Jej miecz zniknął.
Musiał wydać rozkazy, jak tylko się obudził, jeszcze zanim stwierdził, że zniknęła.
Anna rozglądała się w poszukiwaniu swego miecza. Podniosła wieko jednego ze swoich kufrów i tam gdzie poprzednio leżały jej męskie stroje, zobaczyła puste miejsce.
– Już nie będą ci potrzebne – usłyszała zza pleców głos męża. – Sama mi kiedyś mówiłaś, że używasz ich wówczas, gdy wykonujesz męską pracę. To już się skończyło.
Skończyło się.
– A kto będzie ujeżdżał konie?
– Carlos nauczy któregoś ze stajennych, żeby mógł mu pomagać. Albo wynajmę kogoś do tej pracy.
– Gdzie mój miecz?
– W mojej komnacie. Nie będzie już męskich ubrań ani męskiej broni, Anno. Możesz tylko używać łuku, kiedy będziesz brała udział w polowaniu.
Odbierał jej wszystko! Wiedziała, że drogo jej przyjdzie zapłacić za ten poranek, ale nie przypuszczała, iż cena okaże się aż tak wysoka.
– Dlaczego mnie po prostu nie zamkniesz tutaj, żeby mieć święty spokój?
– Przeszło mi to przez myśl.
– To z powodu ostatniej nocy, prawda?
– To dla twojego bezpieczeństwa. Wczorajsza noc i dzisiejszy poranek ułatwiły mi po prostu sprawę.
Morvan rozpiął broszę i jego ciężki płaszcz opadł na podłogę. Podszedł do łoża i usiadł.
– Powiedziałaś, że nie akceptujesz moich praw. Nie zrezygnowałem z nich, a skoro z nich nie zrezygnowałem, to znaczy, że nadal je posiadam. Pomijając moją odpowiedzialność za twoje bezpieczeństwo, pomijając nawet to, że należysz do mnie i musisz robić to, czego sobie życzę, jest jeszcze jeden powód, dla którego nie mogę dopuścić, byś prowadziła takie życie jak dotychczas.
Morvan pochylił się i ściągnął najpierw jeden, a potem drugi but.
– Wkrótce zaczną tu zjeżdżać nowi rycerze. Oni nigdy nie znali cię jako pani tej twierdzy, jako pełnej poświęcenia pielęgniarki ani jako świątobliwej dziewicy, która zamierza poświecić życie Bogu. Poznają cię jako moją żonę. Niektórzy będą cię pożądać. Niektórzy naprawdę cię pokochają. Nie ma w tym nic złego. Szlachetna miłość rycerza do damy mocniej wiąże go z jego panem, jej mężem. Ale jeśli będzie wyglądało na to, że jesteś ode mnie niezależna i nie panuję nad tobą, to bardzo szybko któryś z nich może niewłaściwie zrozumieć sytuację. Nie mam zamiaru zabijać ludzi tylko dlatego, że ty jesteś zbyt wielką ignorantką, by pojąć, iż twoja wolność jest dla nich sygnałem do zuchwalstwa.
Anna chciała mu powiedzieć, że ma to wszystko w nosie. Chciała wytłumaczyć, że nie zamierza mieć z jego rycerzami do czynienia. Ale on zdjął już pas i rozsznurowywał kaftan na piersi, a w jego oczach, poza gniewem, dostrzegła też bardzo dobrze sobie znany błysk. I, do diabła, znów zabrakło jej tchu.
– A więc będę tu trzymana w zamknięciu, a ty będziesz pilnie śledził każdy mój ruch?
Morvan ściągnął koszulę i podszedł do Anny. Czarne skórzane spodnie opinały dokładnie twarde mięśnie bioder i ud. Poranne słońce podkreślało rysunek muskularnej piersi. Zamknęła oczy, by na niego nie patrzeć.
Morvan mógł dzielić z nią łoże. Zawarty kontrakt dawał jej prawo odmawiania mu swego ciała, ale nie łoża. Kiedy przy negocjowaniu kontraktu zgodził się na to ustępstwo, starannie dobierał słów, by móc zastawić na nią pułapkę, którą Anna dopiero teraz zauważyła. Mogła odmówić mu siebie przed drzwiami jego komnaty. Ale odwrócić się do niego plecami, kiedy będzie jej dotykał w nocy – to już całkiem inna sprawa.
– Wczorajszej nocy odmówiłaś mi i przyjąłem to do wiadomości – powiedział spokojnie. – Jesteś teraz zadowolona? Czy jesteś usatysfakcjonowana, że dotrzymuję słowa?
Dotknął jej piersi i zaczął ją pieścić przez grubą warstwę materiału. Przeszyła ją rozkosz. Otworzyła oczy.
Na twarzy Morvana malował się jeszcze gniew, ale zaczynał powoli znikać, jakby ktoś wolno odsuwał przejrzystą zasłonę. Porwał ją w ramiona i zaczął całować jak wariat. Pulsujące w niej podniecenie domagało się spełnienia.
