Выбрать главу

Słyszała przekleństwa Olafa, który nadal leżał na podłodze. Chciał wiedzieć, czy udało mu się ją zabić. Ochroniarze odkrzyknęli coś po szwedzku. Nie podeszli do niej, wiedząc, że ich szef sam chce ją zastrzelić.

Przeczołgała się za królową, a teraz powinna była przesunąć się za gońcem w stronę frontowych drzwi. Zerknęła na Olafa; jeden z ochroniarzy podawał mu własny pistolet.

Ochroniarz podniósł Jorgensona z posadzki, posadził go na wózku i obrócił w jej stronę. Olaf mierzył wprost w nią.

Schowała się za skoczka. Od frontowych drzwi dzieliły ją niecałe trzy metry.

– Niezła zabawa! – krzyknął Olaf i wystrzelił. Goniec prze wrócił się. Lily poczuła ostry ból w nodze, ale na szczęście nadal mogła się poruszać. Przywarła do podłogi za figurą skoczka.

Olaf roześmiał się i znowu wystrzelił. Wielki kwadrat marmurowej podłogi rozsypał się na kawałki, niecały metr od niej. Rozległy się jeszcze dwa strzały i biały król upadł na królową.

Lily klęczała teraz za wieżą, blisko drzwi.

Kiedy następna kula gwizdnęła jej koło ucha, padła na podłogę. Jeden z ochroniarzy ruszył biegiem do niej. Dlaczego?

Po chwili usłyszała jeszcze kilka strzałów. To nie strzelał Olaf ani ochroniarze, strzelano przez drzwi frontowe. Słyszała krzyki i głośny łomot, aż wreszcie, pod silnym naporem, drzwi ustąpiły.

Olaf i ochroniarze otworzyli teraz ogień w tamtym kierunku.

Lily zerwała się na nogi, złapała kawał odłupanego marmuru, i rzuciła nim w Olafa.

To uderzenie dosięgło go. Wywrócił się do tyłu. Ochroniarze zaczęli uciekać przed gradem policyjnych kul.

Panował piekielny hałas. Simon stał za policjantami. O mój Boże! Żyje!

Nagle zapanowała cisza. Lily podbiegła do Simona i rzuciła mu się w objęcia.

– Cieszę się, że jesteś – powiedziała. – Tutaj też nie było zbyt przyjemnie.

Olaf krzyczał jeszcze przez chwilę i nagle zamilkł.

– To już koniec, Lily – szepnął Simon. – Naprawdę koniec tego wszystkiego. Trochę krwawisz, za chwilę przyjedzie karetka.

– Nic mi nie jest. Poraniły mnie kawałki marmuru. Jesteś cały mokry, Simonie. Dlaczego jesteś taki mokry?

– To tylko chwila nieuwagi. Później ci powiem.

– Nie, mów teraz. Jak zdołałeś im uciec? Co się tam działo?

– Zanurkowałem w kanale, żeby zniknąć im z oczu, ale ta sztuka się nie udała. Pojawili się jednak policjanci, którzy wyciągnęli mnie z wody i zajęli się Alpem, Nikkim i Ianem.

Nikt nie został zabity. Zabrano ich do aresztu. To wszystko zasługa twojego brata, Lily. Zadzwonił do swojego przyjaciela w Sztokholmie, który ma dwóch braci w policji w Goteborgu. Policjanci obserwowali dom, zobaczyli, jak Ian i jego chłopcy pakują mnie do samochodu, zadzwonili po posiłki i ruszyli za nami.

– Chciałabym poznać tych braci – powiedziała z uśmiechem Lily.

28

Waszyngton

W ten sobotni wieczór w Waszyngtonie było jeszcze zimniej niż w Sztokholmie. Na Wschodnim Wybrzeżu prószył śnieg. Lily leżała w łóżku. Nie odczuwała już bólu po zranieniach odłamkami marmuru. Szwedzki lekarz stwierdził jedynie powierzchowne obrażenia, nie przywiązując wagi do tego, że pozostaną po nich blizny.

Jeszcze w samolocie poskarżyła się na to Simonowi. Powiedział wtedy, że lubi pokiereszowane kobiety. Blizny są oznaką charakteru.

– Nie – zaprzeczyła Lily, kiedy Simon okładał ją poduszkami na przestronnym siedzeniu w kabinie pierwszej klasy – blizny są oznaką że kobieta nie potrafi dokonać właściwego wyboru.

Roześmiał się i pocałował ją. Ujął jej twarz w dłonie i zaczął mówić cichym głosem, ponieważ film już się skończył i pasażerowie szykowali się do snu:

– Lily, myślę, że stworzymy świetną drużynę – ty, ja i Nieustraszony Remus.

