– Mówię to właśnie dlatego.
– Dziękuję. – Uśmiechnęła się prosto do kamery. – To chyba największy komplement, jaki w życiu usłyszałam. – Chciała wziąć na widelec kolejny liść sałaty i zorientowała się, że już się skończyła. – Boże, przegadałam całą kolację.
– Nie szkodzi. Lubię słuchać, jak opowiadasz. Masz wspaniały dar prowadzenia rozmowy.
– Zwykle nie. – Przechyliła w zamyśleniu głowę. – Bardzo dobrze się z tobą rozmawia. Może dlatego, że trochę przypominasz mi dziadka. Był bardzo cierpliwym i dobrym słuchaczem.
Byron niemal parsknął.
– Przypominam ci dziadka? – Wysoki, z nogami jak bocian? -Hmm, zważywszy, że go kochałaś, uznam to za komplement, ale zaufaj mi, nie przypominam twojego dziadka. I żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości, nie jestem stary.
– Och. – Zamrugała i nagle wpadła z zakłopotanie. – Przepraszam. Nie chciałam… to znaczy. Trudno tylko po głosie zorientować się, ile ktoś ma lat.
Widział, że z pewnym lękiem zastanawia się, ile Gaspar ma lat. Ale nie zamierzała zapytać. Więc sam jej powiedział.
– Jesteśmy z Lance'em Beaufortem w tym samym wieku.
– Rozumiem.
Po wyrazie jej oczu zorientował się, że nigdy by się przed nim tak nie otworzyła, gdyby wiedziała, że jest w wieku odpowiednim do randek.
– Amy, zapewniam, że nie musisz się mnie obawiać. Przyznaję, że jesteś dla mnie bardzo atrakcyjna, ale rozmowa przy kolacji to wszystko, do czego może dojść. – Ta myśl napełniła go większym żalem, niżby się spodziewał. – Czy to poprawia ci samopoczucie?
– Tak. – Rozluźniła się, usłyszawszy jego zapewnienie. – Ale proszę, nie bierz tego do siebie. Naprawdę nie cierpię randek.
Chciał chwilę o tym porozmawiać, ale spodziewał się, że poznawszy jego wiek, Amy będzie się bardziej denerwować. Boże, gdyby znała całą prawdę, pewnie uciekłaby z krzykiem. Postanowił poprawić jej humor.
– Jak smakuje wino?
– Bardzo dobre. -Wypiła pospiesznie łyk. – Dziękuję.
– Czy to deser z limonki? – Przyjrzał się kawałkowi ciasta, który ozdobiła kwiatem z ogrodu.
– Tak. Mam nadzieję, że będzie smakował.
Wziął kawałek i pozwolił, by intensywna słodycz rozpuściła się w jego ustach.
– Mmm, przepyszne. Zakładam, że sobie nie wzięłaś?
– Nie.
– Cóż, będę dobry i nie będę cię kusił.
– Dziękuję.
Posłała mu tak kuszący uśmiech, z tymi ciemnymi lokami wokół twarzy, że mógł się tylko zagapić. Wiedział, że nie zamierzała flirtować, ale jak ktoś tak naturalnie seksowny mógł dożyć jej wieku bez żadnego faceta, który przebiłby się przez jej niechęć do randek?
A pod tym zahamowaniem domyślał się namiętności, która tylko czekała, aby ją uwolnić. W przeciwnym wypadku nigdy nie sprawiłaby sobie motyla na pośladku. Było tu nad czym myśleć. Nie, lepiej o tym nie myśleć, przestrzegł siebie.
Ale jak by to było, być tym mężczyzną, który pomoże jej wyzwolić swoje prawdziwe ja?
Rozdział 10
Dobre miejsce do zadawania pytań. Amy przypominała sobie te słowa Guya w ciągu następnych dni, kiedy patrzyła – i pomagała przy tym – jak ogród nabiera kształtu. Powiedział Lance'owi, że jej dziadek był mistrzem ogrodnictwa, więc Lance często pytał ją o radę. Natychmiast złapała łopatkę, sekator i wzięła się do roboty.
Uwielbiała pracę w ogrodzie. Ciekawskie małpki patrzyły z drzew, jak Amy i ekipa oczyszczają rabaty i naprawiają brukowane patio, podczas gdy druga ekipa zajęła się basenem.
Dobrze było kopać, pielić i sadzić, jednocześnie rozważając różne kwestie w głowie. Czy Meme naprawdę mogła celowo sabotować jej życie? Nie chciała, żeby okazało się to prawdą, ale teraz, kiedy ziarno zostało posiane, trudno jej było powstrzymać myśli przed kiełkowaniem.