Rozpiął jej pas i rzucił na ziemię. Szarpnął rękawy kaftana i zdarł z niej ubranie.
Spojrzał na jedwabną szarfę, którą zabandażowała piersi, i zaczął dręczyć Annę, bawiąc się fałdami śliskiej tkaniny.
– Może będzie mi tego brakowało. – Odnalazł supeł, rozwiązał go i rzucił jedwab na podłogę.
Uniósł Annę i przytulił, szukając ustami jej szyi i piersi. Pochylił się ku niej i pochwycił zębami wyprężone brodawki. Gorący oddech parzył jej skórę.
Z rozmysłem pokazywał żonie jej bezradność wobec własnej namiętności, ale Annie było już wszystko jedno. Gwałtownie złapała powietrze, kiedy poczuła rękę Morvana między udami.
– Nasz kontrakt nadal obowiązuje – szepnął. – Wystarczy tylko, że powiesz: nie.
Nie była już w stanie nic powiedzieć…
Rzeczywistość powoli wyrywała ją ze zmysłowego snu.
Kiedy zaczynali się kochać, była to demonstracja siły, ale skończyło się już całkiem inaczej. Gniew Morvana ulotnił się, zanim jeszcze dotarli do łoża, i było tak, jakby ani wczorajsza noc, ani dzisiejszy poranek w ogóle nie miały miejsca. Ale Anna i tak dostała nauczkę. Zrozumiała, że na tym polu walka z nim jest całkowicie beznadziejna. I jeśli nie okaże się, że jest bezpłodna. La Roche de Roald będzie jednak miało dziedzica o nazwisku Fitzwaryn.
Niewiele czasu zajęło Morvanowi pozbawienie ich kontraktu jakiegokolwiek znaczenia.
– Skoro nie wolno mi już będzie ujeżdżać koni i opuszczać twierdzy, to co mam robić? – Anna zdecydowała się w końcu zburzyć ten cudowny spokój.
– Nie mówiłem, że nie wolno ci opuszczać zamku.
– Nie. Ale potrzebuję twojego pozwolenia.
– Do czasu śmierci Gurwanta.
Między odejściem Gurwanta a śmiercią Gurwanta była zasadnicza różnica.
– To może trwać latami.
– Myślę, że to nie potrwa długo.
Anna nawet nie chciała się zastanawiać, co mąż miał na myśli.
– A do tego czasu co mam robić? Nie mogę w kółko spacerować. Muszę coś robić.
Morvan przewrócił się na bok i patrzył na Annę, bawiąc się jej włosami.
– Rób to co inne kobiety.
– Mam tkać? Haftować?
– Cokolwiek zechcesz.
– Może masz rację. Myślę, że mogę zająć się twoją garderobą. Wezmę się za zszywanie, łatanie i haftowanie.
– Znakomicie. No i będziesz miała na głowie całe gospodarstwo.
– Catherine to robi.
– Ona nie zostanie tu na zawsze, Anno, a poza tym jest brzemienna i już teraz staje się zbyt ciężka. To twój dom i powinnaś upomnieć się o swoją pozycję.
– A nie sądzisz, że będzie miała do mnie żal, że zajmuję jej miejsce?
– Catherine jest bardzo rozsądna. Zrozumie.
– A więc ty zajmiesz moje miejsce, a ja miejsce siostry – podsumowała. – Będę ciągle zajęta gospodarstwem domowym.
– Właśnie.
W oczach Morvana pojawiły się iskierki triumfu. Wyglądał na bardzo zadowolonego, że udało mu się wygrać wojnę.
Anna uśmiechnęła się do niego. Słodko.
21
Tydzień później do La Roche de Roald przybyli trzej rycerze, których Morvan zaangażował w Breście jeszcze przed ślubem. Wybrał ich, bo odniósł wrażenie, że są zarówno biegli w rycerskim rzemiośle, jak i honorowi. Decyzja przyjęcia służby u Morvana była najlepszym dowodem ich poczucia honoru. Mogli w krótkim czasie dojść do znacznego majątku, gdyby przystali do jednej z trzech kompanii, które grasowały w Bretanii i łupiły opuszczone domostwa.
Dwaj byli Anglikami. Niezbyt się to podobało niektórym ludziom z majątku. Morvan nadal spotykał się z niechęcią do swego małżeństwa z Anną. Nikt mu nie rzucał wprost wyzwania, nikt nic mu nie powiedział, ale wyczuwał nastrój niechęci. Sojusz z Anglią to jedno, a angielski lord to całkiem co innego. No i byli jeszcze tacy, którzy wierzyli, że ich święta została skalana przez sam fakt małżeństwa. Dużo jeszcze czasu musi upłynąć, zanim będzie trzymał te ziemie i tych ludzi pewną ręką.