Выбрать главу

Znowu zerknęła na swoje odbicie, gdy Lance płacił rachunek. Tym razem jednak spojrzała poza szklaną powierzchnię na wystawę z łańcuszkami na kostkę. Wisiały na obracającym się wieszaku na ladzie, a srebrne wisiorki połyskiwały w lampach salonu. Skupiła wzrok na łańcuszku z motylkiem i uśmiechnęła się.

Przypomniał jej o wielkim sekrecie, rzeczy, o której wiedziało bardzo niewiele osób: miała na pośladku tatuaż – motylka.

– Chcesz taki? – zapytał Lance, wskazując na łańcuszki.

Chciała? O tak!

– To zależy – powiedziała, kryjąc radość. – A ile kosztują?

– Czy to ważne?

Otworzył szklane drzwiczki, obrócił stojak. Łańcuszki się zakołysały.

– Tak, to ważne. Wydaliśmy dziś dość pieniędzy pana Gaspara. Sama go kupię.

– Nie ma takiej potrzeby. Który chcesz?

– Z motylkiem.

Wzięła łańcuszek, sprawdziła cenę i z ulgą stwierdziła, że nie jest za wysoka.

– Sama go kupię.

– Ale…

– Nawet nie waż się kłócić ze mną na ten temat. – Uciszyła go swoim najgroźniejszym spojrzeniem. – Przez cały dzień pozwalałam ci postawić na swoim, ale to kupię sama.

Położyła łańcuszek na ladzie i powiedziała kobiecie, aby policzyła go osobno, bez stosu kosmetyków do twarzy i włosów, które dobrał jej Nathan.

Gdy tylko łańcuszek był jej, położyła go na dłoni i uśmiechnęła się. Po raz pierwszy od czasów college'u poczuła, że kokon, który ją otaczał, zaczyna się otwierać.

Rozdział 8

Kiedy patrzymy na innych, widzimy wyraźniej.

Jak wieść idealne życie

Tego wieczoru, gdy Amy niosła tacę z kolacją do wieży, zaczęła tracić chwiejną równowagę między podnieceniem a obawami i lęki wzięły górę. Lance wyszedł tuż przed zachodem słońca. Czy powiedział panu Gasparowi, ile wydali? Przejrzała torby z zakupami, aby odłożyć rzeczy do szafy, i prawie zemdlała, patrząc na metki z cenami. Cóż, jeśli Lance tego nie zrobił, ona to powie.

– Halo? – zawołała, kiedy ostrożnie weszła do biura.

Lance zostawił włączoną lampę, więc nie musiała znowu się męczyć z włącznikiem na ścianie. Czuła się jednak nieswojo, wiedząc, że gdzieś nad jej głową jest mężczyzna, który patrzy i słucha.

– Panie Gaspar?

– Dobry wieczór, Amy.

– Och, dobrze, jest pan.

Ulżyło jej, gdy usłyszała jego głos. Wydawał się tego wieczoru rozluźniony i jakby cieszył się na jej widok. Podeszła szybko do windy i pociągnęła za sznurki, aby posłać tacę.

– No tak, oczywiście, że pan jest. To znaczy cieszę się, że ma pan włączony głośnik. Chcę podziękować za te wszystkie cudowne rzeczy.

– Dobrze się bawiłaś na zakupach? Lance nie był pewien.

– Dobrze, ale… Mój Boże… – Cofnęła się, żeby spojrzeć w kamerę. – Za dużo kupiliśmy. Zostawiłam przy większości metki, więc będę mogła zwrócić niepotrzebne rzeczy.

– Nie podobają ci się te nowe ubrania? – zapytał jakby rozczarowany.

– Żartuje pan? Jestem zachwycona! – zapewniła go. – Wszystkie są przepiękne. Miał pan rację co do Lance'a. Rzeczywiście ma wspaniały gust.

– Więc dlaczego chcesz je zwrócić?

– Po prostu za dużo tego. Nie potrzebuję tylu ubrań.

– Amy. – Słyszała, że się śmieje. – Zaufaj mi, kiedy mówię, że stać mnie na to. Skoro sprawia mi to przyjemność, czemu mam sobie odmawiać?

– Dlaczego to sprawia panu przyjemność? To ja zyskałam niesamowitą garderobę.

– Nieczęsto mogę uszczęśliwić kobietę. Właściwie zwykle zdarza mi się coś przeciwnego. A skoro mówimy o niesamowitych rzeczach, to kurczak w sosie własnym? Pachnie fantastycznie.

