Pomyślał, że może w tym czasie przyzwyczai się też do własnej urody, a to będzie jeszcze większy dar niż ubrania.
– Dobrze więc. – Odwróciła się w stronę drzwi. Najwyraźniej równie niechętnie zbierała się do odejścia, jak on nie chciał patrzeć na jej wyjście. – Pójdę już. Dobranoc.
– Dobranoc, Amy. Miłych snów.
– Wzajemnie.
Wyłączyła lampę i zniknęła w mrokach biblioteki. Patrzył na nią na ekranach, jak szła do swojego skrzydła. Kiedy znalazła się w swoim pokoju i poza zasięgiem jego wzroku, rozejrzał się po wieży. Spojrzał na wygodnie umeblowany raj, jaki sobie tu stworzył. Po raz pierwszy ta przestrzeń wydała mu się bardziej pusta niż bezpieczna.
Potem uśmiechnął się, gdy pomyślał o innym prezencie, jaki kupił Amy tego dnia i zamierzał podarować nazajutrz.
Amy obudziły męskie głosy dobiegające z dziedzińca. W białej, jedwabnej koszuli nocnej, którą kupiła sobie poprzedniego dnia w sklepie z bielizną, podbiegła do drzwi i zerknęła na zewnątrz. Słońce właśnie wstawało i jego promienie igrały wśród wierzchołków palm. Zieleń liści odcinała się wyraźnie na tle żywego błękitu nieba.
W cienistym ogrodzie słyszała Lance'a, który rozmawiał z ekipą ogrodników. Tylko jej migał, gdy szedł wśród splątanej gęstwiny, wydając po francusku różne polecenia. Nie mogła się doczekać, kiedy zobaczy, jak ogród ukazuje się w całej krasie.
Na razie jednak musiała przygotować śniadanie. Przeciągnęła się, obróciła się na palcach jak tancerka i poszła pod prysznic.
Pamiętając wskazówki Nathana dotyczące włosów, użyła odżywki bez szamponu i musiała przyznać, że włosy były czyste i łatwiejsze do opanowania. Nie odmówiła sobie przyjemności użycia pachnącego balsamu do ciała i kremu do twarzy, potem włożyła kwiecistą sukienkę w wesołych odcieniach żółci, pomarańczu i czerwieni kwiatu strelicji. Wzbraniała się przed kupnem sukienki, która odsłania ramiona i kończy się przed kolanami, ale patrząc w lustro, musiała przyznać, że ćwiczenia Pilates naprawdę się opłaciły. Jej ramiona nie były wprawdzie szczupłe, ale nabrały ładnego kształtu i zdołała złapać lekką opaleniznę w czasie rejsu, mimo kremu przeciwsłonecznego, którym się obficie smarowała. Zabawny, ciężki naszyjnik i wiszące kolczyki dopełniały stroju.
Makijaż stanowił większe wyzwanie, ale udało jej się powtórzyć to, czego nauczyła ją wizażystka. To znowu przypomniało jej o problemie z włosami. Nathan pokazał jej kilka szybkich, prostych sposobów upięcia. Sczesała jej palcami ku górze i podpięła spinką, tak żeby loki spłynęły po plecach. Wyciągnęła trzy luźne pukle, dwa przy uszach i jeden na skroni.
Skończyła, obróciła się do dużego lustra na drzwiach łazienki… i aż ją zatkało. Odbicie pokazywało osobę więcej niż ładną. Wyglądała na pewną siebie, otwartą i… cóż, seksowną. Na samą myśl żołądek jej się zacisnął i musiała zwalczyć potrzebę, żeby zdjąć biżuterię, umyć twarz i zapleść włosy jak zwykle. Wzięła głęboki wdech i przypomniała sobie to, co poprzedniego wieczoru powiedział pan Gaspar.
To, że cieszył się pięknem innych, zamiast mieć im je za złe, dodawało jej odwagi. Chociaż będzie musiała przyzwyczaić się do widoku w lustrze. Pomijając wszystko inne, Maddy i Christine będą zachwycone – od lat próbowały ją namówić na zmianę wizerunku.
Poprzedniego dnia zajrzała do kawiarenki, żeby odezwać się do Eldy (powiedziała, że Meme ma się dobrze) i żeby opowiedzieć przyjaciółkom o swoim dniu. Niestety wylądowała przy jeszcze gorszej klawiaturze niż poprzednio. Dała więc tylko znać, że ma się dobrze, i zapewniła, że odezwie się później. Kiedy pójdzie tego dnia do miasta, poszuka wreszcie w tej cholernej kafejce klawiatury, która będzie działać.
