Выбрать главу

Widok, jaki przedstawił się jego oczom, tłumaczył wszystko. Przy wysokim stole jedli kolację Haarold, jego syn i Gervaise. A z nimi, na honorowym miejscu u boku Haarolda, rozpierał się człowiek o zimnych jak lód oczach, który powinien być tu pilnie strzeżonym więźniem.

– Gdzie twoja żona, Angliku? – zapytał Gurwant. – Ta kobieta mnie zadziwia. Byłem pewien, że przyjedzie porozmawiać osobiście ze swym młodym strażnikiem o tym, co się wydarzyło. – Przez chwilę bębnił palcami po blacie stołu. – A może podąża za tobą, jak przy koniach? Owszem, wiem, że tam była. Ona nie ma zamiaru podporządkować się woli mężczyzny, narzuconego jej przez obcego króla, prawda? Jest Bretonką i nie akceptuje angielskiego lorda.

– Anna nie przyjechała – powiedział Morvan i przeniósł spojrzenie na Haarolda. – Łatwo złamałeś przysięgę wierności, Haaroldzie. Nie spodziewałem się tego po kimś, kto był prawą ręką Roalda de Leona.

Zawsze chmurna twarz Haarolda zachmurzyła się jeszcze bardziej.

– Roald nigdy by cię nie zaakceptował, ja także cię nie akceptuję. Ani ona.

– Przecież wiesz, że to nie jest prawda. Anna de Leon nikomu nie dałaby się zmusić do małżeństwa wbrew własnej woli. Co takiego obiecał ci ten człowiek, że warto ci było zapłacić za to utratą honoru? Powiedział, że po mojej śmierci odda ją twojemu synowi? Że z twojej krwi zrodzą się nowi lordowie?

– Taki związek odpowiadałby Roaldowi.

– Jesteś głupcem. Spójrz na niego. Naprawdę sądzisz, że przeszedł przez to wszystko, by osadzić twojego syna na książęcym tronie? – Odwrócił się do Gurwanta. – Rób, co chcesz, Gurwancie, i tak przegrałeś. Rodzina nie da ci armii do zdobycia La Roche de Roald. Twoje starania, by siłą narzucić dziewczynie unieważnione wcześniej małżeństwo, to była całkiem inna sprawa. Teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej.

– Jeśli Anna przyjedzie tu do mnie, nie będzie potrzebne żadne oblężenie. Po twojej śmierci znajdziemy się ponownie w tym samym punkcie.

Na twarzy Haarolda odbiło się zaskoczenie, gdy stary wasal pojął wreszcie, że Gurwant go oszukiwał. Ale teraz, choć uświadomił sobie, że został wystrychnięty na dudka, nie było już dla niego ratunku. Morvan wiedział o jego zdradzie.

– Ona nie przyjedzie.

– Taki jesteś tego pewien, Angliku?

– Jestem pewien.

Oczywiście, nie miał ani cienia pewności. To byłoby bardzo w stylu Anny, gdyby pożyczyła ubranie od jakiegoś rycerza, złapała łuk i wyruszyła na poszukiwanie męża. Nie przyjdzie jej niewątpliwie do głowy, że zaufany wasal ojca zdradził, więc może wpaść w pułapkę z garstką ludzi, tak jak on.

Wpadające przez małe okienko światło stało się nieco jaśniejsze i można było rozróżnić innych ludzi uwięzionych w lochu. Pod jedną ścianą spali jak zabici jego dwaj pozostali przy życiu ludzie. Skupił uwagę na trzecim człowieku, leżącym na pryczy pod oknem.

Morvan i jego ludzie zostali wrzuceni do tego lochu po rozmowie z Gurwantem i Haaroldem. To były straszliwe kazamaty, w których więźniowie padają jak muchy.

W celi zastali już młodego Louisa. Chłopak był ciężko pobity, a jego ciało trawiła gorączka z ran. Morvan zbadał go i zwrócił uwagę na powykręcaną, zniekształconą prawą rękę. Louis musiał być torturowany, wszystkie jego palce zostały połamane.

Powtarzane wielokrotnie prośby do lady Gervaise o pomoc dla chłopca wreszcie odniosły skutek. Po trzech dniach wsunęła się do celi z balsamami i miksturami. Widząc jej wyraźne obawy i szalony pośpiech, Morvan domyślił się, że kobieta przyszła tu bez wiedzy męża i Gurwanta.

Nie zabawiła długo, ale zdążył się od niej dowiedzieć, w jaki sposób Gurwant wkradł się w łaski Haarolda. Zrobił na nim wrażenie, rozprawiając często o tym, że Bretania musi być niepodległa. Kiedy nadeszła wiadomość o małżeństwie Anny, Haarold wpadł we wściekłość, a Gurwant natychmiast to wykorzystał. Sojusz został zawarty, zanim Haarold wyjechał na ślub.