– Tak. Nie wiem, na ile pikantne lubi pan jedzenie, więc starałam się nie przesadzić z pieprzem.

– Nie musisz się mną martwić pod tym względem. Lubię ostre przyprawy. Och, mmm, to pychota!

– Cieszę się, że panu smakuje.

Rozpromieniła się z dumą.

– Widzisz? To sprawia ci przyjemność, prawda? Fakt, że smakują mi twoje potrawy. Więc dlaczego to, że ty cieszysz się z prezentu, nie miałoby mi sprawić przyjemności?

– O rety. – Wszystkie sprzeczne emocje znowu się w niej wzburzyły. – Ja tylko chcę… to jest…

– Co takiego?

Usiadł na krześle przy biurku i patrzył na obraz Amy na ekranie. Miała na sobie spodnie trzy czwarte, top na ramiączkach w najgłębszym odcieniu błękitu Morza Karaibskiego, a do tego długą, cieniutką koszulę z motywem papugi, elegancką i wymyślną jednocześnie. Włosy upięła wysoko, odsłaniając zgrabne muszelki uszu i gładką kolumnę szyi. Ale to jej twarz tak naprawdę go zauroczyła: wymowne oczy, nagłe rumieńce, kokieteryjne spojrzenie, tak słodkie, że powątpiewał, czy ona wie, jakie jest powabne.

– Widok piękna, które tak bardzo starałaś się ukryć, sprawia mi ogromną przyjemność.

– Tak?

Ta uwaga ją zdziwiła.

– Znałem mnóstwo kobiet pięknych fizycznie, ale tylko kilka, które były równie piękne w środku, co na zewnątrz. Ty należysz do tego rzadkiego gatunku. – Zadziwiły go słowa, które wypowiedział, oraz wolność, jaką dała mu anonimowość. Mógł czuć i po prostu bez wahania o tym powiedzieć. A może to coś w Amy dało mu tę wolność. – To czyni cię prawdziwym skarbem.

– Skarbem? – zaśmiała się, a on rozkoszował się tym jasnym, melodyjnym dźwiękiem. – Nic o tym nie wiem. Ale jeśli podarowanie mi tych ubrań uszczęśliwiło pana, to przyjmuję je i dziękuję. Muszę jednak przyznać, że czuję się trochę skrępowana w stroju, który zwraca uwagę. Dziś ludzie gapili się na mnie. Nie tylko Lance, ale inni też. Przyzwyczaiłam się do bycia niewidzialną, więc jako osoba zauważana czułam się dziwnie.

– Dziwnie?

– Nie wiem. Jednocześnie podekscytowana i przestraszona. Tak właśnie się czuję, kiedy mam się udać w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłam.

– Naprawdę? – Zastanawiał się nad tym chwilę. – Czy to dlatego właśnie chciałaś zwrócić ubrania? Bo nie chcesz, aby cię zauważano?

Spuściła głowę i zerknęła z ukosa w sposób, który w wypadku innej kobiety uznałby za przekorny.

– Dzisiaj zadaje pan bardzo dużo pytań.

– Odkryłem, że to dobre miejsce do zadawania pytań. Nie chodzi jedynie o wiele godzin samotności, chociaż ona pomaga. Myślę, że odsunięcie się od wszystkiego, co znajome, zmienia perspektywę.

– To brzmi jak cytat z książki mojej przyjaciółki Jane Jak wieść idealne życie. Mówi, że odrobina dystansu pomaga wyraźniej zobaczyć rzeczy.

– Szkoda, że dystans nie sprawia, że znalezione odpowiedzi są przyjemniejsze.

– To właśnie pan tu robi? Szuka odpowiedzi?

– Tak. A może ukrywam się przed nimi. – Zastanowił się nad czymś, co ciągle mu umykało. – Czasem myślę, że zbieram kawałki układanki. Że może kiedy zbiorę wszystkie, obraz jako całość nabierze sensu. Może ty wykorzystasz nadchodzące cztery tygodnie, żeby znaleźć brakujące kawałki własnej układanki. Wtedy zrozumiesz, dlaczego się boisz. A kiedy to pojmiesz, strach może minie.

– Już zrozumiałam, dlaczego boję się podróży.

– Miałem na myśli lęk przed byciem ładną.

– Nie jestem pewna, czy to rzeczywiście strach. – Zmarszczyła brwi. – Po prostu nie czuję się całkiem swobodnie. Ale popracuję nad tym, żeby móc cieszyć się z prezentu od pana.

– Mam nadzieję.