Leżała teraz w gościnnym pokoju w domu brata. Nie mogła zasnąć. Miała nadzieję, że przynajmniej Simonowi to się udało.

Simon zaś przewracał się ostrożnie na krótkim łóżku polowym, bojąc się, że spadnie na podłogę. Udało mu się otulić nogi kołdrą, chociaż wystawały poza łóżko. Leżał w pokoju Seana, który nadal przebywał u babci. Kiedy Savich i Dane Carver wnosili do pokoju Seana wąską połówkę, Simon oświadczył, że mógłby spać nawet w łóżeczku Seana, gdyby się tam zmieścił.

Wiedział, że Lily śpi w gościnnym pokoju. Wolałby być tam razem z nią, w jednym łóżku. Cierpliwości, znają się dopiero dwa tygodnie… Oczami wyobraźni widział ją w swoim domu, w jednej z dużych sypialni na górze przerobionej na studio. Ten pokój miał odpowiednie światło do pracy.

Lily nie rozumiała, dlaczego nie może zasnąć. W Waszyngtonie było już po północy. Wprawdzie w Szwecji był ranek, ale oni byli tam bardzo krótko, nie zdążyli się przyzwyczaić do zmiany czasu. Była potwornie wyczerpana, a jednak nie mogła zasnąć.

Bardzo martwiła się o brata. Tammy Tuttle nie przyszła, żeby go dopaść, i zarówno on, jak i Sherlock byli całkowicie wytrąceni z równowagi.

W piątek po południu, zgodnie z udostępnionym mediom scenariuszem, Dillon pojechał taksówką na lotnisko i zgłosił się do odprawy na lot do Teksasu. W ostatniej chwili wymknął się z samolotu i wrócił do domu.

Teraz, chociaż według oficjalnych doniesień Dillona nie było już w Waszyngtonie, jego dom nadal otoczony był przez agentów, włączono też bardzo precyzyjne urządzenie alarmowe. Jimmy Maitland nie chciał ryzykować.

Lily miała nadzieję, że Dillonowi i Sherlock udało się jednak zasnąć. Wiedziała, że tęsknią za Seanem. Przewracając się na bok, odczuła ostry ból. Nie chciała już brać środków znieczulających, więc przymknęła oczy, przywołując na myśl obraz ogromnej sali zawieszonej obrazami babci. Te obrazy wrócą do muzeów na całym świecie. Olaf Jorgenson i jego syn nie będą mogli się temu przeciwstawić, Ian spędzi wiele lat w więzieniu. Olaf był w szpitalu, jego stan był bardzo ciężki.

Lily zaczęła wreszcie zapadać w sen, z którego wyrwała ją nagle świadomość, że coś się dzieje. Usłyszała jakiś ruch. To nie był Dillon, Simon ani Sherlock. To było coś innego.

Mógł to być równie dobrze wytwór jej wyobraźni albo podmuch wiatru, uderzenie gałęzi o okno sypialni. Ten dźwięk pochodził z zewnątrz. Może Simon się obudził?

Lily nasłuchiwała, wpatrując się w ciemność.

Już zaczęła się odprężać, kiedy usłyszała ciche skrzypnięcie dębowej podłogi. Wytężyła słuch, serce biło jej coraz mocniej. Dywany tłumiły dźwięki, trudno byłoby usłyszeć czyjeś kroki.

Usiadła na łóżku, wytężając wzrok. Zbyt późno dojrzała szybko poruszający się cień. Poczuła potworny ból, jakby nóż wwiercał się jej w czaszkę.

Opadła na poduszkę. Zanim straciła przytomność, dojrzała jeszcze nachylającą się nad nią kobietę. Wiedziała, kto to jest.

– Cześć, siostrzyczko – usłyszała cichy szept.

Sherlock też nie mogła zasnąć. Dillon spał obok niej, ale jego kojąca obecność tej nocy nie miała na nią wpływu. Nie mogła przestać myśleć o Tammy. Wstała z łóżka, włożyła stary wełniany szlafrok i skarpetki; postanowiła jeszcze raz obejść cały dom, chociaż już to przedtem trzykrotnie robiła, a Dillon prawdopodobnie też co najmniej trzykrotnie penetrował wszystkie pokoje. Dobrze, że Sean spał u babci, tam był bezpieczny. Kiedy będzie mogła przywieźć go z powrotem do domu? To się musi skończyć, Tammy musi zrobić jakiś ruch.

Pomyślała o czterech agentach, którzy pilnują domu. Śnieg ciągle padał, na pewno jest im zimno. Dobrze, że o dziesiątej zaniosła im ogromny termos gorącej kawy.

Przeszła przez hol i zatrzymała się nagle. W domu było zbyt cicho. Zorientowała się po chwili, że wyłączony jest alarm, brakowało tego ledwie słyszalnego szmeru. Serce podeszło jej do gardła.