Выбрать главу

W głosie Anny było więcej przekonania niż w jej sercu. Z całą pewnością musi być jakieś inne wyjście, niż pozwolić Morvanowi umrzeć.

– Zostawcie mnie teraz. Muszę trochę pobyć sama. Powiedzcie Fouke’owi, że niedługo się z nim spotkam.

Wszyscy wyszli z komnaty, został tylko Ascanio.

– Jeśli tak chcesz to rozegrać, nie możesz stanąć na czele oddziału.

Anna podniosła na niego oczy.

– Morvan nie chciałby, żebyś patrzyła na jego śmierć – wyjaśnił ksiądz. – I nie odczuwałby satysfakcji z zemsty, gdyby wiedział, że narażasz życie.

W oczach Anny pojawiły się łzy. Ciche łzy, które powstrzymywała z najwyższym wysiłkiem. Łzy słabości, których nikt poza Ascaniem jeszcze nie widział.

– Porozmawiam z nim jeszcze choć raz – szepnęła.

– On i tak już wie wszystko, co chciałabyś mu powiedzieć.

– Nie wie. Chciałabym go zobaczyć.

– Nie w ten sposób. Oszczędź mu tego.

Anna czuła udrękę i bezradność. Zacisnęła zęby i uderzyła pięściami we własne kolana.

– Chcę zabić Gurwanta.

Ascanio położył jej rękę na ramieniu.

– Morvan też chce jego śmierci. Ale dla twojego dobra i nie z twojej ręki. – Stał przy niej, dopóki oddech dziewczyny nie wyrównał się, a łzy nie przestały płynąć.

– Idź już, drogi przyjacielu – powiedziała. – Mam jeszcze wiele spraw do przemyślenia.

Anna wyszła z gabinetu i skierowała się do swej sypialni, w której często szukała samotności i siły. Teraz były jej potrzebne jak nigdy dotąd. Położyła się na ich wspólnym łóżku, starając się nie zwracać uwagi na puste miejsce obok, na którym powinien spoczywać Morvan. Wyczuwała jednak jego obecność i Anna zwróciła się w tamtą stronę.

Spłynął na nią jakiś półsenny spokój, myśli błądziły leniwie wokół żądań Gurwanta. Skarb z La Roche de Roald. Nie było tu żadnego skarbu. Przeszukała cały zamek, nie mając specjalnej nadziei na znalezienie go. Przed dwoma dniami, obwiązana liną i z pochodnią w dłoni, spuściła się nawet na samo dno lochów, do fundamentów twierdzy, przeszła wszystkie korytarze, otworzyła każde drzwi, wchodziła do wszystkich pomieszczeń, żeby się upewnić, że ten legendarny skarb naprawdę nie istnieje. Znalazła tylko zbutwiałe prycze, szczury i zardzewiałą broń.

Miała być w samej koszuli. Gurwant pragnął ją upokorzyć i zdobyć na oczach całego świata. Zrobiłaby to nawet, gdyby nie pewność, że Morvan umrze na jej oczach, gdy tylko Gurwant dostanie ją w swoje ręce. Ten człowiek nie miał honoru, a poza tym ani on, ani Haarold nie mogli podjąć ryzyka pozostawienia Morvana przy życiu.

Dziecko. To najokropniejsze z żądań. Gdyby nie to, może podjęłaby próbę spełnienia jego żądań. Gdyby chodziło tylko o nią, poszłaby do Gurwanta i próbowałaby go zabić, zanim on zabije jej męża. Ale dziecko…

Żądania i podsuwane przez wyobraźnię sceny ich realizacji raz po raz przepływały przez głowę dziewczyny. Ustawiały się jak żywe obrazy przed jej oczami, mieszały się ze sobą, tworzyły nowe układy, sylwetki zmieniały się w całkiem nieoczekiwany sposób, by dopasować się do nowej scenerii. Anna zaczęła świadomie kierować tymi wyobrażeniami, rozważać zawarte w nich możliwości.

Wyszła na balkon i spojrzała w morze. Możliwe, jedynie możliwe… Ale to ogromne ryzyko, szczególnie dla Marguerite. Z drugiej strony jednak gdyby to dziecko odegrało swoją rolę w zemście na Gurwancie, czyż nie odzyskałoby dzięki temu czegoś, co jej odebrał?

To mogłoby się udać. A jeśli nie… cóż, wszyscy zginą razem.

Gurwant miał talent do dramatycznych scen. Starannie wykonana szubienica została wzniesiona na samym środku pola. Ustawiono ją tak, by skazańcy zwróceni byli twarzą do wzgórz na zachodzie i wypatrywali przyjazdu kobiety, która mogła ich ocalić.

