Выбрать главу

Kiedy tak stał i gapił się na nią, ona uniosła nieco brodę.

– Wiem, że tego nie pochwalasz, ale jestem zdecydowana wyciągnąć Guya z jego samotni. Więc chociaż powiedziałam, że nie będę tego robić, zamierzam zjeść z nim dziś kolację. I każdego następnego wieczoru, aż w końcu zgodzi się otworzyć drzwi i wyjdzie z wieży.

– Nie wyjdzie – oznajmił twardo sobie i jej. – Nie pozwoli ci siebie zobaczyć. Nigdy.

– Zobaczymy.

Skinęła lekko głową i podeszła do lodówki.

Byron stał i gapił się na jej plecy, podczas gdy ona brała masło, jajka i śmietanę. Chciał się sprzeciwić, ale nie potrafił znaleźć słów. W końcu powiedział jej dobranoc, a potem oszołomiony wyszedł z kuchni.

Co teraz zrobi? Nie mógł pozwolić jej zostać. Miał przerażającą pewność, że jeśli Amy zostanie, uda jej się. Zamęczy go delikatnym zdecydowaniem, aż w końcu będzie musiał powiedzieć jej prawdę. A wtedy ona znienawidzi go za to, że ją oszukiwał, i odrzuci go za to, kim jest.

O wiele lepiej wyrwać sobie serce już teraz i znaleźć sposób, żeby wyjechała. Nawet jeśli… dobry Boże, chciał, żeby została. Naprawdę, desperacko chciał, żeby została.

Gdyby Amy sama nie zmieniła zdania, list by ją do tego przekonał. Guy napisał go odręcznie mocnym, zamaszystym pismem, które uznała za eleganckie i jednocześnie agresywne. W liście napisał, ile znaczyły dla niego ich rozmowy przy kolacji, że zawsze będzie ją ciepło wspominał i że żałuje, że sprawy nie ułożyły się inaczej. Był jednak przekonany, że nie może pozwolić, aby go zobaczyła.

Jeśli idzie o ostatni wieczór, błagał ją, aby się nie wstydziła. Tak, przeczytał scenę, chociaż prosiła, aby tego nie robił, ale nie zamierzał przepraszać. Zamiast tego komplementował jej talent pisarski. Potem powiedział, że gdyby miał tylko jedno życzenie, to chciałby przeżyć z nią taką scenę – ale tak się nie stanie. Na koniec życzył jej szczęśliwego życia, bo uważał, że nikt inny nie zasługiwał na to bardziej od niej.

Przycisnęła list do piersi i zamrugała, żeby powstrzymać łzy. Maddy i Christine miały rację. Musiała z większą determinacją walczyć.

Kiedy skończyła gotować, ubrała się w jedną z dłuższych sukienek. Kwiatowy wzór opływał jej krągłe kształty i skrywał ją niemal do kostek. Chciała, żeby słońce szybciej zaszło, kiedy malowała się i upięła włosy z tyłu. Gdy nad światem zapadła ciemność, wzięła tacę z dwoma nakryciami i butelkę wina. Bogu dzięki, że czuła się już dobrze i mogła znowu pozwolić sobie na wino – chociaż tym razem w stosownych ilościach.

Żołądek zaciskał jej się, kiedy szła przez ciemne pokoje. Drogę oświetlały tylko promienie księżyca sączące się przez szpary żaluzji. W ciągu ostatnich kilku dni Lance wykończył pokoje z pomocą poradników i pasa z narzędziami.

Pokoje stały puste i czekały na meble. Zastanawiała się przez chwilę, czy Guy będzie zawracał sobie tym głowę. Opuszczał wieżę nocą, kiedy spała, i krążył po pustych pokojach? Umeblowanie ich sprawi mu przyjemność? Ale czy będzie się nimi cieszył w samotności?

Jakie to smutne, pomyślała, że nie wypełni pokojów ludźmi, śmiechem, życiem. Ta myśl umocniła ją w postanowieniu.

Przeszła przez bibliotekę i zobaczyła, że drzwi do biura Lance'a stoją uchylone. Ciemność wypełniała pokój. Nie zaskoczyło jej to. Zwykle Lance zostawiał zapalone światło, ale dziś nie spodziewał się, że Amy przyniesie Guyowi kolację. Przełożyła tacę do jednej ręki. Balansując nią, weszła i pstryknęła włącznik, by zapalić światło. Jednak lampa pozostała wyłączona.

Wtedy zauważyła drzwi do wieży. Były otwarte na oścież. Poza nimi ziała czerń.

Amy zamarła.

Niepokój przebiegł jej dreszczem po karku. Dostała gęsiej skórki na ramionach. Ktoś jeszcze był w pokoju. Wzięła powolny, drżący wdech.

– Guy?

