni pożądają. Nawet ty pod koniec nie mogłeś się przemóc.

Na twarzy Morvana odmalowało się najpierw zaskoczenie, po chwili rozbawienie, wreszcie się zamyślił.

– A więc to o to chodzi – powiedział. – Nie mogę odpowiadać za innych mężczyzn, ale ja pragnąłem cię od pierwszego dnia, kiedy cię spotkałem. I to pożądanie doprowadzało mnie do szaleństwa. Nieważne, czy mi wierzysz. Wkrótce ci to udowodnię.

Nie musiał, bo odczytała prawdę w jego oczach. Szybko się odwróciła, bo mimo dzielącej ich odległości, odczuła pełen pożądania wzrok Morvana niemal jak fizyczne uderzenie.

Silne dłonie objęły jej talię. Stał tuż za nią. Czuła na plecach ciepło jego ciała, słyszała bicie własnego serca, które zaczęło walić zbyt głośno i zbyt mocno.

– Oszukiwałaś samą siebie, Anno, a to do ciebie niepodobne – szepnął jej wprost do ucha. – Może w pierwszej chwili, tamtej nocy, rzeczywiście tak pomyślałaś, ale później zdawałaś już sobie sprawę, że powiedziałem prawdę, że wycofałem się z powodu danego ci słowa. Twoje serce wiedziało. Tylko łatwiej ci było iść do klasztoru, wierząc w najgorsze. Tak myślę.

Całował włosy dziewczyny, potem pochylił się i dotknął ustami jej karku. Próbowała walczyć z czymś, co narastało w głębi brzucha, z bolesną pustką między udami i z szokującym odkryciem, że Morvan ma rację.

– Myślę, że ta noc będzie dla ciebie zaskakująca także pod innym względem – mruknął. – Twój dzisiejszy lęk to nie jest termalna obawa, prawda? Nie boisz się bólu przy utracie dziewictwa, nie boisz się, że weźmie cię mężczyzna. Przeraża cię perspektywa, że oddasz mi się jak zwyczajna kobieta.

Płomienie ognia nagle urosły i zaczęły tańczyć wokół Anny, jakby zwielokrotnione, odbite w setkach zwierciadeł z polerowanego metalu. A przecież jedynym zwierciadłem w tej komnacie była przerażająca wiedza Morvana o niej. Nawet kiedy rozpaczliwie szukała w myślach argumentu, by mu zaprzeczyć, echo jego ostatnich słów dźwięczało jej w uszach, odbijało się w głębi serca.

Obcy. Łatwiej byłoby z obcym. Bez oddania się. Bez utraty siebie. Bez poddania się czyjejś władzy.

– Ale dzisiaj mi się oddasz – powiedział miękko. – To się okaże bardzo proste, bo w głębi duszy już dawno dokonałaś wyboru.

Coś w niej próbowało się jeszcze buntować, ale w tym momencie Morvan dotknął jej poprzez koszulę i gwałtowne emocje zmiażdżyły resztki oporu dziewczyny.

Przesuwał ręce wzdłuż ciała Anny, zsuwając koszulę, aż upadła u ich stóp. Stał za nią, całował ramiona i szyję dziewczyny, a po chwili obrócił ją delikatnie. Wtuliła się w niego, a gdy ujął jej piersi wstrząsały nią rozkoszne dreszcze.

– Od tak dawna cię pragnę – szepnął.

Cofnął się o krok i zaczął błądzić wzrokiem po jej biodrach, piersiach, brzuchu i udach. Poczuła się nagle bezbronna. Jego spojrzenie rozgrzewało ją bardziej niż płonący na palenisku ogień i podniecało mocniej niż pieszczota rąk.

Odwrócił Annę twarzą do siebie, muskając palcami ciało dziewczyny.

– Jesteś piękna. – Znów spojrzał na jej piersi i ujął je w dłonie. Gwałtownie wciągnęła powietrze, kiedy zaczął pocierać jej sutki kciukami. – Piękna. Wszystko jest w tobie wspaniałe. Dusza, siła, ciało. Jeszcze nigdy ci tego nie mówiłem, prawda? Dawniej nadużywałem tych słów, więc teraz miałem wrażenie, że to wytarte zwroty, które nie są w stanie wyrazie tego, co myślę o tobie.

Kontrolowana namiętność Morvana wreszcie wyrwała się z pęt. Podniósł dziewczynę w ramionach tak, że jej piersi znalazły się na wysokości jego ust.

– Naprawdę przyszło ci do głowy, że mógłbym ci pozwolić odebrać nam doznania, które przyniesie ta noc? – zapytał urywanym głosem.

Anna czuła się tak wspaniale! Aż za dobrze. Zawsze tak było, ilekroć znalazła się w ramionach Morvana. Poddała się narastającej namiętności, kiedy ssał jej piersi, drażnił wargami szyję. Jak z daleka, zza mgły docierały do niej własne westchnienia.

Postawił ją na podłodze, ale nadal jedną ręką obejmował jej ramiona, a drugą pierś.

– Chodź już do łoża.

Jakimś cudem udało jej się poruszyć i iść za Morvanem. Położyła się i patrzyła z zachwytem, jak wyłania się wspaniałe, twarde ciało, w miarę jak zrzucał z siebie ubranie. Aż do bólu tęskniła za nim, choć patrzenie i oczekiwanie także sprawiało jej dręczącą rozkosz.

Stał przez chwilę bez ruchu przy łożu, wpatrując się w nią.

Ciało dziewczyny, każdy centymetr jej skóry był gotowy, czekał z niecierpliwością na dotyk szorstkich palców Morvana. Wreszcie położył się przy niej i chwycił między wargi sutek, a dłoń przesunął na jej uda.

Rozkosz stała się tak przejmująca, że Annie wydawało się, iż za chwilę zacznie krzyczeć albo umrze. Straciła poczucie miejsca i czasu, był tylko jej mały świat migotliwych świateł i nieprawdopodobnych doznań.

A Morvan unosił jej namiętność na wyższy i wyższy poziom, pieszcząc brzuch i uda. Ciało Anny jakby zamarło; śledziła fuchy dłoni, która błądziła tak blisko miejsca, w którym Lokalizowały się wszystkie jej oczekiwania. Kiedy Morvan wsunął wreszcie rękę między jej uda, uniosła biodra, by wyjść naprzeciw jego dłoni.