Louis jęknął. Morvan przyniósł mu wody i pomógł oprzeć się plecami o ścianę. Chłopak robił wrażenie przytomnego i wreszcie zdolnego do rozmowy.

– Wybacz, panie. To moja wina, że znalazłeś się tutaj. W pewnym momencie ból był już nie do zniesienia.

– Nikt nie jest w stanie bez końca znosić tortur. Jak się tu dostałeś?

– Trzech z nich czekało na mnie, kiedy wyjechałem spomiędzy drzew na ścieżkę. Podejrzewam, że już od kilku dni czatowali na kogoś, kto samotnie będzie jechał ze stadniny. Od dawna szukali drogi, ale nie udało im się jej znaleźć. Więc złapali mnie.

Morvanowi przypomniały się ślady, które widział na drodze, jadąc do stadniny po Annę.

– Kim oni byli?

– To ludzie Haarolda. Nowi ludzie, których przyjął w ostatnich miesiącach. Przywieźli mnie tutaj i wtedy zrozumiałem, że Haarold skumał się z Gurwantem. Żądali, żebym im powiedział, jak się dostać do stadniny. Myślę, że chcieli ukraść konie, by ująć ciebie, panie, gdy wyruszysz ich szukać.

Morvan spojrzał na zmasakrowaną rękę chłopaka. Louis skrzywił się.

– Tak, to dlatego im powiedziałem. Bicie potrafię znieść. Po chwili już nic się nie czuje. Myślałem, że umrę i będzie po wszystkim. A potem Gurwant wymyślił nowy sposób zadawania bólu. Ale cały czas martwiłem się o panią. Wiedziałem, że ciągle jeździ do stadniny i może się tam znaleźć w chwili, kiedy oni zaatakują. Ale w końcu powiedziałem im.

Morvan dotknął ramienia chłopca.

– Kiedy to wszystko się skończy, zawsze będziesz miał u nas miejsce.

– Niewiele będzie ze mnie pożytku, panie. – Louis spojrzał na swą rękę.

– Zawsze jest pożytek z lojalnego człowieka.

Morvan spacerował powoli po niewielkiej powierzchni celi. Dziś wieczór Anna będzie już wiedziała na pewno. Zamknął oczy i starał się nawiązać z nią kontakt, ale była za daleko. Skupiał jednak myśli na niej i z całej duszy prosił, by nie przyjeżdżała.

Bo Gurwant miał rację. Gdyby Anna znalazła się w jego rękach, a Morvan by zginął, wszystko wróciłoby do punktu wyjścia.

W Wielkanoc do celi weszli strażnicy i związali Morvanowi ręce. Zarzucili mu pętlę na szyję i wyprowadzili go na światło dzienne.

Nie czekała na niego żadna szubienica. Zabrali go do zamku. Służba nakrywała stoły do uczty świątecznej, a jego prowadzono przez wielką salę w stronę drzwi w przeciwległej ścianie. Komnata pana zamku znajdowała się przy wielkiej sali, tak jak było w La Roche de Roald, zanim wybudowano piętro.

Haarold i Gurwant już go oczekiwali. Przy oknie stał jasnowłosy mężczyzna o ciemnych oczach, odziany w księżowskie szaty.

– Nie chciał nic mówić, dopóki nie przekona się na własne oczy, że żyjesz – wyjaśnił Haarold.

Ascanio uważnie przyjrzał się Morvanowi. Sięgnął pod ornat i wydobył sztylet. Spojrzał na Gurwanta wyzywająco, podszedł do przyjaciela i przeciął sznur. Morvan zrzucił więzy i stanął obok Haarolda. Chciał, żeby przyjaciel widział jego twarz podczas pertraktacji.

– Przyznajesz się do stanu duchownego, kiedy jest to dla ciebie wygodne, sir Ascanio – stwierdzi! Gurwant.

– Zawsze jestem księdzem, szczególnie w najświętszym dniu w roku. Chciałbyś się może wyspowiadać?

Gurwant w odpowiedzi wybuchnął śmiechem.

– Jesteś sam. Jakaż kobieta odmawia przybycia do rannego męża, który ją do siebie wzywa?

– Inteligentna kobieta, która doskonale wie, że mąż nigdy by jej tu nie wezwał. Anna natychmiast domyśliła się prawdy. Wiedziała, że wiadomość nie może pochodzić od Morvana.

– Nie doceniłem jej. – Gurwant uśmiechnął się ponuro.