Выбрать главу

Przyjrzał się dziewczynie, patrzył najpierw na jej ciało, na nogi szeroko rozłożone, by go przyjąć, a potem przeniósł wzrok na twarz Anny i poruszając leciutko palcem, doprowadził ją do pragnienia, które rosło, potężniało, aż wreszcie obezwładniło ją całkowicie. Nie istniało już nic poza rozkoszą, jaką dawał jej Morvan.

– Jesteś tak cudownie namiętna – szepnął.

Nadal jej dotykał, delikatnie, ale intensywnie, aż zawiódł ją w jakieś nieznane jej dotąd miejsce. Zamknęły się nad nią jakieś niewidzialne ściany, doznania zaczęły się zacieśniać do coraz to mniejszego obszaru, ale za to wzrastała ich intensywność.

– Nie bój się tego – mówił. – Nie broń się przed tym.

Ściany runęły. Intensywne doznania opuściły swą siedzibę i rozlały się po całym ciele dziewczyny. Przez jedną krótką chwilę Anna przestała żyć, zmieniła się w ciemny punkcik rozkoszy absolutnej. Ta rozkosz nadal rozpływała się po jej ciele w coraz wolniejszych falach. Kiedy ona napawała się tymi niesamowitymi doznaniami, Morvan się na niej położył. Nie mogła się już doczekać całkowitego połączenia, nawet bólu, będącego nieodłączną częścią tego, co się między nimi działo, więc ani myślała protestować. Zdała się na Morvana. Czuła ostrożny, ale nieustępliwy nacisk. Wiedziała, że zbliża się chwila, na którą tylko jemu jednemu mogła pozwolić. Zdawała sobie sprawę, że wkrótce rozerwie jej błonę dziewiczą, bo znieruchomiał na chwilę i uwięził jej spojrzenie siłą swych oczu. Wiedziała, że zrobił to, by oboje zapamiętali tę chwilę na zawsze, ale także po to, by oderwać na moment jej uwagi. Mimo to ból był rozdzierający. Morvan zamarł wewnątrz jej ciała.

Zamknął oczy, czując obezwładniającą rozkosz, i stoczył krótką batalię o zachowanie panowania nad sobą. Anna była piękna. Cudownie piękna w chwili całkowitego oddania, w niemym krzyku ekstazy. W jej oczach, nadal ciemnych i wilgotnych z namiętności, dostrzegł pragnienie, które spełnił, choć jej ciało zaczęło się buntować przeciwko obcej inwazji.

Zatracił się w jej gładkości i cieple, poczuł, jak jej ciało zaciska się wokół niego, jak powoli zaczyna go akceptować i otwiera się na jego przyjęcie. Gdy opuszkami palców zaczęła gładzić jego plecy, zaparło mu dech w piersi.

– Już po wszystkim? – zapytała szeptem.

Jak łatwo było zapomnieć, że tak niewiele wiedziała o tych sprawach.

– Postaram się skończyć szybko. Wiem, że sprawiam ci ból. – Uniósł się na ramionach i ostrożnie zaczął się w niej poruszać.

To doznanie wywołało uśmiech na wargach Anny. Wsunęła dłoń pomiędzy ich ciała i położyła ją na piersi Morvana.

– Nie jestem wydelikaconą dworską panienką. Zostań ze mną.

Ta prośba zaskoczyła go i całkowicie rozbroiła, bo zdawał sobie przecież sprawę, że musi ją boleć. Jakieś niezwykłe uczucie sprawiło, że ścisnęło mu się gardło. Opuścił rękę i objął nią nogę Anny.

– W takim razie zegnij kolana, o tak.

Znów zaczął się poruszać w przyjmującym go już ciele dziewczyny, wbijał się głębiej i po chwili poczuł, że zbliża się dobrze mu znana rozkosz. Ale tym razem wzbogacona o to nowe uczucie, które zmieniało ją, czyniło potężniejszą i już nie czysto fizyczną. Poczuł się równie niedoświadczony i bezbronny, jak tej pierwszej nocy, którą spędził z Anną, a ich bliskość wzbierała z każdą chwilą niczym rzeka w czasie powodzi. Zajrzał w oczy dziewczyny i zrozumiał, że i ona uświadamia sobie tę więź. Wyczuł, że Anna nieco się jej obawia. Każdym pchnięciem, każdym spojrzeniem oczu nakazywał jej zaakceptować także i to, tę całkowitą jedność, która czekała na nich od owej pamiętnej listopadowej nocy.

Wiedział, kiedy się poddała. Wyczuł, że runęły mury obronne, wyczuł strumień słodyczy, który przepłynął do niego od Anny, dojrzał w jej oczach zdziwienie. W tym małym świecie, w którym złączyli się w jedno, nie istniało już nic poza nimi dwojgiem.

