Выбрать главу

Ich ubrania zniknęły jak za sprawą magii, a ona przesunęła rękoma po jego ciele. Jej dotyk sprawił, że zadrżał z pożądania. Gdy położył ją na pelerynie, którą rozłożył nad księżycowym jeziorem, otworzyła ramiona, zapraszając go. Położył się obok niej, pochylając się nad nią. Cienie sprawiły, że ledwo było widać jego twarz, ale opuszkami palców przesunęła po jego rysach i wyczuła, że się uśmiecha.

– Wezmę cię, moja pani – powiedział, a jego głos był chrapliwy od pożądania.

– Tak – odparła i powitała jego ciężar, gdy okrył ją własnym ciałem.

Amy urwała, żeby odkleić koszulę od rozpalonego ciała. Boże, seks w wyobraźni był lepszy od prawdziwego. Sięgnęła po kieliszek wina i zauważyła, że jest już pusty. Postanowiła nalać sobie drugi. Pospieszyła do kuchni i pod wpływem impulsu złapała całą butelkę. Weszła z powrotem do łóżka i zastanowiła się nad tym, co napisała do tej pory. Czy rycerz naprawdę tak ostro będzie poczynał sobie z damą? Czy ona odpowie równie śmiało, chociaż to jej pierwszy raz? Lady Amelia była – rzecz jasna – dziewicą.

Amy zaśmiała się i postanowiła: Chrzanić realizm i poprawność polityczną! Ale potrzebowała trochę więcej wina, żeby opisać to, co stanie się potem. Scena szybko ją wciągnęła. Czuła ciężar mocnego, męskiego ciała, gdy sir Guy położył się na niej, wciskając w trawę pod peleryną. Ujęła jego wyrazistą twarz, pieszcząc palcami, gdy udami rozdzielił jej uda.

Dech jej zaparło, gdy poczuła jego męskość, proszącą, by mógł w nią wejść.

– Nie bój się.

– Nie boję się.

Uniosła zapraszająco biodra. Odpowiedział pewnym, gładkim ruchem, którym wszedł w nią do końca. Krzyknęła, gdy przebił jej błonę dziewiczą. Zamarł, tuląc ją do siebie, aż jej ciało przyzwyczaiło się do jego obecności. A potem…

Komputer Amy zadźwięczał. Przestraszyła się tak, że oblała sobie przód koszuli winem.

Ocierając ją, wściekła zerknęła na ekran, na nową wiadomość od Guya: Amy, proszę, jeśli jesteś tak zła, że nie możesz spać, porozmawiaj ze mną.

Zerknęła na zegarek na nocnej szafce i zdała sobie sprawę, że upłynęło już sporo czasu. Najwyraźniej pisanie o seksie trwało dłużej niż jego uprawianie. Rozgoryczona odpisała: Nie wściekam się. A teraz daj mi spokój.

Guy: Jeżeli tak, to czemu nadal nie śpisz?

Amy: Skoro musisz wiedzieć, to właśnie namiętnie kocham się z sir Guyem. To, że ja nie mogę mieć prawdziwego życia miłosnego, nie znaczy, że Lady Amelia też.

Guy: Co robisz?!

Amy: Słyszałeś. I co zrobisz? Powiesz mi, że skoro nosi twoje imię, jego też nie mogę zobaczyć?

Guy: Nie powiedziałem tego. Ja tylko… Nie wiem, czym jestem.

Amy: Tchórzem i pajacem.

Ignorując Guya, wróciła do sceny miłosnej. Sir Guy wszedł w nią twardo i mocno, a ona odpowiedziała całą sobą. Porwani namiętnością przeturlali się na pelerynie i w końcu Lady Amelia siedziała na nim. Uśmiechając się do niego, powiedziała, że dla niej jest piękny. Pieszcząc jej pełne piersi poznaczonymi bliznami dłońmi, odpowiedział jej tym samym.

Czując się cudownie i swobodnie, odrzuciła głowę do tyłu i pozwoliła, aby światło księżyca skąpało ją, gdy doprowadziła ich oboje do szczytu rozkoszy. Miała wrażenie, jakby wzleciała. Kiedy to minęło, opadła na jego pierś, on ją objął i przytulił do siebie,

Proszę, pomyślała z zadowoleniem. Napisała pierwszą scenę miłosną. I odwaliła kawał cholernie dobrej roboty. Tak powinna wyglądać namiętność w książkach i w życiu. Oddychała płytko. Cieniutka warstwa lśniącego potu pokryła jej ciało. Diabeł, który opanował ją tej nocy, podkusił ją, żeby otworzyła pocztą i wysłała tekst Guyowi.

Temat: Od Lady Amelii

Wiadomość: Chcesz zobaczyć, co cię ominęło tego wieczoru?

