Drzwi ponownie zostały zamknięte, ale teraz to już nie mogło potrwać długo.
Gervaise uparła się, by zostać w wielkiej sali. Chciała zobaczyć wychodzącego męża. Objęła oburącz dłonie Anny, położyła je na swych kolanach i ściskała z całej siły.
– Zaprzepaścił nasze dobra – szepnęła ochryple. – Osiedliśmy tu prawie tak dawno jak twoja rodzina w La Roche de Roald To była najłagodniejsza z kar za taki występek. Zdradziecki wasal nie może pozostać na dawnej ziemi.
– Ale twojego syna nie spotka krzywda. – Starała się ją pocieszyć Anna. Postanowiono oszczędzić syna, który nakłonił Haarolda do poddania się.
– Musi wyjechać przed zapadnięciem zmroku. Twój mąż powiedział, że może ze sobą zabrać tylko broń, zbroję i konia.
Anna pomyślała, że to niezwykle wspaniałomyślna decyzja. Paul będzie gotów do natychmiastowego wstąpienia do czyjejś służby i nie znajdzie się w nędzy. Jednak ze względu na Gervaise postanowiła znaleźć sposób, by wsunąć Paulowi przed odjazdem parę monet do kieszeni.
– Chcą go stracić. Ma dać gardło pod miecz. Nie dano mu nawet szansy stanięcia z kimś w szranki, by mógł zginąć honorowo, w walce.
Anna nie wiedziała, co powiedzieć. Gervaise ściskała jej dłonie coraz mocniej.
– Morvan cię wysłucha – błagała. – Haarold dał się skusić Gurwantowi. Jak tylko pojmali Morvana, zaczął tego żałować, ale uważał, że jest już za późno. Proszę, Anno. On był przyjacielem twojego ojca, całkowicie lojalnym przez wiele lat. Przybył ci na pomoc, kiedy go wezwałaś w listopadzie.
Anna objęła szlochającą kobietę i przytuliła ją do piersi.
Całym sercem była z Gervaise. Ale i z Morvanem. Wyczuwała jego nastrój. Niezależnie od tego, co nakazywało prawo, napełniało go niesmakiem, że musi na zimno skazać na śmierć wasala. Był to jedyny obowiązek lorda, którego najchętniej by uniknął.
Może gdyby był lordem od wielu lat, okazałby łaskę, obecnie jednak jego pozycja pana tych ziem nie była jeszcze ugruntowana. Gdyby Haarold uszedł z życiem, jak zrozumieliby to Gaultier i Baldwin?
Drzwi gabinetu zostały otwarte i wyszło z nich czterech wasali. Gervaise podeszła do męża. Odszedł z nią na bok i powiedział coś do niej po cichu. Annie przyszło nagle do głowy, że ten człowiek pewnie w ciągu ostatnich dwudziestu lat nigdy nie okazał tej kobiecie tyle delikatności ile w tej chwili.
Odsunął się i spojrzał na Annę znacząco, jakby prosił ją, by trzymała Gervaise z dala od murów obronnych. Potem zacisnął zęby i stanowczym krokiem podszedł do pozostałych wasali. Razem wyszli z sieni.
Anna zajrzała do gabinetu. Morvan stał plecami do niej. Miał obandażowane ramię.
W wyobraźni setki razy odgrywała scenę ich ponownego spotkania. Z reguły towarzyszyła jej radość, czasem jednak gniew. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że może to nastąpić w cieniu śmierci.
Wystarczyłoby wycofać się teraz po cichu i schronić się w którejś z komnat, a jej najwspanialsze, najradośniejsze fantazje ucieleśniłyby się jednak, choć nieco później.
Podeszła do Gervaise i chwilę z nią porozmawiała, by ją uspokoić. Potem nieszczęsna kobieta wróciła do swojej komnaty.
A Anna wróciła do Morvana i położyła mu dłoń na plecach. Odwrócił się, nagle wyrwany z zamyślenia, i na jego twarz wypłynął uśmiech, odpędzając z niej smutek. Przyciągnął Annę do siebie.
– Przepraszam, że nie przyszedłem do ciebie od razu – mruknął i ukrył twarz w jej włosach.
– Rozumiem dlaczego. – Jego uścisk znów dokonał czarów. Anna całkowicie się poddała, pozwoliła, by wypełnił pustkę w jej duszy i ożywił wspomnienia, które zbyt szybko odeszły niemal w niepamięć.
Morvan obudził zmysłowym dotykiem wszystko, co w niej żywe. Anna nie chciała, by cokolwiek, nawet śmierć, zakłóciło tę błogość między nimi.
– Nie musisz tego robić – szepnęła cicho, żałując, że sama niszczy nastrój.
– Nie, ale uznano, że nawet ze zranioną prawą ręką jestem jednak najsilniejszy. A nikt nie chciałby, żeby Haarold cierpiał.
