Выбрать главу

Nie zawsze czekał, aż zapadnie noc i ich wzajemny zachwyt stał się obiektem przyjaznych kpin, ilekroć niecierpliwie ciągnął ją na górę do sypialni. Nic sobie nie robiła z tych żartów, interesowało ją tylko szaleńcze podniecenie, jakie dawał i sam okazywał w zamglonym popołudniowym świetle, wpadającym przez wychodzące na południe okna.

Trzy noce migotliwych płomieni i namiętności. Trzy dni jaskrawych barw i turniejów. Raj rozkoszy i radości.

Czwartego dnia lordowie i wasale wyjechali, zabierając ze sobą żony i świty. Anna i Morvan pożegnali ich i patrzyli, jak długi orszak wylewa się z zamkowej bramy.

Mieszkańcy zamku, ziewając, wrócili do normalnego rytmu życia. Służba usunęła z komnat dodatkowe posłania, wstawiła warsztaty tkackie i stołki do szwalni, która nie musiała już pełnić funkcji sypialni. Wszyscy zajęli swe zwykłe miejsca przy stole w jadalni. Carlos już przed obiadem wyjechał do stadniny. Catherine wróciła do swych obowiązków zarządzania kobiecą służbą.

Życie wróciło do normy. Dla wszystkich poza Anną.

Po gorączkowej krzątaninie ostatniego miesiąca teraz nagle okazało się, że nie ma nic do roboty. Nagły kontrast przyprawił ją o niepokój. Morvan uciął sobie bardzo mu potrzebną drzemkę. W jej łożu. W jej komnacie. Anna kazała sobie przyprowadzić wierzchowca o imieniu Chmurka, bo uznała, że ostry galop wytrząśnie z niej nudę i niezadowolenie.

Koń przybył razem z trzema konnymi strażnikami.

– Dokąd się wybieracie? – zapytała, wskakując na rumaka i owijając tę idiotyczną spódnicę wokół nóg.

– Pojedziemy z tobą, pani – odpowiedział jeden z nich.

– Koniuszy się pomylił. Niedługo wracam.

– To rozkaz lorda, pani. Nie wolno ci jeździć samej.

Anna gapiła się na nich ze zdumieniem. Strażnik, który z nią rozmawiał, był jednym z ludzi Morvana, ale dwaj pozostali byli dotychczas u niej na służbie.

– Nie potrzebuję eskorty. Wybieram się na krótką przejażdżkę.

– Taka jest wola sir Morvana, pani. Już kilka dni temu wydał taki rozkaz nam i koniuszemu.

Te słowa podziałały na nią jak chluśnięcie wiadrem zimnej wody; obudziły ją z cudownego snu.

Wiedziała, że mogłaby bez trudu prześcignąć tych ludzi i ich zgubić. Zeskoczyła jednak z siodła. Pomaszerowała na mury obronne i przez całe popołudnie krążyła niezmordowanie po najwyższych blankach.

Podczas wieczornego posiłku opowiedziała mężowi, co się stało.

– Owszem, życzę sobie, byś miała straż, kiedy wyjeżdżasz z zamku. To tylko dla twojego bezpieczeństwa.

– Nie potrzebuję strażników.

– Owszem, potrzebujesz. Wszystkie damy mają taką ochronę, szczególnie w dzisiejszych czasach.

– Jestem inna niż wszystkie damy, a Chmurka bez trudu prześcignie konia każdego napastnika. Wolę jeździć sama.

– Przyzwyczaisz się. Nie zwracaj na nich uwagi. Teraz już zawsze tak będzie, bo nie mam zamiaru ryzykować, że coś ci się stanie. I dopóki Gurwant nie zniknie stąd na dobre i wszystko się nie ułoży, nie chcę, byś opuszczała zamek bez mojej wiedzy.

Anna poczuła się tak, jakby wylano jej na głowę kolejny kubeł zimnej wody.

– Nie akceptuję tego.

Morvan uśmiechnął się, ale spojrzał na żonę zwężonymi oczami.

– Zaakceptuj. To dla twojego bezpieczeństwa. Sprawa postanowiona.

Kiedy przybyli goście, wszystkie kufry i ubrania Morvana zostały umieszczone w jej sypialni i nie zostały stamtąd zabrane podczas przetasowań po wyjeździe weselników. Tej nocy, kiedy Morvan zasnął, spokojny i zaspokojony po namiętnej miłości, Anna doszła do wniosku, że mąż pewnie nigdy nie zamierzał się stąd wyprowadzić. Spojrzała na jego męską twarz, wtuloną w poduszkę o centymetry od jej głowy. Czy chciał jej odebrać to sanktuarium?

