– Drugi jest twój.
– Zabierz stąd dziecko! – zawołał Morvan, ale Marguerite już zeskakiwała z podestu w ramiona Carlosa.
– Louis, weź drugiego konia. Wolę walczyć pieszo – rozkazał Morvan. Stał na wozie i ubezpieczał ucieczkę chłopaka. Jego dwaj pozostali ludzie zeskoczyli na ziemię i puścili się biegiem ku terenom rozciągającym się na północ od pola bitwy. Czekała tam Anna ze strzałą założoną do łuku, by ubezpieczać uciekinierów.
Tabun koni zwęszył zapach swego przywódcy. Ruszył w jego stronę, zagarniając ze sobą kilka koni ludzi Haarolda. Stojący wysoko na wozie Morvan widział, że pola po stronie północnej są całkiem czyste. Anna podniosła łuk, jakby oddawała mu honory, zawróciła konia i ruszyła w stronę Ascania.
Miecze zadzwoniły o miecze w zażartych potyczkach. Walter i pozostała czwórka byli w zdecydowanej mniejszości, ale wyraźnie starali się raczej zyskać na czasie, niż toczyć poważną walkę o życie. W pobliżu stała w gotowości armia.
Morvan zdawał sobie sprawę, że i on powinien na nią zaczekać. Ale Gurwantowi udało się odnaleźć swego konia, wskoczył na siodło i zbliżał się do niego ze wzniesionym do ciosu toporem w wyciągniętej ręce. Morvan zeskoczył z wozu tuż przy potężnym wierzchowcu.
Topór opadł z potworną siłą na uniesioną tarczę. Siła ciosu powaliła Morvana na kolana u stóp konia wroga. Przetoczył się ku zadowi zwierzęcia, by uniknąć powtórnego ataku. Gurwant starał się obrócić konia, ale Morvan w tym momencie ciął mieczem potężną tylną nogę rumaka. Ciężkie zwierzę z impetem runęło na ziemię.
Gurwant, klnąc na czym świat stoi, wyplątał się z siodła i wstał. Znalazł się oko w oko z przeciwnikiem, dzieliła ich tylko odległość leżącego konia.
Podniósł się krzyk i ludzie zaczęli uciekać spod podwyższenia, Morvan nie odrywał oczu od swego wroga, wiedział zresztą bez patrzenia, co się dzieje. Nadciągnęła armia.
Odszedł kilka kroków od konia, podobnie postąpił Gurwant. Stanęli twarzą w twarz na otwartej przestrzeni u stóp szubienicy. Nad polem zapadła pełna grozy cisza i Morvan zerknął w stronę widniejących po zachodniej stronie wzgórz. Wzdłuż całego stoku stała armia Anny. Ona, teraz już okryta płaszczem, znajdowała się na jednym skraju wraz z Ascaniem i jakimś obcym mężczyzną.
Walter i pozostali rycerze ustawili się półkolem za plecami Gurwanta. Morvan dał im znak, że mają się cofnąć.
Gurwant spojrzał na Annę i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– To diabeł wcielony nie kobieta, co?
– Owszem – odpowiedział Morvan.
– Bretania będzie kiedyś żałować, że nie wyszła za mnie i nie urodziła mi synów.
– Bretania nie potrzebuje kogoś takiego jak ty.
Gurwant uczynił urągliwy gest toporem.
– Zabijesz wszystkich mężczyzn, którzy na nią patrzyli?
– Tylko tego jednego, który wystawił ją na spojrzenia wszystkich mężczyzn…
– Może nie, Angliku. Teraz nie ma w pobliżu twojej żony, żeby ci ocaliła życie.
– Mam nadzieję, że nie przegram, Gurwancie. Bo gdyby tak się stało, Anna zażądałaby, żeby inni rycerze zostawili cię dla niej. I wszystkie przyszłe pokolenia znałyby cię jako jedynego Beaumanoira, który poległ w walce z kobietą. – Morvan skinął na Waltera. – Pomóżcie mu pozbyć się zbroi.
– A więc nie jesteś zbyt pewien swoich umiejętności rycerskich? – zadrwił Gurwant.
– Jestem pewien, po prostu nie chcę stracić całego poranka na zabijaniu cię.
Jeździec pojawił się, kiedy Walter pomagał Gurwantowi zdjąć napierśnik. Mężczyzna, którego Morvan w życiu nie odział na oczy, zatrzymał wierzchowca pomiędzy nimi.
Gurwant podniósł wzrok.
– Witaj, kuzynie.
Przybysz przyjrzał się niewielkiej gromadce, dłużej mierząc wzrokiem Morvana.