– Nie to miałam na myśli. To w ogóle nie musi się wydarzyć. Wiem, że popełnił straszliwą zbrodnię, ale lord ma prawo być wspaniałomyślny, jeśli taka jest jego wola, prawda?
– Po to tu przyszłaś? By prosić o jego życie?
– Był jednym z najbliższych przyjaciół mojego ojca, Morvanie. I przez lata całe wiernym wasalem.
– Ale wobec mnie okazał się nielojalny, Anno.
Nie wiedziała, co na to odpowiedzieć. Haarold wydał jej męża na pewną śmierć. Zbyt wiele, by oczekiwać łaski.
Morvan ujął jej twarz i gładził jej policzki kciukami.
– Gdyby chodziło tylko o mnie, pal sześć. Ale on był gotów oddać ciebie w ręce tego szaleńca.
– Czy żaden z pozostałych wasali nie wstawił się za nim?
– Nie. Nawet Fouke. Nawet jego syn Paul. Ty jesteś jedyną osobą, poza jego żoną, która prosi o jego życie.
Anna zdawała sobie sprawę, że powinna nienawidzić Haarolda za rolę, jaką odegrał w knowaniach Gurwanta. Gdyby jej plan się nie powiódł, Morvan już by nie żył, a Haarold byłby za to odpowiedzialny. Ale jej plan się powiódł, mąż żył, a człowiek, który był, jej zdaniem, wszystkiemu winien, został zabity. Chciała tylko, żeby Morvan pozostał w jej ramionach, żeby nie odchodził, by ponownie tego dnia wznieść miecz.
– Powiedziałeś kiedyś, że nigdy cię o nic nie poprosiłam. Teraz proszę cię o jego życie.
– Nie rób tego, Anno. – W oczach Morvana pojawiła się irytacja.
– Robię to.
Potrząsnął głową z niedowierzaniem.
– Jeden jedyny raz czegoś ode mnie chcesz, dlaczego jest to życie człowieka, który o mały włos nas nie zniszczył?
Anna przytuliła się do męża i zmusiła go, by spojrzał jej w oczy.
– Nie proszę o to dla siebie, dla Gervaise, a szczególnie nie dla Haarolda. Pewnego dnia dziecko, które noszę pod sercem, usłyszy o dzisiejszym dniu. Chcę, by mu opowiedziano o wspaniałomyślności ojca, a nie o jego gniewie.
Morvan zamarł w całkowitym bezruchu. Anna obserwowała, jak znaczenie jej słów powoli zaczyna do niego docierać. Oczy mu pojaśniały, a na jego usta powoli wypłynął uśmiech.
– Jesteś pewna?
– Pytałam Catherine i Ruth. Jestem na tyle pewna, na ile w ogóle kobieta może być pewna.
– Nie chciałaś tego. – Morvan pogładził ją po policzku.
– Mówiłeś, że twoi przodkowie pochodzą z Bretanii. W takim razie przynajmniej kropla bretońskiej krwi płynie w twoich żyłach. Będę więc miała bretońskiego dziedzica, o którym marzyłam, Morvanie.
Obdarzył ją słodkim, pełnym wdzięczności pocałunkiem. Anna rozkoszowała się cudownym poczuciem komfortu, jakie dawały jej ciepłe ramiona męża.
– Myślę, że człowiek musiałby być niewiarygodnie gruboskórny, gdyby w dniu, w którym otrzymał tak cudowną wiadomość, nie okazał wspaniałomyślności. – Morvan uśmiechnął się do żony.
– Też tak sądzę.
Ramię przy ramieniu weszli do wielkiej sali. Z każdym krokiem rosła duma Morvana i radosne uniesienie. Kiedy znaleźli się przy schodach prowadzących na mury, obejmował żonę już tak mocno, że niemal niósł ją na ramieniu.
U szczytu schodów obdarzył ją długim, głębokim pocałunkiem. Jego dłoń mężczyzny, jakby wiedziona ciekawością, spoczęła na brzuchu żony.
– Jeszcze nic nie widać – szepnął, świadom, że obserwują ich obcy ludzie.
Na środku murów czekało w grobowym milczeniu czterech wasali. Dołączył do nich Ascanio. Fouke trzymał w ręku ciężki miecz przystosowany do obu rąk. Wszystkie twarze stężały w ponurym oczekiwaniu na spełnienie niemiłego obowiązku.
Anna i Morvan podeszli z uśmiechem. Wszyscy wymienili zgorszone spojrzenia. Na twarzy Haarolda malował się wyraz potępienia i niesmaku, że Morvan przerywa egzekucję, by objąć i pocałować żonę. To, że to była jego własna egzekucja, najwyraźniej nie miało dla Haarolda większego znaczenia.