Выбрать главу

Fouke zaczął wysuwać z pochwy ogromny miecz katowski, ale Morvan uniósł dłoń i potrząsnął głową.

– Żona przekazała mi właśnie wspaniałą wiadomość. Dla żadnego innego powodu nie darowałbym ci życia, Haaroldzie, ale zrobię to, by uczcić Annę i dziecko, które nosi. Musisz jednak natychmiast opuścić moje ziemie.

Zebrani na murach odetchnęli z ulgą. Fouke klepnął po ramieniu swego starego przyjaciela.

Morvan spojrzał ponad głowami zebranych w odległy kąt dziedzińca.

– Widzę, że giermek już przyprowadził twojego wierzchowca, Haaroldzie.

Haarold i pozostali odwrócili się i śledzili wzrokiem powolne kroki dwóch koni. Na jednym z nich siedział kościsty wyrostek w workowatych spodniach i wysokich butach. Kapelusz z szerokim rondem niemal całkowicie zasłaniał twarz.

– Co do diabła… spójrzcie tylko, to kobieta! – zawołał Haarold.

– Co znaczy twój zdumiewający okrzyk, mężu? – rzuciła Gervaise spod kapelusza i podała mu wodze jego konia.

– Natychmiast idź i przebierz się w przyzwoite ubranie. Nie życzę sobie, by widziano mnie jadącego u boku żony przebranej w ten sposób.

– A ja nie życzę sobie jechać Bóg wie jak długo i jak daleko w ciężkich, niewygodnych szatach. Ten strój jest bardzo praktyczny. Jest też bezpieczniejszy dla kobiety. Tak twierdzi lady Anna.

Haarold spojrzał na Annę z furią.

– Chciałbyś coś powiedzieć, Haaroldzie? – zapytał Morvan. – Może pragniesz oznajmić, że wolisz zginąć, niż być widzianym w towarzystwie kobiety ubranej po męsku? Miecz katowski czeka. – Odwrócił się w stronę Gervaise. – Pani, jeśli wolisz, możesz pozostać z nami. Dopilnujemy, byś dotarła bezpiecznie do swych krewnych.

– Nie, panie, pojadę z tym starym zrzędą. Nie wiedziałabym, co robić bez tej skrzywionej ponuro gęby, marszczącej się groźnie na mój widok przez cały boży dzień.

Pozostali wasale przestali udawać, że nie bawią się świetnie kosztem Haarolda. Wyśmiewali się z niego, kiedy sadził wielkimi krokami i dosiadał konia. Gervaise pochyliła się i uścisnęła dłoń Anny, zanim ruszyła u boku męża.

Morvan odwrócił się ku mężczyznom, którzy stali kręgiem za jego plecami.

– Czy jest jeszcze coś, czym muszę się pilnie zająć? Nie? Znakomicie.

Anna pisnęła z zaskoczeniem, kiedy porwał ją na ręce i ruszył w stronę zamku. Potem pocałował ją i dziewczyna natychmiast ogłuchła na gwizdy i szepty zgromadzonych w wielkiej sali ludzi Podjęłaś zbyt wielkie ryzyko.

Głos męża wyrwał ją ze zmysłowego oszołomienia. Kochali się najpierw dziko i gwałtownie, a potem powoli i czule. W komnacie nadal panowała atmosfera silnych emocji, wynikających ze świadomości, iż niewiele brakowało, a utraciliby się na zawsze.

Spokojne stwierdzenie Morvana zaalarmowało Annę. Zamarła. Miała nadzieję, że przynajmniej przez dzień czy dwa mąż nie będzie o tym myślał.

– Mnóstwo spraw mogło pójść niezgodnie z twoimi założeniami – dodał.

– Ale tak się nie stało. Plan zadziałał. – Anna uznała, że całkowity sukces akcji będzie najlepszą linią obrony.

– Gurwant mógł kazać zatrzymać wóz z dala od podwyższenia.

– Byłam pewna, że będzie chciał, żebyś wszystko widział.

– Mógł nie pozwolić Marguerite stanąć obok mnie.

– Chciał, żeby zeszła mu z drogi i nie kręciła się pod nogami.

– Konie mogły nie pobiec za twoim wierzchowcem.

– Poprzednio za nim poszły.

– Gurwant mógł cię po prostu zabić, jak tylko się pojawiłaś. Wystarczyłaby jedna strzała z łuku.

– To by było zbyt proste. On za bardzo lubił upokarzać ludzi, żeby wybrać takie rozwiązanie. – Anna wsunęła palce we włosy Morvana. – Tak. Bardzo ryzykowałam. Rzeczywiście narażałam się na niebezpieczeństwo. Ale udało się, Morvanie. I gdyby trzeba było, zrobiłabym to jeszcze raz.