Morvan wszedł po schodach na podest i Gurwant osobiście założył mu pętlę na szyję. Morvan nie spodziewał się ratunku ani go nie pragnął, ale wiedział, że nawet gdyby nadszedł to ten człowiek i tak nie pozwoli mu przeżyć nawet kwadransa Teraz już musieli go zabić.

Rozejrzał się; Louis i jego dwaj ludzie stali obok. Morvan wątpił, by Haarold to aprobował. Gurwant postanowił dołączyć ich, bo jeden wisielec stanowi żałosny widok, czterech natomiast robi o wiele większe wrażenie.

Gurwant sprawdził linę, krępującą za plecami ręce Morvana, a potem podszedł w tym samym celu do Louisa.

– To sprawa pomiędzy tobą i mną, Gurwancie. Nie ma sensu włączać do tego innych – powiedział Morvan.

– Miałem z tym chłopakiem za dużo kłopotów.

– Nonsens. Torturowanie go sprawiło ci ogromną przyjemność. Choćby z tego jednego względu powinieneś go uwolnić.

Gurwant zwrócił na niego spojrzenie zimnych oczu.

– Chyba pozwolę ci żyć jeszcze przez chwilę po jej przyjeździe. Chcę, żebyś przed śmiercią zobaczył, jak ją biorę.

– Ona nie przyjedzie. Nie ma żadnego skarbu, który mogłaby ci przywieźć. I nie odda ci dziecka.

– Jeśli będzie chciała cię uratować, to znajdzie skarb. A jeśli chodzi o dziecko, będzie musiała rozważyć, na kim bardziej jej zależy: na tobie czy na dziewczynce. Odda mi ją.

– Anna wie, że nie jesteś człowiekiem honoru i tak czy inaczej mnie zabijesz.

– Ona jest Bretonką, więc ty, Anglik, nie jesteś w stanie jej zrozumieć. Przyjedzie. Jeśli nie po to, by cię ocalić, to po to, by mnie zabić. – Gurwant zszedł na dół po schodach i stanął przed podium. Czekał.

Morvan zerknął pod nogi, w dziurę wyciętą w deskach podwyższenia. Nie spadnie z wysoka. Nie ma co marzyć o natychmiastowym skręceniu karku. W tej sytuacji wczorajsza kąpiel i golenie były pozbawione sensu. Może Gurwant uznał, że jeśli jego przeciwnik pójdzie na śmierć, wyglądając jak pospolity rzezimieszek, to osłabi efekt dramatyczny.

Myśli Morvana pobiegły do Anny. Pretensje, jakie miał do niej kiedykolwiek, wczorajszej nocy zostały pogrzebane. Dzisiaj myśl o niej przynosiła mu jedynie cudowny spokój i wdzięczność, że od czasu, gdy poprzednio wyglądał śmierci, do dziś, kiedy znów żegnał się z życiem, został obdarzony czymś, co nadało jego istnieniu jakiś sens.

Postanowił aż do ostatniej chwili myśleć wyłącznie o niej.

– Panie.

Odwrócił głowę do Louisa. Chłopak patrzył wprost przed siebie, na zachodni horyzont. Poranna mgiełka nadal okrywała odległą część równiny i wzgórza, ale oczy Morvana wypatrzyły to, co wcześniej dostrzegł Louis.

Przestał oddychać. Nie! Gdyby była szansa, że jego głos dotrze na taką odległość, wykrzyczałby rozkaz odwrotu.

Na szczyt wzgórza mozolnie wjeżdżał ogromny wóz, ciągnięty przez dwa konie. Morvan bez przerwy klął w duchu, podczas gdy wóz powoli zjeżdżał w dół.

Gurwant wszczął alarm i dwudziestu ludzi stanęło przed podwyższeniem.

Wóz podjechał już na tyle blisko, że mgła przestała go przesłaniać. Carlos trzymał lejce. Obok niego, szczelnie owinięta płaszczem, siedziała Marguerite.

Morvan nie mógł uwierzyć własnym oczom. Był całkowicie pewien, że Anna w żadnym wypadku nie odda małej Gurwantowi i to na skutek jego poduszczenia Gurwant w ogóle zażądał przyjazdu dziewczynki. Teraz Morvan będzie schodził do grobu, mając na sumieniu tragedię tego dziecka.

Carlos podjechał tuż pod podwyższenie, zmuszając ludzi Gurwanta, by odskoczyli na boki. Zatrzymał wóz ustawiony dokładnie wzdłuż podium.

Morvan spojrzał w dół, na ładunek. Leżały tam rzucone na stos wszystkie cenne ruchomości La Roche de Roald. Każdy przedmiot, który posiadał jakąkolwiek wartość, od srebrnej zastawy obiadowej po wiszące w dawnej komnacie ojca Anny gobeliny, znajdował się teraz na wozie. Na samym wierzchu sterty ustawiono otwartą skrzynię pełną złotych i srebrnych monet. Było ich o wiele więcej, niż zawierał skarbiec zamkowy.