W końcu pogodziła się z tym, że może to prawda. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo Meme ją skrzywdziła, nie zrobiła tego świadomie. Ludzie nie ranią celowo tych, których kochają, a Meme ją kochała. Czasem jednak rani się, nie wiedząc o tym.
Gdy siedziała na piętach, a słońce piekło ją w plecy, spojrzała ku wieży. Z jakimi pytaniami zmagał się Guy, kiedy obserwował przemianę ogrodu? Wiedziała o nim tak niewiele i z każdym wieczorem czuła, że coraz więcej chce od niego wyciągnąć w czasie rozmów przy kolacji.
Zdołała się tylko dowiedzieć, że jego rodzice rozwiedli się, kiedy był bardzo mały, i każde z nich zawarło następne małżeństwo już więcej niż raz. Chyba skrywał w związku z tym sporo zniesmaczenia i żalu. Miał wszystko, czego dziecko może zapragnąć, ale prawie wcale nie dostał miłości ani uwagi. Już na samą myśl serce jej się ściskało.
Jednak najbardziej zaskoczyło ją to, że podróżował po całej Europie i dzielił się z nią opowieściami z pierwszej ręki z miejsc, które pragnęła zobaczyć. Z trudem wyobrażała sobie tego odludka z wieży podróżującego gdziekolwiek, ale uwielbiała jego opisy dalekich miejsc, zwłaszcza południowej Francji, którą, jak wyznał, najbardziej lubił.
Czasem myślała, jak bardzo się różnili. Miał pewność siebie, której nie spodziewała się po nim, i dziwne poczucie humoru, które sprawiało, że śmiała się z najmniej oczekiwanych rzeczy. Jedyne, co ich łączyło, to miłość do opowieści. On był wielkim fanem filmów, ona z kolei uzależniła się od książek. Oboje mogli rozmawiać o tym bez końca.
To jej podsunęło pomysł. Uśmiechnęła się, skupiając się znowu na ogrodzie. Postanowiła sobie, że go rozgryzie – w taki czy inny sposób.
– Jaki jest twój ulubiony film? – zapytała go tego wieczoru w biurze Lance'a.
– Stary czy nowy?
– Najpierw stary.
– „Casablanca" – odparł bez wahania.
– Zgoda, ale dlaczego?
– Jak to dlaczego? Nie ma żadnego „dlaczego". To najlepszy film, jaki kiedykolwiek nakręcono.
– Ale dlaczego do ciebie przemawia? Ludzie zawsze mają jakiś powód, dla którego lubią określone filmy.
– Dobra, daj mi chwilę. Już wiem. Humphrey Bogart – odparł w końcu. – Jest w centrum niekończącego się przyjęcia, ale zarazem pozostaje kompletnie sam. Świętowanie w obliczu ludzkiego cierpienia budzi w nim wstręt, ale mimo to jest częścią tego. I to też budzi w nim odrazę.
To ją zaskoczyło.
– Czułeś się tak kiedyś?
Potrzebował czasu na odpowiedź.
– Powiedzmy, że znam uczucie samotności w tłumie. A dlaczego ty lubisz „Casablance"?
– Ingrid Bergman – odparła z westchnieniem. – Plączę za każdym razem, gdy musi wybrać między tym, czego pragnie, a tym, co powinna zrobić. To takie smutne.
– I wiele mówiące – zauważył.
– Co masz na myśli?
– Musiałaś zrezygnować z mieszkania z przyjaciółkami, żeby zaopiekować się babcią.
– Prawda – zgodziła się. – A jaki jest twój ulubiony nowy film?
– „Iniemamocni" – znowu odpowiedział bez wahania.
– Serio? Animowany film? – Zamrugała. – Dlaczego „Iniemamocni"?
– Żartujesz? – zaśmiał się. Każdego kolejnego wieczoru śmiał się coraz częściej i coraz swobodniej. – Elastyna jest rewelacyjna. Musi być świetna w łóżku.
Zaśmiała się zaskoczona i zasłoniła usta serwetką.
– Nie wierzę, że to powiedziałeś. Przecież to animowana bohaterka.
– I co z tego? Nadal jest świetna.
Zbeształa go spojrzeniem, ale bała się, że jej rozbawienie zniszczyło groźny efekt.
– Ale tak naprawdę, dlaczego to twój ulubiony film?