Myślała o tym, wchodząc do kuchni, kiedy nagle zatrzymała się zaskoczona. Na wyspie stał laptop, otwarty i włączony. Kolory układały się na monitorze w hipnotyzujący wzór.
Czyżby Lance zostawił go po drodze na dziedziniec? Czy w forcie jest bezprzewodowy dostęp do Internetu? Mogłaby skorzystać z jego laptopa, aby skontaktować się z przyjaciółkami? Zagryzła usta, gdyż kusiło ją, żeby przerwać tryb wygaszenia. Odważy się?
Nie, nie mogła. Naprawdę. Nie bez pozwolenia.
Ale tak bardzo chciała.
– Podoba ci się?
Obróciła się i zobaczyła Lance'a zaglądającego przez okno przy zlewie. Oparł ręce o parapet. Jego olśniewający uśmiech zaskoczył ją tak samo jak nagłe pojawienie. Z bijącym sercem przycisnęła ręce do piersi.
– Przepraszam. Ja tylko…
– Śmiało.
Wskazał na laptop, ale nie oderwał wzroku od niej, od jej włosów, twarzy, ubioru. Nic nie powiedział, ale zobaczyła aprobatę w jego oczach i odkryła, że bycie dostrzeganą przez mężczyzn przypomina pobyt na St. Barts – jest przerażające i podniecające jednocześnie.
– Wypróbuj.
– Nie masz nic przeciwko?
– Dlaczego miałbym mieć? Jest twój.
– Mój?
– Prezent od Gaspara.
– Poważnie? – Zatkało ją z zachwytu. – Skąd się wziął?
– Kupiłem go wczoraj, kiedy siedziałaś w salonie. Gdy powiedziałem Gasparowi, że musisz każdego dnia pisać e-maile do przyjaciółek, nalegał na kupno laptopa.
– O mój Boże.
Ogarnęło ją szczęście, kiedy włączyła komputer. Pośrodku ekranu znajdowała się wiadomość, jak karteczka na pudełku z prezentem.
Dla Amy
Drobne podziękowanie za dar w postaci twoich przysmaków.
Moje uszanowanie,
Guy Gaspar
Odwróciła się, żeby porozmawiać z Lance'em, ale zniknął. Pojawił się chwilę później. Wszedł przez drzwi prowadzące z kuchni na galerię.
– Pokażę ci oprogramowanie – powiedział, stając obok niej przy blacie. – Dałbym ci go wczoraj, ale Gaspar chciał go przygotować dla ciebie.
– Sam wszystko instalował?
– Lubi takie zabawki.
– Tak?
Wszystko, czego dowiadywała się na temat Guya Gaspara sprawiało, że coraz bardziej przypominał zwykłego człowieka. I tym bardziej było jej żal, że zamknął się w więzieniu.
– Tu masz przeglądarkę internetową – powiedział Lance, przesuwając kursorem. – Więc możesz mieć kontakt z przyjaciółkami.
– O Boże. – Przycisnęła dłonie do policzków. – To po prostu najlepszy prezent!
Uśmiechnął się szeroko, najwyraźniej zadowolony z jej reakcji, a potem zmarszczył ostrożnie brwi.
– Nie znasz ceny.
– Ceny? – zamrugała.
– Ponieważ gotujesz po prostu magnifique, powiedziałem ekipie w ogrodzie, że damy im lunch. Może to sprawi, że zostaną i skończą pracę, non? Pójdę nawet dla ciebie na targ, jeśli powiesz, co mam kupić.
– Ty to nazywasz ceną? – zapytała, śmiejąc się. – Z przyjemnością gotuję dla każdego. Pichcenie dla tłumu to dla mnie największa frajda. Zwłaszcza jeśli ty zrobisz zakupy! – Zaczęła szybko planować.
– Właściwie jestem w nastroju, żeby coś upiec. Myślisz, że mieliby ochotę na cynamonowe bułeczki jako przekąskę po śniadaniu?
– Myślę, że zemdleją z zachwytu.
Rzucił jej szelmowskie spojrzenie.
Pokręciła głową, bo powiedział to tak, że zabrzmiało nieco dwuznacznie.
– Wobec tego zmykaj. – Pomachała rękami. – Nie plącz mi się pod nogami, to wezmę się do roboty.
– Tres bien. – Skłonił głowę. – Zostawiam panią przy gotowaniu, mademoiselle.
– Och, Lance! – zawołała za nim, kiedy doszedł do drzwi. – Powiedz proszę, panu Gasparowi, że dziękuję za laptop. Naprawdę tak się cieszę, że słów mi brakuje.