Dołączyła napisaną scenę, wysłała list… i wstrzymała dech.

W jednej chwili ogarnęło ją czyste przerażenie.

Spanikowana próbowała cofnąć list. Nie dało się. O Boże. O Boże, co zrobiła? Drżącymi dłońmi wysłała drugi list, błagając, żeby nie czytał załącznika. Zasłoniła usta obiema rękami i zagapiła się na ekran, zastanawiając się, czy Guy wysłucha jej prośby. Raczej nie.

Z jękiem zamknęła laptop i zasłoniła oczy. Jeśli istniała właściwa chwila, aby podłoga otworzyła się i ją pochłonęła, to właśnie nadeszła. Co narobiła? Jak u licha po czymś takim spojrzy Guyowi w oczy?

Jak u licha Byron kiedykolwiek spojrzy Amy w oczy? Krążył przed monitorami następnego ranka, czekając, aż przyniesie mu śniadanie. Powinien skłamać i powiedzieć, że nie czytał opowiastki, którą mu przesłała?

Próbował oprzeć się pokusie. Naprawdę. Ale przez godzinę leżał i zastanawiał się, co jest w załączniku; w końcu ciekawość wzięła górę. To, co przeczytał, kompletnie go oszołomiło. I podnieciło do granic możliwości. Przez ostatnich kilka dni wiele razy wyobrażał sobie kochanie się z Amy, ale zawsze było to słodkie i powolne. Albo wesołe i wypełnione śmiechem. Z pewnością nie wyobrażał sobie niczego tak gorącego, desperackiego i nawet odrobinę brutalnego.

Dobry Boże, minęły godziny, słońce wstało, a on nadal był twardy i pełen pożądania. Jak miał jej się teraz oprzeć? Nie był pewien, czy zdoła być z nią w jednym pomieszczeniu i nie stracić panowania nad sobą. Jako Gaspar mógł się schować za zamkniętymi drzwiami i musiał tylko znieść zawstydzenie Amy. Jakby to było mało, zważywszy na to, jak napięte stały się ich relacje.

Jako Beaufort musiał jednak udawać, że nic nie wie o tym, co wydarzyło się zeszłej nocy. Musiał z nią rozmawiać. Być w jej pobliżu. Zachowywać się zwyczajnie, podczas gdy chciał ją złapać w ramiona i całować długo i mocno, aż zerwaliby z siebie ubrania.

Na tę myśl poczuł jeszcze większe podniecenie. Jezu, ale się wpakował.

Siadł, schował twarz w dłoniach i próbował zmusić się do wymyślenia, co ma powiedzieć. I czekał na śniadanie. Czekał. I czekał.

A co, jeśli czuła się tak niezręcznie, że nie chciała mu przynieść śniadania?

Złapał pilota i włączył monitor pokazujący kuchnię. Nie zobaczył tam Amy. W żadnym pokoju nie było śladu jej obecności. Nawet nie zaczęła szykować śniadania.

Ogarnęła go panika. A jeśli odeszła? Może właśnie była na lotnisku i próbowała zarezerwować bilet, aby opuścić wyspę. Błyskawicznie przebrał się za Beauforta i pospieszył do kuchni.

– Amy? – zawołał. Żadnej odpowiedzi. Podszedł do drzwi jej pokoju i zapukał. – Amy?

Wydawało mu się, że usłyszał jęk, a potem zapadła cisza.

– Amy? – Zapukał znowu i przycisnął ucho do drzwi. – Nic ci nie jest?

Usłyszał kolejny jęk i coś upadło. Przerażony, że coś jej się stało, próbował przekręcić klamkę i odkrył, że drzwi są zamknięte. Niech to diabli. Odsunął się i wyważył kopniakiem drzwi.

Krzyk Amy przyciągnął jego uwagę do łóżka. Przez moskitierę dostrzegł, jak zerwała się, a potem opadła na poduszki, przyciskając obie dłonie do czoła.

– Jezu, co się stało? – Podbiegł do niej i odgarnął na bok siatkę. Był tak zmartwiony, że zapomniał o fałszywym akcencie. – Zachorowałaś? Coś ci się stało?

– Proszę, nie mów tak głośno – jęknęła.

Nagle zrozumiał. Miała kaca! Zauważył pustą butelkę po winie, która spadła na podłogę – to był ten odgłos, który usłyszał przez drzwi. Postawił ją z powrotem na nocnej szafce, obok kieliszka. Powąchał roztopiony lód i zorientował się, że w którymś momencie musiała przerzucić się na rumowy poncz, który uczyła się właśnie przygotowywać. Wielki błąd. Kac po rumie jest dość nieprzyjemny, ale po rumie z winem? Och, Amy. Serce mu się ścisnęło współczująco, kiedy przysiadł na materacu.