Sięgnął w dół, pomiędzy ich ciała, by zabrać ją ze sobą, aż do końca. I wkrótce szaleństwo Anny doprowadziło go do spełnienia. Wbiła paznokcie w jego ramiona, gdy po raz drugi tej nocy wzbiła się w niebo. Tym razem krzyknęła i przyciągnęła go do siebie, wołając jego imię. Jeszcze nie przebrzmiały dźwięki jej ekstazy, kiedy Morvan wszedł w nią mocno. Opanowały go tak głębokie emocje, doznania tak niebywałe, że miał wrażenie, jakby zadygotała cała jego dusza.

– Tak, kochanie – szepnął namiętnie.

Anna oplatała jego ciało ramionami i nogami. Bała się go puścić, obawiając się, że wraz z nim zniknie to cudowne uczucie i nie powróci już nigdy. Ale była równocześnie przerażona tym uczuciem i swoją wobec niego bezbronnością.

Dopiero teraz zrozumiała, że na to właśnie Morvan czekał od ich pierwszej nocy. To właśnie zaoferował jej w szałasie, a ona to odrzuciła.

Powiedział do niej: kochanie. Czy zdawał sobie sprawę, co mówi? Może w tamtej chwili rzeczywiście tak myślał? Ale on bez wątpienia zaznał już tego wcześniej, z innymi kobietami, może nawet lepiej i silniej.

Kiedy ich oczy się spotkały, uświadomiła sobie, że zdołał odczytać każdą jej myśl.

– Nie bój się – powiedział. – Zawsze wiedziałem, że to będzie najprostszy element naszego małżeństwa. – Oparł kilka poduszek o wezgłowie i przetoczył się na nie. – Chodź, połóż się przy mnie. Zaśnij w moich ramionach.

Anna, nieprzyzwyczajona dzielić z kimś łoża, obudziła się po kilku godzinach, gdy świece ciągle jeszcze się paliły. Podniosła głowę, by spojrzeć na wtulonego w poduszki Morvana. Wyobraziła sobie tę urodziwą twarz w dzieciństwie, w wieku młodzieńczym, w chwili, gdy został pasowany na rycerza.

Jej wzrok spoczął na jego piersi. Prześcieradło zsunęło się do pasa, mogła więc bez przeszkód podziwiać muskulaturę i przesuwać w wyobraźni palcami wzdłuż linii mięśni.

Nagle ujął jej dłoń, uniósł do ust, ucałował i położył na swoim ciele.

– Możesz mnie dotykać, jeśli masz ochotę. Jestem twój, jak ty jesteś moja.

– Myślałam, że śpisz. Zawsze czujesz, kiedy na ciebie patrzę?

– Zawsze. Czuję twój wzrok, tak jak ty czułaś mój.

Palce Anny zaczęły błądzić po nagiej piersi Morvana. Myślała o tym, że nawet jeśli nie kocha jej tak, jak kochał, na przykład, Elizabeth, to jest mu przecież bliska i niewątpliwie jej pożąda. A po tej nocy wiedziała już, co znaczy siła pożądania.

Jej palce zsunęły się na brzuch Morvana. Przytrzymał je, nie otwierając oczu.

– Powinienem cię ostrzec, że w ten sposób możesz się wpędzić w kłopoty – powiedział z uśmiechem.

Anna roześmiała się, oparła się na łokciu i tym razem już celowo pieściła go nadal. Obserwowała jego twarz i mięśnie, śledziła subtelne oznaki, wskazujące, że w tych sprawach podobną siłą dysponują obie strony, nie tylko mężczyzna.

Morvan jeszcze raz zatrzymał jej dłoń.

– Jeśli postanowiłaś uwieść mężczyznę, musisz okazać więcej odwagi, Anno. – I poprowadził jej dłoń w dół.

Była zafascynowana, że jest w stanie wywołać jego reakcje. Doznała olśnienia.

– Patrz na mnie – szepnęła. – Chcę widzieć twoje oczy, kiedy cię dotykam.

Morvan natychmiast podniósł powieki, zaszokowany, że wróciły do niego jego własne miłosne słowa. Roześmiał się i przewrócił Annę na plecy.

– Innym razem będziesz się bawić w panowanie nade mną – powiedział, przykrywając ją swoim ciałem. – Nauczę cię nawet, jak to robić. Ale ta noc należy do mnie.

20

Przez trzy dni Anna żyła z cudownej idylli. Morvan nie puszczał jej od siebie na krok w czasie zabaw i festynów z okazji ich ślubu. Żyła w stanie rozmarzonego uniesienia, wypatrując ciągle zmian w wyrazie twarzy męża, dotyku czy spojrzeniu, świadczących o tym, że jej pragnie.