Podniósł ramiona. Jego wzrok przesuwał się po ciele Anny i zatrzymał się na brzuchu.

– Wystawiłaś na niebezpieczeństwo nie tylko siebie. Powinnaś była zostać w La Roche de Roald. – Głos Morvana był raczej zamyślony niż gniewny.

– I pozwolić, byś zginął? A co potem? Miałabym sama wychowywać to dziecko? A może twój król przysłałby mi nowego męża?

– Gdyby twój plan się nie powiódł, gdyby Gurwant mnie zgładził i wziął ciebie, ogłosiłby, że to jego dziecko.

– Zostawiłam dokument, poświadczony przez Ruth, Catherine i księdza z miasteczka. Głosi stanowczo, że w chwili wyjazdu nosiłam już twoje dziecko.

– Ktoś jeszcze o tym wiedział? Ascanio?

– Nikt, a szczególnie Ascanio i Carlos. Gdyby wiedzieli, za nic w świecie nie pozwoliliby mi jechać. Obaj zrobili się tak samo nadopiekuńczy jak ty.

Przyciągnął ją do siebie i szorstką dłonią pieścił całe ciało Anny, od ramion aż do kolan. Wydawało się jednak, że ich rozmowa jeszcze nie dobiegła końca.

– Jak bardzo jesteś na mnie zły, Morvanie? Czy do końca życia będziesz mi wypominał, że wystawiłam na niebezpieczeństwo twoje nienarodzone dziecko?

– Zważywszy na to, że jestem żywy, a nie martwy, byłoby z mojej strony czarną niewdzięcznością obwiniać cię o cokolwiek. Nie znajduję w sobie gniewu. Niewielu mężczyzn mogłoby się poszczycić żoną zdolną do podjęcia dla nich takiego ryzyka. – Był spokojny i zamyślony, bezwiednie gładził czubkami palców plecy Anny. – Dziecko wszystko zmienia. Teraz nie mogę pozwolić ci odejść.

– Ja nigdy nie prosiłam, byś mi pozwolił odejść. To ty uznałeś, że wspólne życie byłoby dla nas zbyt trudne.

Morvan odwrócił ją na plecy i uniósł się nad nią.

– To nieprawda. Chciałem, byś była szczęśliwa.

– Chciałeś wyrzucić nasz kontrakt. Dałeś mi, Morvanie wybór: zmienić samą siebie lub odejść. Cóż, teraz nie mogę już odejść, nie mam więc wyboru. Ale nie mogę się zmienić. I nie chcę. Wiedziałeś, kogo sobie bierzesz, lojalnie cię o tym uprzedzałam.

Oczy Morvana iskrzyły się wesołością podczas krótkiej przemowy Anny. Nie mogła pojąć, co on widzi zabawnego w tym, że ona przez następne czterdzieści lat będzie mu uprzykrzała życie.

– A gdyby nie było dziecka, Anno, co byś zrobiła? – zapytał cicho.

Spojrzała w te świetliste oczy, które nadal ją hipnotyzowały.

– A co byś chciał, żebym zrobiła, Morvanie?

Ujął jej rękę, pocałował każdy palec z osobna, a wreszcie wnętrze dłoni.

– Jestem w tobie zakochany od pierwszej nocy – powiedział po prostu, jakby mówił jej to setki razy.

Nie mówił o czystym pożądaniu ani o przyjaźni. Anna była ciekawa, czy dostrzegł jej zaskoczenie, czy zauważył, że wstrzymała oddech.

– Dostaliśmy w darze wyjątkową miłość, Anno, miłość, która rzadko staje się udziałem ludzi. Mnie z całą pewnością jeszcze nigdy przedtem się nie trafiła. Pozwoliłbym ci odejść, ale złamałoby mi to serce. Chciałbym, żebyś została.

Przyciągnęła go do siebie, objęła z całej siły i zaczęła całować jak szalona.

– A ja nigdy nie mogłabym odejść.

26

Anna spacerowała wzdłuż okalających twierdzę zewnętrznych murów obronnych, rozkoszując się ciepłym słońcem i chłodnym powietrzem poranka. Zapowiadał się wspaniały dzień i postanowiła później wybrać się na długą konną przejażdżkę. Będzie musiała zabrać ze sobą obstawę. W tym nic się nie zmieniło, choć Gurwant zginął, a w majątku panował spokój.

Ale mogło być gorzej. Przez całe tygodnie po uratowaniu Morvana wstrzymywała oddech, oczekując silniejszych restrykcji z powodu nienarodzonego dziecka. Spodziewała się, że mąż całkowicie zabroni jej jazdy konnej. Ale on, mimo swych nadopiekuńczych skłonności, pozostawił wszystko jak dotychczas.