– Jestem. – W głębi pokoju rozległ się miły, męski głos. Zaczęła drżeć. Złapała tacę obiema rękami, żeby jej nie upuścić.

Kiedy jej wzrok przyzwyczaił się do mroku, dostrzegła sylwetkę mężczyzny stojącego między oknami w najciemniejszej części pokoju. Dech jej zaparło z radości i strachu. W pierwszym odruchu chciała uciec, chociaż tak czekała na tę chwilę i tak o nią walczyła. Pokonała impuls. Teraz, kiedy upragniona chwila nadeszła, Amy nie wiedziała, co robić.

– Nie podchodź bliżej. Proszę – powiedział.

Kiwnęła głową. Wiedziała, że widzi ją w słabym świetle z biblioteki za jej plecami.

– Dobrze.

– Lance powiedział mi, że zmieniłaś zdanie co do wyjazdu.

– Tak. Chcę zostać. Zrozumiałam, że ucieczka ze wstydu to tchórzostwo. Nie jestem tchórzem, Guy.

– Ale jak zauważyłaś zeszłego wieczoru, ja jestem. – Słyszała, że wziął głęboki wdech, jakby zbierał się na odwagę. – Chcę, żebyś wyjechała, Amy. Pomyślałem, że jeśli powiem ci to osobiście, uwierzysz mi. Nie może nas połączyć nic więcej poza tym, co już mieliśmy. Nigdy. Kiedy zaprosiłem cię na wspólne kolacje, nigdy nie myślałem, że tak to się ułoży. Nie chciałem, żebyś przywiązała się do mnie jakoś szczególnie. Nawet nie wiem, jak to się stało. Dlaczego choć przez chwilę myślałaś, że chciałabyś być ze mną?

Serce jej zmiękło, gdy usłyszała ból i zmieszanie w jego głosie.

– Już ci powiedziałam dlaczego. Bo jesteś inteligentny i troskliwy i nigdy z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze, jak z tobą. Przy tobie inaczej na siebie patrzę. I chcę tego samego dla ciebie.

– Nie jestem takim mężczyzną, jak myślisz.

– Wiem, że się boisz. Ja też. To nic złego. – Kiedy to powiedziała, znalazła odwagę, żeby podejść i postawić tacę na stole. – Ale źle, gdy pozwalamy, aby strach nas hamował.

– Amy, nie – zaczął, gdy obeszła stół i ruszyła w jego kierunku. – Nie podchodź!

– Nie.

Chociaż serce biło jej jak szalone, szła dalej, aż stanęła kilka kroków przed nim… Blade światło z okien ukazywało tylko jego zarys.

– Jest dość ciemno, żebym nie widziała twojej twarzy, ale chcę cię dotknąć, jeśli mi pozwolisz. Żebym miała pewność, że jesteś tu naprawdę.

– Nie jestem.

– Pozwól… – Uniosła rękę, a on skulił się pod ścianą, niknąc w ciemnościach. – Proszę.

Przysunęła dłoń i dotknęła opuszkami palców jego dłoni. Wstrzymała oddech i prawie cofnęła rękę. Prawie. Zebrała się w sobie i położyła swoją dłoń na jego dłoni i ich ręce przywarły na chwilę do siebie. Uśmiechnęła się w duchu.

– Jesteś naprawdę.

– Nie.

– Bałam się, że mi się przyśniłeś. Że wymarzyłam sobie mężczyznę, który uzna mnie za piękną. Który sprawi, że poczuję się piękna.

Opuszkami dotykała jego palców. Były długie, męskie i szorstkie, z jednym, może dwoma odciskami. Nie spodziewała się tego. Zaczęła dotykiem badać kontur jego dłoni.

– Mężczyznę, który sprawi, że poczuję się seksowna. I śmiała.

– Amy. – Jego głos był napięty. – Masz pojęcie, co mi robisz?

– Powiedz mi. – Próbowała go dojrzeć i dostrzegła błysk w jego oczach.

– Dłoń, której dotykała, zamknęła się na jej ręce i zacisnęła mocno.

– Pragnę cię tak, jak jeszcze nigdy niczego w życiu.

– Więc zapal światło. Żebym cię zobaczyła.

– Nie.

– Dobrze. Więc bez światła. Tylko tak. – Uniosła drugą dłoń i dotknęła opuszkani jego skóry. Policzka. Nie odsunął się. Stał przyciśnięty do ściany, oddychając płytko, gdy badała jego twarz.

Z każdym dotknięciem coraz mniej rozumiała. Spodziewała się blizn lub deformacji, ale wyczuła gładką skórę, równe policzki i szczęki, wyraziste łuki brwi, prosty nos. Dotarła do ust i palce zadrżały jej, gdy poczuła ciepło jego oddechu.