– Nie, przestań – aż jej dech zaparło. – Co ty wyprawiasz? Jego szybkie palce rozplotły ciasny warkocz, nim zdążyła go powstrzymać. Ku jej przerażeniu wsunął dłonie w jej włosy i zebrał je w masę loków. Chociaż próbowała się uchylić, poczuła jego dłonie na skórze głowy. Przeszedł ją dreszcz na całym ciele i mocniej się zaczerwieniła – bardziej z powodu dotyku niż myśli, że zamienił jej fryzurę w katastrofę.
Tak wiele kobiet marzy o długich lokach, ale nie muszą żyć z kręconą szopą, którą zwykłe szczotkowanie zamienia w wielkie, przerażające afro.
– Nie ruszaj się – powiedział, unosząc jej włosy. Sprzedawczyni podała mu spinkę, którą wykorzystał, żeby spiąć masę loków w roztrzepany kok wysoko z tyłu głowy Amy. Potem wyciągnął kilka pasemek wokół jej twarzy.
– Voila! Zerknęła w lustro, bojąc się tego, co zobaczy. Potem się zagapiła. Czy to ona? Przypomniała sobie ten wieczór sprzed kilku miesięcy, gdy szła na wernisaż i pozwoliła Christine i Maddy upiąć sobie włosy. Zostawiły większość rozpuszczoną, żeby układały się w pukle, a boki podpięły do góry i do tyłu. Podobała jej się ta fryzura, ale nie pomyślała, żeby czesać się tak na co dzień. Kiedy była mała, babcia zawsze splatała jej włosy w warkocz. Ponieważ była to wygodna fryzura, Amy czesała się tak przez resztę życia.
Teraz zastanawiała się dlaczego.
Nowa fryzura całkowicie zmieniła wyraz jej twarzy. Oczy wydawały się egzotyczne, policzki mniej pucołowate, a usta kuszące. Czy coś tak prostego, jak podpięcie wysoko włosów, mogło tyle zmienić? Ich masa równoważyła jej sylwetkę, sprawiając, że wyglądała na wyższą i szczuplejszą.
Dziwne uczucie zagnieździło się w jej żołądku, po części zadziwienie, po części panika. Osoba patrząca na nią z lustra była niewątpliwie ładna. Kobieta, którą mężczyźni by dostrzegli.
Boisz się być ładna – powrócił echem w jej głowie głos Lance'a. Ta myśl wydawała się absurdalna. Wszystkie kobiety pragną być ładne, prawda?
Serce biło jej tak szybko, że to aż bolało.
Lance z aprobatą pokiwał głową.
– Potrzebujemy więcej strojów w tym guście, ale kolorowych. Coś jasnego, non?
– Niezbyt – powiedziała szybko.
– Nie lubisz kolorów?
– Uwielbiam, ale nie na sobie. Jak mówiła moja babcia: „Kobieta, której twarz jest największym atutem, nie powinna odciągać od niej uwagi".
Odchylił głowę, jakby go uderzyła.
– Twoja grandmere tak cię obrażała?
– Trzeba ją znać. – Zaśmiała się, widząc wyraz jego twarzy. -W ten sposób mówiła, że mam ładną buzię.
– Mon Dieu. – Przewrócił oczami. – Skoro słyszałaś takie komplementy, to dziwię się, że nie stałaś się nieznośnie próżna.
– Po prostu doradzała mi, bo o mnie dbała.
– Pozwól, że zapytam. Czy to ona mówiła ci, że w workowatych ubraniach wyglądasz szczupłej?
– Ujmowała to zwięźlej. – Amy zmarszczyła brwi. – Po prostu nie ględziła tak na temat mojej wagi, kiedy nosiłam luźne rzeczy. Jak na ironię, im bardziej ględzi, tym więcej jem. Po części z tego powodu dwa lata temu wyprowadziłam się z domu i zamiast ciągłe przybierać na wadze, wreszcie zaczęłam chudnąć.
Ściągnęła twarz i odwróciła się do niego.
– Nie rozumiem tylko, dlaczego jestem jedyną grubą osobą w mojej rodzinie. Wszystkie kuzynki są olśniewające, a ja przez całe życie byłam Grubą Amy. Po prostu dziecko z grządki kapusty. Ale to Meme zawsze faszerowała mnie słodyczami. Przysięgam – uniosła rękę – że nie przesadzam: kiedy dorastałam, mówiła: „Amy, kochanie, musisz przejść na dietę. Zjedz ciasteczko". Więc jeśli luźne ubrania oszczędziły mi tego, nie wahałam się.