Zbyt dobrze negocjował z nią w domu Davida. Wykorzystał jej ignorancję i nieświadomość. Ze swojej strony poczynił bardzo niewielkie ustępstwa, a i to wyłącznie dlatego, że był przekonany, iż koniec końców Anna wcale nie będzie chciała z nich skorzystać. Jeśli nadal będzie tak jak teraz, to Morvan będzie miał rozkosz na każde życzenie, a w stosownym czasie nawet dziedzica. Zaplanował, że przywiąże ją do siebie, wykorzystując jej namiętność i przyszłą rodzinę, aby po sześciu latach nie chciała już nawet myśleć o Saint Meen.

Czy spodziewał się, że ona ustąpi na całym froncie? Jeśli Anna będzie podtrzymywać iluzję, że Morvan naprawdę ją pokochał, to tak się to właśnie skończy. Ale on poznał tę magię już wcześniej, z innymi kobietami, i najprawdopodobniej będzie to robił i w przyszłości. Pożądał jej, powiedział do niej: „kochanie”. Ale bywają różne rodzaje miłości.

W końcu przecież kochali ją także Ascanio, Carlos i Josce. Anna czuła z całą pewnością, że Morvan nie zna tego poczucia bezbronności, jakie odczuwa człowiek zakochany, nie zna tego bólu, który ją teraz rozdziera, kiedy stoi przed wyborem. Może czuł to w stosunku do Elizabeth, ale nie w stosunku do niej. Zdawał sobie sprawę, jaką władzę nad kobietami ma miłość. Oczekiwał, że Anna będzie nią zaabsorbowana i stanie się tak potulna jak wszystkie inne niewiasty.

Następnego dnia odkryła, że stała się całkowicie niepotrzebna w majątku, gładko prowadzonym przez Catherine, a zarządzanym przez Morvana. Ożenił się z niewłaściwą siostrą. To Catherine należała do kobiet, które podobają się mężczyznom.

Anna przypomniała sobie, dlaczego zawarła z nim kontrakt. Pora mu o tym przypomnieć.

Kiedy wstała po wieczornym posiłku, żeby udać się na spoczynek, poszedł za nią. Zatrzymała go przed drzwiami komnaty, którą niegdyś zajmował jej ojciec.

– Kazałam przenieść tutaj twoje rzeczy – powiedziała. – Dzisiaj będę spała sama.

Morvan spojrzał na nią badawczo, jakby chciał przejrzeć jej zamiary.

– Mówisz serio?

– Tak.

– Nie mogę w to uwierzyć.

– Uwierz.

Przyciągnął ją do siebie i ujął jej twarz.

– Nie zrezygnujesz ze mnie i z tego, co nas łączy. – Dotknął ustami jej warg. – Wystarczy, że cię dotknę, a już mnie pragniesz. Pod tym względem jesteś moja.

Te słowa były tylko otwartym stwierdzeniem nagiej prawdy, ale na Annę podziałały odpychająco.

– Nie rezygnuję z tego, co nas łączy, ale nie mam zamiaru stać się niewolnicą tego uczucia – oświadczyła.

– To nonsens. Nie traktuję cię jak niewolnicy.

Anna czuła gorący gniew męża i jego równie gorące pożądanie. Chwycił ją mocno i nagle przypomniała sobie, jak się zachował po przyjęciu u księżniczki Isabelli.

– Już kiedyś zareagowałeś podobnie, prawda? – powiedziała spokojnie.

To go powstrzymało. Niebezpieczny ogień w jego oczach przygasł.

– To obłęd! Idź do tego swojego poświęconego buduaru. Widzę, że już czas powołać się na pewne ustalenia naszej ugody.

Odeszła od Morvana i schroniła się w swej sypialni. Odesłała Ruth i sama przygotowała się do snu. A potem przyszykowała sobie ubranie na rano.

Kaftan, rajtuzy i buty do konnej jazdy.

Morvan czekał niecierpliwie, aż stajenny osiodła wierzchowca.

Od początku spodziewał się kłopotów z Anną, ale nie sądził, że pojawią się tak szybko i zostaną wyrażone tak zuchwale. A szczególnie nie oczekiwał ich natychmiast po tym, jak odrzuciła go poprzedniej nocy.

Nie doceniał jej. Przeciętna kobieta byłaby jeszcze dotąd oszołomiona, ale ona przecież nigdy nie była przeciętna. Gdyby była, pewnie by tak jej nie pragnął, ale to jawne wyzwanie nie stało się przez to mniej znaczące.