– Jestem Robert de Beaumanoir. To mój krewniak.
– Pewnie przyjechałeś z okupem. Nie odjedziesz z pustymi rękami. Po skończonej walce będzie twój. Zabierzesz jego ciało do domu – powiedział Morvan.
Robert uśmiechnął się cierpko.
– Masz szczęście, Gurwancie, że sir Morvan gotów jest walczyć z tobą zgodnie z nakazami honoru. Gdyby ten człowiek chciał cię powiesić na szubienicy, którą wybudowałeś dla niego, nie miałbym czelności protestować.
Gurwant wzruszył ramionami.
– Plan był dobry. Kto mógłby przypuszczać, że zostanie pokrzyżowany przez kobietę i dziewczynkę?
– Każdy, kto wiedziałby jak ja, jaką kobietę i dziewczynkę masz przeciwko sobie. – Robert spojrzał z góry na krewniaka. – Życzę ci lekkiej śmierci, kuzynie.
– Nie mam zamiaru umierać.
Robert spojrzał na Waltera i pozostałych konnych, a potem przeniósł wzrok na stojącą w pogotowiu armię.
– Może nie jest jeszcze przesądzone jak i kiedy, ale nie ulega wątpliwości, że umrzesz już dzisiaj. – Z tymi słowami odjechał.
Morvan odwrócił się twarzą na zachód i wbił wzrok w Annę. Jego serce i dusza pobiegły do niej, by rozgrzać się w cieple ich wzajemnej miłości. Po chwili dziewczyna uniosła rękę, zawróciła konia i zniknęła za szczytem wzgórza.
Morvan odwrócił się na pięcie i stanął twarzą w twarz z Gurwantem.
25
Anna siedziała przy stole w wielkiej sali i wpatrywała się w drzwi komnaty męża. Zanim wjechała do zamku, Morvan i wasale zamknęli się już w niej z Haaroldem. Wiedziała, co się tam teraz dzieje, wiedziała również z góry, czym się to musi skończyć.
Spojrzała na swą błękitną suknię. Nadal miała pod nią ten skandaliczny kostium, który należał do jej planu. Zastanawiała się, co mąż będzie miał do powiedzenia na temat niektórych elementów jej planu ocalenia go. Właściwie to była ciekawa, co powie o całym planie.
Morvan żyje, a Gurwant jest martwy i nic poza tym nie ma znaczenia, powtarzała sobie w duchu. W końcu jednak mąż zacznie zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie podjęła, i dojdzie do wniosku, że szanse Anny były znikome. Jak zareaguje, kiedy minie początkowa radość, że pozostał jednak przy życiu.
Nie dziwiła się, że nie przyjechał do niej natychmiast po rozprawieniu się z Gurwantem. Zdawała sobie sprawę, że myślał wyłącznie o tym, co właśnie w tej chwili działo się za zamkniętymi drzwiami komnaty. Czekał go bardzo niemiły sąd i Anna nie miała pretensji, że chciał to mieć za sobą, zanim zacznie się świętowanie.
Nastrój zebranego w wielkiej sali tłumu był niezwykle spokojny, prawie nie było hałasu. Wszyscy ulokowali się pod ścianami, zarówno zwycięzcy, jak i pokonani, i czekali pełni chorobliwej wręcz fascynacji na wiadomość, której wszyscy się spodziewali. Haarold złamał najświętszą przysięgę rycerską, jedyną właściwie, jakiej mężczyźni skrupulatnie przestrzegali, w świecie, w którym przyszło im żyć, jedna tylko mogła być za to kara i od niej zależało przyszłe trwanie tego świata. Prawo było nadzwyczaj proste. Jeśli ktoś złamie hołd lenny, wznosząc przeciwko swemu panu broń, musi umrzeć.
W martwą ciszę wdarło się nagle kobiece zawodzenie. Gervaise gwałtownym ruchem szarpnęła drzwi komnaty, w której odbywał się sąd. Syn próbował ją powstrzymać, ale kobieta rozpaczliwie odpychała jego ramiona, by uwolnić się z objęć. Udało jej się oswobodzić i wpadła do komnaty. Anna zerwała się z miejsca i także próbowała ją zatrzymać, ale kobieta znalazła się już wewnątrz, podczas gdy Anna i Paul zatrzymali się w progu.
Gervaise podbiegła do Morvana, padła na podłogę u jego stóp i obejmując jego kolana, szeptała błagania. Anna nie dosłyszała, co mąż odpowiedział, bo pochylił się nad nieszczęsną kobietą. W końcu Haarold podniósł ją z podłogi i wyprowadził z komnaty. Pocałował ją delikatnie i oddał w ramiona Anny.