Przyglądał jej się przez chwilę, a potem z powrotem położył ręce na jej ramionach i odwrócił do lustra. Przysunął usta blisko jej ucha i szepnął:
– Amy, twojej grand-mere tu nie ma. Możesz ubierać się, jak zechcesz.
Serce zabiło jej jeszcze szybciej.
Boisz się być ładna.
Może się bała. Me czy nie o to chodziło w wyzwaniu? Żeby stawić czoło rzeczom, które ją przerażały? Rzeczom, które ją hamowały?
Gdy to sobie przypomniała, panika zmalała i zastąpiła ją radość, która wylała się w postaci śmiechu.
– Dobrze, już dobrze. – Złożyła dłonie jak do modlitwy, aby powstrzymać ich drżenie. Spojrzała w oczy odbiciu Lance'a. – Może odrobinę więcej koloru.
Uśmiech, który pojawił się na jego twarzy, był pełen aprobaty. Jakimś cudem wiedział, naprawdę wiedział, jak wielki to krok. I podziwiał jej odwagę.
Przez resztę dnia, kiedy Lance dobierał jej garderobę, Amy wahała się między obawą a podnieceniem. Kupili zwiewne sukienki, cudowne jedwabne spódnice, które trzepotały przy każdym ruchu, rybaczki w kilku kolorach i tyle bluzek, aby pasowały i można było je różnie łączyć. Oraz biżuterię. Kupili tyle zabawnej i odważnej biżuterii, że Amy próbowała protestować.
– Proszę, Lance, już nic więcej. Wydajemy nie moje pieniądze.
– Rzeczywiście, więc nie masz nic do powiedzenia.
– Nie chcę wykorzystywać hojności pana Gaspara.
– Nie wykorzystujesz. Większość kobiet wydałaby o wiele więcej, gdyby dać im wolną rękę. – Spojrzał na nią dziwnie. – Dlaczego ty tak nie robisz?
– Bo to nie w porządku. I sam spójrz na wszystko, co dziś kupiliśmy. Dobry Boże! Za wiele tego.
– Kobieta nigdy nie ma za wiele biżuterii – oświadczył.
Po lunchu, w czasie którego rozmawiali już z wielką swobodą, podrzucił ją do salonu i gabinetu odnowy. To było dopiero przeżycie. Czuła się jak Dorotka z Czarnoksiężnika z krainy Oz. Styliście, ekstrawaganckiemu gejowi, aż dech zaparło, gdy usłyszał sugestię, że mógłby ściąć jej włosy bardziej niż „tylko odrobinkę, żeby pozbyć się suchych końców".
Pouczył ją też na temat zbyt dużej ilości szamponu i wytłumaczył, jak ma dbać o mocno kręcone włosy. Według niego powinna myć głowę tylko raz w tygodniu i przez resztę czasu do czyszczenia włosów wykorzystywać odżywką. Amy miała wątpliwości, ale obiecała wypróbować jego radę. Upierał się, że efekt będzie „przecudny, po prostu przecudny!".
Powiedział to tak, że zaczęła się śmiać. Lubiła gejów. Byli najlepsi z obu światów… i kompletnie niezagrażający.
Potem przyszedł czas na masaż. Bogu dzięki wykonywany przez kobietę. Jednak i tak fakt, że ktoś dotykał jej ciała, wprawił ją w zakłopotanie. Potem pedicure – lakier na paznokciach miała jasnoróżowy i była nim po prostu zachwycona. Na końcu lekcja makijażu, której wysłuchała bardzo skrupulatnie. Tak skrupulatnie, że nawet nie ogarnęła całokształtu przemiany, dopóki nie wszedł Lance. Zamarł.
– Dobrze wyglądam? – zapytała niespokojnie, nagle czując się odrobinę zbyt wypucowana i upiększona. – Przesadzili?
– Nie. Po prostu… – Pokręcił głową, jakby mu zabrakło słów. -Wyglądasz oszałamiająco.
Rumieniąc się, odwróciła się do lustra i poczuła ten sam dreszczyk, który powracał przez cały ten dzień. Czy to naprawdę ona, ta kobieta w lustrze? Nathan upiął jej włosy wysoko do tyłu, bardzo podobnie jak wcześniej Lance. Tylko tym razem doszło kilka blond pasemek, a włosy mocno zwilżono i zyskały na połysku.
Lance rzucił kilka niespokojnych spojrzeń w jej kierunku, kiedy poszedł płacić. Wyglądał jak zahipnotyzowany jej przemianą. Właściwie sama czuła się tym przytłoczona. Patrzyła na siebie w każdej odbijającej powierzchni, a potem czerwieniła się, bo to takie próżne. Ale mimo to nie mogła się powstrzymać.