Выбрать главу

Całował ją podczas wycierania, śledząc ruchy swych rąk. Zanim skończył, ciało Anny aż płakało z tęsknoty za nim. A potem zrobiła dla niego to, co on dla niej, myła go i wycierała, cały czas nie mogąc się wyzwolić z mrowiącego oszołomienia, z dręczącego oczekiwania. Uklękła, by osuszyć nogi Morvana, i zaczęła odkrywać go całego pocałunkami. Dotknął jej głowy i poprowadził ją tam. Zaczął oddychać urywanie. Po raz pierwszy, od kiedy się kochali, wydał jakiś dźwięk.

Porwał Annę na ręce i zaniósł do łoża. Pragnęła go rozpaczliwie, aż do bólu. Kiedy ułożył ją w pościeli, chciała natychmiast przyciągnąć go do siebie, ale ją powstrzymał. Położył jej rękę na brzuchu i zaczął okrywać całe jej ciało pocałunkami. Rozsunął jej nogi i pieścił ją, najpierw ręką, a potem ustami. Przed oczami dziewczyny tańczyły oślepiająco białe światła.

Spełnienie przyszło gwałtownie. Wybuchło w niej, niemal rozrywając ją na strzępy. Morvan mocno trzymał jej biodra i nie odrywał od niej ust, potęgując jeszcze wszechogarniającą rozkosz, wynosząc ją na coraz bardziej podniebne szczyty.

Podniósł się, nie puszczając nóg Anny. Założył je sobie na ramiona, uniósł się, opierając się na rękach, i wszedł w nią ostrym pchnięciem. Z początku poruszał się powoli, potem w coraz bardziej szalonym tempie, wreszcie pchnięcia stały się tak potężne, że szarpały całym ciałem leżącej przed nim dziewczyny. Zamknęła oczy, by w pełni rozkoszować się tą potężną siłą.

Kochali się przez całą noc. Znowu i znowu, przez dzikie godziny długich połączeń i krótkich chwil rozłączenia, oboje wyrzucali z siebie zrodzone podczas bitwy emocje. Anna ani razu nie próbowała powstrzymać Morvana, niezależnie od tego, co robił. W jej całkowitym oddaniu się nie było kapitulacji, była nowo odkryta rozkosz i spełnienie, które odpowiadało na kryjące się w jej duszy najbardziej pierwotne instynkty.

Wreszcie, kiedy pierwsze promienie brzasku wyparły światło dopalających się świec, położyli się przy sobie, spleceni ramionami.

– Śpisz? – zapytała szeptem Anna.

– A czy wreszcie mi na to pozwolisz?

– Och!

Morvan roześmiał się i pokręcił głową.

– Do diabła, kobieto, jesteś nienasycona. Przypomina mi się, co kiedyś powiedział Ascanio: że dorównasz mi kiedyś pod tym względem, tak jak pod każdym innym. Prorocze słowa, choć księżulo co innego miał na myśli.

– Śpij. Już świta. A ja pójdę sobie trochę pojeździć – rzekła.

Morvan znowu wybuchnął śmiechem, podniósł ją w górę i trzymał nad sobą. Piersi Anny ocierały się o jego tors i znów poczuła dręczące pożądanie.

– Uwiedź mnie – powiedział. – Teraz będę już w stanie zdobyć się na pewną cierpliwość. A potem możesz ujeżdżać mnie zamiast konia.

23

Anna siedziała na stołku przy palenisku w komnacie męża i gładziła trzymaną na kolanach ulubioną czerwoną koszulę Morvana. Noc namiętności położyła kres ich wojnie, ale ona nie zrezygnowała z dalszej walki. W końcu mąż będzie musiał pójść na jakiś kompromis.

Podniosła koszulę i przyjrzała jej się krytycznie. Morvan miał ją na sobie tego dnia, kiedy w domu Davida negocjowali warunki kontraktu ślubnego. Czerwień podkreślała barwę jego oczu. Wyglądał w tym stroju zabójczo przystojnie. Aż za dobrze pamiętała rezultat i cenę, jaką przyszło jej zapłacić za pojawienie się Morvana tamtego ranka. Tak, niewątpliwie ta czerwona koszula w znacznym stopniu się do tego przyczyniła.

– Co robisz? – Morvan podniósł na nią wzrok znad stołu, na którym strugał pióra.

– Zajmuję się kobiecymi robótkami. – Wygładziła rękaw koszuli na kolanach i odchyliła głowę do tyłu, wyobrażając sobie, co mogłaby z nim zrobić. – Złota, nie sądzisz?

– Złota?

– Złota nitka. Rzucająca się w oczy i bogata. I dobrze skontrastowana.

– Zawsze lubiłem tę koszulę. Taką, jaka jest.

– Twoje ubrania są zbyt proste jak na lorda. Co ludzie powiedzą, jeśli pozwolę ci tak chodzić? Złoto będzie pasowało.

– Ale ja wolę prostą odzież. Podobał mi się styl ubierania Davida. Całkowity brak ozdóbek jest efektowny i elegancki.

– David jest kupcem.

– Chciałbym jednak zachować kilka prostych strojów. Na przykład tę koszulę.

– Dajesz mi do zrozumienia, że wolałbyś, żebym nie zajmowała się twoimi ubraniami? Że nie ufasz mojej biegłości w kobiecych robótkach?

Morvan wybuchnął śmiechem.

– Chcę powiedzieć, że wolałbym, byś nie zniszczyła moich ulubionych strojów, Anno. Miej odrobinę litości.

Podszedł do paleniska, podniósł żonę ze stołka, zaciągnął do swojego krzesła i posadził sobie na kolanach. Zdawał się uporczywie nie zauważać, że jest stanowczo zbyt wysoka, by siadać w ten sposób.

– Jak to się stało, że jesteś najgorszą szwaczką w Bretanii?

– Unikałam igły jak ognia. Są takie kobiety, które mogą godzinami siedzieć z igłą w ręku i liczyć ściegi. Mnie doprowadzało to do szału. Postawiłam więc sobie za punkt honoru nigdy się tego porządnie nie nauczyć. Nawet w klasztorze zakonnice szybko znalazły mi inne zajęcie.

– Jakie?

– Niestety, nie kobiece. Zajmowałam się ogrodem. Pomagałam w infirmerii. Czasami nawet szorowałam podłogi.

– I walczyłaś z bandytami.

Atmosfera zmieniła się gwałtownie. Jakby w komnacie zabrakło nagle powietrza.

– Także. Raz.

Uśmiech zniknął z twarzy Morvana, mężczyzna pogrążył się w zamyśleniu. Był w jego postaci jakiś dziwny spokój, bezruch.

– Byłaś tam szczęśliwa.

– Byłam zadowolona.

– Teraz nie jesteś zadowolona.

Annę ogarnęło jakieś dziwne uczucie. Przeczucie nieszczęścia. Zaniepokoiła ją nagła powaga męża.

– Tam także nie byłabym już zadowolona.

Morvan spojrzał na własną rękę, która bezwiednie głaskała ramię żony.

– Czy zdajesz sobie sprawę, że nigdy o nic mnie nie poprosiłaś? Raz zwróciłaś się do mnie o radę w sprawie Gurwanta. Poza tym nic. Przez cały czas naszej znajomości.

– Poprosiłam, żebyś mnie poślubił. A to nie błahostka.

– Korzyści odniosłem raczej ja, a nie ty.

– Jeśli dobrze sobie przypominam, to stanowczo upierałeś się, że jest akurat odwrotnie – Anna roześmiała się w nadziei, że rozładuje napięcie.

– Mówiłem ci już kiedyś, że mężczyźni są w gruncie rzeczy słabi i że im bardziej są szczęśliwi, tym bardziej się stają wspaniałomyślni. A jednak nawet po tym, jak się kochaliśmy, nie poprosiłaś o nic.

– Czy tego właśnie oczekiwałeś? Czy żony zazwyczaj tak postępują? A poza tym o co miałabym cię prosić? O klejnoty? O nowe suknie?

– Mogłaś mnie prosić o cokolwiek. O wszystko.

Anna podejrzewała, że dobrze się domyśla, co Morvan jej proponuje, co chce jej powiedzieć. Przeraziło ją to, więc milczała w nadziei, że dzięki temu uda jej się przerwać tę rozmowę.

To nie mogło się udać.

– Kiedy pojechałem z wizytą do Baldwina, rzuciłem okiem na twoją posiadłość w Rennes – powiedział. – Kasztelan to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Jeśli dostanie jeszcze kilku zbrojnych, zamek będzie wystarczająco dobrze strzeżony, a i Baldwin jest przecież w pobliżu. Ja także przyjadę, kiedy tylko będziesz mnie potrzebować.